Złowić czytelnika

Złowić czytelnika

Co zrobić, żeby dzieci chciały czytać książki

– Nie chciałbym doczekać czasów, żeby czytanie dziecku przed snem kojarzyło się tylko ze scenką z filmu dziejącego się w dziwnych realiach XX wieku. Proponuję, żebyśmy wspólnie zastanowili się, w jaki sposób nauczyć dzieci i młodzież polubić czytanie, pokazać im, że atrakcyjny może być nie tylko komputer, telewizor, elektroniczne zabawki, ale także książka – tym słowami Rafał Skąpski, wiceminister kultury, otworzył pierwsze spotkanie z przedstawicielami środowisk związanych z książką: bibliotekarzy, księgarzy, wydawców i recenzentów. Oznajmił też, że Ministerstwo Kultury uważa rozwój czytelnictwa za jeden ze swoich priorytetów. – Zaprosiłem tu państwa, aby usłyszeć, „gdzie kogo boli” i w czym resort, dysponujący wprawdzie skromnymi środkami, może pomóc.
W jednym wszyscy zgromadzeni są zgodni: czytelników trzeba wychowywać od najmłodszych lat, dlatego należy położyć szczególny nacisk na promocję książki wśród małych dzieci. – Najlepszy sposób to głośno czytać maluchom, codziennie przynajmniej przez 15 minut – uważa Irena Koźmińska, szefowa toruńskiej Fundacji ABC XXI, która rok temu zorganizowała znakomitą akcję „Cała Polska czyta dzieciom”. – Stworzyć w nich pozytywne uzależnienie od czytania. Najpierw słuchania, jak czytają dorośli, dopiero potem samodzielnego. Dziecko, które pierwszy raz w życiu styka się z książka dopiero w szkole, kojarzy czytanie z przymusem, z czymś nieprzyjemnym. Wtedy jest za późno.

Marzenie o bibliobusach
Katarzyna Wolf z Instytutu Książki i Czytelnictwa Biblioteki Narodowej podkreśla potrzebę programu międzyresortowego, wspieranego przez Ministerstwo Edukacji (niestety, mimo zaproszenia nikt z MEN na spotkanie nie przybył). Badania IKiCz dowodzą, że znaczny odsetek uczniów nie potrafi czytać ze zrozumieniem. Są duże dysproporcje społeczne w dostępie do książki, zagrożona jest zwłaszcza sfera ubóstwa, mieszkańcy małych miejscowości i wsi, gdzie nie ma bibliotek. Jak rozbudzić ciekawość książek w dzieciach, którym rodzice nigdy nie czytają (bo nie chcą, nie lubią, nie mają książek, sami czytają z trudem)? Janina Jagielska z Biblioteki Publicznej m.st. Warszawy widzi sposób: organizować promocje książki dziecięcej, wystawy objazdowe w obrębie województw, nawiązać współpracę między dużymi i małymi bibliotekami oraz nauczycielami – przy poparciu departamentu edukacji.
Wszyscy z nostalgią wspominają czasy, kiedy w małych miasteczkach i wioskach były punkty biblioteczne, a do najbardziej oddalonych miejsc jeździły autobusy-biblioteki. Dziś i po autobusach, i po dziesiątkach małych bibliotek zostało tylko wspomnienie. A i większe biblioteki ledwo zipią, nie mają środków na odnawianie i wzbogacanie zbiorów, co w znacznym stopniu powoduje odpływ czytelników i spadek wypożyczeń. Bibliotekarze z mniejszych miast mówią, że czytelnicy skarżą się na brak nowości wydawniczych. Narzekają, że nie ma co czytać, często wychodzą z pustymi rękami.

Księgarnie kultury
Jednak nie brakuje ludzi, którzy nawet w tych ciężkich dla kultury czasach potrafią i chcą coś zrobić. Wiele bibliotek lokalnych prowadzi, z własnej inicjatywy, akcje promocji czytelnictwa: organizuje głośne czytanie maluchom, konkursy dla dzieci, np. na odegranie przeczytanej scenki, recytatorskie, wystawy ilustracji.
– Jeśli się chce, można nie tylko zarabiać na książkach, ale także promować czytelnictwo. Wraz z moją partnerką Barbarą Drapich jesteśmy właścicielami księgarni „Eureka” w Świdnicy, która stała się lokalnym ośrodkiem krzewienia kultury – mówi Krzysztof Zaremba. – Nasza firma, sprywatyzowana 12 lat temu, jest chlubnym przykładem dobrze wydanych pieniędzy, a my jesteśmy dobrze wykształconymi księgarzami, kochającymi swój zawód. Mamy budujące doświadczenia z akcji promocji czytelnictwa wśród młodzieży. Współpracujemy ze Stowarzyszeniem Przyjaciół Dzieci Chorych „Serce”, któremu przekazujemy książki oraz pieniądze. Mamy świadomość, że w ten sposób wychowujemy sobie przyszłych klientów. Nasza księgarnia świetnie prosperuje.
Olga Wojniłko, szefowa Wydawnictwa Wilga, lidera na rynku literatury dziecięcej podkreśla z dumą, że mimo notowanego od kilku lat 40-procentowego spadku sprzedaży książek dla dzieci, jej firma ma znakomite wyniki. Sześć książek polskich autorów i ilustratorów zakupili od niej i wydali wydawcy z 18 krajów.

Co dalej
Pomysły na poprawę obrazu polskiego czytelnictwa posypały się jak z rękawa: zachęcić firmy do sponsorowania książek oraz bibliotek na prowincji, zamieniać biblioteki w miejsca informacji kulturalnej i czytelnie, organizować w bibliotekach, przedszkolach, szkołach, księgarniach i szpitalach akcje głośnego czytania dla dzieci, z udziałem aktorów (padły też propozycje: z udziałem biskupa, sołtysa, wojewody), inicjować więcej konkursów na książki dla dzieci, nakłonić media, aby promowały literaturę dziecięcą, aby bohaterowie seriali pokazywali się na ekranie z książką, nie tylko z piwem czy pistoletem.
Minister Skąpski obiecał, że resort przygotuje program promocji czytelnictwa oraz taniej książki, pomoże w skomputeryzowaniu bibliotek i stworzeniu ogólnopolskiej bazy danych o książkach i inicjatywach kulturalnych. Zapowiedział też, że będzie organizował spotkania ze środowiskami związanymi z książką raz, dwa razy w roku. I że na następnym będzie mowa o konkretach.

 

Wydanie: 14/2002

Kategorie: Kraj
Tagi: Ewa Likowska

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy