Oddział morderców z US Army

Oddział morderców z US Army

Dla zabawy zabijali afgańskich cywilów i okaleczali ich zwłoki

W Afganistanie może dojść do erupcji gniewu i fali zamachów na wojska NATO. Niemiecki tygodnik „Der Spiegel” opublikował bowiem trzy makabryczne zdjęcia. Przedstawiają one amerykańskich żołnierzy przy zwłokach zamordowanych afgańskich cywilów. Zabójcy podnoszą za włosy głowę ofiary.
Według magazynu, amerykański wymiar sprawiedliwości ma 4 tys. podobnych fotografii i filmów wideo, zbyt przerażających, aby je pokazywać.
Nie ulega wątpliwości, że sprawcy, którzy nazwali się Kill Team (oddział zabijania), urządzali prawdziwe łowy na afgańskich cywilów według dokładnie przygotowanego planu. Działali z zimną krwią, powodowani żądzą zabijania. Po dokonaniu zbrodni zabierali makabryczne „trofea” – odcięte palce, kości nóg, zęby. Według aktu oskarżenia pewien żołnierz wziął nawet czaszkę.
Zdaniem komentatorów, to najbardziej skandaliczny i szokujący przypadek zbrodni wojennych, popełnionych przez wojska koalicji podczas dziesięcioletniej wojny w Afganistanie.
Wysocy oficerowie NATO obawiają się, że publikacja fotografii będzie miała równie fatalne skutki jak skandal wokół dręczenia jeńców w więzieniu w Abu Ghraib pod Bagdadem z 2003 r. Wstrząsające zdjęcia z Abu Ghraib, także wykonane przez sprawców, wywołały antyamerykańskie nastroje w całym świecie islamskim. Wiele organizacji działających w Afganistanie, w tym ONZ, zaleciło pracownikom, aby zamknęli się w bezpiecznych kwaterach w Kabulu.
Waszyngton robi wszystko, by nie powtórzyła się sytuacja po Abu Ghraib. Naciski Białego Domu sprawiły, że media głównego nurtu w USA prawie

nie informują o skandalu.

Wiceprezydent Joe Biden rozmawiał w tej sprawie z prezydentem Afganistanu Hamidem Karzajem. Także sekretarz stanu Hillary Clinton i naczelny dowódca sił koalicji w Afganistanie, amerykański generał David Petraeus, próbowali uspokoić afgańskich polityków.
Armia Stanów Zjednoczonych wydała komunikat, w którym przeprosiła za cierpienie spowodowane przez zdjęcia, stwierdziła ponadto, że „fotografie te są odrażające i zdecydowanie sprzeczne z dyscypliną, profesjonalizmem i szacunkiem, które charakteryzują służbę naszych żołnierzy podczas niemal dziesięcioletniej operacji”.
Sąd wojenny czeka 12 żołnierzy z 2. Dywizji Piechoty, 5. Brygady Czołgów Stryker, która w latach 2009-2010 stacjonowała w okolicach Kandaharu w południowym Afganistanie. Pięciu żołnierzy: sierżant Calvin Gibbs, szeregowiec Andrew Holmes, starsi szeregowi Jeremy Morlock, Adam Winfield oraz Michael Wagnon, zostało oskarżonych o morderstwa z premedytacją i wiele innych przestępstw. Grozi im dożywocie lub kara śmierci. Procesy toczą się w bazie wojskowej Lewis-McChord w pobliżu Seattle. Morlock, który jest na zdjęciu opublikowanym przez niemiecki tygodnik, poszedł na ugodę z prokuraturą. Przyznał się do winy i zgodził się zeznawać przeciw kolegom. W zamian dostanie wyrok 24 lat więzienia.
Siedmiu innym żołnierzom postawiono zarzuty ukrywania czynów kolegów, brania narkotyków, profanacji zwłok, posiadania zdjęć zabitych ludzi.
Z dostępnych informacji wynika, że żołnierze nieustannie odurzający się lekarstwami i haszyszem stracili nad sobą kontrolę. Kill Team zorganizował sierżant Calvin Gibbs, który terroryzował podwładnych i codziennie palił opium zmieszane z haszyszem. Żołnierze potwornie się go bali. Jak zeznał kapral Emmitt Quintal, Gibbs wraz z innymi pobił żołnierza, którego uznał za kapusia. Potem „sierżant powiedział mu, że jeśli jeszcze raz doniesie, to on go zabije, nie ma z tym problemu, ponieważ już zabijał ludzi. Gibbs miał chustę, którą rozwinął. Wypadły z niej trzy ludzkie palce. W tym momencie pomyślałem, że oszaleję”, relacjonował Quintal.
Gibbs zgromadził arsenał broni, którą podrzucał mającym zginąć Afgańczykom. Morderstw dokonywano według przemyślanego scenariusza. Zabójcy chcieli sprawić wrażenie, że cywile byli talibami, którzy atakowali amerykańskich żołnierzy, i dlatego zostali zabici. 15 stycznia 2010 r. we wsi Mohammed Kalay zabójcy w mundurach zgładzili Afgańczyka Gula Muddina. To jego zwłoki można zobaczyć na zdjęciach, które opublikował tylko w drukowanym wydaniu „Der Spiegel”. Jeden z uczestników zbrodni, Adam Winfield, najwidoczniej dręczony wyrzutami sumienia, zwierzył się ojcu za pośrednictwem Facebooka: „Urządzili to tak, jakby chłopak rzucił w ich kierunku granat ręczny, i wtedy położyli go trupem”. Winfield poinformował też ojca, że planowane są dalsze zamachy na cywilów, a on sam jest zmuszany do milczenia. Ojciec twierdzi, że kilkakrotnie ostrzegał telefonicznie oficerów armii, jednak nie podjęto żadnych działań.
22 lutego 2010 r. grupa zamordowała cywila Maracha Aghę, któremu podrzucono starego kałasznikowa. Wreszcie 2 maja 2010 r. sadystyczni żołnierze uśmiercili mułłę Allaha Dadę. Kazali nieszczęśnikowi klęczeć w rowie, do którego sierżant Gibbs

wrzucił granat ręczny.

Rozkazał swoim dobić Afgańczyka trzema strzałami, potem odciął zabitemu dwa małe palce i wyrwał mu ząb. Żołnierze zameldowali potem przełożonym, że mułła groził im granatem, więc strzelali w obronie własnej.
Skandal wokół tych zbrodni i dokumentujących je zdjęć może poważnie utrudnić operacje sił ISAF w Afganistanie, liczących 140 tys. żołnierzy. Afgańczycy i tak są coraz bardziej rozgoryczeni stratami wśród ludności cywilnej.
Według przedstawionego 9 marca w Kabulu raportu ONZ, w 2010 r. w Afganistanie zabitych zostało 2777 cywilów, 15% więcej niż w roku poprzednim. Rok 2010 był najkrwawszy dla cywilów w całej wojnie. „Liczba ofiar cywilnych stale rosła. Także konflikt zbrojny staje się coraz intensywniejszy”, powiedział Ivan Simonovic, zastępca sekretarza generalnego ONZ ds. praw człowieka. Prawie dwie trzecie zabitych cywilów zgładzili talibowie i inni rebelianci.
Za 16% ofiar odpowiadają dowodzone przez NATO międzynarodowe siły ISAF oraz rządowa armia afgańska. Nie wiadomo, z czyjej ręki zginęło 9% cywilów. Z raportów dyplomatycznych, opublikowanych przez portal WikiLeaks, wynika, że tylko wojska brytyjskie ostrzelały afgańskich cywilów 21 razy, zabijając co najmniej 26 ludzi. Żaden z żołnierzy nie stanął przed sądem. Były wysoki urzędnik ONZ Philip Alston zażądał, aby wydarzenia w Afganistanie zbadała Rada Praw Człowieka ONZ. „Jeśli państwa w przypadkach podejrzeń o zbrodnie wojenne nie podejmują porządnych dochodzeń, powinna wkroczyć społeczność międzynarodowa”, powiedział Alston na łamach dziennika „The Guardian”.
Brytyjskie Ministerstwo Obrony wykupiło za 150 tys. funtów i zniszczyło cały nakład książki „Dead Men Risen: The Welsh Guards and the Real Story of Britain’s War in Afghanistan”, przedstawiającej okrucieństwa afgańskiej wojny, bombardowania cywilów, duszenie i okaleczanie wziętych do niewoli rebeliantów. Na ukazanie się nowego wydania pozwolono dopiero po usunięciu z tekstu 50 słów.
W czasie zaledwie kilku tygodni na skutek działań „stabilizujących” wojsk NATO w prowincji Kunar we wschodniej części kraju zginęło 73 cywilów, w tym czterdzieścioro dzieci. Dziewięcioro dzieci, które zbierały drewno na opał, zostało śmiertelnie zbombardowanych z powietrza. Podczas nocnej operacji w prowincji Kandahar żołnierze ISAF położyli trupem nawet dalekiego kuzyna prezydenta Hamida Karzaja, z całą pewnością niebędącego talibem. Afgańczycy zareagowali oburzeniem. W Kabulu i Kunar odbyły się

demonstracje gniewu

przeciw obcym wojskom. Prezydent Karzaj stwierdził, że Pakt Północnoatlantycki, zamiast mordować afgańskich cywilów, powinien atakować bazy terrorystów w Pakistanie. „Proszę NATO i Stany Zjednoczone, aby zakończyły operacje w naszym kraju nie z arogancją, lecz z honorem i pokorą”, stwierdził Karzaj podczas wiecu w Asadabadzie, stolicy prowincji Kunar.
Ale nie widać kresu krwawej i bezsensownej wojny. W wyniku zmasowanych ofensyw wojska amerykańskie i brytyjskie wybiły w prowincjach Helmand i Kandahar setki talibów, lecz na ich miejsce napływają nowi rebelianci, także z Pakistanu. Amerykanie musieli wycofać się ze strategicznej doliny Pech w prowincji Kunar. Należy wątpić, czy rządowe wojska afgańskie potrafią ją utrzymać. W walkach o dolinę Pech zginęło w tej wojnie 103 żołnierzy US Army, a setki odniosły rany.
Teoretycznie wszystkie oddziały NATO mają opuścić Afganistan do końca 2014 r. Odpowiedzialność za bezpieczeństwo przejmą armia i policja afgańska. Do tego czasu zabijanie będzie trwało. Nie należy jednak sądzić, że obce wojska całkowicie się ewakuują. Amerykanie wycofują się z Afganistanu w podobny sposób jak z Iraku – aby pozostać na dobre. Waszyngton zamierza tu utworzyć stałe bazy wojskowe i prowadzi negocjacje w tej sprawie z władzami w Kabulu. Obecność obcych wojsk prowadzi do przemocy, wielu muzułmanów, zwłaszcza Pasztunów z Afganistanu i Pakistanu, także dalekich od ideologii talibów, chwyta za broń przeciwko niewiernym. Dopóki Stany Zjednoczone nie wycofają wojsk z Afganistanu, wojna w tym udręczonym kraju będzie trwała, a osoby cywilne zapłacą za nią najwyższą cenę.


Telewizja CNN opublikowała protokół z przesłuchania jednego z żołnierzy zabójców, Jeremy’ego Morlocka.

Morlock: – Spotkaliśmy tego faceta koło jego chaty, [sierżant] Gibbs go wyprowadził, ustawił w odpowiednim miejscu.
Oficer śledczy (o.ś.): – Czy [Afgańczyk] w pełni współpracował?
Morlock: – Taa…
O.ś.: – Czy był uzbrojony?
Morlock: – Nie, nic takiego nie zauważyliśmy.
O.ś.: – A więc wyciągnęliście go z domu?
Morlock: – Nie myślę, że był w środku. Był w pobliżu swej małej chaty. Gibbs wysłał kilku ludzi…
O.ś.: – I gdzie go ustawili, pod ścianą?
Morlock: – Taa, był pod ścianą… tak że Gibbs mógł schować się za murem, gdy wybuchł granat. Gibbs ustawił mnie i Winfielda, tak że mogliśmy dobrze widzieć tego faceta. Wyjął granat, amerykański granat, odbezpieczył, rzucił i powiedział do mnie i Winfielda: „W porządku, dołóżcie mu, zabijcie tego faceta, zabijcie tego faceta!”.
O.ś.: – Czy widziałeś, że [Afgańczyk] miał broń? Czy był wobec was agresywny?
Morlock: – Nie, w ogóle nie. Nie był zagrożeniem.

24 marca Jeremy Morlock został skazany na 24 lata więzienia. Sędzia wojskowy Kwasi Hawks powiedział, że najchętniej wydałby wyrok dożywocia, wiązała go jednak ugoda oskarżonego z prokuraturą, określająca maksymalny wymiar kary.

Wydanie: 13/2011

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy