Wuniewstąpienie

Wuniewstąpienie

Unijne strachy w krzywym zwierciadle

Człowieczek z polską flagą idzie po cienkiej linie wprost w otwartą paszczę giganta w kapeluszu z atrybutem Unii. Chłop z biało-czerwoną krową stoi naprzeciw stada niebieskich krów w żółte gwiazdki. Leżący na drodze pijaczek z dumą pokazuje koszulkę z symbolem UE. Potężna tuba z unijną opaską, z której tajemniczy siłacz wyciska naszą flagę. To tylko kilka spośród prac prezentowanych na Wystawie Pokonkursowej Rysunku Satyrycznego „Z Europy do Europy” w warszawskim Muzeum Karykatury. Jury zakwalifikowało na nią 204 prace 68 autorów. Większość ma smutny wydźwięk: wielka, silna Europa zniewoli nas i pożre.
– Skąd tyle sceptycyzmu? Może to reakcja na dominujący w mediach euroentuzjazm? Nie, to raczej kpina z polskich uprzedzeń – komentują goście zwiedzający wystawę. Do tej ostatniej opinii przychyla się Marek Chmurzyński, dyrektor muzeum: – Rysownicy krytykują nie samą oczywistość wstąpienia Polski do Unii Europejskiej, ale typowe dla Polaków ułomności i przysłowiową ułańską butę, utrudniające i tak już skomplikowaną drogę Polski do współczesnej Europy.
Młodzież gromadzi się tłumnie przy cyklu „Unioły” Stanisława Walickiego. Te rysunki najbardziej ją śmieszą. Oto elegant w garniturze z aureolą z unijnych gwiazdek – tytułowy „Unioł”. Ten sam elegant z błogą miną – „Rozunielenie”, wzlatujący w górę – „Wuniewstąpienie”. Grupka elegantów – „Zastęp Uniołów”.
Chichoty wzbudzają też rysunki z cyklu Janusza Stannego „Po wejściu do Unii” (Nagroda Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce). Szczególnie ten: waląca się chałupa, bałagan na zaniedbanym podwórzu; na pierwszym planie dwóch oberwańców, jeden mówi do drugiego: „Nie inwestuję, bo jak wejdziemy do Unii, to ja tylko ogrodzę i będę kurde, właścicielem skansenu”.
Natomiast sporo wątpliwości zwiedzających budzi praca Grzegorza Szumowskiego, która zdobyła I nagrodę. Przedstawia brudne gołe stopy podkute znakiem euro. – O co tu chodzi? Co tu jest śmieszne? Dlaczego właśnie ta praca wygrała konkurs? – zastanawia się głośno grupka młodzieży.
– Nagrodę główną daliśmy jednomyślnie Szumowskiemu – objaśnia Marek Baster, członek jury. – Narysował on podeszwy stóp. Polskich stóp. Brudnych i spracowanych, jak chłopskie stopy w „Babim lecie” Chełmońskiego, których twardy naskórek twardy jest twardością polskiego chłopa, co stoi na straży polskiej ziemi. Ale do tych brudnych stóp, z których jesteśmy dumni, bo one są brudne, ale nasze, przybił Szumowski symbole europejskiej waluty. Do Europy boso, ale w ostrogach, które nam Bruksela nałoży – drwi sobie artysta. Wymierza tym samym policzek narodowej sprawie i kpi z dumy wolnego Polaka. Arcypolski symbol w tym ujęciu staje się parabolą zniewolenia narodu pod brukselskim panowaniem.
Myśli pozytywnych jest niewiele. Kopernik z gwiazdozbiorem Unii w rękach, kolędnicy z gwiazdą wpisującą się w okrąg unijnej aureoli na niebie, elegancki unijny strach na wróble zamiast dawnego oberwańca.
Podobnie jest na wystawie Zbigniewa Jujki „Porwanie (do) Europy”, równocześnie prezentowanej w Muzeum Karykatury. Oto komisja ekspertów mierzy nos śniegowego bałwana, czy aby jest zgodny z unijną normą. Dalej dwóch obwiesiów warzy bimber, śmiejąc się, że „Tego nam żadna Unia nie zabierze”. Żebrak cieszy się, że po wejściu do Unii będzie mógł stanąć z kapeluszem na datki w każdym mieście Europy.
– Mam nadzieję, że nie jest z nami aż tak źle, jak sugeruje ta wystawa – martwią się młodzi ludzie, opuszczający muzeum. – Przecież nie możemy nie wejść do Unii, bo to dopiero byłby koszmar.

Wystawa w warszawskim Muzeum Karykatury jest czynna do 18 maja 2003 r.

 

Wydanie: 16/2003

Kategorie: Kultura
Tagi: Ewa Likowska

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy