Gdyby nie Kołodko

Gdyby nie Kołodko

Szczęściem Polski jest to, że Balcerowiczowi nie było dane „reformować” kraju dłużej niż w sumie cztery lata

W „Magazynie Gazety Wyborczej” 30 stycznia br. ukazało się sążniste dzieło Witolda Gadomskiego „Gdyby nie Balcerowicz”. Strukturalnie tekst ten jest nowoczesny niczym opera Richarda Wagnera. Refleksje o zjawiskach dawnych są tu gruntownie wymieszane z impresjami na tematy współczesne, nawet z domniemaniami dotyczącymi przyszłości, a fakty z fikcjami i mitami. W istocie jednak rzecz dałaby się, przy odrobinie wysiłku edytorskiego, sprowadzić do rzeczowego porównania gospodarczych losów Polski i Rosji w ciągu ostatnich trzech dekad. Z porównania zaproponowanego przez red. Gadomskiego ma jednak wynikać coś więcej. A mianowicie, że Polska poradziła sobie z transformacją nieporównanie lepiej niż Rosja, głównie dzięki jednej tylko osobie. Otóż, sugeruje autor, „gdyby nie Balcerowicz”, skończylibyśmy marnie, jak nasi wschodni sąsiedzi.

Nie odmawiam Leszkowi Balcerowiczowi jednej niewątpliwej zasługi. W obiektywnie trudnej sytuacji podjął się on zadania, którego nie miały odwagi (lub siły) realizować osoby kompetentne, rozważne i odpowiedzialne (choćby prof. Witold Trzeciakowski). Na tym – moim zdaniem – jego zasługi się kończą. Program gospodarczy („terapia szokowa”) przez niego wykoncypowany i wdrażany od początku 1990 r. był istną katastrofą – porównywalną z katastrofą, jaką spowodowało wdrożenie analogicznego programu (autorstwa Jegora Gajdara) w Rosji. Za pierwszego wicepremierowania Balcerowicza (lata 1990-1991) PKB Polski spadł o prawie 18%. Tej niesłychanej recesji towarzyszyły sprowokowana programem hiperinflacja, szybkie nabrzmiewanie deficytu budżetowego, bezrobocie rosnące od 0,3% w styczniu 1990 r. do 14% na początku 1992 r. Absurdalna polityka stóp procentowych (ponad 400% w skali rocznej), stosowana także do dawnych zadłużeń kredytowych, i ciężarów fiskalnych z premedytacją narzucanych przedsiębiorstwom państwowym (tzw. popiwek) pomogła wykończyć masę potencjalnie najproduktywniejszych firm krajowych. Ich majątek albo został zezłomowany, rozkradziony, albo za psi grosz odstąpiony komu popadło (w tym zagranicznym łowcom okazyjnych wyprzedaży). Moim zdaniem, podzielanym przez wielu znawców tematu (należy do nich np. prof. Mario Nuti), gdyby pana Balcerowicza w końcu nie usunięto z rządu, nasza transformacja skończyłaby się klapą.

Z matni, w którą wpędziła Polskę „terapia szokowa”, kraj wybrnął na dobre dopiero po 1994 r. – podczas pierwszego wicepremierowania Grzegorza Kołodki (w latach 1994-1997). Jednym ze świadectw skuteczności jego polityki („terapia bez szoku”) był skumulowany wzrost PKB o 21,7% w latach 1995-1997. Co „Lesio” zmarnował, „Grzesio” odzyskał.

Niestety, powrót Leszka Balcerowicza na stolec wicepremiera rządu AWS-UW nie przyniósł niczego dobrego. W latach 1998-2000 udało mu się przeforsować „cztery fundamentalne reformy”. Z ich fatalnymi konsekwencjami (system emerytalny, ochrona zdrowia) borykamy się do dzisiaj. Jego polityka fiskalna zmierzała do redukcji podatków obciążających osoby dobrze sytuowane oraz – równolegle – do redukcji wydatków socjalnych (w pierwszym rzędzie poprawiających położenie materialne osób gorzej sytuowanych). Pierwszy człon tej polityki udało się zrealizować – drugiego już nie. W rezultacie „mimo woli” Leszek Balcerowicz ponownie wygenerował masywne deficyty budżetowe. Po czym z godnością porzucił rząd, przeszedł na stanowisko prezesa NBP, pozostawiając sanację rekordowej dziury budżetowej swoim następcom – wpierw ministrowi Jarosławowi Baucowi z AWS, a potem (od 2001 r.) Markowi Belce. Pokłosiem urzędowania Leszka Balcerowicza było radykalne spowolnienie wzrostu gospodarczego (do 1,2% w 2001 r.) i podwojenie stopy bezrobocia – z 10% jesienią 1997 r. do 20% na początku 2002 r. Krótkie ponowne urzędowanie Grzegorza Kołodki (od połowy 2002 r. do połowy 2003 r.) przyczyniło się do przezwyciężania problemów budżetowych, redukcji bezrobocia i przyśpieszenia wzrostu: w latach 2004-2007 średnioroczny wzrost PKB wyniósł 5,5%.

Tragedią Rosji było głównie to, że nie miała ona swojego Kołodki. Szczęściem Polski jest to, że Balcerowiczowi nie było dane „reformować” kraju dłużej niż cztery (w sumie) lata.


Prof. Leon Podkaminer jest emerytowanym pracownikiem Wiedeńskiego Instytutu Międzynarodowych Porównań Gospodarczych. W latach 2005-2009 był członkiem zespołu doradców ds. polityki pieniężnej Parlamentu Europejskiego


 

Wydanie: 11/2021

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy