Wschód zwany zaściankiem

Wschód zwany zaściankiem

Medialno-polityczna wrzawa wokół sprawy uchodźców nieco osłabła. Nie zmienia to faktu, że pokazała ona kilka smutnych prawd o wschodzie Europy. Problem dotyczy nie tylko Polski, gdzie prawicowe media zeszły do poziomu gazetek faszystowskich skinheadów z lat 90. Również nacjonalistyczne Węgry Orbána, Słowacja czy Czechy nie zdały egzaminu z europejskiej solidarności.
Rację miał prof. Marek Siemek, kiedy pod koniec lat 90. zwracał uwagę, że różnice między Wschodem i Zachodem nie dotyczą tylko spraw zacofania gospodarczego, ale są dużo głębsze: „Właśnie dlatego upadek komunistycznych systemów we wschodniej i środkowej Europie nie mógł wystarczyć do tego, by wyrównać lub choćby tylko znacząco zmniejszyć dystans między Zachodem i Wschodem kontynentu. Ponieważ dystans ten został wytworzony nie tyle przez ideologiczną i militarną konfrontację między »totalitarnym komunizmem« a »demokratycznym kapitalizmem«, ile raczej przez twardą i bezlitosną różnicę między przednowoczesną a nowoczesną formą uspołecznienia”. I dlatego dystans ten „może ulec stopniowemu osłabieniu tylko na drodze społecznej modernizacji, której istotą jest budowa oświeconego społeczeństwa cywilnego, racjonalnie organizującego swe życie i działanie w nowoczesnych instytucjach praworządnego państwa”.

Tego, że konieczna jest spóźniona rewolucja oświeceniowa, która doprowadzi do przeorania archaicznej mentalności, dowiodło w ostatnim czasie wiele wypowiedzi. Przypomnijmy np. posła Wiplera, którego wystąpienie sejmowe jest esencją prawicowego zaścianka: „Ten rząd, który jest gotów godzić się na kwoty przymusowych, nielegalnych imigrantów w Polsce, przyłącza się do polityki kapitulacji. Kapitulacji przed ludźmi, którzy nienawidzą naszej tradycji, naszej kultury, nie szanują naszego prawa”.

Nie wiem, w czyim imieniu wypowiadają się Wipler i inni prawicowi obrońcy „tożsamości narodowej”. Ja w każdym razie nie poczuwam się do wspólnoty z „ich tradycją i ich kulturą”. Nie mam nic wspólnego z kulturą polskich nacjonalistów! Więcej: uważam, że nie istnieje dziś coś takiego jak wspólna kultura narodowa. Podziały przebiegają w zupełnie innym miejscu – raczej między osobami i środowiskami uznającymi różne wartości i tradycje kulturowe. Bliżej mi do znajomych z Niemiec, Czech czy Hiszpanii, którzy tak samo jak ja brzydzą się nacjonalizmem, klerykalizmem i klękaniem przed dogmatami tradycji, niż do „prawdziwych Polaków” spod znaku wody święconej i narodowych mitów.

Marek Siemek pisał o różnicach między wschodnią a zachodnią częścią kontynentu wynikających z odmiennej i nierównomiernie przeprowadzonej społecznej, gospodarczej, politycznej i kulturowej modernizacji. Można dodać, że modernizacja przebiegała odmiennie również w poszczególnych regionach Polski. Wschód kraju, który jest bardziej religijny, konserwatywny, niechętny „obcej” kulturze, częściej głosuje na PiS i prezentuje wyższy poziom autorytaryzmu, lepiej symbolizuje zaściankowość wschodniej Europy. Na zachodzie kraju akceptacja dla różnorodności kulturowej i odmiennych stylów życia jest większa – to sprzyja popieraniu w wyborach lewicowo-liberalnych opcji politycznych. Ale idzie to w parze również z lepszymi warunkami rozwoju ekonomicznego.

Przypomnijmy opinię kanadyjskiego socjologa Richarda Floridy, który wręcz zakłada, że warunkiem rozwoju musi być atmosfera otwartości kulturowej. Jej miarą jest m.in. stosunek do mniejszości kulturowych i seksualnych. Jak tłumaczył Florida, „otwartość na społeczność gejowską stanowi dobry sposób określania, czy dane miejsce charakteryzuje się niskimi barierami wejścia dla kapitału ludzkiego, a to z kolei jest warunkiem pobudzenia kreatywności i stworzenia warunków do rozwoju branży high-tech”. Przyszłość rozwoju Polski znajduje się na kulturowym Zachodzie.

Pozostaje zgodzić się z refleksją prof. Siemka, że dziś istotę modernizacji „stanowi rozbiórka »Wschodu, który jest w nas«. To w nim bowiem koncentruje się dziś i symbolicznie wyraża wszechobejmująca niedojrzałość krajów zwanych postkomunistycznymi i ich niemoc wobec wyzwań XXI wieku. Otóż ten Wschód – rozumiany jako kwintesencja zaściankowego prowincjonalizmu, nietolerancji i agresywnej wrogości wobec obcych, nacjonalizmu źle skrywanego za »narodową« lub »bogoojczyźnianą« demagogią, ideologicznego uporu i zaślepienia, słowem: całej na wskroś irracjonalnej nieprzejrzystości w życiu społecznym i duchowym – jest zakorzeniony w mentalności ludzi o wiele głębiej, niżby się mogło zdawać”.

Działacze PiS, czytelnicy „Gazety Polskiej”, wyznawcy spiskowych teorii, fanatycy religijni, szowiniści narodowi – nie idźcie tą drogą! Drogą Orbána, Kaczyńskiego i Wiplera! Tam są tylko resztki przednowoczesnej kultury. Przyszłość i dobrobyt są w innym miejscu.

Wydanie: 40/2015

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy