Solidarni jak Portugalczycy

Solidarni jak Portugalczycy

Rząd w Lizbonie zamiast 4,5 tys. imigrantów chce przyjąć 10 tys. osób

Kiedy wiele krajów europejskich broni się przed przyjmowaniem uchodźców, Portugalia staje się oazą solidarności dla uciekinierów z Bliskiego Wschodu i Afryki. Już rok temu lewicowy rząd Antónia Costy z 4,5 tys. do 10 tys. osób zwiększył liczbę przybyszów, jaką Portugalia gotowa jest ugościć. Wniosek o podniesienie limitu poparła także prawicowa opozycja.

Portugalia i Hiszpania to jedne z niewielu państw Unii Europejskiej, w których nie odbywają się żadne wiece antyimigranckie. Również skrajnie prawicowe partie nie cieszą się tutaj zbytnią popularnością. Portugalska Partia Narodowego Odrodzenia (Partido Nacional Renovador) uzyskała w ostatnich wyborach parlamentarnych zaledwie 0,5% głosów.

Kraj imigrantów

Skąd taka gościnność w państwie położonym na krańcu Europy, które mocno ucierpiało w czasie ostatniego kryzysu gospodarczego? Częściowo zapewne stąd, że 20% Portugalczyków żyje na emigracji, co czyni Portugalię europejskim państwem o proporcjonalnie największej liczbie obywateli mieszkających za granicą.

Ponadto Portugalia, mająca w przeszłości kolonie w Afryce, Ameryce Południowej, a nawet w Azji, jest przyzwyczajona do tzw. Innego, jak kiedyś Ryszard Kapuściński nazwał człowieka pozaeuropejskiego. Portugalski kolonializm był najmniej elitarny i rasistowski wśród innych kolonializmów. Dopuszczał emigrację białej biedoty do Angoli, Mozambiku i Gwinei Bissau, eksportując biedę z metropolii do kolonii. Było to nie do pomyślenia np. w koloniach brytyjskich, dokąd ze względu na dumę kolonialną i rasową ubogich po prostu nie wysyłano. Ubodzy Portugalczycy chętnie żenili się z mieszkankami Angoli czy Mozambiku. Choć oczywiście błędem byłoby przypisywanie portugalskiemu kolonializmowi humanitaryzmu, to faktem jest, że był on zdecydowanie łagodniejszy od kolonializmu francuskiego, brytyjskiego czy niemieckiego.

Z dużym kryzysem imigracyjnym Portugalia zmagała się w czasie II wojny światowej. Lizbona była miejscem nadziei dla wielu uchodźców, którzy uciekali przed nazistowskim piekłem. Marzeniem tysięcy uciekinierów z Europy było miejsce na statku odpływającym z lizbońskiego portu do Stanów Zjednoczonych. W samej Portugalii za rządów autorytarnej dyktatury Antónia de Oliveiry Salazara (1933-1974) osiedliło się niewielu uchodźców. Jednak bezkrwawa, lewicowa rewolucja goździków, która obaliła faszystowską dyktaturę Marcela Caetana, następcy Salazara, i ogłoszenie niepodległości Angoli spowodowały, że w latach 70. Portugalia przyjęła tysiące imigrantów z Angoli i Mozambiku. Pod koniec lat 90. to niewielkie iberyjskie państwo przyjęło także kilka tysięcy osób, które uciekły z powodu wojny domowej w Gwinei Bissau. Natomiast na przełomie XX i XXI w. Lizbona otworzyła drzwi imigrantom zarobkowym z Ukrainy i Rumunii.

Polityka i demografia

Polityka otwartych drzwi Lizbony wobec uchodźców ma kilka aspektów. Na pewno jest to postępowanie humanitarne i moralne. Wpływ na to mógł mieć zajmujący ciągle ważną pozycję w państwie Kościół katolicki, który poparł apel papieża Franciszka o to, by każda parafia, każda wspólnota zakonna i każde sanktuarium w Europie przyjęły jedną rodzinę uchodźców.

Jak twierdzą niektórzy publicyści, Portugalia dzięki polityce otwartych drzwi może także zyskać na europejskiej arenie politycznej. Po pierwsze, Lizbona pokazuje europejskim partnerom, że solidarność ma zasadnicze znaczenie i że Unia Europejska jest czymś więcej niż ekonomicznym i biurokratycznym organem, który kontroluje tylko budżety krajowe. Po drugie, daje to możliwość nawiązania bardziej przyjaznych relacji z Berlinem i Brukselą, które mogą się przydać, aby złagodzić wymuszoną przez tzw. Trojkę politykę oszczędności, wdrażaną w Portugalii od czasów kryzysu. Rząd w Lizbonie stanowczo jednak zaprzecza, aby pomoc uchodźcom miała być wykorzystywana politycznie. – Dzięki swojej polityce dotyczącej uchodźców Portugalia nie zamierza zdobywać punktów do pozyskania kapitału, który mógłby być wykorzystany w innych dziedzinach. Nie to jest naszą motywacją – powiedział ponad rok temu minister spraw zagranicznych Augusto Santos Silva. – Zapewnienie przyjęcia uchodźcom jest obowiązkiem wynikającym z prawa międzynarodowego.

Jednocześnie władze zdają sobie sprawę, że kryzys migracyjny zagraża strefie Schengen. – Jeśli każde państwo traktuje problem uchodźców jako problem dla swojego sąsiada, Schengen się skończy – ostrzegał szef portugalskiego MSZ. – Miałoby to katastrofalne skutki dla europejskiej gospodarki i dla integracji europejskiej.

Inną dość znaczącą kwestią, która powoduje, że rząd w Lizbonie jest otwarty na imigrantów, są kłopoty demograficzne tego kraju. Portugalia potrzebuje przyciągnąć ludzi do pobudzenia aktywności gospodarczej, przeciwdziałania zmniejszeniu się wskaźnika urodzeń i starzenia się społeczeństwa.

– Duża liczba Portugalczyków wyemigrowała, a niektóre regiony muszą odzyskać trochę życia – twierdzi przewodnicząca Portugalskiej Rady ds. Uchodźców Teresa Tito de Morais. Według niej przybycie imigrantów może przynieść korzyści rejonom, które są coraz bardziej wyludnione.

Portugalia była jednym z państw najciężej dotkniętych światowym kryzysem finansowym w Europie. Wielu młodych, zdolnych ludzi zmuszonych było do emigracji w celu znalezienia pracy. W ciągu ostatnich czterech lat na stałe lub tymczasowo kraj opuściło prawie pół miliona obywateli. Wielu wyjechało nie tylko do Niemiec, Wielkiej Brytanii czy krajów skandynawskich, ale również do byłych kolonii portugalskich, w szczególności do Brazylii i Angoli, które w ostatnim czasie przeżywały bum gospodarczy. Według danych Narodowego Instytutu Statystyki, jeśli obecny spadek liczby ludności się utrzyma, do roku 2060 kraj może stracić 20% populacji, liczba ludności może się zmniejszyć z 10,5 do 8,6 mln. Jeszcze bardziej ponurą prognozę przedstawił cztery lata temu portugalski tygodnik „Expresso”, który wyliczył, że w 2204 r. Portugalczycy… wymrą.

Najgorsza sytuacja jest na prowincji. Szkoły, przychodnie, instytucje i firmy w mniejszych miejscowościach są masowo zamykane. Na uchodźców liczy szczególnie gmina Bragança w północno-wschodniej Portugalii, licząca ok. 35 tys. mieszkańców. Aby ich przyciągnąć i odbudować malejącą populację, gmina zapewni wszystkim uchodźcom z dziećmi, którzy zdecydują się tu osiedlić, mieszkania i kursy językowe.

Z kolei rząd chętnie zatrudniłby rolników i leśników z Bliskiego Wschodu i Afryki, aby wspomogli regiony wiejskie, gdzie jest za mało rąk do pracy. Premier António Costa chce także przyciągnąć najzdolniejszych: podczas ubiegłorocznej wizyty w Berlinie ogłosił ofertę 2 tys. miejsc na uniwersytetach dla syryjskich studentów.

Znikający uchodźcy

Pierwsza grupa 74 Syryjczyków pojawiła się w Portugalii pod koniec 2013 r. Władze umieściły ich w nadmorskim kompleksie wakacyjnym na obrzeżach Lizbony. Po paru dniach wszyscy uchodźcy zniknęli. Prawie w komplecie wyjechali do Niemiec.

– Wielu uchodźców nie zna Portugalii, nie mają pojęcia, jakie warunki dla nich przygotowaliśmy. Musimy podjąć wysiłek, aby poinformować ich o tych możliwościach – mówi Rui Marques, koordynator Platformy Wsparcia dla Uchodźców (Plataforma de Apoio aos Refugiados). Utworzono ją w 2015 r., aby sprawniej pomagać uchodźcom i wspierać ich integrację. W skład platformy wchodzą krajowe, regionalne i lokalne organy publiczne i prywatne – od organizacji pozarządowych aż po uniwersytety i instytucje religijne w całym kraju.

Uchodźcy, którzy zdecydowali się pozostać w Portugalii, otrzymują wsparcie od władz lokalnych w zakresie zakwaterowania, szkolenia zawodowego i znalezienia pracy. Ponadto oferowane są kursy języka portugalskiego, a dzieci mają dostęp do szkół publicznych i opieki zdrowotnej. W ostatnim raporcie Migrant Integration Policy Index (MIPEX) na temat warunków integracji imigrantów w 38 państwach Portugalia zajęła drugie miejsce, zaraz za Szwecją.

Mimo tej otwartości liczba uchodźców przybywających do Portugalii była do tej pory niska. Migrantów z Bliskiego Wschodu i z Afryki Północnej jest mniej niż 4 tys. Prawie jedna trzecia przybyszów z Azji, Maghrebu i Sahelu przyjętych przez Portugalię w ramach zatwierdzonego w 2015 r. przez Komisję Europejską tzw. systemu kwotowego, opuściła już ten kraj. Większość z nich skierowała się do Niemiec, Francji, Szwecji, Belgii i Holandii – krajów, gdzie mieszkają ich krewni i znajomi, gdzie jest większa społeczność muzułmańska, a przede wszystkim gdzie łatwiej znaleźć pracę i można liczyć na wyższy poziom życia.

Portugalia, mimo powolnego wychodzenia z kryzysu gospodarczego, ciągle uchodzi za biedniejszą niż inne kraje Zachodniej Europy. Z tego powodu nie jest miejscem pierwszego wyboru. Większość uchodźców będzie ją traktować jako przystanek, z którego można uciec dalej na Zachód. Najprawdopodobniej więc imigranci w najbliższej przyszłości nie pomogą uporać się zapaścią demograficzną Portugalii.

Autor jest komentatorem geopolitycznym i publicystą, specjalizuje się w problematyce międzynarodowej, w szczególności dotyczącej Ameryki Łacińskiej oraz Europy Południowej.


Portugalski Schindler
Uchodźcy z Europy Środkowo-Wschodniej i Zachodniej uciekający w czasie II wojny światowej przed nazistami kierowali się najpierw do Francji. Stamtąd nie mogli się już dalej przedostać bez portugalskiej wizy tranzytowej. Hiszpania nie wpuszczała cudzoziemców, jeśli nie okazali wizy wystawionej przez portugalskich dyplomatów. Aristides de Sousa Mendes, portugalski konsul generalny z Bordeaux, uratował tysiące Żydów przed hitlerowskim koszmarem. Nazywany czasami „portugalskim Schindlerem bądź Wallenbergiem” wydawał wizy wszystkim, bez względu na ich narodowość, poglądy, religię czy rasę. Decyzje te były sprzeczne z linią polityki rządu w Lizbonie, którego celem było powstrzymanie napływu do Portugalii żydowskich uciekinierów. W październiku 1940 r. Mendes został wydalony z portugalskiego korpusu dyplomatycznego, a jego kariera legła w gruzach. Według niektórych informacji Mendes mógł uratować nawet 30 tys. Żydów. Zdaniem Neilla Lochery’ego, brytyjskiego historyka specjalizującego się w tematyce portugalskiej, liczba ocalonych była znacznie niższa, co nie umniejsza dokonań Mendesa na rzecz pomocy ofiarom wojny. Jako jeden z czterech Portugalczyków został za to uhonorowany tytułem Sprawiedliwego wśród Narodów Świata za ratowanie Żydów, a w miastach portugalskich i w Tel Awiwie istnieją dziś ulice jego imienia.

Wydanie: 29/2017

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy