Uprzejmie informuję…

Uprzejmie informuję…

Czyżby w Państwowym Instytucie Geologicznym donos stał się normalną formą walki z niewygodnymi osobami?

W ubiegłym tygodniu witryna internetowa wPolityce.pl oznajmiła, że trafiła „na ślad kolejnych zaskakujących praktyk” rządzącej Polską Platformy Obywatelskiej. I wyjaśniła: „Z informacji, do których dotarł nasz portal, wynika, że w Państwowym Instytucje Geologicznym dzieją się rzeczy zaskakujące i budzące bardzo poważne podejrzenia”. To prawda.
Autorzy materiału, podpisujący się jako „Zespół wPolityce.pl”, pisali mniej więcej o tym samym, co my kilka miesięcy temu. Z tym że my precyzyjniej przedstawiliśmy kulisy konkursu na stanowisko dyrektora instytutu. Konkurs wygrał prof. Krzysztof Szamałek, lecz nie został później powołany na to stanowisko. Nie mniej tajemnicze są powody nagłego odwołania w lipcu 2014 r. dyrektora instytutu prof. Jerzego Nawrockiego.

Gdy nie wiadomo, o co chodzi…

Nikt nigdy nie kwestionował jego kwalifikacji merytorycznych. Większość pracowników Państwowego Instytutu Geologicznego uważała go – i nadal uważa – za dobrego szefa, człowieka oddanego nauce, który chciał, by instytut stał się niezależną państwową służbą geologiczną na wzór brytyjski czy amerykański. Uczonego, z którego opinią liczono się w Brukseli i który był zaangażowany w tworzenie zalążka europejskiej służby geologicznej.
Powodem jego odwołania były zarzuty zawarte w „Notatce dla Pana Ministra Sławomira Brodzińskiego, Podsekretarza Stanu w Ministerstwie Środowiska, Głównego Geologa Kraju” z 4 lipca 2014 r. To ona uruchomiła przykry dla prof. Nawrockiego ciąg zdarzeń. Należy podkreślić, że decyzja ministra zapadła niemal natychmiast. I nie była konsultowana z Radą Naukową Państwowego Instytutu Geologicznego.
Być może zdecydował o tym obyczajowy charakter postawionych mu zarzutów. A być może fakt, że pod notatką podpisali się trzej zastępcy Nawrockiego oraz dyrektor ds. współpracy i promocji instytutu. Czyli osoby poważne, godne zaufania.
Prof. Nawrocki bronić się nie mógł. Choćby dlatego, że nie miał możliwości zapoznania się ze stawianymi mu zarzutami. Nałożyła się na to jego poważna choroba i konieczność natychmiastowego leczenia.
Pracownicy instytutu, z którymi rozmawiałem, nie wykluczali, że dyrektor padł ofiarą pomówienia. Do podobnych wniosków doszli audytorzy Ministerstwa Środowiska, badający okoliczności sprawy. Nie podjęto jednak żadnych działań wyjaśniających. Rozpisano za to konkurs na stanowisko dyrektora Państwowego Instytutu Geologicznego, który wygrał prof. Krzysztof Szamałek… Oficjalna wersja głosi, że stanowiska nie objął z powodów proceduralnych. Mniej oficjalna, że „to człowiek lewicy”. Kwalifikacje intelektualne i profesjonalne prof. Szamałka nie miały najmniejszego znaczenia.
By zweryfikować najbardziej pikantne wątki sprawy, a być może dowiedzieć się czegoś więcej, zwróciłem się do prof. Jerzego Nawrockiego, który grzecznie, acz stanowczo odmówił, tłumacząc, że broni swojego dobrego imienia przed sądem, a sprawa ma charakter karny, będzie więc lepiej, jeśli uniknie kontaktów z prasą.
Chciałem zrozumieć, dlaczego tak brutalnie go zaatakowano. Może było to związane z zamiarem weryfikacji kadry kierowniczej instytutu, którą planował przeprowadzić. Albo wrogów przysporzyła mu jego niezależna postawa, a zwłaszcza publiczne wypowiedzi wzywające do ostrożności przy szacowaniu zasobów gazu łupkowego w Polsce.
Mogło też chodzić o próbę stworzenia przez niego w pełnym rozumieniu tego słowa niezależnej państwowej służby geologicznej. A może o niechęć, jaką od lat czuli do niego przedstawiciele kilku bardzo wpływowych ośrodków akademickich, bardzo dobrze zarabiających np. na ekspertyzach zamawianych przez spółki prowadzące poszukiwania surowców i nośników energii w naszym kraju? Mógł zdecydować jeden z tych elementów, mogły wszystkie – nie wiem, czy kiedykolwiek poznamy prawdę. W każdym razie prof. Nawrocki mógł swoimi decyzjami uniemożliwić komuś dobry zarobek. Dlatego został oskarżony, a następnie odwołany ze stanowiska dyrektora Państwowego Instytutu Geologicznego.

Co nas czeka?

Z pewnością do wyborów niewiele się zmieni. Choć wydaje się, że resort mocno naciska, by w końcu komisja konkursowa wyłoniła zwycięzcę. Jeśli Platforma wygra i utworzy rząd, w Państwowym Instytucie Geologicznym wszystko zostanie po staremu. W przypadku sukcesu Prawa i Sprawiedliwości raczej dojdzie do zmian. Nie należy jednak się spodziewać, że prof. Szamałek obejmie stanowisko dyrektora instytutu, choć cieszy się poparciem większości pracowników, a nawet zakładowej Solidarności.
Sprawa pomówienia prof. Nawrockiego będzie miała finał sądowy. Co się stanie, jeśli sąd uzna, że zarzuty stawiane profesorowi w lipcu ub.r. nie miały pokrycia w faktach? Otóż nic. Ci, którzy stali za tą sprawą, mogą spać spokojnie. Tak się dzieje w wyższych kręgach naukowych stolicy.

Wydanie: 40/2015

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy