Zamykanie śląskiej prasy

Zamykanie śląskiej prasy

Niemiecki właściciel najpierw przejął gazety na Śląsku, a teraz likwiduje „Trybunę Śląską”, łącząc ją z „Dziennikiem Zachodnim”

Choć o zamiarze połączenia tytułów mówiło się na Śląsku już wcześniej, dziennikarze pracujący w „Dzienniku Zachodnim” i „Trybunie Śląskiej” dowiedzieli się o powzięciu ostatecznej decyzji z… innych gazet. Są przygnębieni i niepewni.

– Wiemy tylko tyle, że będą zwolnienia. Według jakich kryteriów? Kto to może wiedzieć. Przekazano nam różne warianty. Że na przykład będą brane pod uwagę wielkości honorariów autorskich za ostatnie kilkanaście miesięcy albo tzw. listy rankingowe. Wszystko może też się odbyć w wariancie najgorszym, czyli zostaną wybrani kierownicy działów i oni będą musieli sobie dobrać ludzi. W ten sposób na nich spocznie cała odpowiedzialność i do nich zwolnieni będą mieli największe pretensje.

Wielka grupa

Grupa Wydawnicza Polskapresse powstała w 1991 r. (własność francuskiego Hersanta). Trzy lata później udziały spółki zostały przejęte przez niemiecki koncern Verlagsgruppe Passau, co spowodowało, że właściciela zmieniło z dnia na dzień osiem mających ogromne tradycje gazet. Niemcy wykupili wcześniej również udziały w „Dzienniku Polskim” w Krakowie oraz w „Gazecie Robotniczej” we Wrocławiu (została zlikwidowana). Z kolei Verlagsgruppe Passau to holding, który w 2000 r. zgrupował spółki należące do bawarskiego Passauer Neue Presse. W połowie lat 90. grupa Passauer Neue Presse stała się właścicielem 95% udziałów w Fibak Investment Group wydającej „Gazetę Poznańską” i „Express Poznański”. Główną postacią koncernu był Franz Xaver Hirtreiter, który przestał być prezesem w 1998 r., ale zdążył jeszcze wykupić 80% udziałów w spółce Edytor wydającej „Gazetę Olsztyńską” i łódzki „Express Ilustrowany”. W lutym 2003 r. Polskapresse wykupiła mniejszościowy udział w Oficynie Wydawniczej Wielkopolski, wydawcy „Głosu Wielkopolskiego”.
Polskapresse jest największą w Polsce grupą prasową. Należy do niej dziesięć gazet w sześciu regionach, o nakładzie łącznym 750 tys. egz. (30% rynku czytelniczego). Spółka wydaje również trzy tygodniki ogłoszeniowe i jeden bezpłatny oraz kolorowe dodatki o łącznym nakładzie 2,4 mln tygodniowo. Posiada dziewięć drukarni, największy serwis ogłoszeniowy www.gratka, zatrudnia 2,8 tys. osób, w tym 900 dziennikarzy. Wkrótce dziennikarzy jednak ubędzie. Przede wszystkim na Śląsku.

Nie pierwszy, nie ostatni

Tygodniowy nakład „Trybuny Śląskiej” wynosi ponad 400 tys., „Dziennika Zachodniego” – ponad 700 tys. Średnia sprzedaż to odpowiednio 40 i 70 tys. egzemplarzy. Obie gazety ukazują się od 1945 r. W przyszłym roku obchodziłyby jubileusz 60-lecia. „Trybuna Śląska” (powstała na bazie „Trybuny Robotniczej”) miała kiedyś mocniejszą pozycję na rynku niż „Dziennik Zachodni”. Kiedy jednak od 1 kwietnia 1999 r. radykalnie zmieniono szatę graficzną i nazwę gazety na „Dzień”, sprzedaż poszła w dół. Czytelnicy kompletnie się pogubili. Nie pomogła reklama „A po nocy przychodzi Dzień”, skoro nie było w niej nawet wzmianki, że chodzi o „Trybunę Śląską”. Po przywróceniu tytułu strat nie udało się już odrobić. W październiku 2000 r. naczelnym „Trybuny Śląskiej – Dzień” przestał być Tadeusz Biedzki. Przestał być również prezesem Górnośląskiego Towarzystwa Prasowego, odsprzedając swoje udziały. Właścicielem gazety pozostało nadal GTP, ale głównym udziałowcem stała się Polskapresse, która już wydawała „Dziennik Zachodni”. Spółka przejęła więc kontrolę w kolejnym regionie kraju. I działała zgodnie ze scenariuszem, według którego po przejęciu tytułów większy wchłaniał mniejszego. W 1999 r. „Gazeta Poznańska” połknęła „Express Poznański”, w 2000 r. „Dziennik Łódzki” zaanektował „Wiadomości Dnia”. To nie był jednak jeszcze koniec.
W lutym ubiegłego roku Polskapresse, będąca właścicielem spółki Prasa Poznańska wydającej „Gazetę Poznańską”, kupiła 24,5% udziałów w Oficynie Wydawniczej Wielkopolski wydającej „Głos Wielkopolski”. Już miesiąc później Prasa Poznańska sprzedała Oficynie Wydawniczej Wielkopolski redakcję i prawa do tytułu „Gazeta Poznańska”. Ponadto została zawarta umowa, zgodnie z którą Prasa Poznańska zyskała wyłączność na pozyskiwanie i zamieszczanie ogłoszeń w obu tytułach.
We wrześniu tego samego roku wydająca „Gazetę Wrocławską” Polskapresse przejęła od należącego do koncernu Orkla Press Polska Dolnośląskiego Wydawnictwa Prasowego redakcje i prawa do tytułów „Słowo Polskie” oraz „Wieczór Wrocławia”. Tym samym stała się właścicielem wszystkich regionalnych i lokalnych tytułów prasowych we Wrocławiu. Miejscowi dziennikarze protestowali, wywieszali transparenty, zamieszczali listy od czytelników, chcieli nawet wydać gazety bez reklam i koloru. W sprawie swojej gazety dziennikarze mają jednak najmniej do powiedzenia.

Jak to można zrobić

Scalanie tytułów nie ma prostego przełożenia na sprzedaż. Jeśli ktoś uważa, że skoro dwa tytuły rozchodziły się w nakładzie 40 i 60 tys., to po połączeniu sprzedaż wyniesie 100 tys., równie dobrze może założyć, że z dwóch samochodów o prędkości maksymalnej 150 km/h i 180 km/h zbuduje jeden mogący rozwijać prędkość 330 km/h. Jest natomiast faktem, że koszty wydania jednego tytułu są zdecydowanie niższe niż wydania dwóch. Do tego reklamy – w Poznaniu po fuzji obroty reklamowe wzrosły o kilkadziesiąt procent. Jeśli zaś komuś mogłoby się wydawać, że skoro jakiś tytuł ma bogatą tradycję, to trudno będzie go wyeliminować, jest w błędzie. W Poznaniu zastosowano prosty sposób. Można było kupić samodzielny „Express Poznański” oraz w tej samej cenie „Gazetę Poznańską” z „Expressem” w środku. Czyli albo jedną gazetę, albo dwie w cenie jednej. Do tego doszła zdrapka. Zdrapka reklamowana w „Expressie”, ale trzeba ją było kupić w „Gazecie”. Sprzedaż „Expressu” w ciągu kilkunastu tygodni spadła o prawie 10 tys. egzemplarzy do poziomu 3 tys., natomiast „Poznańska” zanotowała wzrost o ponad 10 tys. „Express” stał się wkładką.
Polskapresse scaliła gazety w Łodzi, scaliła też na Wybrzeżu, gdzie wszystko odbyło się zgodnie z ustalonym scenariuszem: najpierw przejęcie „Dziennika Wybrzeża” i „Wieczoru Wybrzeża”, a następnie formalna likwidacja jednego z nich. – Gazetę opiniotwórczą przekształcono w rodzaj pozbawionego ambicji komiksu, wypełnionego bezrefleksyjną informacją – opowiadał potem Jan Jakubowski, naczelny „Dziennika”.

Wkracza urząd

Na działania Polskapresse zareagował Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, wydając w lutym 2004 r. dwie niekorzystne dla tej grupy prasowej decyzje. Po pierwsze, nakazał Oficynie Wydawniczej Wielkopolski (wydawcy „Głosu Wielkopolski”, w którym Polskapresse ma 24,5% udziałów) sprzedaż majątku nabytego od spółki Prasa Poznańska (należącej w całości do Polskapresse) wraz z redakcją i prawem do tytułu „Gazeta Poznańska”, nakazując równocześnie rozwiązanie umowy dającej wyłączność na pozyskiwanie reklam do obu regionalnych gazet spółce Prasa Poznańska, po drugie – sprzedaż majątku nabytego od spółki Dolnośląskie Wydawnictwo Prasowe („Słowo Polskie” i „Wieczór Wrocławia”) wraz z redakcją i prawem do tytułu „Słowo Polskie”. Doszła do tego kara finansowa w wysokości 50 tys. euro. Była to maksymalna kara, jaką urząd mógł wymierzyć za niezgłoszenie zamiaru przejęcia kontroli nad konkurentem. Uznał, że w obu przypadkach transakcje przejęcia doprowadziły do istotnego ograniczenia konkurencji i uzyskania pozycji dominującej na rynku regionalnej prasy codziennej i na regionalnym rynku reklamowym.
W marcu ze stanowiska prezesa Polskapresse musiał odejść Maciej Jankowski. Już wtedy funkcjonował wspólny dla „Trybuny Śląskiej” i „Dziennika Zachodniego” dział marketingu. Latem zaś tego roku Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oddalił skargę złożoną na Polskapresse przez CR Media SA. W 1999 r. spółka zarzuciła Polskapresse, że wraz z Orklą Press nadużywała pozycji dominującej na rynku prasy codziennej o zasięgu regionalnym poprzez podział rynku reklamy, ograniczanie dostępu do tego rynku oraz narzucanie kontrahentom uciążliwych umów.

Piłowanie śląskiej gałęzi

Poprzednim redaktorem naczelnym „Dziennika Zachodniego” był Marek Chyliński, którego dużą zasługą stało się doprowadzenie do wzrostu sprzedaży gazety. Znał ludzi, znał region. – Kiedy został wezwany do Warszawy, można było przypuszczać, że jedzie tam odebrać kolejną nagrodę albo premię. Tymczasem wrócił z dymisją. Źle się stało. Marek ciągnął tę gazetę, żył nią, pilnował jej – opowiada jeden z dziennikarzy „DZ”.
Kiedy zwolniono Chylińskiego, wkrótce przestał pisać felietony do „Dziennika Zachodniego” Michał Smolorz, a potem również Kazimierz Kutz, który przeniósł się lokalnego wydania „Gazety Wyborczej”. Napisał:
„Były siły i są, dla których nieznośnym i nawet groźnym stał się „Dziennik Zachodni” ze śląskim tercetem: Markiem Chylińskim jako redaktorem naczelnym, Michałem Smolorzem, rudowłosym samurajem z Szopienic, i niżej podpisanym, który też nie narzeka na deficyt temperamentu obywatelskiego. Nasi starzy i nowi towarzysze długo kombinowali, jak podpiłować tę śląską redutę w gazecie prywatnego właściciela z Austrii, choć jest ona zgodna z jego filozofią pisma regionalnego. (…) Momentem przełomowym było odwołanie Marka Chylińskiego z kierowania „Dziennikiem Zachodnim”. Już wtedy – przy świadkach – przewidziałem dokładny rozwój scenariusza, więc kiedy bezceremonialnie skatapultowano Smolorza, stało się jasne, że trzeba zwijać manatki.
A więc tamta strona odniosła upragnione zwycięstwo. Jest to polityczne zwycięstwo, i niech im będzie dane, i niech się nim cieszą, choć jeśli przy okazji tego procederu zniszczą „Dziennik Zachodni” – najstarsze pismo lokalne wrośnięte w Górny Śląsk – sami znajdą się w rowie”.

Kto kogo zagryzie

Nowa gazeta ma się pojawić 6 grudnia. Według zapowiedzi, będzie to największa gazeta regionalna w Polsce. Z tytułem i layoutem „Dziennika Zachodniego”. Logo „Trybuny Śląskiej” ma się pojawić w środku. Naczelnym ma być Romuald Orzeł z „Dziennika”, zastępcą – Marek Nycz z „Trybuny Śląskiej”.
Romuald Orzeł, zanim został naczelnym „Dziennika Zachodniego”, szefował „Trybunie Śląskiej”. Wśród dziennikarzy nie cieszy się jednak złą opinią. Mówią o nim: – Po prostu nie jest stąd. Jest kimś, kto przyszedł, jest, a potem zabierze rzeczy i pójdzie gdzie indziej. Ma wykonać zadanie i przyjąć krew na ręce.
W obydwu tytułach pracowało dotychczas 160 osób, w nowej gazecie znajdzie się praca dla 120. 40 osób będzie musiało odejść, a nie bardzo jest dokąd. Polskapresse jest w sześciu regionach. Ze Śląska trudno wyjechać do Krakowa, a i tam przed kilkoma dniami z funkcji naczelnego „Gazety Krakowskiej” został zwolniony Leszek Rafalski, odwołano prezesa spółki Piotra Szymborskiego i też szykują się zmiany.
– Takich czasów się doczekaliśmy na rynku prasowym – mówi Ryszard Niemiec, były naczelny „Gazety Krakowskiej”. – Pięć uczelni kształci dziennikarzy, a tytułów coraz mniej. Pojawia się miażdżący inwestor, stosuje dumping i na nic starania i zabiegi. Wychodzi facet z pociągu, dostaje do ręki dwie gazetki za darmo i co można zdziałać. Czynniki zewnętrzne odgrywają też ogromną rolę. Pojawia się rachunek ekonomiczny, a potem bunt środowiska. Dziś mamy darwinizm w czystej formie. Liczy się to, kto kogo zagryzie.
We Włoszech istnieje sieć „Quotidiano Nazionale”. Ta sama gazeta jest sprzedawana w różnych regionach pod różnymi tytułami. Co za problem, mając bazę i pieniądze, zrobić dziś krajowy dziennik regionalny pod różnymi tytułami z mutowanymi dodatkami lokalnymi? Redakcja też nie musiałaby się mieścić w Polsce.

 

Wydanie: 48/2004

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy