Film przez dziurkę od klucza

Film przez dziurkę od klucza

Wraca cenzura? Nie, ona nigdy nie odeszła

W III RP mamy cenzurę pełzającą, chaotyczną i głupawą. A kiedy ją dostrzegamy, często jest już po herbacie.

Sto razy można przeczytać, że cenzura w PRL zażądała wycięcia z „Misia” 32 scen. Także – co usunięto z „Seksmisji” i że film Skolimowskiego „Ręce do góry” przeleżał się na półkach 18 lat. Cenzurę jako instytucję zlikwidowano w kwietniu 1990 r. Ale nawyki pozostały. W 1997 r. firmie Amway udało się sądownie zablokować dokument Henryka Dederki „Witajcie w życiu”. Przepychanki o pokaz trwały kilka lat. A dzisiaj – kogo on obchodzi? Z kancelarii premiera Tuska dochodziły przecieki, że rząd zamierza utrącić dotację dla „Tajemnicy Westerplatte”, ponieważ scenariusz przewidywał, że obrońcy mają sikać na portret marszałka Rydza-Śmigłego. I kąpać się bez gaci w Bałtyku (nie wiadomo, co gorsze). Rozeszło się po kościach, film nakręcono, choć bez dyskusyjnej sceny. Kompletna klapa. Niedawno prawicowa Reduta Dobrego Imienia domagała się, by „Idę” Pawlikowskiego poprzedzać pisemną informacją o stosunku Polaków do Holokaustu. Informację chętnie zredagowaliby sami „redutowi” i zapewne byłaby ona odwrotna do wymowy filmu.

O cenzurze wyraźnie mówił Władysław Pasikowski, gdy jego projekt filmu o Jedwabnem (pierwotnie „Kadysz”) utknął w ministerialnych biurkach na trzy lata: „Nie można nakręcić reklamy, że Polacy kradną w domach towarowych na Zachodzie, bo – jak wiadomo – Polak nie kradnie, a Polki nie pracują w go-go barach na całym świecie. Nasz naród w całej swojej historii – jak wiadomo – nie zrobił nic wrednego i nawet jak wojny prowadzimy, to samymi siłami pokojowymi. Nie można więc robić filmów »antypolskich«, które pokazują inną rzeczywistość”. A ile takich tematów utrącono na etapie pomysłu? Nigdy się nie dowiemy.

Rzadko kto patrzy na ręce telewizji. A ta do tematów i osób problematycznych podchodzi jak pies do jeża. Tegorocznego filmu Marii Zmarz-Koczanowicz „Michnik. Bądź realistą, chciej niemożliwego” prędko nie zobaczymy… A pretensje można mieć i o rzeczy drobniejsze. Regułą jest przycinanie filmów, żeby cały pokaz, wraz z reklamami, zbytnio się nie ciągnął. Szum się zrobił np. w 2003 r., kiedy wycięto quasi-pornograficzne kawałki z „Idiotów” Larsa von Triera. Bez słowa wyjaśnienia. Cóż, jeżeli telewizja nie ocenzuruje się sama, to płaci. Jak publiczna, która zapłaciła 5 tys. – symbolicznie, ale zawsze – za występ kabaretu Limo, który bez uszanowania wypowiadał się o Benedykcie XVI. A Polsat musiał wyłożyć pół miliona za żart Kazi Szczuki o ułomnej dziewczynce z Radia Maryja.

Putinizujemy się? No to rzućmy okiem, co się dzieje z filmem na wschód od nas. Rosyjski „Lewiatan” mógł sobie pretendować do Oscara, w Polsce dostać Orła za najlepszy obraz w Europie. Ale pokazywał Rosję, która od czasów Gogola niewiele się zmieniła, więc w ojczyźnie go utrącono. Podobnie „Fotografa” Waldemara Krzystka, w którym żołnierze radzieccy w Legnicy gwałcą i mordują Polkę. Na niedawny pokaz polskich filmów do Wołogdy wysłano „Jacka Stronga”, ale pokaz odwołano „na żądanie sponsora”. Rosjanom nie podobała się ich rola w pacyfikowaniu Polski za schyłkowego Breżniewa. O pokazach „Róży” Smarzowskiego (żołnierz radziecki jako bandyta i gwałciciel) ani marzyć. A w tej chwili szukają sprawców nielegalnego pokazu „Katynia” w Petersburgu.

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 52/2015

Kategorie: Kultura

Komentarze

  1. strona
    strona 17 stycznia, 2016, 14:02

    Na prawdę dużo prawdy w tym poście

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy