Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Mieliśmy krótkie spięcie między MSZ a Kancelarią Prezydenta. Skarżył się prezydencki doradca Tomasz Nałęcz, że MSZ wprowadzało prezydenta Komorowskiego w błąd w sprawie tablicy smoleńskiej. O tym, że tak było, pisaliśmy już tydzień temu, więc nie ma co się rozwodzić. Warte zauważenia w tym wszystkim jest jednak jeszcze jedno – że minister Sikorski w kolejnych wypowiedziach najzwyczajniej w świecie się pogrąża. Bo tłumaczył swego konsula ze Smoleńska, że nie mógł zatrzymać przykręcających tablicę wdów, bo zostałby oskarżony o prorosyjskość. MSZ musiało więc przymknąć na to oko.
Mój Boże, to wdowy kierują polską dyplomacją? To prosty okrzyk: „Jesteś sługusem Moskwy!” paraliżuje w MSZ rozum? To w końcu MSZ prowadzi polską politykę? To minister Sikorski, nie informując wyczerpująco premiera ani prezydenta, zadecydował, że w sprawie tablicy mamy brnąć w ślepą uliczkę?
Takie tłumaczenia dyskwalifikują.
Świadczą one ewidentnie o tym, że w polskim MSZ zamiera szlachetna sztuka myślenia.
A co w takim razie rozkwita?
Ano coś, co minister nazwał kulturą korporacyjną. To zaś wygląda tak: nie tak dawno w MSZ przeprowadzano wielką ankietę na temat kultury organizacyjnej. Jakaś firma (ciekawe, ile wzięła za to pieniędzy) pytała pracowników, czy są dobrze poinformowani, jak się czują w pracy, czy z chęcią do niej przychodzą, jak oceniają obieg informacji itd. Pracownicy musieli odpowiadać na wiele pytań. A potem kierownictwo MSZ pojechało do Jachranki, by tam, w ośrodku, debatować nad wynikami tej niewątpliwie nieodzownej ankiety.
Trwa teraz w MSZ akcja netykiety – to z połączenia słów net i etykieta. M.in. tłumaczą tam, że trzeba odpowiadać na mejle.
Ale netykieta to nic w porównaniu z wielką akcją drukarkową.
Otóż w MSZ wprowadzono nowy system drukowania. Do tej pory drukarki były zwykłym sprzętem biurowym, stały w pokojach, każdy drukował, co chciał i kiedy chciał. Teraz to się zmienia. Dotychczasowe drukarki idą na złom. A wchodzą w użycie drukarki centralne, podłączone do sieci. Laikowi trudno policzyć, ile cała operacja będzie MSZ kosztować. Nadzorują to panowie z MON, których do MSZ sprowadził minister
Sikorski, ale sumy idą w miliony.
Teraz będzie tak, że owszem, pracownik podrukuje sobie, ale najpierw będzie musiał się zalogować, no a potem wyjść z pokoju, przejść się do stojącej gdzieś w centralnym punkcie drukarki i wziąć to, co chce. Ba, to od niego będzie zależało, która drukarka wypluje zamówione przez niego treści. Czy na pierwszym piętrze, czy na trzecim. Albo i w którejś z ambasad… Będzie przy tym tak, że każdy druk będzie zarejestrowany. System będzie wiedział o każdej wydrukowanej kartce – kto ją drukował, kiedy i gdzie.
I teraz trwają w MSZ szkolenia z obsługi tych drukarko-szpiegów. Takie szkolenie jednego pracownika trwa około półtorej godziny. Jeżeli założymy, że w centrali pracuje 1,2-1,3 tys. pracowników, daje to łącznie ok. 2 tys. godzin. Pomnóżmy to przez konkretną sumę i mamy przychód firmy szkoleniowej.
I MSZ w swej dzisiejszej krasie – ankiety, drukarki, szkolenia. Zabawa w gadżety i lanie wody. Tylko dyplomacji w tym wszystkim coraz mniej.

Attaché

Wydanie: 17-18/2011

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy