Łyżka dziegciu w reformie wojska

Łyżka dziegciu w reformie wojska

MON otrąbił w ub. tygodniu sukces, czyli przyjęcie przez rząd programu modernizacji naszej armii. Znawcy problemu mówią raczej: lepiej późno niż wcale. Rzeczywiście reforma naszego wojska rodziła się w dużych bólach i to nie tyle – jak chętnie powtarzali niektórzy politycy – z powodu oporów w samej armii, co typowego dla rządów obecnej kadencji parlamentu bałaganu organizacyjno-kompetencyjnego i braku wizji przyszłości. A także negowania (z “ideologicznego” założenia) projektów z okresu gabinetów SLD-PSL, które prawie gotowe czekały na ekipę Jerzego Buzka.
Modernizacja została w końcu przeforsowana. Min. Bronisław Komorowski chętnie mówi o rewolucyjnych zmianach w naszej armii i po trosze ma rację. Wojsko ma być kadrowo odchudzone (ze 180 tys. obecnie do 150 tys. żołnierzy za sześć lat), okrojone z cywilnych i cywilno-wojskowych nadbudówek (planuje się np., że obsługę informatyczną w wojsku zapewnią w części prywatne firmy, a ze szkolnictwa wojskowego odejdzie 10 tys. osób). Wycofany ma być stary sprzęt, m.in. czołgi T 55, samoloty mig 21, kilkanaście okrętów. Liczba garnizonów zmniejszy się aż o 40. Szefowie MON zapowiadają też, że armia dostanie w końcu nowy samolot wielozadaniowy (nie wiadomo do końca, kiedy), helikopter (nie wiadomo kiedy) itd.
Każda rewolucja jednak przynosi także ofiary. W wypadku – rzeczywiście niezbędnej – modernizacji polskiego wojska dobrze byłoby, gdyby takich “ofiar” nie było jednak zbyt wiele. To, co niepokoi – i to nie tylko znaczną część kadry oficerskiej – w tym programie, to nacisk na szybkie, wręcz forsowne redukcje osobowe. Obawy i emocje podgrzał dodatkowo (i chyba trochę niepotrzebnie) dowódca wojsk lądowych, generał Pietrzyk, który w wywiadzie prasowym powiedział, że “nie zadrży mu ręka”, kiedy przyjdzie do zwalniania niepotrzebnych żołnierzy. Ta niefortunna, a nawet bulwersująca wypowiedź stoi w wyraźnej sprzeczności z takim choćby faktem, że “niepotrzebnych” oficerów już prawie w polskiej armii nie ma. Średnia wieku korpusu oficerskiego jest relatywnie niska, w większości są to żołnierze wypromowani w ostatnich kilkunastu latach, znaczna część w latach 90. XX w. Mówił o tym w niedawnym wywiadzie na łamach “Przeglądu” nowy szef Sztabu Generalnego, gen. Piątas.
Łatwe (zbyt łatwe) pozbywanie się wykształconych oficerów to pierwsze z zagrożeń modernizacji MON metodą Bronisława Komorowskiego. Nie widać także na horyzoncie pewności, że masowe zwolnienia (mają dotyczyć 6-7 tys. oficerów) potraktowane będą tak, jak redukcje grupowe w innych dziedzinach gospodarki, np. w górnictwie czy hutnictwie. Gdzie – poza ciągle mglistymi obietnicami – programy osłonowe dla zwalnianych, gdzie pewne na 100% rekompensaty, pytają nie bez racji przedstawiciele wojska.
W likwidowanych garnizonach dochodzi do tego pytanie – jaką pracę można zaproponować odchodzącej z armii kadrze? Już teraz władze lokalne i samorządowe kierują do Warszawy listy protestacyjne przeciw takim redukcjom. Z Żar, Koszalina i innych miejsc w Polsce płynie pytanie: czy urzędy pracy dadzą sobie radę, jeśli będą musiały wziąć na garnuszek setki byłych żołnierzy zawodowych? Jak nagłe pojawienie się masy bezrobotnych w ośrodkach, gdzie i tak nie ma pracy wpłynie, na nastroje społeczne.
Bezkrytyczni zwolennicy programu argumentują, że oszczędności (czytaj szybkie zwolnienia z wojska) są niezbędne, bo nasza armia musi mieć jak najszybciej standardy i wyposażenie NATO-wskie. To prawda (bo armia jest dzisiaj nieco zbyt liczna), ale nie do końca. Rzeczywiście, nie do utrzymania jest obecna sytuacja, kiedy znaczna część żołnierzy jest zbyt słabo wyszkolona, bo brakuje pieniędzy, a Polska ma kłopot z wysłaniem w misje NATO nawet jednego w pełni profesjonalnie przygotowanego batalionu (który na dodatek trzeba przewozić pociągiem, bo brakuje dobrego samolotu transportowego).
Ale, z drugiej strony, warto zapytać, czy w niektórych projektach nie próbujemy się “zamachnąć” – bardziej niż ambitnie – ponad wymogi NATO. Kwatera Główna Sojuszu nie wymaga od nas, by jakaś znaczna część wojska spełniała NATO-wskie kryteria, wcale też nie naciska, by była dokładnie taka liczba nowoczesnych czołgów, a nie inna. To samo dotyczy samolotów bojowych, helikopterów itd. Są eksperci, którzy mówią, że to także pole do oszczędności – choć, rzecz jasna, kiedy przesuwa się tylko wskaźniki na ekranie (MON-owskiego) komputera, to szybkie pozbycie się ludzi wydaje się najłatwiejsze.

Wydanie: 6/2001

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy