Lustrujemy „Pana Tadeusza”

Lustrujemy „Pana Tadeusza”

Niedźwiedź walczy z gender

Wreszcie ten nieszczęsny gender. Bo i jego w tej sztafecie ohydy nie mogło zabraknąć. Kto jest w poemacie zwolennikiem przebierania się w babskie ciuchy? Otóż Hrabia, nieprzypadkowo importowany do Soplicowa ze zgniłego (krótko po rewolucji francuskiej) Zachodu. Otóż podczas sporu na zamku (Księga V) Gerwazy, doprowadzony do szewskiej pasji, krzyczy do niego: „Ja cię tu zaraz po tych zauszniczkach płatnę”. Przekładając na nasze: przejadę moim „scyzorykiem” po tych twoich kolczykach. Spieszymy z wyjaśnieniem. W XVIII w. panie, aby zaświecić w oczy swym bogactwem, wkładały kolczyki ze szlachetnych metali i szlachetnych kamieni. Z czasem coraz większe. Dochodziło do tego, że grona brylantów przymocowane do płatków uszu były tak ciężkie, że rozrywały ciało i spadały na posadzkę. Krew się lała. Wprowadzono więc zauszniki, czyli ogromne, ciężkie kolczyki, które mocowano za uchem. A one sobie zwisały potężną kiścią. To u pań. Ale jeśli któremuś panu podobała się damska biżuteria, nosił mocowane za uszami potężne pęki klejnotów. Tak więc hrabia musiał mieć na uszach dwie kiście klejnotów, które w blasku świec mieniły się wszystkimi kolorami i jeszcze donośnie pobrzękiwały. Elvis ze swoją brylantyną to przy tym małe miki. Nic dziwnego, że wściekły Gerwazy chciał nie tyle zdzielić Hrabiego przez łeb, ile przejechać się po jego kolczykach. Bo sam był zdecydowanie heteroseksualny i wkurzało go, gdy chłop stroi się jak baba.

Zresztą nie tylko jego. Przypomnijmy scenę polowania na niedźwiedzia. W pewnym momencie oszalały ze strachu i wściekłości zwierz staje między Tadeuszem i Hrabią. Już wznosi łapę i za chwilę pacnie w głowę któregoś z nich. Wyboru zwierz musi dokonać w ułamku sekundy. I zdecydował – rzuca się na Hrabiego (pamiętamy, że nie zdąży, bo ksiądz Robak go zastrzeli). Dlaczego? Najwidoczniej wpieniały go do białości te świecące i brzęczące kiście brylantów, które zwisały z hrabiowskich uszu. Jaki płynie stąd wniosek dla dzisiejszego czytelnika? Otóż niedźwiedź również nie był zwolennikiem gender!

Wstydliwy poemat narodowy

Tę moralną kloakę doskonale widzieli współcześni Mickiewicza. Pierwsze wydanie „Pana Tadeusza”, które ukazało się w nakładzie 3 tys. egzemplarzy, zalegało na półkach księgarń co najmniej przez pięć lat. Słowacki pisał w liście do matki (zapewne z odcieniem cichej satysfakcji), że księgarz paryski stracił na wydaniu „Pana Tadeusza” kilka tysięcy franków. Drugiej edycji żaden wydawca nie chciał już zaryzykować, obawiając się klapy. Owszem, dzieło ukazało się ponownie, ale dopiero w roku 1844, czyli dziesięć lat po premierze. I to nie jako druk samodzielny, lecz w pis­mach zebranych. A za życia Mickiewicza (zmarł przeszło 20 lat po wydaniu poematu) w ogóle nie doszło do osobnego wydania po raz drugi.

Wniosek? To absolutnie skandaliczne, żeby dzieło zawierające tak deprawacyjne sceny utrzymywać w szkołach. I to na prawach lektury obowiązkowej! Dlatego trzeba zrobić wszystko, aby „Pana Tadeusza” ze szkół i z bibliotek wycofano. Jeżeli będzie trzeba, któryś z prawicowych twórców przysiądzie fałdów i napisze nowy poemat dydaktyczny dla młodzieży. Będzie on zawierał świetlane sylwetki współczesnych Polaków, które młodym należy stawiać za wzór. Jego tytuł: „Ojciec Tadeusz”.

FOTO: EAST NEWS/AFP PHOTO

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 5/2016

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy