Wielki świat oczami hostess

Wielki świat oczami hostess

Bywają wszędzie tam, gdzie bawi się Towarzystwo. Są elementem scenografii. Jak szklanka, taboret. A szklanki się nie widzi Patrycja Królak (93-64-93) ma dziś w siatce suszarkę i mini. Za szkołę biznesu płaci 700 zł miesięcznie. Skapitulowała. Woli je „wystać”, niż wysłuchiwać pytań o zawodowe doświadczenie. Patrycja nie jest dekoracyjną gąską w typie „miła aparycja, do wszystkiego”. Promocje serków obsługują płotki. Jej przepustką do stania pod ścianami wielkiego świata jest osobowość, która wygrywa w castingach. Gdy czasach PRL-u Himilsbach wychodził z domu, stawiał kołnierz i klął refleksyjnie: „Drogi budują, a iść nie ma gdzie”. Dziś realia się odwróciły. Łatwiej trafić na business-lunch, charytatywny dinner czy New Year-coctail niż na autostradę. A tam na wielki świat. Dla stojącej po drugiej stronie bufetu zaczyna się on od 170 cm wzrostu, od którego szyją rozmiarówkę firmowych ubrań. Ona, hostessa, grzecznie wskaże drogę, zgrabnie przemknie z tacą, umiejętnie zmieni rolę z naiwnej blondynki na eksperta albo przyjaciółkę. Niby infantylna, niby niewidoczna. Podgląda? Owszem, ale niechcący. Coś usłyszy? Mimochodem. Zresztą ma nakaz zapominania… Na przykład tego, kogo na samplingu (rodzaj degustacji) Red Bulla w Zachęcie trzeba odpędzać, żeby nie rozkradał zamkniętych puszek, albo kto w Teatrze Stu nadgryzł jabłko z wosku zdobiące stół na benefisie Katarzyny Gertner. I niech gwiazdki nie plotą u Wojewódzkiego na kanapie, że warszawka i krakówek je mierżą. Już one wiedzą swoje o gwiazdkach. Plotkują ze mną na ucho. Świat po drugiej stronie bufetu powinien być niemy. Wejść w kontekst Stylowo ułożone przystawki na Trzecich Mistrzostwach Polski w Składaniu Życzeń Świątecznych i Noworocznych zebrani kontemplują niecierpliwie przez dłużące się chwile oficjałki. Wreszcie. Ze sceny zaproszono do stołów, swojsko nazywanych przez hostessy korytem. Skulona pod widelcami, razem z czołówką polskiej estrady pcha się i Zuzanna. Nie z powodu apetytu. Szef Solidnej Firmy, fundator rautu, mówił dziewczynom (brunetki w kucyk, blondynki bez) krótko: skakać wokół znanych twarzy. Skakanie polega na tym, że Zuzanna ma natychmiast podstawić talerzyk Markowi Majewskiemu, „temu z telewizji”, żeby ciepłego satyrykowi nie zabrakło. „Sam sobie nałożę”, odburknął, gdy ukłoniła się z wybranym pod swój gust poczęstunkiem. Zagryzła wargi. Nie może przecież stroić fochów. Żeby tylko dyskretnie odłożyć półmisek na parapet… Wśród tego, czego Zuzannie nie wolno, jest zakaz jedzenia na sali. „Czy to ktoś publiczny?”, ciągnie Zuzię za rękaw znany profesor. W zasadzie nie może odpowiedzieć: „Nie wiem”. „Nie wiem” też jest na liście zakazów… Gdy Patrycja biegnie na casting, nie powinna być zbyt „zabudowana”. Ma mówić przejrzyście i unikać grymasu gapowatego cielątka. Mimozy nie robią kariery. – Rzeź, masakra – Patrycja krzywi się na myśl o castingu, jakby szła na koński targ. Jest! Przeszła. Będzie apetycznie krążyć wokół nowej wersji toyoty. Nie musi znać się na pojemności silnika, ale czerwone paznokcie i samonośne pończochy 15 DEN są konieczne (inaczej polecą po stawce). Do tego złota sukienka bez pleców, projektowana tak, aby wodziła na pokuszenie (koszt zniszczenia obcisłej firmówki, czyli 450 zł, poniesie sama). Na targach Motor Show 2003, gdzie mają zjechać wszyscy wielcy gracze, Patrycja, dodatek do tła, będzie tworzyć aurę wokół auta przez… staranne selekcjonowanie, kogo wpuści do środka. W tym celu najlepiej zerkać na zegarki i metki. Przeciętnych należy grzecznie przeprosić, że menedżer nie dojechał z kluczykiem. Trzy dni machania rzęsami i słuchania w kółko tej samej relaksacyjnej płyty to równowartość 493 zł. Zresztą to nawet nie zasługa Patrycji, że idealnie się nadaje do toyoty. Wszystko zależy od wyobrażeń zleceniodawcy. A ponieważ ideałów wdzięku jest tyle, ilu szefów w firmach, baza danych hostess urosła w potężną sieć podzieloną na rozmiary i regiony. „Są atrakcyjne, solidne i przygotowane do pracy w różnych warunkach. U nas znajdziesz swój model”, agencje reklamują towar, który zamawiać powinno się według psychologii doboru do biesiady. Bo psychologia nie jest bez znaczenia. Na balach charytatywnych uroda i wymiary obsługi muszą być raczej neutralne (zdecydowanie poniżej 175 cm wzrostu), żeby nie peszyć krępych żon i szefowych przeróżnych fundacji. Podczas męskiego rautu wskazane jest natomiast piękno wyzywające, z kolei na latynoskim party smukła blondynka byłaby dysonansem. Dlatego Zbigniew Szary

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 08/2004, 2004

Kategorie: Obserwacje
Tagi: Edyta Gietka