Archiwum
Jak wybrać formę opodatkowania? Skala, podatek liniowy, ryczałt czy spółka?
Artykuł sponsorowany Jak wybrać formę opodatkowania, żeby nie przepłacać i nie dokładać sobie problemów? To rzadko jest wybór stawki, bo w grę wchodzą koszty, inwestycje i sposób wypłacania pieniędzy z firmy. Znaczenie ma też to, ile energii zjadają formalności oraz jak
Sztukateria w małych pomieszczeniach, czyli optyczne powiększanie przestrzeni
Artykuł sponsorowany Sztukateria od dawna kojarzona jest z dekoracyjnymi detalami wnętrz, jednak jej rola w małych pomieszczeniach wykracza daleko poza samą formę. Współczesne sztukaterie wewnętrzne, dzięki nowoczesnym technologiom i lekkim materiałom, takim jak polistyren
Czy pismo zdradza nasz charakter?
Skoro grafologia nie działa, to dlaczego wciąż jest często stosowana?
W internecie można znaleźć nagranie, na którym James Randi – amerykański iluzjonista i przeciwnik pseudonauki – sprawdza umiejętności jednego z najsłynniejszych grafologów USA lat 90. XX w. Na podstawie charakteru pisma wspomniany grafolog miał zdecydować, jakie zawody uprawiają kobiety obecne w studiu: sprzedawczynie, informatyczki, artystki, sekretarki czy farmerki. Udało mu się to tylko w przypadku… jednej z nich. Ale od początku.
Historia grafologii sięga XVII w. Wtedy właśnie ukazała się książka pod tytułem „Jak z odręcznie napisanego listu można poznać naturę oraz jakość pisarza”. Momentem przełomowym był jednak rok 1875, kiedy to francuski ksiądz Jean-Hippolyte Michon opublikował dzieło, w którym przedstawił usystematyzowany zbiór zasad analizy pisma. Od tamtej pory na całym świecie powstawały kolejne opracowania, a osoby stosujące tę metodę zaczęły zakładać stowarzyszenia, z których część przetrwała do dziś.
Współcześnie najwięcej zwolenników_czek grafologii znajdziemy we Francji. Niektóre źródła podają, że ok. 50% tamtejszych korporacji korzysta z grafologicznej analizy pisma podczas rekrutacji, choć niechętnie się do tego przyznaje. Zdaniem samych grafologów i grafolożek na podstawie analizy pisma można wskazać nawet 5 tys. cech osobowości drugiego człowieka (szczerze powiem: nie miałem pojęcia, że tyle ich jest!). A są to m.in. otwartość, poziom spontaniczności, komunikatywność, towarzyskość, pracowitość, hojność czy skąpstwo. Aby się tego dowiedzieć, należy poddać analizie takie cechy pisma jak: wielkość liter, ich szerokość czy kształt, a w przypadku niektórych liter badane są także wygląd i położenie kresek oraz kropek. Ważne są również pochylenie pisma oraz połączenia między literami.
Nie mogłem więc oprzeć się pokusie i na podstawie jednego z podręczników postanowiłem poddać się autoanalizie. Do eksperymentu wybrałem tekst, który był wykorzystywany do badania skuteczności grafologii. Jak się okazało, jestem osobą, która chce, aby inni ją dostrzegali i rozumieli, a to dlatego, że litery, które stawiam, są dosyć duże. Jestem też przyjazny, impulsywny i emocjonalny, bo moje pismo pochylone jest w prawą stronę. Ta sama cecha świadczy także o tym, że cenię rodzinę i przyjaciół. Jestem dobrym i zdyscyplinowanym pracownikiem, ponieważ moje t nie ma pętelki. W dodatku uwielbiam podróżować, bo z kolei moje y jest wystarczająco długie. No, powiem Ci, że zrobiło mi się całkiem przyjemnie.
Dobra, ale dosyć tej zabawy! Czas odpowiedzieć sobie na pytanie: co na to wszystko nauka?
Duże zainteresowanie grafologią sprawiło, że
Fragment książki Mateusza Adamczyka Jak słowo daję. Współczesny poradnik językowy, Znak Jednym Słowem, Kraków 2025
Szykuje się historyczny proces Maduro w USA
Postępowanie w czterech odsłonach
Korespondencja z USA
Startujecie! – ogłasza Trump 2 stycznia o godz. 22.46. Z 20 baz w rejonie Morza Karaibskiego podrywa się 250 maszyn, w tym F-35, samoloty wczesnego ostrzegania E-2 Hawkeye, śmigłowce Chinook i bombowce. Obierają kurs na Wenezuelę. Pierwsze pociski uderzają w ochronę przeciwlotniczą i radarową Caracas o godz. 1.01 w sobotę. Między godz. 2 a 2.30 komandosi elitarnej jednostki Delta Force wdzierają się do fortecy prezydenta Nicolása Madura. O 4.30 Trump obwieszcza na swoim koncie w Truth Social, że wenezuelski dyktator jest w drodze do amerykańskiego więzienia.
Choć od operacji „Absolute Resolve” (Absolutna Determinacja czy też Decydujące Rozwiązanie), jak wymownie nazwano akcję w Caracas, minęło już nieco czasu, pytań związanych z amerykańskimi planami dla Wenezueli na razie przybywa, ale kilku rzeczy możemy być pewni już teraz. Maduro wraz z żoną Cilią Flores dotarli do USA, osadzono ich w znanym z rygoru i niewygód więzieniu Metropolitan Detention Center na Brooklynie i już nawet doprowadzono przed oblicze amerykańskiego sądu. Ameryka oskarża ich, ich dorosłego syna i trzech innych członków wenezuelskiego rządu o narkoterroryzm (wspieranie narkokarteli przez udostępnianie infrastruktury do przemytu i ochronę przed służbami innych państw), przemyt kokainy do USA (250 ton w ostatnich 20 latach) oraz posiadanie karabinów maszynowych i innej broni nielegalnej na terenie USA. Wenezuelczycy na razie nie przyznają się do winy, a Maduro przed sądem oskarżył amerykański rząd o bezprawie, nazywając siebie jeńcem wojennym.
Przyjrzyjmy się czterem kluczowym aspektom tej sprawy, bo nie ma wątpliwości, że szykuje się historyczny proces.
Odsłona pierwsza
Sąd Federalny Dystryktu Południowego (Manhattan) w Nowym Jorku
Dlaczego wenezuelski dyktator oskarżany przez administrację Trumpa o działalność przeciwko Ameryce będzie sądzony na Manhattanie, a nie w Waszyngtonie?
Po pierwsze, dlatego że to siedziba prokuratury, która już w 2020 r. wysunęła przeciwko Madurowi i pięciu jego współpracownikom podobne zarzuty. Uaktualniony akt oskarżenia wyszedł nawet od tego samego prokuratora, Jaya Claytona. Dwóch spośród oskarżonych wcześniej – gen. Clíver Antonio Alcalá Cordones oraz Hugo Armando Carvajal Barrios – już zostało osądzonych. Barrios czeka na wyrok, a Cordones został skazany na 21 lat więzienia.
Po drugie, jak wyjaśniła mi Milena Sterio, szefowa Centrum Prawa Międzynarodowego na Uniwersytecie Stanowym Cleveland w Ohio, „sąd na Manhattanie specjalizuje się w sprawach związanych z bezpieczeństwem narodowym, terroryzmem i przestępczością międzynarodową na dużą skalę”. Sterio przypomina, że to tutaj w 2019 r. sądzono i skazano bossa narkotykowego „El Chapo”, czyli Joaquína Guzmána Loera, w 2014 r. – zięcia Osamy bin Ladena, Sulajmana Abu Ghaisa, a w 2024 r. – byłego prezydenta Hondurasu Juana Orlanda Hernándeza, którego ukarano za przestępstwa podobne do tych, jakie przypisuje się Madurowi.
Odsłona druga
Operacja „Absolute Resolve”
Operacja, która przywiodła Madura przed oblicze amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości, była niewątpliwie majstersztykiem. Czy jednak była legalna? Nie potrzebujemy dokładnego sprawozdania z jej przebiegu – choć władze USA zdradziły wiele szczegółów już kilka godzin po zakończeniu akcji w Caracas – by wiedzieć, że nosiła znamiona porwania urzędującej głowy państwa. Prawo międzynarodowe zabrania używania siły wobec przywódców państw, chociaż zainteresowana strona może się zwrócić do Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze o wszczęcie śledztwa, w wyniku którego MTK wyda nakaz aresztowania oskarżonego. Ewentualnie strona może użyć siły wobec głowy innego państwa w akcie samoobrony, gdy zagrożenie jest nieuchronne. USA nie kontaktowały się przed operacją z MTK.
Eksperci prawa amerykańskiego podnoszą też,
Rozbroić wstyd
Młodsze pokolenia często przyswajają przekonania starszych: czego „nie wypada” robić
Dr Angelika Kleszczewska-Albińska – badaczka wstydu, doktor nauk społecznych w dziedzinie psychologii, certyfikowana terapeutka poznawczo-behawioralna
Czy wstyd może być dziedziczny? Na przykład, jeśli matka wstydziła się pewnych rzeczy, to jej córka też będzie mieć podobne problemy?
– Warto na początek zastanowić się, co dokładnie rozumiemy przez „dziedziczenie” w kontekście wstydu. Jeśli myślimy o genach, które bezpośrednio odpowiadałyby za wstyd, to nauka nie dostarcza na to jednoznacznych dowodów. Oczywiście do odczuwania emocji, w tym wstydu, niezbędna jest aktywność w obrębie określonych struktur mózgu, ale nie można mówić o prostym mechanizmie dziedziczenia.
Czy w takim razie biologia odgrywa jakąś rolę w przeżywaniu wstydu?
– Tak, badania pokazują, że nawet osoby z uszkodzeniami obszarów kory nowej, odpowiedzialnych za przeżywanie emocji, nadal mogą doświadczać wstydu. To sugeruje, że choć wstyd jest emocją samoświadomościową, może być przeżywany również w sytuacjach, w których nie są zaangażowane struktury odpowiedzialne za poznawcze przetwarzanie emocji.
Czy to oznacza, że wstyd jest bardziej pierwotny, niż nam się wydaje?
– W zasadzie można powiedzieć, że wstyd ma charakter pierwotny, choć nie taki, jak np. przykład emocje strachu, złości czy radości. Na podstawie dotychczasowych badań nie możemy powiedzieć jednoznacznie, że intensywność odczuwania wstydu jest biologicznie dziedziczona. Zdecydowanie większą rolę odgrywają czynniki środowiskowe, które kształtują naszą wrażliwość emocjonalną. Tutaj właśnie kryje się ten pierwotny, ewolucyjny charakter wstydu. Od zarania dziejów człowiek funkcjonował w grupach społecznych, które poza innymi korzyściami gwarantowały mu poczucie bezpieczeństwa. Skoro zatem bez grupy jesteśmy bardziej narażeni na różnorodne niebezpieczeństwa, to chociaż wstyd jest emocją złożoną, która wynika z socjalizacji, przez to, że od zarania dziejów przyczynia się do regulacji naszych stosunków z innymi ludźmi, można opisać go jako jeden z pierwotnych mechanizmów ochraniających funkcjonowanie jednostki w społeczności.
Jak wstyd jest przekazywany w rodzinach? Czy to możliwe, że wstyd, którego doświadczają kobiety, wynika z tego, jak wychowywały je matki i babcie?
– W psychologii często mówi się o wpływie genów i środowiska na kształtowanie osobowości i zachowań. W przypadku wstydu również dostrzegamy ten podział. Po pierwsze, sposób, w jaki rodzice sprawują emocjonalną kontrolę nad dzieckiem, może się przyczyniać do nadmiernego odczuwania wstydu. Transmisja międzypokoleniowa wstydu jest szczególnie widoczna w relacjach między osobami tej samej płci – matki i babcie mają ogromny wpływ na sposób przeżywania emocji przez córki i wnuczki.
Czy to oznacza, że dzieci uczą się wstydu przez obserwację?
– Tak, młodsze pokolenia często przyswajają przekonania starszych: czego „nie wypada” robić, co „będzie źle ocenione” itp. W kulturach zachodnich wstyd jest często postrzegany jako emocja negatywna, coś, co należy przezwyciężyć. Jeśli jednak matki i babcie wielokrotnie przypominały o społecznych konsekwencjach pewnych zachowań, młodsze pokolenia mogły wykształcić nadmierne skłonności do odczuwania wstydu.
Czy sposób wychowania ma kluczowe znaczenie?
– Zdecydowanie. Styl wychowania może nie tylko kształtować umiejętność przeżywania wstydu, ale także wpływać na obszary życia, w których wstyd będzie szczególnie silny. Na przykład, jeśli matka była bardzo krytyczna wobec swojego wyglądu lub zachowań, córka może przejąć te wzorce i przenieść je na swoje życie.
Czy zawsze dochodzi do „kopiowania” wzorców?
– Nie. Zdarza się, że młodsze pokolenie reaguje przeciwnie – obserwując niepożądane zachowania matek czy babć (np. nadmierny wstyd), podejmuje świadomą decyzję, by realizować swoje życie w zupełnie inny sposób. Taki bunt przeciwko wzorcom poprzednich pokoleń może prowadzić do większej otwartości i akceptacji siebie. Jednak bez względu na to, czy mamy do czynienia z „kopiowaniem” wzorców, czy ich odrzuceniem, wychowanie i środowisko rodzinne odgrywają kluczową rolę w kształtowaniu takich emocji jak wstyd.
W jaki sposób wstyd jest przekazywany z pokolenia na pokolenie?
– Wstyd, podobnie jak inne zasady rodzinne, jest przekazywany w rodzinach w procesie socjalizacji. Dzieje się to poprzez wzmacnianie zachowań zgodnych z oczekiwaniami i karanie tych, które uznawane są za niepożądane. Wstyd, emocja wtórna i samoświadomościowa, musi zostać wyuczony. W rodzinach może przyjąć formę „wstydu pożądanego”, który w umiarkowanym natężeniu pomaga w podtrzymywaniu relacji międzyludzkich i przestrzeganiu norm społecznych, lub „wstydu patologicznego”, który jest nadmierny i obciążający.
Jak dzieci uczą się wstydu od rodziców?
– Jednym z mechanizmów jest modelowanie – dziecko obserwuje znaczącego dorosłego w określonych sytuacjach i na tej podstawie internalizuje wzorce zachowań. Jeśli rodzic wykazuje zachowania zawstydzające lub sam jest silnie zawstydzany, dziecko uczy się, że taki sposób reagowania jest normą. Drugim mechanizmem jest bezpośrednia interakcja. Rodzice wzmacniają lub tłumią określone zachowania dziecka, co może prowadzić do powstania generacyjnych cykli wstydu. Dziecko, które wielokrotnie doświadczało zawstydzania w dzieciństwie, może w dorosłości powielać te same wzorce wobec swoich dzieci.
Dlaczego wstyd tak łatwo przenosi się na kolejne pokolenia?
– Kluczowym czynnikiem jest wrażliwość dziecka zestawiona z metodami zawstydzania stosowanymi w rodzinie. Jeśli zawstydzanie wiąże się z lękiem przed odrzuceniem, może się stać wyjątkowo skutecznym narzędziem budowania patologicznego wstydu.
Jaką rolę odgrywają normy społeczne i kulturowe?
– Normy kulturowe i społeczne, przekazywane w ramach socjalizacji, również odgrywają kluczową rolę. W rodzinach, gdzie obowiązują sztywne i lękorodne zasady, zawstydzanie staje się często metodą kontrolowania zachowań. Im bardziej restrykcyjne są normy kulturowe, tym większe ryzyko, że wstyd będzie przekazywany jako patologiczna emocja.
Czy istnieją inne czynniki zwiększające podatność na patologiczny wstyd?
– Wysoki poziom lęku,
Fragmenty książki Beaty Biały Kobiety, które wstydzą się za bardzo, Rebis, Poznań 2025
Zima z białą laską
Na forach dla niewidomych co roku pojawia się pytanie: macie patent na poruszanie się w śniegu?
Zima 2025/2026 znowu nas zaskoczyła. Tuż przed sylwestrem pojawił się biały puch, zwany przez niezadowolonych białym czymś innym. Premier zwoływał sztaby kryzysowe, meteorolodzy zapowiadali kolejne opady, a wielbiciele biegówek zacierali ręce. No i dzieci! Sanki, bałwany, śnieżki, czyli coś, czego ostatnio zdecydowanie brakowało. Tymczasem w innym świecie, gdzie litery są przyporządkowane wypukłym kropkom, gdzie nie istnieją kolory i obrazy, lecz jedynie kształty odbierane dotykiem, gdzie słuch, a nie wzrok odgrywa ważną rolę, a biała laska stanowi nieodzowny element wyposażenia przy wyjściu na zewnątrz, zapanowało wymowne oczekiwanie. Podstawowe pytania brzmiały: ile śniegu spadnie oraz czy chodniki będą odśnieżone?
Wkrótce okazało się, że coś zostało wydeptane, jakieś szlaki mniej więcej przetarte, ale o odśnieżeniu trudno mówić. Oto inne oblicze zimy.
Wychodzę przed budynek. Jest mroźnie i wilgotno, co łatwo wyczuć. Moja biała laska trafia na koniec zadaszonego terenu. Dalej jest już tylko śnieg – tam, gdzie były dotąd chodnik, krawężnik, trawnik i jezdnia, czyli wszędzie. Krzewy, drzewa, samochody i budynki są tam, gdzie zawsze, ale dla mnie oznacza to: gdzieś wśród śniegu. Koniec białej laski wciąż natrafia na śnieg. Gdzie jestem? To już ulica? A może trawnik, bo bez kontroli krawężnika nie wiem, czy nie skręciłem. Zwykle chodzę w miarę szybko po znanym terenie, ale teraz tempo marszu spada. Wiem, że jestem przed swoim blokiem, ale to wszystko. Jeśli chcę iść do sklepu czy na przystanek tramwajowy, to stanowczo za mało. Ktoś powie: a od czego masz uszy? Fakt, słuch trochę pomaga, ale nie załatwia sprawy. Nie jestem nietoperzem, który wysyła ultradźwięki, a potem odbiera odbitą falę.
Świat na pewno wygląda pięknie. Białe czapy na drzewach, oszronione krzewy, tańczące w powietrzu płatki, wszystko białe i czyste. Dla mnie jednak to piękno, a raczej warunki, które je stworzyły, są okrutne. Trudno znaleźć drogę, gdy dookoła tylko śnieg, śnieg, śnieg i nic innego. Gdy w niedzielę wyszedłem rano na dwór,
Przyjaciółka warta miliony
Za rządów PiS pieniądze wpadały do kieszeni Małgorzaty Raczyńskiej-Weinsberg jak zaczarowane
Ujawniony przez „Newsweek” mechanizm wyprowadzania pieniędzy z banku Pekao i z PZU na tzw. doradców zarządu był wyjątkowo bezczelny. Grupa cwaniaków zarabiała miliony złotych, nie wykonując żadnej pracy. Wśród nich znalazła się Małgorzata Raczyńska-Weinsberg, zaufana Jarosława Kaczyńskiego. Według ustaleń dziennikarzy Raczyńska w Pekao pracowała fikcyjnie od kwietnia 2022 r. do końca 2023 r. i przez ten czas zarobiła gigantyczną kwotę 3,3 mln zł. Natomiast w PZU przez 22 miesiące rzekomej pracy (od 1 lipca 2021 r. do 24 października 2023 r.) udało się jej wyciągnąć ponad 1,6 mln zł. Czyli w sumie Raczyńska obłowiła się na prawie 5 mln zł.
Kradzieżą (bo jak inaczej nazwać taki proceder?) zajmuje się już prokuratura, a trefna „doradczyni” twierdzi, że formułowane wobec niej zarzuty to „bezprecedensowy atak naruszający jej dobre imię” i „bezpodstawne oszczerstwa, których celem może być próba wyeliminowania jej z życia publicznego”. Raczyńska nie wyjaśniła jednak, w jaki sposób mogłaby doradzać prezesom Pekao i PZU. Nie ma bowiem bladego pojęcia o bankowości ani ubezpieczeniach, bo z wykształcenia jest polonistką ze specjalizacją nauczycielską, a dotychczas pracowała w szkole (była nauczycielką języka polskiego w technikum elektrycznym w podwarszawskiej Zielonce) i w mediach jako tzw. dziennikarka, choć jej misja nie była najwyższych lotów.
Może to się wydawać szokujące, ale brak stosownego wykształcenia i doświadczenia nie był też przeszkodą w zatrudnieniu Raczyńskiej w 2020 r. we władzach firmy Lotos Geonafta, litewskiej spółki córki gdańskiego koncernu Lotos, zajmującej się poszukiwaniami i wydobyciem ropy naftowej. Jako pracownica Geonafty Raczyńska dorabiała w Polskim Radiu, gdzie przeprowadzała wywiady dotyczące fuzji Orlenu i Lotosu. Jej rozmówcami byli prezes Lotosu Paweł Majewski, prezes Orlenu Daniel Obajtek i minister aktywów państwowych Jacek Sasin. Taką działalność można uznać za konflikt interesów, bo Raczyńska udawała niezależną dziennikarkę, a jednoczenie pobierała wynagrodzenie z Lotosu.
Talent do wynajdowania protektorów
Małgorzata Raczyńska nie byłaby tym, kim jest, gdyby nie znajomość z Jadwigą Kaczyńską, którą poznała w kościele na warszawskim Żoliborzu. „Przyjaźnię się z panią Jadwigą Kaczyńską. Cieszę się zawsze, kiedy mogę z nią porozmawiać. Każdy, kto poznał panią Jadwigę, wie, o czym mówię. Z sympatią i szacunkiem odnoszę się także do panów Kaczyńskich. (…) Znamy się głównie z kościoła. Z czasów, kiedy byliśmy na marginesie życia politycznego. (…) Spotykaliśmy się w kościele i rozmawialiśmy o bardzo różnych sprawach”, mówiła „Życiu Warszawy” (lipiec 2006).
Według plotek Raczyńska specjalnie jeździła do Kościoła św. Stanisława Kostki, wiedząc, że uczęszcza tam Jadwiga Kaczyńska; klękała obok matki prezesa PiS i w ten sposób panie się zaprzyjaźniły. A jak wiadomo, dla braci Kaczyńskich matka była najważniejszą osobą w życiu i byliby w stanie zrobić dla niej dosłownie wszystko. To pani Jadwiga omawiała z Jarosławem i Lechem ich decyzje, także te polityczne, a jej opinia o ludziach była dla bliźniaków istotna.
Małgorzata Raczyńska przedstawia się jako wybitna dziennikarka i
Amerykańska lekcja
Przeczytałem książkę Arlie Russell Hochschild „Skradziona duma. Strata, wstyd i triumf prawicy”. Jak zwykle w przypadku tej autorki, wybitnej amerykańskiej socjolożki, rzecz jest ciekawa. Hochschild zastanawia się, co się dzieje z Ameryką i dlaczego do władzy doszedł Donald Trump. Nie będę tutaj książki streszczał ani dokładnie omawiał. Zamiast tego chciałbym się zastanowić, jakie nauki z jej lektury mogą płynąć dla nas. Pierwsza i zasadnicza: ludzie często głosują wbrew swoim interesom materialnym.
Fenomen ten budzi szczególne zainteresowanie autorki, stanowi bowiem wyzwanie dla głównego nurtu socjologii czy politologii, który ma skłonność do tego, by pod wpływem sławnego dictum Marksa: „Byt kształtuje świadomość” identyfikować preferencje wyborcze poprzez analizę położenia ekonomicznego wyborców. Opisywani przez autorkę wyborcy Trumpa, pochodzący z najbiedniejszego regionu USA (Kentucky, Wirginia Zachodnia) „biali bidocy”, głosują na niego, choć łatwo się zorientować, że jego polityka służy najbogatszym, a nie im. W tym sensie wspieranie Trumpa przez najbiedniejszych Amerykanów wydaje się absurdalne. Podobnie jak związane z tym potępianie państwa za to, że chce im pomóc. Jeśli więc nie decydują interesy, to co?
Retoryka. Język. Symbolika. Odwoływanie się do emocji, a nie do rozumu. Widać wyraźnie, jak funkcjonalne wobec rządów miliarderów okazują się teraz amerykańskie mity: o tym, że każdy jest kowalem swojego losu, że ciężka praca musi prowadzić do sukcesu materialnego, że liczy się przede wszystkim niezależność,
Zakręty historii
Jan Emeryk Rościszewski – pisaliśmy o tym tydzień temu – zakończył z hukiem swoją przygodę z dyplomacją i huk ten postawił na porządku dziennym pytanie, jak to się stało, że do tej pory ambasadą RP w Paryżu kierował człowiek związany od początku lat 90. z partią Jarosława Kaczyńskiego. Ministrowi Sikorskiemu to nie przeszkadzało? Ufał mu?
Oczywiście dyplomaci pracujący w MSZ wiedzą, że rządy się zmieniają, a Rzeczpospolita trwa. W związku z tym pracują dla każdego ministra, bo taka zasada obowiązuje w administracji państwowej. Można długo wyliczać dyplomatów, którzy przeszli przez kolejne zawirowania, wyróżniając się fachowością, a ukrywając swoje sympatie. O, np. wiceminister Henryka Mościcka-Dendys – ważna postać w dzisiejszym MSZ, za czasów PiS ambasador w Danii, a później dyrektor departamentu.
Rzecz w tym, że Rościszewski do tej grupy nie należy. Gdy w roku 2021 obejmował po Zbigniewie Jagielle fotel prezesa PKO BP, komentowano to tak: „Jan ma tę zaletę, której nie ma Jagiełło, czyli że był kiedyś w Porozumieniu Centrum. Jednym słowem,
Czy leci z nami pilot?
Są wreszcie powody do optymizmu: nasz kanon powszechnej, niewymuszonej mądrości poszerzył swoje granice. Do medycyny i piłki nożnej dołączyła geopolityka. Trudno już policzyć jej znawców. Tak bywa – największą karierę robią słowa, które nie mają żadnego konkretnego znaczenia. Można za ich pomocą wykonywać tragikomiczne figury i wciąż być na fali.
Ale uwaga – z myśleniem jest podobnie jak z gotowaniem: pomieszać można wszystko, tylko nie zawsze coś z tego wychodzi. Słucham i zastanawiam się: czym jest geopolityka? Magiel polityczny, obserwacje historyczne, wróżenie z fusów. Sporo chwytów propagandowych, ale to normalne, geopolityka jest częścią ideologii. Pojęcie „przestrzeni życiowej”, które pokochali naziści, było projekcją politycznych obsesji, a nie elementem prawdy o świecie.
Mapy, najlepiej studiować mapy. A jednak im dłużej to robimy, w tym głębszą możemy popaść konfuzję. Mapy nieustannie się zmieniają. Nie zapomnijmy – każde stulecie miało swoje własne mapy. W tym miejscu nasuwa się ciekawe i ważne pytanie: jaki sens mają zmiany na mapach? W jakich relacjach pozostają dwie siostry – historia i geografia? Jeden z patronów geopolityki, Halford Mackinder, twierdził, że historia jest „pochodną” geografii. Na pewno?
Mapy Europy stanowią przypadek szczególny, tu ruch jest największy. Półkula zachodnia? Popatrzmy: granice stoją tam w miejscu. Na naszym kontynencie – nieustanne wstrząsy i zamęt. Może właśnie tu – jak rzec można, odwracając tezę Mackindera – geografia jest tyranizowana przez historię?
Na przykład Napoleon, jakaż dezynwoltura, jaka fantazja! Na mapy nie zwracał specjalnej uwagi, interesowały go idee. Nie wdawał się w żadne przyziemne kalkulacje, wierzył w moc przeznaczenia. Planując wyprawę na Moskwę, wyjawił adiutantowi: „Czuję się popychany w kierunku jakiegoś nieznanego celu”. Wschód go fascynował. „Europa to kretowisko – mówił – wielkie imperia i wielkie rewolucje istniały tylko na Wschodzie”. W 1812 r. nie pomyślał nawet, że w Rosji może padać śnieg. Nic nie interesowało go bardziej niż własne pragnienia. Czy historia może się powtarzać? Iluż to Napoleonów stoi dziś w letnich mundurach, gotowych do drogi?
A my? No cóż, drążymy w kretowisku swoje tunele. Nasi rządzący niespecjalnie przypominają Napoleona, ale w






