W 4. numerze „Przeglądu” polecamy

W 4. numerze „Przeglądu” polecamy

W najnowszym numerze „Przeglądu” polecamy:

TEMAT TYGODNIA
Maniacy podsłuchów
Mamy czego się bać, wszyscy, bez wyjątku. Od lutego każdy Polak w dowolnym momencie może być podglądany. Wystarczy, że będzie miał komputer lub telefon z dostępem do internetu. Już teraz służby wiedzą o nas dużo, a będą wiedziały jeszcze więcej. Na jakie strony wchodzimy, ile czasu na nich spędzamy, z kim się kontaktujemy. Dzięki urządzeniom geolokalizacyjnym ustalą, gdzie przebywamy. Jesteśmy w domu Wielkiego Brata. Wszystko z powodu przyjętej przez Sejm nowelizacji Ustawy o policji. – Wprowadza się możliwość nieograniczonego kontrolowania tego, co robimy w internecie. To kolejne narzędzie ograniczania naszej wolności – alarmuje Adam Bodnar, rzecznik praw obywatelskich. – Oni będą czytać, co piszesz z biura do żony, będą przeglądać rachunki za kablówkę, będą oglądać focie twojej córki – przestrzega poseł Piotr Liroy-Marzec.

WYWIAD
Pod ciężarem obietnic
– Podatek bankowy występuje w całej Europie. Problem w tym, że w takiej formie, jaka została przyjęta przez polski rząd i Sejm, istnieje on w zasadzie jedynie na Węgrzech – stwierdza Piotr Kuczyński, główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion. – Dla porównania w Niemczech opodatkowano nie aktywa, ale część pasywów – np. pieniądze, które banki sobie pożyczyły, żeby zagrać na giełdzie lub dokonać zakładów z toksycznymi instrumentami finansowymi. Intencją ustawodawcy było nie zgarnięcie pieniędzy do budżetu – jak w Polsce – lecz powstrzymanie banków przed robieniem złych rzeczy. – W ostatecznym rachunku podatek bankowy zapłacą klienci. Większość dużych polskich firm będzie zaciągała kredyty za granicą. Działania rządu sprawiają, że perspektywa rozwoju gospodarczego stała się niejasna i niepewna. Jeśli polska gospodarka się nie zmieni, po 2020 r. spadniemy z urwiska w przepaść.

Nauka demokracji na oślej łączce
– Bardzo wiele osób nie uczestniczy w politycznym sporze, obserwuje to, co się dzieje, z dystansem, ale i pewnie z lekkim niepokojem – stwierdza prof. Anna Giza-Poleszczuk. – Moja dobra przyjaciółka powiedziała kiedyś, że nie podoba jej się ani polskie tak, ani polskie nie. Bez przerwy jako społeczeństwo jesteśmy stawiani przed koniecznością opowiadania się po jednej stronie sporu. Tymczasem większość nie chce się opowiadać za żadną ze stron. Największym problemem, który trzeba rozwiązać, jest brak uznawanych i cieszących się zaufaniem źródeł wiedzy o sprawach publicznych. Jeżeli naprawdę chcielibyśmy uczyć demokracji, to powinniśmy zadbać o samorządy szkolne, rady rodziców itd.

KRAJ
Pracownik to tylko koszt
Ela ma 24 lata i pochodzi ze Świętokrzyskiego. Do Warszawy przyjechała na studia. Niemal od początku naukę łączy z pracą. Zawsze na „śmieciówce” i za liche wynagrodzenie. Ela stara się nie narzekać, ale nie jest jej łatwo. – Jestem już zmęczona i nie potrafię rozstrzygnąć, na czym polega mój błąd. Ciągle gdzieś z tyłu głowy mam pytanie, czy mogłam bardziej twardo negocjować swoje warunki – mówi. – Ale w mojej sytuacji nie ma możliwości negocjacji – odpowiada sama sobie. To samo co Ela odczuwają tysiące polskich pracowników. Nie obijają się, a mimo to są biedni. Z danych opublikowanych przez GUS wynika, że najczęściej wypłacane wynagrodzenie w Polsce w 2014 r. wynosiło 2469 zł brutto, czyli 1786 zł netto.

Gdy umiera mała szkoła
Tuszkowy w gminie Lipusz pod Kościerzyną – 150 mieszkańców, sklep, remiza strażacka, przystanek autobusowy, a na wzgórzu, z którego widać jezioro Ostronko, szkoła funkcjonująca nieprzerwanie od 1819 r. Uczy się w niej obecnie dwadzieścioro dwoje dzieci od pierwszej do szóstej klasy, działa też zerówka i oddział przedszkolny liczący dziewięcioro wychowanków. Na początku grudnia ub.r. wójt poinformował jej pracowników o zamiarze zamknięcia placówki. Mieszkańców ta wieść postawiła na równe nogi. Skrzyknęli się z całego sołectwa i z najdalszych przysiółków na zebranie w ostatnią przedświąteczną niedzielę. – To nie jest tylko miejsce nauki. Trudno określić, gdzie kończy się w naszej szkole nauka, a zaczyna wartość integracyjna. Jedno z drugim się łączy – mówi Roman Rolbiecki, który do szkoły posyła dwoje dzieci. – Będziemy walczyć. Bo jeśli nam szkołę zamkną, będzie po wiosce – tego są pewni w Tuszkowach.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 4/2016

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy