Archiwum

Powrót na stronę główną
Książki

Z przymrużeniem oka. I bez

Andrzej Bartkowski to postać niepodrabialna. I bardzo barwna. Jego portretu nie da się namalować bez wielu kolorowych farb. Opisać jego działalność też trudno. Bo jak połączyć wyjątkową rolę mecenasa sztuki z rolą biznesmena z sukcesami?

Jako prezes i współwłaściciel sławnej Grupy Mazurkas w Ożarowie Mazowieckim ma co pokazać. Bo imponujący hotel jest nie tylko ważnym centrum konferencyjnym, ale także centrum kultury.

I tu pojawia się drugie oblicze Bartkowskiego – filantropa. I pasja, z jaką organizuje koncerty, wernisaże oraz spotkania z artystami. Od utalentowanych amatorów po europejskie i światowe sławy, solistów, orkiestry i balety. Gościli tam m.in. Penderecki, Ochman, Ładysz

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Świat

Mundurowi zastąpią duchownych?

Modżtaba Chamenei obejmujący stanowisko najwyższego przywódcy jest dowodem umacniania się pozycji Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej

Ataki dekapitacyjne, jak media i analitycy określają w ostatnich tygodniach izraelsko-amerykański ostrzał wymierzony w najważniejsze postacie irańskiej polityki, przynoszą przynajmniej częściowe efekty. Zabicie Alego Chameneiego, najwyższego przywódcy Republiki Islamskiej, nie obaliło być może całego systemu (choć według deklaracji z początku wojny do tego właśnie dążyli Netanjahu i Trump), ale przyśpieszyło wymianę władzy.

Trudno powiedzieć, czy taki skutek chcieli osiągnąć Izraelczycy i Amerykanie, ale Zgromadzenie Ekspertów, 88-osobowe ciało legislacyjne, stery kraju powierzyło Modżtabie Chameneiemu, sprawiając tym, że Republika Islamska nabiera bardziej dynastycznego charakteru i pała jeszcze większą chęcią zemsty na Izraelu i Stanach Zjednoczonych.

Syn zabitego przywódcy rewolucję islamską pamięta, bo rozpoczęła się, gdy miał dziesięć lat. Jego ojciec przed 1979 r. był sześciokrotnie aresztowany przez służby bezpieczeństwa za kazania podburzające Irańczyków przeciwko reżimowi Pahlawich. Kiedy szach uciekł z Iranu po gwałtownych protestach z 1978 r., Ali Chamenei uczestniczył w budowie Republiki Islamskiej i struktur Korpusu Strażników Rewolucji, ściśle współpracując z Ruhollahem Chomeinim, pierwszym najwyższym przywódcą.

Żołnierz świętej wojny?

Modżtaba miał okazję wykazać się patriotyzmem i wiernością ideałom nowego reżimu podczas wojny irańsko-irackiej, która zaczęła się we wrześniu 1980 r., krótko po rewolucji, od inwazji wojsk Saddama Husajna na osłabiony i pogrążony w porewolucyjnym chaosie Iran. W ostatnich dwóch latach krwawego konfliktu, w którym zginęło od 200 do 600 tys. Irańczyków, Modżtaba wstąpił w szeregi Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Niewiele wiadomo o okresie jego służby, oprócz tego, że był to moment, gdy nawiązał istotne kontakty z wojskowymi i paramilitarnymi bojówkami Basidż, które wspierają Korpus.

Po zakończeniu wojny Chamenei dołączył do renomowanej hawzy, seminarium duchownego w Kom, idąc w ślady ojca i dziadka, by zostać szyickim duchownym. Na krótko zmienił hawzę, przenosząc się do Teheranu, ostatecznie jednak kontynuował edukację w Kom. Zaangażował się też w nauczanie w seminarium i jako hodżdżatoleslam przez kilkanaście lat wykładał interpretację prawa muzułmańskiego. Nigdy jednak nie został ajatollahem (choć bywa tak tytułowany – przyp. red.), co w oczach krytyków Republiki Islamskiej nie świadczy dobrze o jego legitymacji do rządzenia krajem opartym, przynajmniej w założeniu, na regułach islamu.

Szara eminencja Iranu

Oficjalnie Modżtaba Chamenei nie zajmował żadnego stanowiska rządowego, pozostając przez większość życia zawodowego wyłącznie nauczycielem w seminarium. Jego bliskie relacje z postaciami związanymi z wojskiem i służbami bezpieczeństwa Iranu,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Notes dyplomatyczny

Ktoś mówi po persku?

Gdy wybuchła wojna Stanów Zjednoczonych i Izraela z Iranem, w naszym MSZ zaczęto szukać ludzi znających się na Bliskim Wschodzie i Iranie. No i proszę, znaleziono. Przypomniano sobie o skromnym desk officerze zajmującym się Iranem, czyli o Barbarze Ćwioro. Zdaje się, jedynej osobie w MSZ, która zna język perski. Skończyła orientalistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim ze specjalnością iranistyka. Potem, w roku 2002, przeszła przez aplikację dyplomatyczno-konsularną i tak związała się z MSZ.

Tu była na fali, wyjeżdżała m.in. do Teheranu. Był zresztą taki moment, że ówczesny szef MSZ Grzegorz Schetyna wysunął jej kandydaturę na stanowisko ambasadora w Iranie i sejmowa komisja to zaakceptowała. Ale za chwilę zmieniła się władza i nowy szef MSZ zaproponował Barbarze Ćwioro dyrektorskie stanowisko w centrali, więc z wyjazdu do Iranu zrezygnowała.

Pisaliśmy o niej parokrotnie. Ostatnio podawaliśmy ją jako przykład, obok Jacka Izydorczyka, byłego ambasadora w Japonii, osób, które toczą w związku z pracą w MSZ sądowe boje. Z tym że, o ile Izydorczyk jako prawnik radzi sobie bez adwokata, dzięki czemu zaoszczędził setki tysięcy złotych, o tyle Ćwioro takich możliwości nie ma.

A przed sądem staje,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne

Z ziemi polskiej… do Włoch! Za Nami XIX Międzynarodowy Kongres Polskich Stowarzyszeń Studenckich

Po raz pierwszy w historii Międzynarodowy Kongres Polskich Stowarzyszeń Studenckich zawitał do Włoch, dokładniej do Mediolanu, na XIX już edycję, która trwała od 27. do 28. lutego 2026 roku. Jest to najstarsza i najbardziej prestiżowa konferencja polskich studentów organizowana za granicą,

Promocja

Używany sprzęt geodezyjny – kiedy warto kupić, a kiedy postawić na nowy?

Artykuł sponsorowany Zakup używanego sprzętu geodezyjnego pozwala znacząco obniżyć koszty wejścia w projekt lub rozbudowy parku maszynowego, ale wymaga świadomej oceny stanu technicznego, historii serwisowej i źródła pochodzenia. Poniżej znajdziesz konkretne kryteria i procedury,

Promocja

Telewizja Max od Play – sprawdź, jakie kanały i serwisy streamingowe otrzymasz w pakiecie

Artykuł sponsorowany Wybór odpowiedniej telewizji do domu to decyzja, która ma wpływ na codzienną rozrywkę całej rodziny przez kolejne lata. Rynek ofert telewizyjnych jest dziś bardzo zróżnicowany – dostępne są pakiety kablowe, satelitarne, internetowe oraz hybrydowe, łączące telewizję

Promocja

Konferencje, projekty i debaty eksperckie. WSKZ aktywnie uczestniczy w ważnych rozmowach społecznych

Artykuł sponsorowany Tematy związane ze zdrowiem psychicznym młodych ludzi, rozwój międzynarodowej współpracy naukowej oraz nowe rozwiązania w obszarze rehabilitacji – to zagadnienia, które w ostatnich miesiącach stały się osią wydarzeń organizowanych i współtworzonych przez Wyższą Szkołę Kształcenia

Promocja

Program do faktur a tryb offline w KSeF – co dzieje się z dokumentem?

Artykuł sponsorowany Kiedy internet przestaje działać i Krajowy System e-Faktur (KSeF) jest niedostępny, wystawianie faktur staje się trudniejsze. W takich chwilach niezwykle przydatne okazują się tryby offline w programach do fakturowania, umożliwiające lokalne zapisywanie

Andrzej Romanowski Felietony

Dwie Polski

Otrzymaliśmy książkę niezwykłą. „Powstańców. Marzycieli i realistów” Mirosława Maciorowskiego czyta się z dreszczem na plecach, czasem (wyznajmy to) ze łzami w oczach. Pedagogika wstydu czy pedagogika dumy? Historyk, który kiedyś ukuł te pojęcia, w ogóle nie powinien być historykiem. A w tej książce jest wszystko, co być powinno: nic nie zostało przemilczane. Choć występują tu także czarne karty polskiej historii, to przecież dominuje empatia. Nawiązuje się solidarność z naszymi przodkami, pojawia się świadomość bezwyjściowości sytuacji, w której tak często się znajdowali. Niby to wszystko (no, prawie wszystko) wiemy, a jednak panorama od Tadeusza Kościuszki do Lecha Wałęsy ukazuje istotę polskiego losu. Dziś możemy pytać, czy istniejąca od 36 lat III Rzeczpospolita ma już byt pewny, międzynarodowo zagwarantowany. Ruchy tektoniczne, których widownią jest teraz nasza cywilizacja, nie mogą się nie kojarzyć z procesami końca XVIII w. Wtedy przyniosły zagładę polskiej państwowości. A dziś?

Łatwo było stracić niepodległość, trudno było potem ją odzyskać. Tak, polscy powstańcy grzeszyli naiwnością. Na kim i na czym opierali rachuby? Jakiego sojusznika mieli skaptowanego? Czyje otrzymali gwarancje? Ich działania, tak bardzo życzeniowe,

a.romanowski@tygodnikprzeglad.pl

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Od czytelników

Listy od czytelników nr 12/2026

Od zera do zera

Wiele mówiąca okładka, pokazująca fragment walki. Kiedy zamknę oczy, widzę naprzeciw tych pokazanych podobnych im „mężów stanu”, ale z innej piaskownicy! Ścierają się żołnierze dwóch mafii w imię własnych ciemnych interesów. Co ma z tego Polska, co ma z tego naród, który przez 45 lat będzie mieć sznur dłużny na szyi? Nie popieram ani jednych, ani drugich żołnierzyków. Chciałbym zrozumieć sens tego zadłużenia. Rząd zaciągnie „w imieniu Narodu” kredyt. Część z tych pieniędzy pójdzie do fabryk zbrojeniowych na terenie Polski. Te fabryki zaczną produkować więcej sprzętu do zabijania, zaczną zarabiać. Gdzie pójdzie zysk: na spłatę zadłużenia, do budżetu czy na prywatne konta zarządu i akcjonariuszy? Ta gorączka wojenna zwana SAFE to trzeci strumień pieniędzy, który w amoku wojennym przeznaczamy na obronność, a dodatkowo łaskawi senatorzy w poprawkach zagwarantowali spłatę pożyczki spoza budżetu MON. Polska, Francja i Niemcy. Polska zaciąga kredyt na prawie 44 mld euro, Francja na 12 mld euro, Niemcy – zero. Wydatki na obronność, dane za 2025 r.: Polska – 4,48% PKB, Francja – 2,05%, Niemcy – 2%; Stany Zjednoczone, które próbują wymuszać na innych 5% PKB, aby te pieniądze wydawać na amerykański sprzęt – na wojsko przekazują 3,22% PKB! Lobbyści ze zbrojeniówki nieźle namieszali ludziom w głowach.
Józef Brzozowski

 

Prawda ich dogoni   

Jedyny tygodnik, który widzi bezsens tej wojny. I pisze, co innym mediom, także politykom (wszystkich opcji) nie przejdzie przez gardło.
Józef Nowak

 

Ołowiana prawda

Serial wpisuje się w standardową propagandę pogardy dla klasy robotniczej. Oczywiście klasa robotnicza musiała zostać przedstawiona jako motłoch nieuznający nauki i medycyny, rzucający kamieniami w lekarkę i przeklinający, a nie jako emancypacja społeczna. I tak już od lat 80. „inteligencja” obrzydza klasę robotniczą jako „roboli”, którzy nie dążyli do nowoczesności i hamowali rozwój w ostatniej dekadzie PRL. O latach 90. i późniejszych lepiej nie wspominać. I tak do dzisiaj. Poza tym same schematy i kalki. Musiał być np. Urząd Bezpieczeństwa, który prześladował i porwał lekarkę. Musiał być cyniczny i tępy działacz partyjny itd.
Artur Kozłowski

 

Przesiedleńcy czy wypędzeni?

We wspomnieniach Mariana Orzechowskiego znalazła wyraz jego przymilność zarówno wobec gościa, Hansa-Dietricha Genschera, jak i niemieckich przesiedleńców. Minister Orzechowski współczuje tym, którzy utracili Heimat „na wschód od Odry i Nysy Łużyckiej i nad Bałtykiem”. Orzechowski wzruszał się tym, że jego słowa „dla prasy w RFN były swoistą sensacją”. Przyznał jednak, że zostały wykorzystane do niemieckich celów propagandowych. „Nawiasem mówiąc, prasa zachodnioniemiecka przytoczyła jedynie fragment mojej wypowiedzi, pomijając to wszystko, co dotyczyło polityki i uczuć”. Ta manipulacja była do przewidzenia. Okazana przez Orzechowskiego naiwność potwierdza ocenę Jerzego Urbana zawartą w jego „Alfabecie”: Marian Orzechowski – błąd kadrowy Wojciecha Jaruzelskiego.

Skłonność do chybionej przymilności wykazywał Orzechowski również w sprawach wewnętrznych. „Trybuna” zamieściła jego stwierdzenie: „Wałęsa powinien zostać prezydentem, ponieważ jest robotnikiem”. Jak wspominał Kazimierz Barcikowski („U szczytów władzy”, Warszawa 1998, s. 495), „roli rozbijaczy na zjeździe podjęli się Marian Orzechowski i Tadeusz Fiszbach z grupą swoich zwolenników… Moi rozmówcy zawierzyli Wałęsie, że będą jego lewą nogą, zapominając, że noga nie kończy się głową. Wkrótce się o tym przekonali i dziś nawet ślad nie pozostał po tworze powołanym do życia na zamówienie Wałęsy”. Nic dodać, nic ująć.
Andrzej Wilk

 

Reżyser po końcu historii

Film stał się towarem, a co gorsza, wszyscy byli tym zachwyceni, cielęcina idąca na rzeź była przekonana, że Wajda będzie ważniejszy od komedii romantycznych. Szydzono ze szkół chodzących na ważne filmy. Nasza głupota, przyznaję się bez bicia, była oszałamiająca i czyniła nas bezbronnymi. Oglądaliśmy beznadziejne kasety wideo z kinem akcji klasy C i uważaliśmy, że to jest właśnie wolność.
Dariusz Łukasiewicz

 

Amerykańskie zbrodnie wyzwoleńcze 

Szokuje mnie, że gdy chodzi o tego typu przestępstwa wojenne, u nas sprowadza się problem do prostackiego klekotu o azjatyckiej dziczy, która przewaliła się przez nasz kraj. Nie dosyć, że jest to podyktowane nienawiścią do konkretnego narodu, to brakuje nawet tej oczywistej refleksji, że teksty o azjatyckiej, tudzież wschodniej dziczy czytają u nas w ambasadach i konsulatach przedstawiciele Japonii, Korei Południowej, Chin itd.

Co czują potomkowie ofiar Amerykanów w Japonii? Że wszystko, co ich spotkało, zwyczajnie im się należało? Co czują potomkowie ofiar europejskiego kolonializmu w innych azjatyckich państwach? Że są dzikusami, a przedstawiciele państw tzw. Zachodu półbogami? Tu, nad Wisłą, jest to zupełnie nieistotne. Boję się dociekać, co jeszcze u nas jest bardzo istotne, a co zwyczajnie nieważne…

Tym bardziej doceniam artykuł w „Przeglądzie”, ponieważ daje on nadzieję, że nie wszyscy u nas powariowali. Że istotne są ofiary, istotne są fatalne w działaniu mechanizmy ograniczające przemoc, a w dalszej kolejności, kto był sprawcą przemocy. To oczywiście też jest istotne. Tym bardziej, im bardziej przemilczane. Odczłowieczanie dawnego lub obecnego wroga prowadzi nas na manowce. Nie stajemy się dzięki temu lepsi. Wręcz przeciwnie.
Michał Błaszczak

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.