Zemsta na strajkujących

Na komendę policjanci położyli się na ziemi, na komendę padła salwa do zgromadzonego tłumu

„Ludzie młodzi i starzy, matki z dziećmi na rękach przyszli zobaczyć, co to będzie, że aż tyle policji przyjechało. Policja z daleka otoczyła ludzi zgromadzonych, tworząc kocioł, z którego nie można było się wydostać. Na komendę policjanci położyli się na ziemi, na komendę padła salwa do zgromadzonego tłumu. Powstał krzyk i jęki rannych i umierających. Salwy powtórzyły się. Młoda matka (Brzyska Katarzyna) trzymała synka na rękach – kula dum-dum rozdarła brzuch dziecka, wypłynęły jelita. Matka śmiertelnie ranna padła na ziemię, trzymając w objęciach swego synka… Ludność rzuciła się do ucieczki. Pozostało na placu osiem trupów, kilkunastu rannych. Za uciekającymi policja puściła się w pogoń, strzelając za nimi… Rannych bito pałkami gumowymi… Ja upadłem. Policja biła mnie pałkami. Myślałem, że mnie na śmierć zabiją, ale nie dobili” – tak wydarzenia sprzed 80 lat w Majdanie Sieniawskim, w powiecie jarosławskim opisywał Adam Gmoch. Tego dnia policja zastrzeliła tam 15 osób.

W innych wsiach było podobnie. Wojciech Jamróz z Kasinki Małej koło Limanowej tak na łamach „Dziennika Ludowego” z 1957 r. wspominał tamte wydarzenia:
„Policja oddała salwę w tłum, (…) na miejscu zginęło czterech chłopów. Wówczas prezes [SL] Widzisz zeskoczył z konia i począł uciekać w pole. Policja jednak strzelała pojedynczo za upatrzonymi ofiarami i jedna z kul trafiła prezesa. Padł na ziemię, lecz zerwał się i chciał biec dalej, a wtedy drugi strzał powalił go znowu. Nie był wtedy jeszcze zabity, lecz ciężko ranny. Po tej strzelaninie tłum rozbiegł się, a na miejscu zostali zabici i ciężko ranni. (…) Nadbiegła wtedy żona prezesa Widzisza i chciała parę słów zamienić z rannym śmiertelnie mężem, lecz policja nie dopuściła jej do niego. (…) I inne kobiety, które chciały zobaczyć się ze swymi bliskimi, policja potraktowała brutalnie, odpychając je i kopiąc i nie zważając na to, że Widziszowa była w ciąży”.

Tego dnia w Kasince Małej policja zabiła dziewięciu rolników.

Władze sanacyjne nie poprzestały na brutalnym potraktowaniu chłopów, postanowiły dodatkowo ukarać buntownicze wsie. Chociaż strzelanie do chłopów historycy nazywają pacyfikacją, istniał również inny, już postrajkowy rodzaj pacyfikacji, który można by określić zemstą pacyfikacyjną. Przed 80 laty było to często używane określenie. Najczęściej wprawdzie pacyfikowano wsie zamieszkane przez ludność białoruską lub ukraińską, burząc przy tym nawet cerkwie. Ale nie tylko. Na rok przed strajkiem sierpniowym, jesienią 1936 r. spacyfikowano Zamojszczyznę. W sierpniu 1937 r. – Małopolskę. Co to znaczy pacyfikacja postrajkowa, opowiadał Antoni Drożdżowski z powiatu Dąbrowa Tarnowska.

„We wsi Żdżary była wielka pacyfikacja 27 sierpnia 1937 r. Przyjechało kilka ciężarówek policji granatowej i Strzelca, otoczyli wieś i prowadzili pacyfikację. Poszukiwano rzekomo broni, a przy tym bito ludność. W domu Walaszka Józefa rozbijano sprzęty, rozsypano zboże, bijąc przy tym domowników. W domu Kawy Jana zostały sprzęty połamane. Mąka, zboże, fasola rozwalone i pomieszane. Żona Wiktora Kawy coś tam powiedziała przeciw policji, została ukarana grzywną 30 zł”.

I może jeszcze relacja Jana Kuźniaka z Iłowca na ten sam temat:
„Ok. godziny 10 rano zjawili się w naszej wsi policjanci. Przyjechali na koniach i przyszli pieszo. Było ich mniej więcej 200. (…) Najpierw rozwalili dom Stanisława Rycaka, a później mój. (….) Z naszego domu i ze stodoły zrzucili dachy, powybijali okna wraz z ramami, połupali drzwi, potłukli obuchami siekier sieczkarnię, porąbali ubrania. Tylko pierzyny ocalały, bo matka zdążyła je wynieść do sąsiadów”.

W ostatnich dniach strajku policja spacyfikowała w ten sposób ponad 700 gospodarstw działaczy ludowych i wiciowych, organizatorów strajku.

To nie były incydenty. Policja, do której tradycji i etosu nawiązuje się w III i IV RP, bardzo łatwo sięgała po broń palną, jeśli władze sanacyjne kazały tłumić chłopskie lub robotnicze strajki, rozpędzać demonstracje ludzi domagających się respektowania ich praw politycznych lub poprawy warunków pracy i życia. Sierpniowy strajk chłopski poprzedzały w latach 30. inne strajki chłopskie i robotnicze, o szerszym bądź tylko lokalnym tylko zasięgu. Wiele z nich miało krwawy przebieg. Padali zabici i ranni. Nie tylko w Krakowie i Lwowie, ale też w mniejszych miejscowościach. Warto przykładowo przypomnieć:
* 2 stycznia 1930 r. – we wsi Lutczyna, powiat Rawa Ruska, policja otworzyła ogień do demonstrantów, zabijając dwóch rolników;
* 19 maja 1931 r. – w Jaworznie policja zastrzeliła podczas strajku pięciu górników;
* 17 marca 1932 r. – w starciach ze strajkującymi w Pabianicach policja zastrzeliła pięciu robotników;
* w czerwcu i lipcu 1932 r. od kul sanacyjnej policji zginęło w Łapanowie, powiat bocheński, pięciu chłopów; w powiecie leskim – siedmiu chłopów; w Jadowie, powiat radzymiński – trzech chłopów.

Norman Davies w książce „Boże Igrzysko. Historia Polski” tak opisuje tłumienie protestu chłopów w Berechach Dolnych, w pobliżu Sanoka: „Dla przywrócenia porządku wezwano 500-osobowy oddział policji, batalion piechoty i eskadrę samolotów. Sześć osób zostało zabitych, 278 zatrzymano, trzy skazano na śmierć za podżeganie do buntu. W 1933 r. konfrontacje między chłopami i policją przybrały rozmiary niewielkiej wojny partyzanckiej, zwłaszcza w rejonach Łańcuta, Rzeszowa, Leżajska i Przeworska. Były dziesiątki zabitych, setki rannych, pobitych przez policjantów, tysiące aresztowań”.

Policjanci zabijali, bili i aresztowali legalnie. Zabójcy chłopów, robotników, bezrobotnych pozostawali bezkarni. Władze sanacyjne przygotowały właściwe dla tego instrumentarium prawne. Łatwo było skazywać nie policjantów zabójców, czy tych, którzy wydawali rozkazy, lecz chłopów, robotników, bezrobotnych. W sierpniu 1931 r. ministerstwo sprawiedliwości wprowadziło w życie nowy regulamin więzienny zrównujący więźniów politycznych z kryminalistami; we wrześniu tego roku ogłoszono dekret o wprowadzeniu postępowania doraźnego w sądownictwie; w marcu 1932 r. uchwalono nową ustawę o zgromadzeniach, dającą władzom administracyjnym kontrolę nad nimi i możliwość uznawania ich za nielegalne; w sierpniu tego roku dekretem prezydenta zawieszono niezależność sędziów, a minister uzyskał prawo przenoszenia sędziów bez ich zgody oraz prawo usuwania ze stanowisk prezesów sądów. W październiku 1932 r. podporządkowano rady adwokackie administracji, a następnie ograniczono uprawnienia i poddano kontroli rządu Najwyższy Trybunał Administracyjny. Te reformy z czymś i dziś się nam kojarzą…

Kolejnym krokiem „uzdrawiania” Rzeczpospolitej, czyli „sanacji”, było utworzenie w czerwcu 1934 r. w Berezie Kartuskiej „miejsca odosobnienia” – obozu koncentracyjnego, gdzie na mocy decyzji administracyjnych osadzano przeciwników politycznych.

Wydanie: 34/2017

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy