Zbliżeniu Moskwy i Pekinu sprzyja polityka USA

Zbliżeniu Moskwy i Pekinu sprzyja polityka USA

KORESPONDENCJA Z MOSKWY

Władimir Putin i Jiang Zemin planowali wspólne odśpiewanie w wypełnionej studentami auli Uniwersytetu im. Łomonosowa radzieckiego hitu „Podmoskownyje wieczera”. W ostatniej chwili zrezygnowali. Zastąpił ich chór. Nawet po podpisaniu traktatu o dobrym sąsiedztwie, przyjaźni i współpracy na rosyjsko-chiński duet się nie zanosi. Oba państwa kierują się własnymi, pragmatycznymi interesami. Wolą śpiewać solo.
Przewodniczący ChRL polubił rosyjskie piosenki w okresie praktyki w zakładach samochodowych im. Stalina – ZIS. W jednej z nich powtarzały się słowa „Rosjanin z Chińczykiem bracia na wiek”. Ilustrowały one relacje między budującymi komunizm państwami. We wspólnym oświadczeniu znalazła się deklaracja: „Na wieki przyjaciele, nigdy wrogowie”. Jednak tym razem nie ma mowy o solidarności klasowej, budowie stosunków sojuszniczych ani wytypowaniu wspólnego wroga.

Traktat jest pomysłem

Jiang Zemina. Zaproponował go Putinowi przed rokiem w Pekinie. Podpisany na Kremlu dokument to zapewne część testamentu politycznego przewodniczącego ChRL, który ogłosi swe odejście na przyszłorocznym zjeździe Komunistycznej Partii Chin. Młodsze pokolenie chińskich polityków nie uczyło się w ZSRR ani nie odbywało praktyk w radzieckich fabrykach. Wpływy działaczy znających Rosję i rosyjski – obecnie we władzach ChRL jest ich kilkanaście procent – kurczą się. Perspektywy są mało pocieszające dla Kremla. W Rosji studiuje trzy tysiące Chińczyków, w USA – ćwierć miliona.
Politycznemu zbliżeniu Moskwy i Pekinu sprzyjała polityka USA. Atak NATO na Jugosławię i nowa doktryna Sojuszu przypieczętowały redukcję roli Rady Bezpieczeństwa ONZ, w której Rosja i Chiny zasiadają na prawach stałych członków. Realizacja zamiaru George’a W. Busha budowy systemu obrany rakietowej zredukowałaby znaczenie arsenałów nuklearnych obu państw. Chiny irytuje również pomoc USA dla Tajwanu.
We wszystkich tych kwestiach Jiang Zemin znalazł zrozumienie i poparcie. W traktacie – na wniosek Pekinu – umieszczono zapis o uznaniu Tajwanu za „nieodłączną część” Chin. Wywołało to niepokój, że Rosja może zostać wciągnięta w ewentualny konflikt zbrojny o nieobliczalnych skutkach i zasięgu. Jednak w dokumencie nie ma mowy o przyjściu partnerowi ze zbrojną odsieczą.
Putin ma własną kalkulację. Przed szczytem G-7 i Rosji w Genui potrzebny był mu solidarny głos sprzeciwu wobec amerykańskiego parasola atomowego. W zamian za satysfakcjonujący Pekin

zapis dotyczący Tajwanu

uzyskał traktatowe przyrzeczenie niewysuwania roszczeń terytorialnych. To z kolei uspokoiło część rosyjskiej opinii publicznej, straszonej wizjami opanowania Dalekiego Wschodu i Syberii przez Chiny. Problem granicy należy do najdrażliwszych w stosunkach miedzy Moskwą i Pekinem. Wspomnienia krwawych walk o wyspę Damanski jest nadal żywe. Do tej pory udała się demarkacja 98%, granicy chińsko-rosyjskiej. Wspólnie z innymi byłymi republikami graniczącymi z Chinami zredukowano obecność wojskową w rejonach przygranicznych, opracowano system środków zaufania, m.in. kontroli sił zbrojnych w rejonach przygranicznych.
Traktatowe uznanie granic niczego nie przesądza – twierdzi część rosyjskich ekspertów. Ich zdaniem, na rosyjskim Dalekim Wschodzie może być powtórzony scenariusz ćwiczony przez Albańczyków w Kosowie i Macedonii. W graniczących z Chinami regionach Rosji mieszka ok. 7 mln osób – 20 razy mniej niż w przygranicznych prowincjach Chin. W wyniku narastającej nielegalnej emigracji liczba Chińczyków na Dalekim Wschodzie może przekroczyć liczbę Rosjan. Wówczas nie uniknie się żądań uznania ich praw, budowy chińskiej autonomii.
Jednym z głównych celów Putina jest skorzystanie na chińskim skoku gospodarczym. Do tej pory udaje się to głównie rosyjskim fabrykom zbrojeniowym. Zakłady lotnicze w Komsomolsku nad Amurem przeżyły lata 90. dzięki zamówieniom z Chin na samoloty wielozadaniowe Su-27. Fabryka pracuje niemal wyłącznie na potrzeby chińskiej armii, bo rosyjskiej nie stać na kupowanie nowej broni. Dzięki temu uniknęła losu, jaki spotkał fabryki czołgów w Niżnim Tagilu na Uralu, która została opuszczona przez fachowców i rozkradziona przez pracowników.
W ub.r. Rosja sprzedała Chinom broń na kwotę 1,7 mld dol. Kreml nie jest zainteresowany – ze względu na bezpieczeństwo kraju – dalszym wzrostem tego segmentu eksportu. Rosjanie od lat namawiają Chiny do zwiększenia „cywilnej” współpracy gospodarczej. Rosyjskie firmy nie wygrały

żadnego większego przetargu

na prace w Chinach. Nie doczekał się realizacji pomysł modernizacji przez Rosjan zakładów, które swego czasu zbudował Związek Radziecki. W 2000 r. rosyjsko-chiń-
skie obroty handlowe wyniosły 8 mld dol. Chińsko-amerykańskie sięgają 116 mld, zaś chińsko-japoń-
skie – 80 mld. Mimo „strategicznego partnerstwa” Chińczycy wolą amerykańskie Boeingi niż rosyjskie Tupolewy.
Rozwój współpracy gospodarczej, uzyskanie pozycji ważnego partnera biznesowego Chin to lepsze zapewnienie własnego bezpieczeństwa niż traktaty i najczulsze nawet uściski przywódców. Dlatego Rosjanie chcą opleść Chiny rurami, którymi pompowaliby gaz i ropę nie tylko do Państwa Środka, ale także Japonii i Korei. W czasie wizyty przewodniczącego ChRL odnieśli pierwszy sukces. Uzgodniono budowę ropociągu.
Obaj przywódcy podkreślali, że podpisany traktat jest adresowany do przyszłych pokoleń. Jako pierwszy zweryfikuje go już niedługo następca Jiang Zemina.

Wydanie: 30/2001

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy