Zdelegalizować ONR!

Zdelegalizować ONR!

Prawo zakazujące szerzenia różnych form nienawiści, antysemityzmu i rasizmu powinno być bezwarunkowo egzekwowane

Bądźmy niewolnikami prawa,
abyśmy mogli być wolni.
Cyceron

Przemysław Prekiel w tekście „Nie delegalizować ONR!” (PRZEGLĄD nr 24) przedstawia kilka, zdawałoby się, fundamentalnych argumentów przeciwko delegalizacji ONR. Podzielam gros owych uzasadnień. Lewicowość w swojej istocie jest za dialogiem, pluralizmem, wolnością itd. O jednym Przemysław Prekiel jednak nie wspomina, a stanowi to moim zdaniem zasadniczą przesłankę żądania delegalizacji ONR, podobnie jak innych tego typu organizacji szerzących nienawiść, kultywujących przemoc, także fizyczną, wobec wszystkiego, co inne, hołdujących ideologii bliskiej neofaszyzmowi.

W Polsce zarówno znajomość prawa, jak i jego poszanowanie są nikłe. Znacznej części naszego społeczeństwa obce są również reguły demokracji, wolności obywatelskich i cywilizowanych swobód. Dlatego za istnieniem w Kodeksie karnym paragrafów dotyczących szerzenia różnych form nienawiści, antysemityzmu, rasizmu, nietolerancji, a przede wszystkim agresji, powinno iść bezwarunkowe egzekwowanie tych przepisów przez wymiar sprawiedliwości.

Absolutnie nie mogę się zgodzić ze stwierdzeniem, że „PiS jest zaporą dla radykalnej prawicy”. Przeciwnie. Odkąd partia Jarosława Kaczyńskiego sprawuje rządy, nasiliły się postawy rasistowskie, nacjonalistyczno-szowinistyczne, ksenofobiczne, nastąpił lawinowy wzrost liczby ataków powodowanych nienawiścią do INNEGO. PiS chce sytuować siebie jako typową zachodnioeuropejską chadecję (takie polskie CSU). Może o tym świadczyć obecność takich polityków jak Jarosław Gowin, Mateusz Morawiecki, Piotr Gliński czy Anna Streżyńska. Uważam jednak, że właśnie rozpętanie przez tę partię określonych emocji, rozhuśtanie namiętności sprzyja erupcjom nienawiści, agresji, ksenofobii, szowinizmu itd. Środowiska bliskie PiS i głosujące na tę partię są niejako zapleczem, wsparciem – mentalnym, politycznym, kulturowym – takich struktur jak ONR.

Nie mogę też się zgodzić z tezą, że delegalizacja ONR niczego nie da. Ten sposób myślenia prowadzi do zaniechań, których skutkami są dziś zdemolowany system prawno-konstytucyjny, podeptane podstawowe zasady funkcjonowania państwa, zdruzgotane wszelkie zasady państwa prawa.

Wiele danych wskazuje, że w czerwcu 1992 r., gdy upadał rząd Jana Olszewskiego, niektórzy reprezentanci resortów siłowych – Antoni Macierewicz i Piotr Naimski – celowo postawili w stan gotowości bojowej Nadwiślańskie Jednostki Wojskowe. Nosiło to znamiona przygotowań do zamachu stanu. Mówi o tym ówczesny szef Urzędu Ochrony Państwa Andrzej Milczanowski. Przyznaje, że miał informacje o takich przygotowaniach, ale po upadku rządu Olszewskiego nie wdrożono żadnych środków prawnych, by osądzić i ukarać te antydemokratyczne poczynania. Milczanowski tłumaczy to stanem wyższej konieczności: mogłoby to zaważyć na międzynarodowej opinii o Polsce, starającej się o członkostwo w NATO i UE. Tymczasem niewyciągnięcie konsekwencji wobec sprawców było poważnym błędem, rzucającym cień na całe ćwierćwiecze III RP.

Trzy lata później tenże Andrzej Milczanowski oskarżył publicznie, w Sejmie, urzędującego premiera RP o szpiegostwo na rzecz Rosji. Ta niezwykle poważna sprawa, także nosząca znamiona pełzającego zamachu stanu, również została zamieciona pod dywan. A przecież powinna się zakończyć w sądzie. I albo Józef Oleksy był winny – wtedy powinien zostać skazany – albo minister Milczanowski działał na zlecenie i była to nędzna prowokacja mająca na celu zanegowanie niekorzystnego dla Lecha Wałęsy wyniku wyborów prezydenckich. Wówczas to Milczanowski powinien dostać wyrok stosowny do wagi przestępstwa. Notabene Polska nadal starała się wtedy o wejście do NATO i UE, ale w rozpętaniu afery to nie przeszkadzało.

I trzecia podobna sprawa. Po zwycięstwie w 2007 r. Platforma Obywatelska nie zrobiła nic, aby rozliczyć, przynajmniej w Trybunale Stanu, rządy PiS i jego przystawek w latach 2005-2007. A było co rozliczać: śmierć Barbary Blidy, prowokacja wobec urzędującego wicepremiera Andrzeja Leppera, areszty wydobywcze, wykorzystywanie służb specjalnych do bieżącej polityki itd. W rozmowie z pewnym prominentnym politykiem zbliżonym do czołówki PO usłyszałem, że Donald Tusk nie chciał zemsty. Co za woluntaryzm, co za mizerne pojęcie państwa prawa, co za wsobność myślenia (za Stanisławem Lemem)! Takie lekceważenie prawa mogło kiedyś się zdarzyć w jakimś zacofanym plemieniu, ale nie w XXI w., w cywilizowanym kraju w środku Europy. Można przypuszczać, że takie myślenie było determinowane wspólnotą etosowo-styropianowych wspomnień.

O nieszczęsnym obiedzie drawskim i sprawie Jarucka versus Cimoszewicz nie będę przez litość wspominał.

Na zakończenie raz jeszcze należy stwierdzić: prawo przede wszystkim, zwłaszcza w takim kraju jak Polska, gdyż wszelkie zaniechania w tym względzie prowadzą do karykatury państwa prawa i cywilizowanego porządku prawnego. Tak więc ONR należy zdelegalizować wedle obowiązującego prawa, dla jego poszanowania i edukacji prawnej obywateli.

Wydanie: 26/2017

Kategorie: Polemika

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy