W 15. numerze „Przeglądu” polecamy

W 15. numerze „Przeglądu” polecamy

TEMAT Z OKŁADKI
Chrztu Polski nie było
– Dziś możemy autorytatywnie stwierdzić, że państwowość Polski zaczęła się nie tylko kilka lat przed chrztem Mieszka I, ale wręcz na dziesięciolecia przed nim – stwierdza prof. Edward Potkowski, historyk, emerytowany profesor Wydziału Historycznego UW. – Państwo Mieszka I było wynikiem działania trzech pokoleń władców. Mieszkowi doradzono, by łączyć się z Zachodem, bo inaczej Polanie będą ginąć jak zachodni Słowianie. Lokalne kulty pogańskie nie sprzyjały centralizacji państwa. Zhierarchizowany Kościół był w tym zadaniu niezwykle pomocny. W początkach państwa polskiego Kościół był podległy państwu, a konkretnie władcy. Chrzest był posunięciem elit i objął nieliczną grupę – władcę i jego najbliższych współpracowników. Natomiast społeczeństwo było pogańskie jeszcze w XII w. Bunt przeciwko nowej wierze objawiał się najpierw reakcją pogańską, potem herezją.

KRAJ
Smoleńsk – instrukcja obsługi
Katastrofa smoleńska jest dziś oficjalną religią partii rządzącej, jej mitem założycielskim. To kluczowe wydarzenie, które obrosło takimi określeniami jak: „zdradzeni o świcie”, „polegli pod Smoleńskiem”, „męczeńska śmierć” itd. Oczywiste są więc wojskowa asysta honorowa podczas kolejnych miesięcznic katastrofy, pomnik przed Pałacem Prezydenckim, uroczyste msze i manifestacje. Katastrofa przenoszona jest w sferę sacrum, staje się państwowym świętem. W tej narracji nie może być zwyczajnym wypadkiem komunikacyjnym. I dlatego nigdy nie będzie wspólnego poglądu na jej przyczynę i przebieg. Żadne komisje, zespoły Laska, Millera czy inne tu nie pomogą.

Po powrocie nasmażymy kotletów
Zaraz po katastrofie prezydenckiego samolotu 10 kwietnia 2010 r. pojawiły się plotki, jakoby abp Miron Chodakowski, prawosławny kapelan Wojska Polskiego, przeczuwał własną śmierć i nie chciał lecieć do Smoleńska. – Ludzkie wymysły – denerwuje się Marcin Bołtryk, były subdiakon arcybiskupa. – Znałem władykę wiele lat i raczej nie zdarzały mu się profetyczne nastroje. To był normalny, pogodny, towarzyski człowiek. A poza tym kapłan mądry i niezależny.
Zatrudniony w ordynariacie chłopak, który pomagał arcybiskupowi w prowadzeniu mieszkania, po jego wyjeździe na lotnisko znalazł na stole w kuchni kartkę: „Kup cebulę, to po moim powrocie nasmażymy kotletów”. Tak po prostu.

Jak Bóg da, nic się nie stanie
W raporcie Rządowego Centrum Bezpieczeństwa dotyczącym organizacji Światowych Dni Młodzieży lista zidentyfikowanych problemów jest długa, ale na czoło wybijają się dwa.
Pierwszy to kwestia opieki medycznej. Zdecydowana większość łóżek szpitalnych, które mają być do dyspozycji ŚDM, znajduje się nie w Wieliczce, w pobliżu której leżą Brzegi, główne miejsce uroczystości, ale w Krakowie. Odległość do centrum miasta to wprawdzie tylko 15 km, ale w sytuacji zagrożenia życia to aż 15 km. Drugim, znacznie poważniejszym problemem jest otoczenie terenu w Brzegach, na którym ma się odbyć główna msza oraz spotkanie z papieżem Franciszkiem. Pełno tam wąskich wiaduktów kolejowych oraz przejść pod autostradą. W razie wybuchu paniki uciekający pielgrzymi po prostu się stratują. Bałagan w trakcie przygotowań do ŚDM może dziwić, ale nie powinien zaskakiwać.

Mit pękających domów
Przeciętny Polak – czyli 12 mln ludzi – mieszka w bloku zbudowanym z wielkiej płyty. Na niego więc najsilniej działają katastroficzne wizje rozpadających się budynków, serwowane od czasu do czasu przez tabloidowe media. Na szczęście okazuje się, że wielka płyta postoi 150 lat. W przebudowanych blokach będą dwupoziomowe mieszkania, windy zewnętrzne i ogrody na dachach.

WYWIAD
Trauma przed filmem
– Mam bardzo osobisty stosunek do tragedii wołyńskiej i do filmu. Byłem świadkiem tej straszliwej zbrodni, widziałem na własne oczy jej najokrutniejsze przejawy, sam cudem ocalałem od śmierci. Widziałem ofiary mordów z wydłubanymi oczami, odciętymi językami, spalone zwłoki. Wszystko to opisałem w powieściach – mówi Stanisław Srokowski, współscenarzysta filmu „Wołyń”. – Mam bardzo osobisty stosunek do filmu Smarzowskiego. Bo mówi on o moich lękach i przedstawia mój świat. Występuje tam dziecko, chłopak, w którym widzę dawnego siebie. Ofiarom największej akcji ludobójczej w dziejach Rzeczypospolitej, dokonanej na Kresach przez bandy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii, należy się szczególne uczczenie pamięci. Należą się im zadbane groby, właściwe tablice pamiątkowe i pomniki. 11 lipca powinien się stać Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Banderowskiego Ludobójstwa.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 15/2016

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy