Urlop za kredyt

Urlop za kredyt

Pożyczki wakacyjne to jeden z haczyków, na które banki łowią nowych klientów 

Czy uda się nam w tym roku wyjechać na urlop? Na to pytanie zadane przez ankieterów Demoskopu 45% Polaków odpowiedziało: „Na pewno nie”, a tylko 11%: „Na pewno tak”. Mija pierwsza połowa lipca, ale aż 44% nie ma jeszcze pewności, czy będzie mogło pozwolić sobie na wakacje. Część z tych, którzy nie wiedzą, czy po opłaceniu czynszu, światła, telefonu oraz kolejnej raty za mieszkanie, starczy im pieniędzy na wypoczynkowy wyjazd, mają szansę rozstrzygnąć dylemat pozytywnie, zwracając się do banku.
Gdy już postanowiliśmy nie przejmować się zbytnio „brakiem płynności” na naszym maksibieżącym minikoncie i decydujemy się spędzić urlop za pożyczone pieniądze, możemy skorzystać z kilku bankowych ofert. Niektóre banki, na czele z takimi potentatami jak PKO BP i Pekao SA, oferują klientom rozmaite kredyty wakacyjne, nawet z losowaniem aparatur wideo i telewizorów dla kredytobiorców. Pieniądze można dostać na konto lub w kasie, do ręki, w ciągu paru dni. Kredyt ten jest przyznawany stosunkowo łatwo, przy minimum biurokracji. – Interes mają w tym obie strony – przyznaje pani Agata Bartosiak z dyrekcji Pekao SA, które uruchomiło na okres od 15 czerwca do 15 września pożyczkę wakacyjną „Dookoła świata”. Bank chce stosunkowo łatwym kredytem urlopowym przyciągnąć nowych klientów spośród osób mających stały dochód, nawet jeśli jest to tylko emerytura. Klienci zaś zyskują łatwy dostęp do niewielkich pożyczek, które mogą im rozwiązać problem urlopu.
Bank nie sprawdza, czy pożyczkobiorca wydał pieniądze na wyjazd do Chorwacji, czy na wymianę okien w mieszkaniu.

Najwięcej płacą biedni
Nazwa jest bez znaczenia: „Kredyt wakacyjny” na jesieni może przybrać nazwę „kredytu szkolnego”, a w grudniu „kredytu na Boże Narodzenie”. Ale zawsze cała procedura zaczyna się od „prześwietlenia”. Od dyskretnego sprawdzenia przez urzędnika danych na nasz temat zawartych w komputerowym Banku Informacji Kredytowej. Jeśli np. mieliśmy kłopoty z komornikiem, dowiemy się od uprzejmej, ale stanowczej panienki, że „nie mamy zdolności kredytowej”. Tym, którym nikt nie da kredytu, pożyczy jeszcze Provident Polska. Za 2 tys. zł kredytu, wysyłając co tydzień inkasenta do twego mieszkania, odbierze sobie 30 tygodniowych rat po 100 zł. Najlepiej zarabia się na biednych.
Limit kredytów okolicznościowych w „normalnych” bankach, to 6 do 10 tys. złotych. W praktyce zaś najczęściej przyznaje się od 1,5 do 2 tys. zł. Przy rocznym oprocentowaniu poniżej 19%.
Pamiętam, jak przed Bożym Narodzeniem 1997 r. w jednym z banków ustawiały się długie kolejki po szybki kredyt świąteczny, wskutek czego reklamowany, 48-godzinny termin „od złożenia wniosku do wypłaty” wydłużył się do siedmiu dni.
– Wtedy była to zupełna nowość – mówi Beata Tomaszkiewicz, publicystka „Pulsu Biznesu”. – Teraz ludzie ochłonęli i zaczęli myśleć trzeźwiej, jako że lekkomyślności w zaciąganiu zobowiązań finansowych zupełnie nie sprzyja koniunktura ekonomiczna w naszym kraju.

Nikt się nie tłoczy
Coraz mniej osób w Polsce jest zainteresowanych kredytami okolicznościowymi – przyznają dyrektorzy wszystkich polskich banków. W siedzibie oddziału PKO BP w wielkiej parterowej hali gmachu BGK przy zbiegu Alej Jerozolimskich i Nowego Światu jest tłoczno, ale przy dwóch biurkach, przy których przyjmuje się wnioski na kredyt wakacyjny, nie czeka się w ogóle, chociaż warunki jego udzielania wydają się zachęcające. Kredyt wakacyjny bez zabezpieczenia może uzyskać każdy, kto od co najmniej sześciu miesięcy jest posiadaczem konta w tym banku i ma stałe wpływy na rachunku, nie mniejsze niż 600 zł miesięcznie, a „wnioskowana kwota kredytu nie przekracza sumy wpływów z ostatnich trzech miesięcy” – głosi bankowa instrukcja dotycząca udzielania pożyczek. Osoba, która otworzy konto w chwili otrzymania kredytu, może go uzyskać bez zabezpieczenia w kwocie nie przekraczającej 4 tys. zł. Można też nie otwierać konta w banku udzielającym pożyczki, ale wówczas bank przyznaje ją jedynie w wysokości miesięcznych zarobków udokumentowanych zaświadczeniem z pracy. Letni kredyt, którego PKO BP udziela na 12 miesięcznych spłat, jest oprocentowany według stałej stopy w wysokości 17,9% rocznie.
Należy jednak pamiętać, że do tego dochodzi prowizja bankowa w wysokości 2,2% dla osób, które mają w tym banku konto od sześciu miesięcy, ale ci, którzy nie są jego stałymi klientami, płacą bankowi aż 4,5% prowizji. To jest właśnie jeden z haczyków, na który łowi się nowego klienta.

Jak na Zachodzie?
Kredytów wakacyjnych udzielają Górnośląski Bank Gospodarczy (na 19,5%) i powstały z fuzji dwóch banków Bank Zachodni WBP (na 18,5%). Wprawdzie górna kwota kredytu wynosi 6 tys. zł, ale dominującą grupę wakacyjnych kredytobiorców stanowią pożyczający od 1,5 do 2 tys. zł. „Nasi klienci wiedzą o tym, że kredyt trzeba spłacić w ciągu 12 miesięcy”, mówi rzecznik prasowy tego banku, Grzegorz Adamski, który uważa, że polski kredytobiorca upodobnia się pod tym względem coraz bardziej do zachodniego.
Czy rzeczywiście tak jest? W zamożnych Włoszech Deutsche Bank, który wprowadził tam jako pierwszy pożyczki wakacyjne (do 6 mln lirów – 3 tys. dolarów) bez konieczności przedstawiania zaświadczenia o dochodach, ma poważne kłopoty ze ściąganiem należności. Co roku 15% rodzin, które zaciągnęły krótkoterminowe kredyty wakacyjne i konsumpcyjne, nie jest w stanie spłacić zadłużenia, mimo że w Italii istnieje wiele możliwości zaciągnięcia bardzo nisko oprocentowanego lub nieoprocentowanego kredytu wakacyjnego. Możesz wpłacić w agencji turystycznej 25% ceny twoich wakacji, a sam touroperator załatwia ci w banku, z którym współpracuje, bezprocentowy kredyt na urlop. I nie musisz go wcale zwracać, jeśli tylko udowodnisz przed Izbą Turystyczną, że operator nie zapewnił ci takich warunków wypoczynku, jakie obiecywał w umowie!

Wydanie: 29/2001

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy