Tarcza na Litwie?

Tarcza na Litwie?

Informacja, że Amerykanie zlokalizują instalację przeciwrakietową na Litwie, jest próbą wywarcia nacisku na polski rząd

Rozmowy między USA a Republiką Czeską w sprawie instalacji wielkiego radaru na obszarze Czech dobiegły końca. W pierwszej dekadzie lipca możliwe jest podpisanie dwustronnego porozumienia w tej sprawie, a i samo jego zamontowanie nie jest odległe w czasie, urządzenie to bowiem już pracuje na amerykańskim Samoa. Na tym tle trudności w rozmowach z Polską z pewnością irytują Amerykanów, przywykłych raczej do naszej uległości.

Walka o miliony

Rząd Tuska nie chce się zgodzić na dość jednostronną umowę, jaką był skłonny zawrzeć jego poprzednik. Tym razem strona polska żąda w pakiecie propozycji szerszych niż symboliczne sumy na dozbrojenie polskiej armii oraz zagwarantowanie większego bezpieczeństwa naszemu terytorium przed ewentualnym uderzeniem rakietowo-jądrowym. Amerykanie jednak nasze postulaty umieszczenia na naszym terytorium sześciu dywizjonów rakiet Patriot 3 lub najnowocześniejszych THAAD potraktowali dość pobłażliwie, dając do zrozumienia, że Polacy musieliby za operacyjne systemy antyrakietowe zapłacić, i to sporo. Także oczekiwania pomocy w dozbrojeniu polskiej armii strona amerykańska traktowała z dystansem, oferując całą gamę sprzętu, ale do sprzedaży. Suma oferowanej pomocy z 20 mln dol. wzrosła co prawda do 47 mln, ale biorąc pod uwagę ceny uzbrojenia, można powiedzieć, że wystarczyłoby to mniej więcej na dwa czołgi klasy A1 Abrams lub na jeden szturmowy śmigłowiec typu Apache (na marginesie – dla Izraela przewidziano pomoc wojskową w wysokości 3,5 mld dol., a dla Egiptu około 1 mld).
Jednak rząd polski, i chwała mu za to, okazał się mało ustępliwy, wobec czego dyplomaci amerykańscy wyjęli kolejnego asa z rękawa – przynajmniej w ich mniemaniu. Oto pojawiły się w mediach informacje, że o ile rozmowy z Polską nie zakończą się w lipcu parafowaniem porozumienia – czytaj: o ile strona polska nie ustąpi – USA ulokują bazę z pociskami antyrakietowymi na Litwie.

Ochota to nie wszystko

Litwa – podobnie jak Łotwa i Estonia – znajduje się w sytuacji szczególnej. Mimo nieciekawego położenia geopolitycznego – bezpośrednia bliskość zony Kaliningradu i Białorusi – nie ma specjalnego zamiaru przeznaczyć liczących się kwot na dozbrojenie. Paradoksem jest np. fakt, że trzy kraje bałtyckie razem wzięte nie mają np. samolotów bojowych i ochronę powietrzną nad ich terytoriami sprawują kolejno po pół roku inne państwa NATO – oczywiście swoimi samolotami i na swój koszt. Uczestniczy też w tym parasolu powietrznym Polska. Potencjał militarny Litwy jest oceniany przez londyński Międzynarodowy Instytut Badań Strategicznych na równowartość czterech batalionów wojsk lądowych. Do tego dochodzi trochę kutrów patrolowych na morzu. Litwa uchyla się też dość systematycznie i skutecznie od partycypacji nawet już nie militarnej, ale i ekonomicznej w ekspedycjach Paktu Północnoatlantyckiego. Dlatego propozycja amerykańska jest po prostu swego rodzaju złotym deszczem dla Litwy. Bo oczywiste jest, że gdyby właśnie na Litwie Amerykanie zainstalowali swoje antyrakiety systemu NMD, musieliby tym samym wprowadzić dość potężne siły – własne lub sojusznicze – do obrony bazy. Tym samym problem obronności tego państwa zostałby rozwiązany skutecznie i na dodatek bezpłatnie.

Za blisko Kaliningradu

Oprócz jednak chęci władz litewskich istnieje jeszcze coś takiego jak strategia i geopolityka. Musimy przypomnieć, że kilka lat temu, kiedy USA po raz pierwszy składały Polsce propozycję instalacji bazy antyrakietowych pocisków, obiekt ten miał być zlokalizowany na poligonie w Orzyszu. Był to optymalny wybór, jeżeli chodzi o możliwe trajektorie lotu pocisków nad Morze Barentsa, bo właśnie głównie w tym akwenie miały być zestrzeliwane rosyjskie rakiety startujące z silosów na Półwyspie Kola. Jednak później lokalizację przeniesiono na środkowe wybrzeże. Zadecydowały o tym względy bezpieczeństwa bazy. Orzysz leży niewiele dalej od zony Kaliningradu niż praktycznie całe terytorium Litwy. Żmudź, która jest wstępnie proponowana jako hipotetyczna lokalizacja, nie jest wcale bezpieczniejsza niż nasz poligon. Nie chodzi tu nawet o ewentualny atak rakietowy, ale o możliwy np. rajd jednostek specnazu w celu zdobycia i przejęcia bazy wraz z wyposażeniem, co jest prawdopodobne w wypadku jakiegoś kryzysu. Dlatego też puszczoną w świat rzekomo rewelacyjną wiadomość, że to na Litwie, a nie w Polsce będzie instalowana baza, należy raczej włożyć między bajki. O ile Polska jest, cytując Zbigniewa Brzezińskiego, tylko trzeciorzędnym sojusznikiem USA, o tyle Litwa jest szósto- ósmorzędnym. Nie liczą się w najmniejszym stopniu chęci polityków z Wilna, tylko interes globalny Stanów Zjednoczonych. Chodzi o wywarcie nacisku na polskie władze. Nic więcej.

Nie wszyscy politycy umieją w tej sytuacji zachować zimną krew. Prezydent Kaczyński w czasie ostatniej wizyty w Wilnie poruszył ku radości Litwinów ten temat, a pod koniec tygodnia wysłał do Waszyngtonu szefową swojej kancelarii, Annę Fotygę, z „misją ostatniej szansy”. Jedyna pociecha, że znając dotychczasowe osiągnięcia Fotygi, nie należy liczyć na powodzenie tej misji.

 

Wydanie: 27/2008

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy