Zemsta, mocium panie!

Zemsta, mocium panie!

Dobry powód, żeby obejrzeć „Zemstę” w reżyserii Andrzeja Wajdy? Jeden jest na pewno. Nazywa się Janusz Gajos. Cześnik Raptusiewicz w jego wykonaniu zasługuje na swoje nazwisko. Zawadiaka, rębajło i pieniacz z lekką pogardą traktujący Papkina. Ale jednocześnie człowiek, który zalecając się do Podstoliny, zachowuje się jak sztubak na pierwszej randce i w taki sposób o tym opowiada. A popisowa scena? Tak jak w „Hamlecie” czeka się na monolog „Być albo nie być”, tak z „Zemsty” pamięta się pisanie listu do Wacława ze słynnym „mocium panie”. Za całą recenzję tej sceny w Wajdowskiej adaptacji wystarczy powiedzieć, że po niej ręce same składają się do oklasków.
Znakomita rola Janusza Gajosa przyćmiewa występ innych aktorów. Także Papkina (Roman Polański), który obecny jest w prawie każdej scenie. Znany reżyser czyni z chwalipięty i kombinatora marudnego melancholika, który czasami sam nie wierzy w swoje buńczuczne przechwałki.
„Zemsta” to film zrobiony solidnie, wierny duchowi i literze Fredrowskiego tekstu. Prawdę powiedziawszy, mając tak wspaniałą ekipę i budżet – to kolejna produkcja sponsorowana przez Kredyt Bank – trzeba by się mocno napracować, żeby powstał słaby film.
Andrzej Wajda powtarza, że zrobił „Zemstę”, żeby przyciągnąć publiczność z powrotem na polskie filmy. Na pewno szykują się na nią wycieczki szkolne, pomimo apeli reżysera, aby nie używać wobec tego filmu etykietki „lektura”. Niestety, akurat ta ekranizacja pasuje idealnie do miana „lekturowej”. Uczniowie będą musieli uzupełnić sobie tylko krótkie fragmenty tekstu wycięte przez Wajdę.
Młodzież może także ucieszyć interpretacja postaci Klary i Wacława w wykonaniu Agaty Buzek i Rafała Królikowskiego. Udało im się stworzyć parę dość współczesną w zachowaniach, która na szczęście „mówi” Fredrowskim wierszem, a nie deklamuje go.
Nie można się oprzeć wrażeniu, że na ekranie mamy do czynienia z Teatrem Telewizji. Bardzo dynamicznym, z pięknymi zdjęciami Pawła Edelmana, jak zwykle wspaniałą muzyką Wojciecha Kilara, uroczą zimową scenerią – ale jednak teatrem. Reżyser zarzekał się, że zależy mu na odejściu od teatralności, ale jednocześnie zastosował w filmie kilka zabiegów, które przeczą takiemu założeniu. Może chciał zamknąć usta potencjalnym krytykom i jednak wziąć całość w teatralny cudzysłów?

 

Wydanie: 39/2002

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy