Trzy żony rzeźnika

Trzy żony rzeźnika

We Włoszech 30 tys. muzułmańskich mężczyzn może bez przeszkód praktykować wielożeństwo, za co w rodzinnym kraju zostaliby wtrąceni do więzienia

Choć w ostatnich tygodniach Włochy przeżywają prawdziwą inwazję tysięcy Afrykańczyków, przybijających codziennie do brzegów niewielkiej Lampedusy, to nie oni wzbudzają największe emocje, lecz mieszkający od 20 lat we Włoszech 43-letni Marokańczyk Farid, który postanowił sprowadzić tu trzecią żonę.
– Jestem poligamistą i nie zamierzam się z tym kryć. Wszystkie żony poślubiłem w moim ojczystym kraju legalnie, we Włoszech zarabiam i płacę regularnie podatki, nie widzę powodu, dla którego nie mógłbym żyć tu z całą rodziną – powiedział.
Farid przyjechał do Włoch jako 23-latek, notabene jak większość tych, którzy dziś na przepełnionych szalupach docierają do Lampedusy. Ponieważ miał znajomych w Ligurii, a ściśle mówiąc, w niewielkim mieście Albenga, i on tam osiadł. 20 lat temu z pracą nie było tak krucho jak teraz, więc bez problemu znalazł zatrudnienie w masarni. Gdy nauczył się dobrze fachu, postanowił założyć ubojnię halal, w której szlachtuje się bydło zgodnie z zasadami islamu. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę – wkrótce Farid miał wierną i, co ważne, liczną klientelę.
Trzy lata później pojechał do Maroka, lecz nie były to zwykłe odwiedziny, bo Farid zdecydował się na ożenek. Po ślubie wrócił do Albengi, gdzie wkrótce dołączyła do niego żona. W ciągu dwóch kolejnych lat przyszła na świat dwójka ich dzieci. Małżonkowie żyli zasobnie i byli postrzegani przez niewielką społeczność Albengi jako zgodna para, dobrzy rodzice i mili sąsiedzi.

Separacja przykrywką

Interesy szły Faridowi tak gładko, że otworzył niedaleko Albengi drugą rzeźnię. Kilka miesięcy później pojechał do Maroka i ożenił się po raz drugi. Aby sprowadzić młodszą żonę do Włoch, wniósł o separację z pierwszą małżonką. A ponieważ dochody pozwalały mu na utrzymanie obu kobiet, otrzymał pozwolenie na przyjazd tej drugiej. Rzeźnik wraz z młodszą żoną osiadł w nowym apartamencie. W poprzednim, też będącym jego własnością, pozostała pierwsza żona z dziećmi. Farid nigdy nie przestał utrzymywać z nią dobrych małżeńskich stosunków.
Minęło siedem lat. Farid został dwukrotnie ojcem i otworzył kolejną ubojnię, tym razem w stolicy Ligurii, Genui. Niewątpliwy sukces w biznesie uczcił wyjazdem do Maroka i trzecim ożenkiem. Tym razem, starając się o pozwolenie na przyjazd wybranki w ramach łączenia rodzin, podał jako miejsce zamieszkania z bardzo młodą żoną ten sam adres, pod którym żyje z drugą i w świetle włoskiego prawa jedyną legalną towarzyszką. Mężczyzna stwierdził, że jest poligamistą i nie zamierza się z tym kryć. Wszystkie jego śluby zostały zawarte w Maroku zgodnie z prawem. We Włoszech płaci regularnie podatki, jego dochód wynosi 70 tys. euro rocznie, co pozwala mu utrzymywać wszystkie trzy żony i dzieci. Mężczyzna oświadczył, że jeśli nie dostanie zgody włoskiego sądu, złoży apelację w Europejskim Trybunale Praw Obywatelskich.
Jak można było się spodziewać, historia marokańskiego rzeźnika wywołała burzę. Mario Lavicoli, adwokat Farida, stwierdził, że najwyższy czas zacząć głośno mówić o tym problemie, jego zdaniem bowiem poligamia jest we Włoszech faktem. – Wszyscy wiedzą, że separacje, o które proszą mieszkający w naszym kraju Arabowie, są w większości sposobem na otrzymanie pozwolenia na sprowadzenie drugiej żony. Tak czy inaczej później wszyscy mieszkają razem. Należy tę sytuację prawnie określić – powiedział. Adwokat, który zna Farida od 12 lat, stwierdził, że uważał go i jego drugą żonę za doskonałą parę.
– Zawsze gdy potrzebował mojej rady, przychodzili razem, żona w tradycyjnym stroju muzułmańskim, ale bez welonu przykrywającego twarz – stwierdził adwokat, przyznał jednak, że radząc się w sprawie trzeciego ożenku, Farid złożył mu wizytę sam.
Na arenie politycznej nie dyskutuje się jeszcze o sprawie. Wielu polityków boi się tego tematu, a większość z nich nie jest do niego merytorycznie przygotowana (wielu jest przekonanych, że burka i welon to symbole religijne). Opinia publiczna jest w większości zgodna: meczety, burki, a teraz jeszcze poligamia, niech się żenią nawet ze stoma kobietami, ale w swoim kraju. Wielu indagowanych mężczyzn skomentowało to, półżartem użalając się, że z jedną żoną trudno wytrzymać, a co dopiero z kilkoma. – Nie zapominajcie, zazdrośnicy, że trzeba finansowo utrzymać wszystkie żony i dzieci, może więc warto się zastanowić, zanim wyjedziecie do Maroka i zmienicie obywatelstwo – zaapelował jeden z uczestników internetowej debaty do tych, którym idea wielożeństwa wyraźnie się podobała. Z jednomyślnego chóru oburzonych kobiet wyróżniła się Monika, która napisała, że po lekturze książki o poligamii doszła do wniosku, iż wielożeństwo, jeśli jest właściwie wdrażane, to znaczy wtedy, gdy wszystkie żony są jednakowo traktowane, może być rozsądną alternatywą dla Zachodu, gdzie żony często bywają niewolnicami kulturalnej i socjologicznej rzeczywistości, która w żaden sposób nie idzie w parze z biologicznymi potrzebami mężczyzn. Wpis ten wywołał ostrą reakcję pań, większość z nich stwierdziła, że osoba podpisująca się imieniem Monika z pewnością jest męskim zwyrodnialcem lub, jeśli jest kobietą, to pewnie pozbawioną godności osobistej, gotową na wszystko starą panną.

Harem, hurysy i hulaj dusza

Posiadanie haremu zawsze było uważane w krajach arabskich za powód do dumy. Ostatnim rekordowym poligamistą okazał się zmarły w ubiegłym roku Kenijczyk Akuku, który miał 130 żon. To jednak przypadki skrajne. Z reguły szarijat, czyli prawo koraniczne, nie pozwala Arabom na poślubienie więcej niż czterech kobiet. W większości krajów arabskich zasady islamu interpretowane przez imamów są jedynym regulatorem życia rodzinnego, w tym zawierania małżeństw, a laickie prawo rodzinne jako takie w ogóle nie istnieje. W państwach takich jak Kuwejt czy Jemen skodyfikowano prawo rodzinne, ale opiera się ono na prawie tradycyjnym, jednak już w Jemenie Południowym poligamia została znacznie ograniczona. W Iraku pierwszy kodeks prawa rodzinnego o wyraźnie laickim charakterze ukazał się w 1978 r. De facto zakazał on poligamii z wyjątkiem sytuacji, gdy godzi się na nią pierwsza żona, ale kodeks ten został anulowany w 2003 r. na fali powrotu do tradycji. Obecnie zawieranie małżeństw regulowane jest zgodnie z szyicką lub sunnicką interpretacją Koranu. W Libanie prawo podporządkowane jest 17 oficjalnie uznawanym religiom. W Libii i Algierii małżonkowie mogą w akcie ślubnym zawrzeć klauzulę o monogamii bądź zapis mówiący, że pierwsza żona musi się zgodzić na drugie małżeństwo męża lub konieczna będzie autoryzacja sądu. Aczkolwiek w praktyce nie ma to większego znaczenia, bo pierwsze żony z reguły są zmuszane do zgody, jest to częściowe ograniczenie prawa tradycyjnie uznawanego za prerogatywę mężczyzny. W Egipcie od lat toczy się batalia między zwolennikami tradycji i postępu. Od 1979 r. pierwsza żona – gdy mąż chce kolejny raz się ożenić – ma prawo do rozwodu, ale musi udowodnić przed sądem, że drugi związek męża przyniósł jej szkody finansowe i psychologiczno-emocjonalne. Może natomiast otrzymać rozwód bez większych przeszkód, gdy zrzeknie się wszelkich praw do wspólnego majątku.
W rodzinnym kraju włoskiego rzeźnika poligamisty, czyli w Maroku, wielożeństwo nie jest zabronione, ale w kodeksie z 2003 r. istnieje zapis, że każdy związek powyżej czwartego, czyli liczby dozwolonej przez szarijat, uznawany będzie za nieważny. Ponadto poligamia musi być zatwierdzana przez sąd, a warunkiem są możliwości finansowe. Druga żona musi też wiedzieć o istnieniu pierwszej i akceptować to. Gdy zawierając pierwszy związek, mężczyzna zgodzi się na klauzulę o monogamii, teoretycznie nie może się powtórnie ożenić, praktycznie ma możliwość tzw. repudium, czyli odtrącenia żony, które obecnie prawie zawsze przybiera jednak formę prawnego rozwodu.
Największą rewolucję dotyczącą prawa rodzinnego przeprowadzono w Tunezji, gdzie formalnie zakazano poligamii już w 1956 r. Wtedy też zabroniono tradycyjnego repudium poprzez odtrącenie żony przez męża za pośrednictwem trzykrotnego wypowiedzenia przez niego odpowiedniej formuły. Te śmiałe zmiany były możliwe dzięki oryginalnej interpretacji Koranu. Jeden z wersetów Koranu mówi: jeśli obawiacie się, że nie będziecie w stanie każdej z waszych żon traktować jednakowo, ożeńcie się z jedną; inny zaś brzmi: nawet jeśli bardzo tego pragniecie, nie będziecie w stanie z wszystkimi waszymi żonami jednakowo postępować. Wysnuto z tego wniosek, że Koran zabrania praktykowania poligamii. Wielożeństwo jest w Tunezji karane, za bigamię grozi grzywna i do roku więzienia. Każde z małżonków może w tym kraju wnieść pozew o rozwód, który notabene został tam wprowadzony 20 lat wcześniej niż we Włoszech. Od 2008 r. istnieje zapis prawny, że po rozwodzie matce lub osobie, której sąd przyznał prawo do opieki nad dzieckiem, przysługuje mieszkanie należące wcześniej do małżonków.
Jeszcze wcześniej, bo w 1926 r., poligamia została prawnie zakazana w Turcji. Oczywiście Turcja i Tunezja to wyjątki, ale nie ulega wątpliwości, że w całym świecie muzułmańskim kiełkuje ruch obrony praw kobiet. Rządzący w Tunezji już ponad pół wieku temu Habib Burgiba głosił, że emancypacja kobiet to warunek sine qua non rozwoju tunezyjskiego społeczeństwa. W 2003 r. marokański król Mohammed VI (w kraju tym król jest uznawany za bezpośredniego potomka Mahometa) zastanawiał się, jak można myśleć o postępie społeczeństwa, skoro kobiety nie mają żadnych praw, są spychane na margines i pozbawiane godności gwarantowanej przez świętą religię.

Kamikadze i poligamiści

Suzanna Mubarak, żona byłego prezydenta Egiptu, w wywiadach udzielanych włoskiej prasie wielokrotnie mówiła, że w jej kraju nie można niestety zakazać poligamii prawnie, ale wyraziła nadzieję, że uda się ten prymitywny zwyczaj wykorzenić dzięki postępowi i kulturze. Była pierwsza dama Egiptu dała wyraźnie do zrozumienia, że przeszkodą na drodze reform jest islamski fundamentalizm – to ekstremiści chcą poddaństwa kobiety. W Niemczech sędzia Christa Datz-Winter odmówiła rozwodu muzułmańskiej kobiecie, która wystąpiła z pozwem, ponieważ była bita przez męża. Sędzia tłumaczyła decyzję tym, że w środowisku, z którego małżonkowie się wywodzą, cielesne karanie żony przez męża jest uświęcone tradycją. Wyrok ten spotkał się ze zdecydowanym protestem wielu postępowych działaczy muzułmańskich. Trudno bowiem nie zastanawiać się, czy wyrok ten ma rzeczywiście cokolwiek wspólnego z demokracją i tolerancją, czy nie jest raczej przejawem szerzącego się na Starym Kontynencie skrajnego relatywizmu kulturalnego i moralnego.
Teoretycznie to żyjący w Europie muzułmanie powinni integrować się ze społeczeństwem i kulturą kraju, w którym są gośćmi. Powinni podzielać podstawowe wartości jego konstytucji, jak dzieje się to w wielonarodowych Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej, tymczasem w praktyce to europejskie rządy i sądy akceptują i popierają muzułmańskie prawa. Dlatego nie dziwi, że Europa już wychowała pokolenie islamskich kamikadze, a teraz rosną jej zastępy muzułmanów praktykujących poligamię.
– Obecnie łatwiej Turkowi być poligamistą w Berlinie czy w Rzymie niż w Ankarze – stwierdziła tunezyjska pisarka Raja Ben Salama. Jak odmówić jej racji, skoro poligamia w Turcji została zakazana prawie 90 lat temu, w Niemczech zaś, gdzie żyje największa w Europie mniejszość turecka, liczbę poligamistów ocenia się na 60 tys. We Francji, gdzie mieszka największa europejska grupa wyznawców islamu, ok. 6 mln, liczbę poligamistów szacuje się na 120 tys. Więcej niż jedną żonę ma też niemało, bo ok. 30 tys. muzułmanów osiadłych we Włoszech. Poligamia jest tu co prawda prawnie zabroniona, ale jak pokazał wyrok Sądu Apelacyjnego w Bolonii z 2003 r., „przestępstwo poligamii może być popełnione wyłącznie przez obywatela włoskiego na terenie Włoch, nie ma znaczenia to, co cudzoziemiec robi poza granicami Włoch, w kraju, gdzie wielożeństwo jest prawnie dozwolone”. Faktycznie sentencja ta oznacza uznanie wielożeństwa za legalne i paradoksalnie stawia muzułmanów w kraju, w którym są gośćmi, ponad jego prawem. Wielu muzułmańskich mężczyzn może we Włoszech bez przeszkód praktykować wielożeństwo, za co w rodzinnym kraju zostaliby wtrąceni do więzienia. W Tunezji za poligamiczny uważany jest również związek urfi, czyli zawarty poprzez wypowiedzenie przed bogiem przez mężczyznę i kobietę obietnicy wspólnego życia. Takie małżeństwa zawierane są masowo we włoskich meczetach i nie są karane, bo nie zostały zarejestrowane w urzędzie stanu cywilnego.
Włochy i cała Europa, która zresztą w imię laickich tradycji nie umieściła w konstytucji zapisu o chrześcijańskich korzeniach Starego Kontynentu, są w imię fałszywie pojętej demokracji zbyt tolerancyjne wobec tradycji religijnych islamu, w jego najgorszej fundamentalistycznej wersji, z którą walczą postępowe siły wielu krajów muzułmańskich. Może warto by się udać do nich po naukę.

Wydanie: 17-18/2011

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy