Żywność coraz droższa

Żywność coraz droższa

W sierpniu ceny ruszyły w górę. Chleb, ziemniaki, jabłka – tu tempo wzrostu jest najszybsze

Ceny żywności idą w górę. Szczególnie mocno uderzyło nas po kieszeni pieczywo. Konia z rzędem temu, kto dziś kupi jeszcze kajzerki po 16 gr, zwykle trzeba sięgnąć co najmniej po dwudziestogroszówkę. Jeśli nawet są gdzieś taniej, to na pewno mniejsze niż trzy-cztery miesiące temu.
Te 4 gr to niby drobiazg, ale życie składa się właśnie z takich drobiazgów, które powodują, że w portfelach przed pierwszym robi nam się znacznie luźniej. Poza tym 4 gr więcej to wzrost ceny aż o 25%, a więc skok wręcz zatrważający. Inne gatunki pieczywa również drożeją, choć trochę wolniej. Chleb zwykły (do niedawna zwany często baltonowskim) o wadze 0,6 kg kosztował przed miesiącem średnio 1,6 zł, dziś – o ok. 30 gr więcej.
Tę niemiłą podwyżkę zafundowali nam wspólnymi siłami chłopi, wstrzymujący jak zwykle sprzedaż zbóż, by wywindować cenę skupu na najwyższy poziom, i piekarze, cierpliwie czekający z podnoszeniem cen na powrót z wakacji stałych klientów. A pomogła naturalnie pogoda.
Piekarze bronią się, że musieli, bo od czerwca mąka zdrożała o prawie 30%. Droższe są też paliwa i energia. Koszt mąki stanowi 30% ceny bochenka, koszt palenia w piecach i transportu chleba – 25%. Sam zysk piekarzy to zaś niespełna 6%, więc trudno mówić o kokosach, zwłaszcza że ceny w kraju rosną nierównomiernie, a konkurencja w branży piekarskiej jest duża.
– Podwyżki nie przekroczą 10%, najbardziej podrożeje pieczywo dla wybredniejszych klientów, z mieszankami ziarna i różnymi dodatkami – mówi Jan Flisiak, prezes lubelskiego Przedsiębiorstwa Piekarskiego. Ale trochę dalej na południowy wschód, w Zamościu, chleb w ciągu pierwszego tygodnia września zdrożał już o 15%. Na drugim końcu Polski, w Wałbrzychu, pieczywo nie podrożało zaś prawie wcale. Drożeją, choć znacznie wolniej, makarony.
Dziś kilogram mąki białej w hurcie kosztuje już złotówkę, a chlebowej 90 gr. W sklepach podwyżki jeszcze nie widać, bo sieci handlowe narzucają dostawcom kontrakty długoterminowe, a kilka miesięcy temu mąka była o ponad 30 gr tańsza.
Młynarze tłumaczą, że podnieśli ceny mąki, bo ziarno jest o ponad 40% droższe niż wiosną. Nie mówią jednak, że robili wówczas duże zakupy, więc mają trzytygodniowe zapasy taniego ziarna. I zacierają ręce, licząc, że odkują się po głębokim załamaniu cen mąki wiosną ub.r.

Spiesz się powoli

Chłopi natomiast wszystko zwalają na lipcową suszę i sierpniowe deszcze – i twardo opierają się wezwaniom swego wicepremiera, by nie hamować sprzedaży zboża. W rezultacie dziś cena pszenicy w Polsce sięga już 540 zł za tonę (za najlepsze ziarno trzeba płacić nawet ponad 600 zł), podczas gdy w czerwcu nie przekraczała 450 zł, a przed rokiem 360 zł. Wyższego poziomu cen pewnie nie będzie, bo wiele młynów zaczęło już import tańszego ziarna ze Słowacji, z Czech i Węgier, a w październiku ruszy interwencyjna sprzedaż zbóż z magazynów Agencji Rynku Rolnego.
Droższe zboża to droższe pasze (zwłaszcza że wzrosły też ceny ziemniaków). Na razie nie odbija się to jednak na cenach mięsa. Świnie wkroczyły akurat w górną strefę swojego cyklu i przez to, że jest ich więcej, skutecznie opierają się podwyżkom. Dużo jest też tzw. drobiu grzebiącego, który do niedawna cieszył się nieco mniejszymi względami konsumentów z powodu mitu ptasiej grypy. Krowy natomiast jeszcze nie zeszły z łąk, a dopóki jedzą dużo świeżej trawy, są tańsze w utrzymaniu. Być może wołowina podrożeje w październiku, gdy krowy w większym stopniu przerzucą się na mieszanki paszowe.

Lepiej iść na grzyby

Wśród warzyw palmę pierwszeństwa w cenowym sprincie dzierżą ziemniaki. Są one najważniejszym daniem biednych Polaków i ruch ich cen ma większe znaczenie społeczne, niż nam się wydaje. Z ostatnich notowań wynika, że podrożały prawie o 80% w porównaniu z poprzednim rokiem. Nie zmienia to faktu, że wciąż można je kupić po 1-1,5 zł za kilogram, a nawet jeszcze taniej.
Lubelski Rynek Hurtowy w Elizówce to najdalej wysunięta na wschód giełda owocowo-warzywna w UE. Kilogram ziemniaków kosztuje tam 80-90 gr, jabłek – od złotówki do 1,7 zł, pomidorów – od 90 gr do 2,3 zł (deserowe), cebuli – od 1,3 do 2,3 zł (czerwona). Tańsze niż przed rokiem są śliwki, więcej natomiast trzeba zapłacić za pietruszkę.
– Generalnie w tym sezonie ceny owoców i warzyw są bardzo przyjazne klientom – mówi Edyta Kosior z działu marketingu.
Owoce i warzywa zdrożały na razie w kraju średnio o ok. 20%, co mieści się w granicach wahań sezonowych. Dziś wyraźnie droższe niż przed rokiem są np. jabłka, ale mało kto już pamięta, że ubiegłym roku mieliśmy niemal jabłkową klęskę urodzaju. W tym roku jest zaś grzybowa klęska urodzaju, więc jakoś się to wyrównuje.
W tym roku do lipca ceny niemal się nie zmieniały, ale w sierpniu zaczęły marsz w górę. W porównaniu z 2005 r. lipcowa inflacja wyniosła 1,1%, a sierpniowa 1,5%.
Droższa żywność sprawia, że poziom cen w Polsce rośnie szybciej, niż przewidywano, i Leszek Balcerowicz wkrótce jak zwykle zacznie wieszczyć powrót hydry inflacji. Nikt oczywiście nie wie, jaka będzie ta inflacja na koniec roku, ale prognozy mówią, że osiągnie może 2,2% zamiast, jak wcześniej planowano, 1,7%.
Nie jest to więc jakieś porażające przyśpieszenie, natomiast tendencja wydaje się wyraźna. Odczują ją ci, którzy przeznaczają na jedzenie największą część rodzinnego budżetu.

Wydanie: 38/2006

Kategorie: Kraj
Tagi: AD, IW

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy