Brunatne strony nienawiści

Brunatne strony nienawiści

Neonaziści wykorzystują Internet jako świetne forum propagandowe 

Liczba internetowych stron szerzących neonazistowską ideologię, rasizm i antysemityzm wzrasta w zastraszającym tempie. Skrajnie prawicowi fanatycy wzywają w globalnej sieci do mordowania “lewicowych śmieciarzy”. Pojawiają się też czarne listy osób, które należy “zlikwidować”.
Na stronie organizacji występującej jako “Davids Kampfgruppe” (Grupa Bojowa Dawida) opublikowane zostało wezwanie:

“Zabijcie Franka S.! ”.

Nie zabrakło też adresu i rysopisu potencjalnej ofiary. “Każdy, kto dostarczy dowód śmierci tego łobuza, otrzyma 10 tysięcy marek nagrody!”, obiecuje Grupa Bojowa. Frank S. musi zginąć, ponieważ “podżega przeciwko nazistom, zadaje się z Rosjanami i podobną hołotą”. Prokuratura w Stuttgarcie nie miała wątpliwości, że to klasyczny przypadek podjudzania do popełnienia morderstwa. Śledztwo jednak toczyło się ślamazarnie. “Davids Kampfgruppe” szerzy nienawiść za pośrednictwem Netcolony, providera (firmy świadczącej usługi internetowe) z Florydy. Kiedy niemieccy urzędnicy zwrócili się o pomoc do FBI i Netcolony, nie uzyskali żadnej odpowiedzi. “Amerykanie po prostu nas zignorowali”, skarżył się prokurator. Na początku czerwca sąd francuski wydał wyrok, zobowiązujący internetowy dom aukcyjny w USA do podjęcia kroków, które uniemożliwią Francuzom kupowanie nazistowskich plakatów, sztandarów ze swastyką i innych brunatnych “dewocjonaliów” w globalnej sieci. Rzecznik firmy oświadczył, że żadne kroki poczynione nie zostaną – francuskie organa sprawiedliwości nie mają prawa ingerencji w ponadnarodowe medium, jakim jest Internet.
Te dwie sprawy świadczą o dylemacie, przed którym stanęli ustawodawcy. Z jednej strony globalna sieć stała się forum propagandowym dla ekstremistów i fanatyków. Z drugiej jednak strony, czy można pozwolić na cenzurowanie Internetu? Amerykanie konsekwentnie opowiadają się za wolnością. Wpływowa organizacja Electronic Frontier Foundation sprzeciwia się instalowaniu wszelkiego rodzaju internetowych filtrów. Symbole tego ugrupowania, czyli błękitne wstęgi, często zdobią więc internetowe strony neonazistów, którzy chętnie stroją się w piórka prześladowanych obrońców wolności słowa. W krajach UE coraz więcej zwolenników zdobywa jednak pogląd, że swoboda wypowiadania się w świecie wirtualnym musi mieć granice. Niemiecki prokurator generalny Kay Nehm oświadczył: “Nie mogę wysłać za kratki kioskarza, który sprzedaje literaturę nazistowską spod lady, jednocześnie zostawiając w spokoju providera, który czyni to samo, tylko w Internecie”.
Problem jest bardzo poważny. Jak poinformowało Centrum Simona Wiesenthala w Los Angeles, w 1995 roku istniało zaledwie kilka internetowych stron zawierających neonazistowskie i

rasistowskie treści.

Obecnie jest ich ponad 2 tysiące, z czego około 330 w RFN. Liczba stron z szowinistyczną propagandą wzrosła w Niemczech w ciągu 3 lat dziesięciokrotnie. Internet przyczynił się do powstania swego rodzaju “brunatnej Międzynarodówki”. Organizacja skinheadów, Blood & Honour, działająca w Wielkiej Brytanii, krajach skandynawskich, a także w Czechach, chełpi się w globalnej sieci: “Internet bardziej przyczynił się do powstania naszego ugrupowania niż wszelkie drukowane broszury. Odnajdziesz swych towarzyszy broni przez jedno kliknięcie myszą”. Na stronach Blood & Honour odnaleźć można obszerne fragmenty przemówień Adolfa Hitlera i płomienne manifesty, wzywające do walki z “potopem Afrykanów i ludzi z Bałkanów, zalewającym państwa białej rasy”. Ekstremiści pracowicie wyliczają, ilu to “Hebrajczyków” zasiada w gabinecie Billa Clintona, “najbardziej żydowskim rządzie w dziejach USA”. Skini norwescy chwalą się, że złożyli kwiaty i zapalili pochodnie na grobie Vidkuna Quislinga, “narodowo-socjalistycznego prezydenta Norwegii, zamordowanego przez syjonistycznych aliantów po II wojnie światowej”. Major Quisling był kolaborantem, stojącym na czele marionetkowych władz Norwegii z łaski Hitlera, straconym na mocy wyroku norweskiego sądu.
W globalnej sieci pełno jest pseudohistorycznych traktatów, wykazujących, że to Anglia ponosi winę za rozpętanie II wojny światowej, zaś zagłada Żydów nigdy nie miała miejsca. W “Kwartalniku na rzecz wolnych badań historycznych” (Vierteljahresheft für freie Geschichtsforschung) znajdujemy artykuł “inżyniera” Richarda Krege, który “wykazuje”, że nie ma żadnych “archeologicznych” śladów wymordowania 875 tys. polskich Żydów w Treblince. Rzekomo w październiku 1999 r. grupa Australijczyków przeszukała teren obozu zagłady w Treblince za pomocą “radarów penetrujących ziemię”, ale najmniejszych śladów ludzkich szczątków nie znalazła. W tym samym pisemku, publikowanym w całości w Internecie, umieszczony jest również artykuł “Uniewinnienie dla polskiego półrewizjonistycznego historyka”. Półrewizjonista to oczywiście
dr Dariusz Ratajczak z Opola, który, jako pierwszy z Polaków z naukowym tytułem, podał w wątpliwość istnienie komór gazowych w hitlerowskich obozach. Autor, niejaki Jürgen Graf, wyraża się o Ratajczaku z szacunkiem, jako o człowieku “z charakterem, o mocnych przekonaniach politycznych i religijnych”, prześladowanym przez silne “lobby żydowskie” w Polsce z “Hebrajczykiem” Adamem Michnikiem na czele. Graf gani jednak “historyka” z Opola, który uważa, że w czasie wojny aż 2,5 mln Żydów zginęło w wyniku polityki nazistowskiej. “W rzeczywistości ofiar było najwyżej milion”. (Tak naprawdę naziści wymordowali około 5,1 mln Żydów).
Kwestią “brunatnych stron nienawiści w Internecie” zajęła się międzynarodowa konferencja, która pod patronatem niemieckiego ministerstwa sprawiedliwości, Centrum Simona Wiesenthala i związanej z socjaldemokratami fundacji Friedricha Eberta odbyła się w Berlinie. Prezydent RFN Johannes Rau stwierdził w przemówieniu, że zdobycze techniki i informatyki nie mogą służyć wrogom godności ludzkiej i tym, którzy gardzą demokracją. Rau wezwał do założenia we współpracy międzynarodowej specjalnych filtrów internetowych, które zatrzymywać będą ekstremistyczne treści. Zaapelował też do firm internetowych, by dobrowolnie

przepędziły neonazistów

z globalnej sieci. Jak poważna jest sytuacja, świadczy fakt, że podczas gdy jeden z uczestników konferencji przemawiał, rabin Abraham Cooper z Centrum Wiesenthala zdołał ściągnąć z Internetu pełny tekst “Mein Kampf”.
Ostatecznie 27 czerwca uczestnicy przyjęli “Deklarację Berlińską”, stwierdzając, że zbrodnie muszą być karane, niezależnie od tego, czy popełniane są “online czy offline”, tj. w cyberprzestrzeni czy poza nią. Państwa powinny zlikwidować luki prawne, ułatwiające internetowym radykałom działanie. Inicjatywę w tej sprawie ma podjąć jesienią Unia Europejska.

 

Wydanie: 27/2000

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy