Archiwum

Powrót na stronę główną
Aktualne Od czytelników

Listy od czytelników nr 06/2026

Zima z białą laską

Dawno nikt nie otworzył mi tak szeroko oczu, jak pan Tomasz Matczak tekstem „Zima z białą laską”. Niewidomy autor opisuje problemy, jakie ma w pokonywaniu codziennej drogi do pracy w czasie zimy. Kiedy my – widzący – zachwycamy się białym puchem przykrywającym wszystkie brudy, on czasami walczy o życie, bo nie wie, czy jest jeszcze na chodniku, czy już na jezdni. Dramatyczne są jego słowa: „Gdyby nie ta zima, (…) byłoby łatwo, czyli gdzie chodnik poniesie, ale nie było chodnika. Nie było też trawnika ani nic innego, jak laską sięgnąć”. Dobrze byłoby, gdyby ten tekst dotarł do osób odpowiedzialnych na wszystkich szczeblach za odśnieżanie. Ale także nas wszystkich powinien on uwrażliwić na to, że w czasie zimy z opadami śniegu i ślizgawicą powinniśmy być bardziej uważni na osoby, które znajdują się obok nas na ulicy. Nie tylko niewidome, również starsze, poruszające się z kłopotami. Czasem nasza ręka może być im bardzo potrzebna.
Joanna Księżak

Poczta Polska jak krecik

Tyle narzekamy na Pocztę Polską. A przecież ta instytucja potrafi bić rekordy. Oto list priorytetowy wysłany z warszawskich Kabat 19 grudnia ub.r. dotarł na ulicę Gżegżółki w Warszawie 19 stycznia br. W ciągu 31 dni przebył odległość 3,6 km, co daje prędkość 4,8 m/godz. Mniej więcej tyle czasu na wykopanie korytarza potrzebowałby sympatyczny krecik.
Izabela Niewiadomska

ZUS to nie MOPS

W nawiązaniu do informacji dotyczącej 13. i 14. emerytury chcę bardzo nieśmiało przypomnieć zacnej Redakcji, że ZUS to nie Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej (MOPS), a emerytura to nie świadczenie socjalne zależne od dochodu przypadającego na daną osobę. Emerytura to świadczenie, które jest zależne od aktywności zawodowej każdego z nas, czyli przyszłego emeryta. Niestety, od początku XXI w. wśród naszych polityków nasiliła się tendencja, aby emeryturę zmienić w „świadczenie socjalne” zależne od aktualnych potrzeb danej partii. Rozpoczął to pan Tusk, wprowadzając (nie pamiętam roku) waloryzację kwotową równą dla wszystkich emerytów. Nie zapomnę do końca mojego życia, jak krzyczał z trybuny sejmowej, że wreszcie teraz będzie sprawiedliwie!

Czytając informację na temat 13. i 14. emerytur, można oczekiwać, że wkrótce będą zamieszczane w mediach listy hańby, a w nich nazwiska i zdjęcia emerytów, którzy mimo swoich „wysokich emerytur” śmią pobierać trzynastki i czternastki.

Przedmiotem szczególnej troski mediów są oczywiście ci biedni emeryci, którzy dostają np. 2 gr miesięcznie z ZUS. Ci, którzy zapracowali na godziwe emerytury, milczą. Ze strachu. Bo gdyby ośmielili się powiedzieć, że emerytura pozwala im na godne życie, zostaliby zmasakrowani. Jako: ubecy, komuchy, złodzieje, oszuści, onuce, agenci Putina itp.

Byłabym bardzo wdzięczna, gdyby Szanowna Redakcja zechciała od czasu do czasu przyjrzeć się bliżej nie tylko emerytom „najniżej uposażonym”, ale również tym emerytom, którzy mają to nieszczęście, że są „wyżej uposażeni”. Może to uświadomi przyszłym emerytom, że wysokość ich przyszłej emerytury zależy przede wszystkim od nich samych.
Elżbieta Szymkowiak

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Świat

Coraz mniej Moskwy

Łotwa wyłącza nadawanie w języku rosyjskim

Korespondencja z Rygi

Po rosyjskiej agresji na Ukrainę w 2022 r. Łotwa coraz gorliwiej pozbywa się śladów rosyjskości, interpretowanych jako relikty sowieckiej okupacji lub XIX-wiecznego rosyjskiego imperializmu. Nie ma już w Rydze pomnika radzieckich „wyzwolicieli” miasta, jakiś czas temu z mapy zniknęło Moskiewskie Przedmieście, a z Parku Kronwalda – pomnik Puszkina. Po łotewskiej reformie edukacji, która zlikwidowała szkolnictwo w językach mniejszości narodowych, Rosjanie mieszkający nad Dźwiną obawiają się kolejnego problemu: zamknięcia mediów nadających w języku rosyjskim.

W nowy rok Ryga weszła trochę nerwowo. Ostatniego dnia starego roku wicemer miasta z partii narodowców Edvards Ratnieks nawoływał, by zgłaszać służbom nazwiska sąsiadów, którzy wystrzeliwali fajerwerki według czasu moskiewskiego. 31 grudnia 2025 r. mieszkańcy Łotwy po raz ostatni usłyszeli także rosyjskie słowo w łotewskim radiu publicznym. Do historii przeszedł bowiem rosyjskojęzyczny 4 kanał radia, nadający również audycje w językach innych mniejszości narodowych.
Czy to już koniec, czy zaledwie początek totalnej derusyfikacji Łotwy?

Łatgalskie Przedmieście – i bardzo dobrze

Choć po odzyskaniu przez Łotwę niepodległości w 1990 r. uchwalano różne prawa wymierzone w mniejszość rosyjskojęzyczną, postrzegane przez nią jako dyskryminacja, a przez Łotyszy bardzo często odczuwane jako konieczna samoobrona przed społecznością, która w czasach radzieckich rozrosła się ponad miarę – to sytuacja w zasadzie była stabilna. Coraz więcej Rosjan w ramach procesu naturalizacji otrzymywało obywatelstwo, młodzi uczyli się w szkołach języka łotewskiego i korzystali z szans, które otworzyło wejście kraju do Unii Europejskiej w 2004 r.

Wydawało się nawet, że Rosjanie są w stanie wywalczyć „swoje” także na poziomie politycznym. Na przykład wtedy, gdy w 2009 r. pierwszy raz w historii Ryżanie wybrali na mera etnicznego Rosjanina Niła Uszakowa. Co prawda jego partia Zgoda nigdy nie została dopuszczona do władzy na szczeblu centralnym, otaczał ją „kordon sanitarny”, ale Rosjanie coraz bardziej czuli się częścią niepodległej Łotwy. Świętowali łotewskie rocznice 4 maja albo 18 listopada, zaciągali się do Zemessardze (Gwardii Narodowej) czy do wojska łotewskiego. Przyswajali język łotewski,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Wojciech Kuczok

Stany Zrozpaczone Ameryki

Widok osób cywilnych rozstrzeliwanych z zimną krwią w biały dzień na ulicy w Minneapolis przez milicjantów ICE jest wstrząsający, nie daje mi spokoju, burzy krew i budzi nienawiść do pomarańczowego diabła i jego popleczników. Wiem, że w tym samym czasie ginie nieporównanie więcej ludzi protestujących przeciw władzy ajatollahów w Iranie, wciąż umierają ofiary izraelskiego ludobójstwa w Gazie, ruskie drony załadowane bombami uderzają w bloki mieszkalne w Ukrainie – mimo to śmierć Renée Good i Aleksa Prettiego boli szczególnie, zwłaszcza że oba morderstwa zostały sfilmowane i są powszechnie dostępne w sieci. Boli szczególnie, bo na chwilę przed śmiercią widzimy twarze obywateli głęboko przekonanych, że mieli szczęście urodzić się w kraju swobód demokratycznych, że gdzie jak gdzie, ale w USA za to, że wyrażasz swój sprzeciw wobec władzy, ta władza nie strzeli ci z bliska w głowę albo w plecy. A potem świadkujemy bestialskim egzekucjom na bogu ducha winnych ludziach.

Przywykliśmy do tego, że na świecie istnieją reżimy,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Historia

Negocjacje z Rosją

W obliczu nieskutecznych i przeciągających się negocjacji amerykańsko-rosyjsko-europejsko-ukraińskich, mających dać pokój Ukrainie, zapominamy, że w naszej historii przeszliśmy pomyślnie etap, którego rezultatem było wyprowadzenie wojsk rosyjskich (radzieckich) z terytorium Polski. O tym traktuje nowa książka Wydawnictwa Naukowego Scholar „Negocjator wielkiej historii. Jerzy Sułek o wycofaniu wojsk radzieckich z Polski i polskiej dyplomacji po 1989 roku w rozmowie z Alicją Curanović”. Jerzy Sułek, ów negocjator, nie stał się wówczas postacią pierwszoplanową, ale to jemu zawdzięczamy kto wie czy nie jeden z największych sukcesów dyplomacji III RP w polityce wschodniej.

Wiemy, że 22 maja 1992 r. na Kremlu prezydenci Polski Lech Wałęsa i Rosji Borys Jelcyn wymienili się podpisanymi umowami, co doprowadziło do wyjazdu z Polski obcych wojsk 16 miesięcy później. Jednak bez tych upartych, a – jak niektórzy mówią – brawurowych kilkunastu rund rozmów z władzami ZSRR i Rosji, sprawy nie musiałyby się tak potoczyć. W trakcie negocjacji prowadzonych w przełomowym okresie historii, gdy kończył się komunistyczny Związek Radziecki, a zaczynała postkomunistyczna Federacja Rosyjska, ktoś musiał usilnie zabiegać o polską rację stanu, o pełną niezawisłość Rzeczypospolitej, którą gwarantowałyby odpowiednie umowy. Jak wyznał podczas promocji książki niemcoznawca i dyplomata prof. Jerzy Sułek, nikt w resorcie spraw zagranicznych kierowanym przez prof. Krzysztofa Skubiszewskiego nie chciał się podjąć przewodniczenia ekipie polskich dyplomatów, bo znane były warunki i trudności rozmów z Rosjanami.

Umów kończących tamten etap naszej polsko-rosyjskiej historii było aż cztery. Dotyczyły nie tylko wycofania wojsk rosyjskich z Polski,

Jerzy Sułek, Alicja Curanović Negocjator wielkiej historii. Jerzy Sułek o wycofaniu wojsk radzieckich z Polski i polskiej dyplomacji po 1989 roku w rozmowie z Alicją Curanović Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2025.
Do kupienia na stronie: scholar.com.pl/pl/glowna/8987-negocjator-wielkiej-historii.html

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Albo patriotyzm, albo zyski

Dlaczego polskie firmy otwierają fabryki w Chile, Kazachstanie, USA i Chinach?

Napis na frontonie budynku przy ulicy ul. Łąkowej 39/44 w Gdańsku głosi: „LPP Fashion Lab Cotton” i – jak sądzę – niewiele mówi przeciętnemu mieszkańcowi Trójmiasta. A tu mieści się największa w Polsce firma modowa. Grupa LPP jest właścicielem takich marek jak: Reserved, House, Mohito, Sinsay i Cropp. W ubiegłym roku posiadała 3426 sklepów stacjonarnych na ponad 40 rynkach. To właściwie międzynarodowy koncern o polskich korzeniach. Tylko w pierwszych trzech kwartałach ubiegłego roku jego sprzedaż doszła do 16,6 mld zł, co oznaczało wzrost o 20% w stosunku do roku 2024. Prezesem Grupy LPP jest Marek Piechocki, a największym udziałowcem założona przez niego na Malcie rodzinna Fundacja Semper Simul.

LPP SA jest notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Kurs jednej akcji oscyluje ostatnio wokół 20 tys. zł, a kapitalizacja rynkowa to ponad 36,5 mld zł, co musi budzić szacunek.

Przy czym Grupa LPP nie ma w Polsce ani jednego zakładu produkcyjnego, w którym szyte są ubrania sprzedawane pod dobrze już znanymi markami. W sprawozdaniu za 2023 r. podano, że ok. 92% kolekcji zamawiane było w Azji, głównie w Bangladeszu, Chinach, Mjanmie, Pakistanie, Indiach i Kambodży, ok. 7% w Turcji, a w Polsce… nie więcej niż 1%.

Przykład Grupy LPP jest charakterystyczny dla dużego rodzimego biznesu, który coraz częściej przenosi produkcję poza granice Polski. Szacunki wskazują, że zagraniczne aktywa polskich spółek sięgnęły 164,5 mld. zł. A to dopiero początek.

Dlaczego emigrują z Polski?

Decyzja o budowie fabryki za granicą lub ulokowaniu tam produkcji to nie kaprys ani widzimisię właścicieli. Stoi za tym złożona kalkulacja ekonomiczna, w której liczą się dziesiątki zmiennych. Powodów, dla których polskie spółki decydują się na taki krok, jest kilka. Tak wynika z badań prowadzonych przez rodzime ośrodki analityczne, takich jak Polski Instytut Ekonomiczny.

Okazuje się, że ponad połowa rodzimych firm inwestujących za granicą jako najważniejszy powód podaje poszukiwanie nowych rynków zbytu. Rodzimy rynek, choć duży jak na standardy regionu, ma swoje ograniczenia. Dla firm, które osiągnęły już pozycję krajowego lidera, dalszy wzrost wymaga wyjścia poza granice. A gdy już taka decyzja zapadnie, lepiej mieć produkcję tam, niż wysyłać towary z Polski i płacić za transport oraz cła.

Drugi powód to dywersyfikacja ryzyka. Pandemia COVID-19 nauczyła firmy, że poleganie na jednym rynku to czysty hazard. Gdy Polska zamykała granice, firmy prowadzące działalność w kilku krajach mogły przenieść jej ciężar gdzie indziej. Wojna w Ukrainie tylko umocniła to doświadczenie.

Spółki, które miały ugruntowaną pozycję na rosyjskim, białoruskim czy ukraińskim rynku, z

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Opinie

Długi rządzą polityką

W gospodarce USA rośnie znaczenie długu publicznego. Jego koszt wynosi już 19% dochodów budżetu

W Polsce politykę światową pokazuje się w kategoriach militarnych. W mediach i na forach społecznościowych ciągle prowadzi się rozważania dotyczące perspektywy wojennej. Tymczasem działania prowadzone na polu politycznym i militarnym mają zakorzenienie w gospodarce. Światem rządzą interesy. Tylko w Polsce dyskusja publiczna tak mocno zdominowana jest przez emocje, miłość do Ameryki i nienawiść do Rosji.

Kierowanie się emocjami kompromituje polityków, ale społeczeństwu to się chyba podoba, na co wskazują wyniki wyborów. Tak prezentowany świat jest nieprawdziwy, ale mniej skomplikowany. Teraz Trump trochę zamącił w miłości polskich polityków do USA. W rozmowach kuluarowych chyba są już wątpliwości dotyczące relacji polsko-amerykańskich, ale publicznie nikt tego nie ujawnia. Nie ma tak bardzo odważnych.

Polityka mocarstw światowych za przyczyną Trumpa pozbawiona jest hipokryzji. Poprzedni prezydenci USA też realizowali politykę amerykańskich interesów, ale robili to pod osłoną moralnych frazesów. Teraz ujawnia się świat nagich interesów, które stoją za działaniem mocarstw. USA i Chiny są niewątpliwie głównymi aktorami światowej polityki. Relacje finansowe między USA i Chinami w dużym uproszczeniu wyglądają w ten sposób,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Sprostowanie (Aferzyści prezydenta RP. Kto i dlaczego chce, aby państwo kontrolowało rynek kryptowalut)

W materiale prasowym zatytułowanym „Aferzyści prezydenta RP. Kto i dlaczego nie chce, aby państwo kontrolowało rynek kryptowalut”, opublikowanym w wydaniu papierowym oraz elektronicznym Tygodnika „Przegląd” dniu 15 grudnia 2025 roku, zawarto następujące informacje, które pozostają nieprawdziwe i nieścisłe:

  1. Nieściśle wskazano, że w 2018 roku giełda BITBAY została wpisana na listę ostrzeżeń publicznych KNF, w sytuacji gdy postępowanie prowadzone w tej sprawie zostało prawomocnie umorzone, a w związku z tym przy wspomnianym wpisie na liście ostrzeżeń publicznie znajduje się wzmianka oznaczająca nieaktualność dokonanego wpisu;
  2. Zawarto nieprawdę, że opłacenie wydarzenia Polish-American Strategic Industries Summit przez zondacrypto było „częścią kampanii lobbingowej wycelowanej w członków administracji Donalda Trumpa”, która skutkowała uzyskaniem licencji na Florydzie. W rzeczywistości zondacrypto nigdy nie prowadziła jakiejkolwiek działalności lobbingowej, a sponsorowanie szczytu było podyktowane chęcią reklamowania marki zondacrypto w kraju i za granicą, a uzyskanie licencji na Florydzie, wydawanej przez organ administracji publicznej Stanu Floryda, jest bezpośrednim efektem wielomiesięcznego zaangażowania i specjalistycznej pracy szeregu osób;
  3. Zawarto nieprawdę, jakoby objęcie Centrum Olimpijskiego sponsoringiem tytularnym przez firmę giełdę stanowiło działanie wymierzone w autorytet św. Jana Pawła II, podczas gdy dodanie członu komercyjnego do nazwy obiektu w żaden sposób nie umniejsza rangi jego patrona, lecz odnosi się do pozyskania strategicznego partnera w celu wsparcia polskich olimpijczyków i jest zabiegiem czysto formalnym i organizacyjnym.

BB TRADE ESTONIA OU
W imieniu której działa prezes zarządu
Przemysław Kral

Odpowiedź autora za tydzień.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Obserwacje

W tej robocie nie możesz być zimną rybą

Karetka jedzie do dziecka. Przypadki ratownika medycznego

W swojej pracy spotykam się z bardzo różnymi historiami dzieci i młodzieży. Chcę opowiedzieć bez upiększeń o tym, co widzę na co dzień. O sytuacjach, które czasami mnie przytłaczają, czasami frustrują, a czasami zostają ze mną na zawsze. To są moje doświadczenia i obserwacje zebrane przez lata. Tu nie ma ściemy ani wymyślonych historii. W każdym zdarzeniu, które opisuję, brałem udział albo byłem świadkiem. Przeżywałem je. Tak, przeżywałem, bo w tej robocie nie możesz być zimną rybą (…).

Agresja wobec innych i siebie

Przychodzą wezwania do szkół i to często dotyczy już bardzo wczesnych klas. Coraz częściej wzywa się nas do dzieci, które są agresywne. Słyszę: „Przyjedźcie, bo uczeń zaatakował nauczyciela”. Albo: „Dziecko pobiło rówieśnika”. Pewnie my w ich wieku też się czasami biliśmy, to się zdarzało zawsze. Ale teraz trafiają się dzieci, w których jest tak wielka nienawiść do innych, do świata i do siebie, że mnie, dorosłemu facetowi, to się nie mieści w głowie.

Mamy jakąś dziwną epidemię dzieci z zaburzeniami, dzieci, które czasami mają wszystko, są przeopiekowane i nikt im nie stawia granic. A kiedy zderzają się z rzeczywistością, w której nie ma już mamy i taty na każde gwizdnięcie, wówczas nie radzą sobie nawet z prostymi drobiazgami. Coraz częściej przyjeżdżamy do dzieci, które same sobie robią krzywdę. Samookaleczenia zaczynają się od drobiazgów: ktoś dostał złą ocenę, ktoś usłyszał nieprzyjemny komentarz na korytarzu czy przeczytał w internecie. I to już wystarcza, żeby dziecko sięgnęło po nóż, żyletkę albo cyrkiel.

Kiedy przyjeżdżamy, widzimy dzieci pocięte na rękach, nogach, czasem na brzuchu. One same już nie wiedzą, dlaczego to zrobiły. Mówią: „Bo nie wytrzymałam”; „Bo chciałem, żeby ktoś zauważył”. Albo nie mówią nic. Milczą. (…)

Blanka

Pierwsze wezwanie do niej dostałem w 2023 r. Miała wtedy 13 lat. Bardzo ładna, inteligentna dziewczynka. Wezwanie do domu dziecka. Blanka była tak nawalona mefedronem, że, jak to się mówi w naszym slangu: „Ona szybciej stała, niż ty chodzisz”. Właśnie wróciła z jakiejś ucieczki z torbą ciuchów, które prawdopodobnie ukradła albo uzyskała za korzyści seksualne. W placówce wybuchła kłótnia i Blanka wpadła w szał. Zaczęła rzucać sprzętami w koleżanki i w pracowników. Przyjechała policja. Wszedł taki wielki policjant z ramieniem grubszym niż moje udo, dosłownie człowiek-kwadrat, 2 na 2 m. Blanka do wszystkich krzyczy, wyzywa: „Chuj wam w dupę!” (to jedno z lżejszych) i dalej rzuca garami, talerzami, co tam miała pod ręką. Nie da się do niej podejść. Poprosiliśmy policjantów o założenie kajdanek. A oni nie mogą, bo gówniara nie ma skończonych 14 lat – takie są przepisy. No to mówię: „Panowie, zanieście ją chociaż do karetki siłą”. Podszedł do niej ten wielki policjant, a ona rzuciła się na niego jak pilot kamikadze. Zaczęła go okładać pięściami, kopać, gryźć. Oczywiście poradził sobie z nią trzema palcami i zaniósł do auta.

Na całe to zajście opiekunki z domu dziecka odwracają się do okna, nie patrzą – w razie czego w sądzie powiedzą prawdę: „Niczego nie widziałyśmy”. W karetce okazuje się, że nie mamy czym jej przywiązać, bo brakuje pasów na wyposażeniu, a ona zaczyna demolować sprzęty. Pada decyzja o rozpoczęciu procedury założenia „karty przymusu bezpośredniego” i zawiezieniu jej na oddział psychiatryczny. Ale oczywiście – nikt nas nigdy się nie uczył, jak taka procedura wygląda w przypadku dziecka, formalnie dotyczy ona pacjenta dorosłego. Blance udaje się w końcu podać leki uspokajające, dziewczyna się wycisza. Zatem zmiana decyzji i wieziemy ją na SOR. Na oddziale leki przestają działać, Blanka próbuje ugryźć pielęgniarkę. Dostaje pasy i kolejną dawkę głupiego jasia.

Pamiętam ją dobrze nie tylko z tego jednego zajścia; do Blanki jeździłem w sumie 13 razy. Dziewczynka pochodziła z patologicznej rodziny. Ojciec w więzieniu, matka alkoholiczka, kompletnie niezainteresowana wychowaniem dzieci. Próbowaliśmy jej pomóc wiele razy – wyciągaliśmy ją w stanie bezwładności ze śmietników, z klatek schodowych, z parku. Trafiła w końcu do poprawczaka o podwyższonym rygorze, ale uciekła i stamtąd. Jest bardzo prawdopodobne, że już nie żyje, bo w wieku 14 lat pakowała heroinę dożylnie i zadawała się z ludźmi, którzy nie dbają o życie młodej dziewczyny. Znaliśmy ją wszyscy w naszych zespołach – zawoziliśmy ją albo do bidula, albo do psychiatryka. I co robić, kiedy z tygodnia na tydzień widzisz, jak to dziecko gaśnie? Nikt nie może jej pomóc. To nie jej wina, że ojciec garus, a matka alkoholiczka. Jestem bezsilny. (…)

Na sportowo

Mieliśmy wezwanie do przemocy domowej. W zgłoszeniu: uraz głowy, uderzenie jakimś przedmiotem w czoło, rana krwawiąca. Już po opisie wiadomo, że coś się tam musiało wydarzyć. Zajeżdżamy pod wskazany adres – ładna ulica, widać od razu, że mieszkają tu ludzie, którym się powodzi. Naprawdę ładny dom zamożnych ludzi. Ale jak wchodzimy do środka, to wszystko jak zwykle. Szkło na podłodze, przewrócone krzesło, zbita lampa, jakaś roztrzaskana doniczka. Typowy obrazek po domowej awanturze.

W środku już jest policja. Ktoś siedzi w kuchni, ktoś inny stoi w korytarzu. (…) Pacjent to facet około pięćdziesiątki, przystojny, ładna koszula, włosy przystrzyżone. Powiedziałbyś normalnie, że to człowiek sukcesu. Trzyma się za głowę, krew mu ścieka po skroni. Kiedy pytam, co się stało, patrzy na mnie pustym, zimnym wzrokiem. Takim, który pamięta się długo. I mówi: „Uderzyłem się”. Oczywiście niczego nie chce, nie potrzebuje pomocy, mam się nie wtrącać i zabierać ten plasterek, którym mu przykleiłem opatrunek. Typowa gadka, jaką słyszysz od ludzi, którym się wydaje, że kontrolują sytuację.

No dobra. Nie mam prawa zmuszać go do niczego, jeśli nie chce. (…) I wtedy przychodzi policjantka. Mówi, że na piętrze jest jeszcze jedna osoba, która potrzebuje pomocy. Prowadzą nas na górę. Wchodzimy do pokoju, a tam siedzi młoda dziewczyna. 16, może 18 lat, trudno powiedzieć. Ładna, ale taka, jakby już jej ktoś odebrał młodość. Patrzy na nas i mówi cicho, że chyba ma złamane żebra. Pytam ją, po czym to wnioskuje. Zaczyna mówić coś o bólu, o tym, że nie może oddychać. Wyciągam ręce, żeby ją zbadać, a ona się cofa. Dobrze, mówię, zbada ją koleżanka, która była ze mną w zespole. Ja tylko potrzebuję wiedzieć, co się stało, żeby wpisać do dokumentacji.

Dziewczyna patrzy na mnie i mówi, spokojnie, bez emocji: „Pokłóciłam się z ojcem”. I po chwili dodaje: „Bo mój ojciec jest psychopatą”. Zaczyna mi opowiadać o tej kłótni takim językiem, że mam wrażenie, jakbym słuchał relacji profesjonalisty z zawodów MMA. Mówi: „Założył mi dźwignię łokciowo-kolanową, ale ja, żeby się wywinąć, użyłam chwytu obronnego, tylko że on wtedy chwycił mnie za włosy i założył dźwignię na bark. I wtedy już nie wiedziałam, co robić”.

Siedzę i słucham. A w tym, jak to mówi, nie ma krzyku, nie ma emocji. To jest relacja z bójki, która w tej rodzinie wygląda jak codzienność. Potem dodaje, że ojciec jest fanem broni białej – i faktycznie, wszędzie w domu widać noże, maczety, teleskopy, jakieś klingi porozwieszane jak trofea. A ona mówi dalej: „Wtedy chwyciłam to, co było najbliżej – pałkę teleskopową – i rozjebałam mu głowę”. Później się okazało, że to taka znana rodzina w okolicy. Wszyscy – ojciec, syn, córka – w reprezentacji Polski w jednej ze sztuk walki. Jeżdżą, trenują, startują. (…)

Czerwiec miesiącem samobójców

Z czym wam się kojarzy czerwiec? Pewnie z tym, że koniec roku szkolnego, wakacje, noc świętojańska i długie wieczory z dziewczyną czy chłopakiem. Same przyjemności. Niestety, czerwiec to też miesiąc, w którym najczęściej jeździmy do dziecięcych samobójców. Są sceny, które zostają w pamięci na zawsze. Zapnijcie pasy, bo będzie hardkor.

To jedna z najcięższych historii,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Dlaczego policjanci krzywdzą tych, których powinni chronić?

Od 2018 r. co najmniej 111 interwencji policyjnych zakończyło się śmiercią ludzi

Wydarzenia w oddziale prewencji Komendy Stołecznej Policji w podwarszawskim Piasecznie wstrząsnęły opinią publiczną. Przypomnijmy, dowódca jednej z kompanii najpierw pił alkohol na terenie jednostki, a potem miał zgwałcić policjantkę. Reakcja przełożonych była błyskawiczna. Do gwałtu doszło o godzinie 3.30 w sobotę 3 stycznia. Około 10.35 przyjęto protokolarne zawiadomienie od pokrzywdzonej i rozpoczęły się czynności z udziałem prokuratora (w ciągu kilkunastu godzin zebrano materiał dowodowy, w tym przesłuchano świadków). Około godz. 15.00 w sobotę podinsp. Marcin J. został zatrzymany, a w poniedziałek 5 stycznia w godzinach popołudniowych sąd zastosował wobec niego trzymiesięczny areszt. Jednocześnie Komendant Stołeczny Policji wszczął postępowanie w sprawie zwolnienia funkcjonariusza ze służby.

„Chciałbym bardzo, żeby w każdej sprawie o gwałt działania policji i działania prokuratury i sądu były tak szybkie”, mówił Piotr A. Skiba rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Błyskawicznym działaniem policji chwalił się też szef MSWiA Marcin Kierwiński, który stwierdził, że nie będzie przyzwolenia na takie zachowanie, a „tego typu przypadki będą wypalane rozgrzanym żelazem”.

Młodą policjantkę dotknęła niewyobrażalna tragedia, a policja, prokuratura i sąd zachowały się wzorowo. Śmiem jednak twierdzić, że gdyby kobieta nie nosiła policyjnego munduru, reakcja nie byłaby tak szybka i stanowcza.

W grudniu 2023 r. minister Kierwiński zapowiedział publicznie, że przeprowadzony zostanie audyt w sprawie policyjnych interwencji, które zakończyły się śmiercią ludzi. Takich zdarzeń tylko od 2018 r. było co najmniej 111. Śledztwa prokuratorskie w sprawach policjantów, którzy te interwencje przeprowadzali, hurtowo zaś umarzano. Minęły dwa lata od szumnych zapowiedzi o rozliczeniu nadużyć, a obiecanego audytu nadal nie ma.

Zabójstwo na komisariacie

15 maja 2016 r. na komisariacie policji Wrocław-Stare Miasto został bestialsko zamordowany 25-letni Igor Stachowiak. Policjanci powiedzieli zrozpaczonym rodzicom zabitego, że ich syn spadł z krzesła i wszystko zostało uwiecznione na monitoringu. Tyle że nagranie rozpłynęło się w powietrzu, zabezpieczono jedyne ujęcie z kamery, jak Igor spokojnie wchodził z funkcjonariuszami na komisariat. Prawda była zaś taka, że sześciu mundurowych znęcało się nad zakutym w kajdanki mężczyzną. Bez powodu bito go pałkami, kopano, duszono, pryskano gazem i rażono paralizatorem. Policjanci wobec zatrzymanego użyli nie tylko służbowego tasera, ale także prywatnych narzędzi tortur: latarek-paralizatorów, a jeden z policjantów chwalił się kolegom, że na Igora „wyjebał cały akumulator”.

Policjanci i prokuratorzy zamiast wyjaśnić dogłębnie okoliczności śmierci Igora,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Roman Kurkiewicz

Suwerenność i pochwała policyjnych mordów

Dynamika rozwoju paramilitarnych bojówek wykonujących brudną robotę w imieniu albo zamiast władzy jest dobrze zbadana i opisana.

XX w. dostarczył wystarczająco dużo na to dowodów i dokumentacji. Bojówki, takie jak dzisiaj de facto formacja ICE w USA, nie spadają z nieba bez zapowiedzi. Ich politycznymi drożdżami jest budowana latami, czasem tylko miesiącami atmosfera strachu i lęku – pod pozorem fałszywych albo zmanipulowanych powodów. Robi to klasa polityczna, media ochoczo się dołączają, władza klaszcze w dłonie. Kończy się tak samo: przemoc i terror, spreparowane wcześniej wobec słabych, „innych”, barbarzyńców, odległych, nieznanych, w pewnym momencie nieuchronnie wkraczają na własne podwórko państwowe i dosięgają „zwykłych” ludzi. Bo się nie spodobali, bo źle się kojarzą, bo stawiają opór bezprawiu, bo chcą odejść czy odjechać, bo wstawiają się za kimś słabszym, poniewieranym przez przebierańców bez twarzy, bez dystynkcji, bez mózgu, bez nazwisk.

Tak zwane patrole ICE grasują po USA, w Minneapolis, potrafią zaaresztować przypadkowe osoby, zakuć w kajdanki małe dzieci pod szkołą, w końcu zastrzelić z zimną krwią kogoś tam, poetkę, pielęgniarza, za chwilę kogoś kolejnego. Ślepa przemoc legitymizowana,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.