Żegnaj, concorde

Żegnaj, concorde

Samolot „szybszy niż słońce” będzie już wkrótce tylko eksponatem w muzeum

Pewna fantastyczna epoka w dziejach lotnictwa dobiega kresu. 100 lat po pierwszym locie braci Wright jedyny ponaddźwiękowy pasażerski samolot świata zostanie wycofany z eksploatacji. Nie będzie następcy.
A przecież tymi równie pięknymi jak kosztownymi maszynami latali Richard Nixon i królowa Elżbieta II, Mick Jagger, Phill Collins księżna Diana i arabscy monarchowie. Gwiazdy Hollywood i estrady – Robert Redford, Luciano Pavarotti, Sean Connery, Elizabeth Taylor czy Annie Lennox – chętnie zajmowały miejsca w luksusowych fotelach concorde’ów. Mogły przecież pracować przez cały dzień w Londynie, odbyć podróż ponaddźwiękowym samolotem i dzięki wielkiej prędkości i różnicy czasu przybyć do Nowego Jorku o godzinę wcześniej, niż nastąpił start. Dlatego mówiono, że concorde jest szybszy niż słońce. Ale te fascynujące loty już wkrótce będą należeć do przeszłości.
Dyrektorzy Air France i British Airways oznajmili, że słynna

biała królowa przestworzy

z „nosem” jak igła, zakończy swą 27-letnią karierę. Koszty utrzymania okazały się zbyt wielkie, za mało było chętnych, aby zapłacić ponad 10 tys. dol. za podróż przez Atlantyk z dwukrotną szybkością dźwięku. Podczas kwietniowych lotów spośród 100 foteli dla pasażerów zajętych było niekiedy tylko 12. Francuskie linie lotnicze zawieszą eksploatację ponaddźwiękowca już 31 maja. Być może wznowią ją jeszcze przed jesienią, jeśli poprawią się warunki ekonomiczne, ale to raczej wątpliwe. Na wieść o zbliżającym się finale podniebnej przygody zwanej concorde’ami wielu pobiegło, aby wykupić bilety w cenie promocyjnej (3150 dol. na trasie Londyn-Nowy Jork) na ostatnie rejsy. Inni dzwonili do linii lotniczych, pytając o możliwość urządzenia na pokładzie concorde’a weselnego przyjęcia lub kolacji przy świecach. Setki łowców pamiątek zapragnęło kupić jakąś część skazanej na stan spoczynku maszyny – fotele, żarówki, a nawet toalety. 30 poważnych biznesmenów wystąpiło z ofertą nabycia całego concorde’a, aby uczynić z niego luksusową restaurację lub eksponat w prywatnej kolekcji sprzętu lotniczego. Brytyjskie i francuskie linie lotnicze zamierzają przekazać swe ponaddźwiękowce do renomowanych placówek muzealnych jak Smithsonian National Air and Space Museum w Waszyngtonie czy muzeum Boeinga w Seattle. Concorde zasługuje przecież na godziwą emeryturę!
Ponaddźwiękowy samolot właściwie nigdy nie przynosił zysków. Białe albatrosy często latały prawie puste – pasażerów odstraszały horrendalne ceny. Tylko w okresie Bożego Narodzenia był komplet – zazwyczaj bogatych Europejczyków wybierających się za ocean na zakupy. A jednak wielu biznesmenów, gwiazd show-biznesu i snobów lubiło podróżować na pokładzie samolotu szybszego niż słońce. W lutym 1996 r. concorde pobił rekord szybkości – lot z Nowego Jorku do Londynu trwał 2 godziny 52 minuty i 59 sekund. „Zwyczajny” boeing potrzebuje na pokonanie tego dystansu od siedmiu do ośmiu godzin.

Zamożni pasażerowie concorde’a

(którym można podróżować tylko pierwszą klasą) zazwyczaj ostentacyjnie odmawiali proponowanego przez stewardesy kawioru, popijali wodę mineralną i, pozując na światowców, odwracali obojętnie głowę, gdy wyświetlała się prędkość – 2,2 Macha (2200 km na godzinę). Superszybka maszyna miała swych bogatych i wiernych fanów – jak informują na swej stronie internetowej British Airways, pewien biznesmen z branży naftowej śmigał na pokładzie concorde’a przez Atlantyk 70 razy w roku.
Brytyjska królowa-matka podobno już podczas próbnych lotów trzymała (oczywiście z pomocą pilotów) stery ponaddźwiękowca. Kiedy księżna Diana składała w 1989 r. swą pierwszą oficjalną wizytę w Nowym Jorku, wybrała właśnie concorde’a. Dwa lata później piosenkarz Rod Stewart podczas tournée w USA klął, gdy miejscowy fryzjer popsuł mu fryzurę. Gwiazdor uratował się, sprowadzając pospiesznie z Londynu własnego mistrza grzebienia – oczywiście na pokładzie concorde’a. Gdy zmarła Grace, księżna Monako, amerykański dziennik brukowy „National Enquirer” wyczarterował ponaddźwiękowca dla swych 30 reporterów, aby przybyli do Francji przed konkurencją. W sierpniu 1999 r. dwa brytyjskie concordy pomknęły w szybszej od dźwięku formacji, ścigając wokół globu zaćmienie słońca. Niemiłą przygodę w superszybkim samolocie przeżyła piosenkarka soulowa, Diana Ross. Została aresztowana na jego pokładzie, ponieważ zaatakowała usiłującą przeszukać ją funkcjonariuszkę kontroli lotniska. Pani Ross została zwolniona za kaucją i wróciła do domu – oczywiście concorde’em.
Elegancki albatros o deltowatych skrzydłach „zagrał” w wielu filmach, m.in. w „The Concorde: Airport ’79” (wyświetlanym w Polsce jako „Afera Concorde”). Aktor Roger Moore, który jako James Bond leciał tym samolotem z Paryża do Rio de Janeiro w filmie „Moonraker”, opowiada: „To smutne, że czas concorde’a się kończy. Podróżowałem nim 20 lub 30 razy i zawsze fascynowała mnie prędkość. Ale też podawany na pokładzie kawior zawsze był odrobinę lepszy. A te cudowne sery…”. Ponaddźwiękowego albatrosa polubił Paul McCartney. Pewnego razu, gdy leciał nim na krótko przed Bożym Narodzeniem, wzruszony przedświątecznym nastrojem chwycił za gitarę. Chwilę później grupa zazwyczaj statecznych biznesmenów otoczyła gwiazdora, aby śpiewać razem z nim stare przeboje The Beatles. Phil Collins wykorzystał zalety ponaddźwiękowca, aby wziąć udział w charytatywnym maratonie muzycznym Live Aid Boba Geldofa. Collins zagrał w Londynie, potem przemknął nad oceanem do Nowego Jorku, wziął helikopter do Filadelfii i zdążył jeszcze zagrać na perkusji dla Erica Claptona. Victoria Beckham z zespołu Spice Girls właśnie concorde’em poleciała do Nowego Jorku, aby kupić trzy suknie weselne. Gdy sławny, lecz kontrowersyjny pięściarz Mike Tyson przybył „samolotem zwyciężającym czas” do Wielkiej Brytanii, gdzie miał stoczyć kolejną walkę, urzędnicy sprawdzali jego dokumenty już na pokładzie, aby w razie konieczności od razu odesłać znanego awanturnika do USA. Papiery okazały się w porządku i Tyson mógł w końcu zstąpić na angielską ziemię – opuścił samolot jako ostatni.
Miłość do tych samolotów

złamała kariery kilku polityków.

Brytyjski sekretarz obrony, Geoff Hoon, zyskał przydomek „Geoffa hulaki”, ponieważ często latał ponaddźwiękowcem, oczywiście na koszt publicznej kasy.
Era concorde’a skończyła się właściwie już 25 lipca 2000 r. Francuski samolot startujący z podparyskiego lotniska Roissy zapalił się już na pasie i runął z małej wysokości jak płonąca żagiew. Zginęli wszyscy znajdujący się na pokładzie – 109 osób, oraz cztery na ziemi, w tym dwie uczennice z Polski odbywające praktykę w hotelu Hotelissimo w Gonesse. Po tym dramacie zarówno Francuzi, jak i Brytyjczycy „uziemili” swoje concorde’y, w których dokonano zmian konstrukcyjnych. Maszyny wróciły do eksploatacji w listopadzie 2001 r., w wyjątkowo niekorzystnym momencie. Po 11 września w atmosferze lęku przed terroryzmem i ekonomicznej mizerii zabrakło amatorów kosztownych podróży ponaddźwiękowych. Ci, którzy wciąż mają pieniądze, jak piosenkarz i aktor John Travolta, kupili prywatne samoloty. Podniebny albatros zakończy więc swą karierę jako szacowny eksponat w muzeum. Gwiazdy ekranu i estrady będą opłakiwać koniec wspaniałej ery concorde’ów – piszą komentatorzy

 

Wydanie: 22/2003

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy