Im gorzej, tym lepiej?

Im gorzej, tym lepiej?

Opozycja wyłącznie z przyczyn politycznych blokuje ustawę ratującą szpitale

Minister Balicki opowiada, jak to w przerwie obrad Komisji Zdrowia podchodzi poseł opozycji i mówi: – Przyjmuję pana argumentację, ale mamy swoją strategię polityczną. No wie pan, weszliśmy w okres gorączki.
Ta zdrowotna gorączka, przekonanie, że obietnicami dotyczącymi służby zdrowia zdobędzie się elektorat, ogarnęła najsilniejsze w opozycji PO i PiS, ale i pączkujące partyjki, np. Partię Centrum, która jako dowód swego zaangażowania prezentuje list byłego ministra zdrowia, Wojciecha Maksymowicza (o zdrowiu, oczywiście), wysłany dwa lata temu do prezydenta Kwaśniewskiego. Nic świeższego nie mają.
– Dziś na bałamutnych informacjach chce się zbić kapitał polityczny – mówi minister zdrowia, oceniając sytuację, gdy projektem ustawy ratującej szpitale straszy się personel medyczny. – Być może, zlikwidowanych zostanie kilka procent placówek, ale do tego nie potrzeba żadnej ustawy – twierdzi minister Balicki.
Jednak pielęgniarki na Lubelszczyźnie widzą tylko zamieszanie, no i boją się o swoją przyszłość, szczególnie gdy posłanka Elżbieta Radziszewska grozi w radiowej „Trójce”: „A niech się okaże, nie daj Boże, że będą trzy sąsiednie powiaty, gdzie nie zostanie żaden szpital. Kto nas będzie leczył?” – Nie godzimy się na przekształcanie szpitali w spółki, bo to grozi bankructwem – mówi rzecznik Okręgowej Izby Lekarskiej w Lublinie, Jerzy Jakubowicz.
A czy szpitale z 8 mld długów już nie są bankrutami?

Wycinanka Platformy

Ustawa oddłużająca szpitale mogłaby być gotowa już w maju. Ale najpierw w rządzie spierano się, czy zdrowiem rządzi Hausner, czy może jednak Balicki. Potem ocknęła się opozycja i najpierw blokowała wszystko, co rządowe, potem na kolanie przygotowała swoje projekty. Ten PO (z niewiadomych przyczyn przez pewien czas opatrzony był w Internecie logo NFZ) określany jest jako „wycinanka”, bo powstał z fragmentów już gotowego, prezydenckiego. Skupia się tylko na tym, jak zagospodarować 2,2 mld pożyczki z budżetu państwa, jak je rozdać. A do takiego dzielenia kasy nie jest chyba potrzebna ustawa.
Projekt PiS, który generalnie domaga się powrotu centralnego rozdziału pieniędzy, zupełnie jak w PRL, uważany jest za bubel legislacyjny. Ale projekty zostały złożone i opóźniają prace Komisji Zdrowia. Czas płynie, a licznik bije nam wszystkim. Codziennie z budżetu państwa na obsługę długu szpitali – a nie na jego spłacenie! – wydaje się kilkanaście milionów złotych. Z tych pieniędzy można by dać podwyżki pielęgniarkom z Biłgoraja, Hrubieszowa i Białej Podlaskiej, które strajkują z biedy i ze strachu.

Skandaliczna ekspertyza

Przebieg prac w Komisji Zdrowia klimatem przypomina najlepsze sceny z „Rejsu”. Konsultacje społeczne projektów opozycji (winny wypowiedzieć się związki zawodowe i samorządy) zostały przeprowadzone w ciągu godziny wśród tych, którzy akurat byli na posiedzeniu. Krzysztof Makuch, sekretarz Naczelnej Rady Lekarskiej, określił ten tryb prac jako bezsensowny, większość obecnych bowiem w ogóle nie znała projektów. Szczęśliwie wypowiedzi zagłuszała orkiestra strażacka, która piętro niżej umilała jakąś konferencję naukową.
W tej sytuacji Elżbieta Radziszewska (PO i kandydatka na ministra zdrowia) rozdała posłom ekspertyzę, która stwierdzała, że projekt ustawy oddłużającej szpitale jest niezgodny z konstytucją, a w ogóle to dąży wyłącznie do komercjalizacji szpitali. Ekspertyzę sporządziła dr Anna Płatkowska-Kułaj, radca prawny. – To skandaliczna opinia – mówi minister Balicki. – Zażądam od Biura Studiów Kancelarii Sejmu wyjaśnień, jak w debacie sejmowej mogą być stosowane ekspertyzy tak niskiej jakości. – To dzisiaj, bez tej ustawy nie ma gwarancji, że obywatele zgodnie z konstytucją będą mieli równy dostęp do opieki zdrowotnej. Nie pozwalają na to właśnie szpitalne długi – mówi Krzysztof Kuszewski, doradca prezydenta ds. zdrowia.
Ponieważ w chaosie informacyjnym zagubił się sens ustawy, minister zorganizował dla dziennikarzy konferencję, która przypominała pierwszą lekcję przedsiębiorczości w gimnazjum. Cyfry, tabelki i wyliczenia, które trzeba też pokazać posłance Elżbiecie Radziszewskiej, gdy mówi, że „nie rozumie tego parcia na ślepo, żeby uchwalić ustawę”. – Jeśli tej ustawy nie będzie, pracownicy stracą 500 mln zł, które są przeznaczone na wynagrodzenia – w swych lekcjach jak z elementarza tłumaczy minister Balicki.
W tym tygodniu Komisja Zdrowia znowu będzie dyskutować nad prezydenckim projektem ustawy ratującej szpitale, uwzględniając poprawki opozycji. To od niej zależy decyzja, czy szpitale zostaną uwolnione z długów. Czy też utoną, by mogła je reanimować posłanka Radziszewska.

 

Wydanie: 10/2005

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy