Mała Komuna Paryska na Śląsku

Mała Komuna Paryska na Śląsku

Poleciały kamienie

Następnego dnia, we wtorek 27 czerwca, ponownie nie zgłosili się do pracy górnicy z szybów Erbreich i Krug. Pracowano jednak w szybach Bismarck i Kolejowym. Około godz. 6 rozległy się nawoływania do strajku w całej kopalni. W tej sytuacji dyrektor Meitzen zażądał przedłożenia mu życzeń pracowników. Około 9 rano robotnicy w dużych grupach zaczęli przeciągać ulicami miasta, zachowując się jednak spokojnie, by dwie godziny później zgromadzić się na rynku, przed budynkiem Inspekcji Górniczej. Wydawało się, że wystąpienie Meitzena uspokoi sytuację, ale gdy po nim przemówił znienawidzony burmistrz Götz, w stronę oficjeli poleciały kamienie. Ledwo udało im się schronić przed tłumem w piwnicach budynku inspekcji. Według raportu dla króla, „buntownicy w części byli zaopatrzeni w niebezpieczne dla życia kilofy, pałki, także rury żelazne i części maszyn”.

Górnicy zdemolowali posterunek policji. Znajdujące się w jego sąsiedztwie piekarnie zostały siłą otwarte, a ludzie dzielili się chlebem. Zaczęli też plądrować sklepy, wyrzucając na ulicę towary, których większość kobiety i dzieci zaniosły do domów. Pobito kupca Drapa, który nie chciał wpuścić ludzi do swojego sklepu. Jeden ze sklepów kupca Würma przy Thronnachfolgerstrasse stanął w ogniu.

W raporcie dla króla zapisano: „Niestety, niepokój się wzmógł i sądzimy, że przyjmuje niebezpieczny obrót. Według dopiero co przyjętego telegramu, nadanego dziś o godz. 1 minut 30 z Królewskiej Huty, robotnicy znajdują się w stanie najwyższego wrzenia, demolują domy, znieważają urzędników, trzeba więc będzie prosić o pomoc wojskową”.

Ułani przeciw górnikom

Górnik Ranik, który miał na głowie czerwoną czapkę francuską – zdobycz z wojny francusko-pruskiej, poprowadził swój oddział na innych bogatych kupców. Uderzył na sklepy Growalda i Bergera, rozrzucił po ulicy zapiski z zadłużeniem rodzin górniczych. Cały wieczór chodziły po mieście tzw. patrolki robotnicze. W pięciu piekarniach wypiekano chleb z mąki zabranej kupcom. Wszędzie po dwóch robotników czuwało nad jego rozdziałem. Kuchnia polowa przed bramą kopalni Król gotowała grochówkę.

Dopiero około godz. 8 wieczorem szarże śląskich ułanów z Gliwic rozproszyły robotników zgromadzonych na rynku. Na bocznych ulicach niektórzy podjęli obronę, rzucali w żołnierzy kamieniami. Kilku robotników zostało lekko rannych, a mniej więcej 50 osób uwięziono.
Wojsko wspierali niemieccy mieszczanie z Królewskiej Huty. Zaatakowali uciekających przed żołnierzami górników, okładając ich kijami i raniąc kolejnych kilkudziesięciu robotników.

Trzeciego dnia, w środę, 28 czerwca, w mieście nadal było niespokojnie. Według raportu, „na ulicach bezpieczeństwo publiczne ciągle jeszcze wydawało się zagrożone przez wałęsających się górników, a świętujący robotnicy grozili, że wyzwolą zatrzymanych towarzyszy”.
O godz. 4 nad ranem 29 czerwca do Królewskiej Huty wkroczyło 550 żołnierzy dwóch kompanii śląskich grenadierów 10. pułku z Koźla. Po dwóch dniach łapanek odesłano do Bytomia 136 uczestników zajść i do 15 sierpnia wprowadzono stan oblężenia w mieście. Wojsko pozostało w nim, mimo zakończenia stanu oblężenia, jeszcze przez 10 lat, do 1881 r.

Najwyraźniej wystraszeni pruscy urzędnicy i mieszczanie mieli w pamięci upadłe zaledwie miesiąc wcześ­niej barykady komunardów w Paryżu. Jednocześnie narastała groźba podobnego strajku w Hucie Laura (pod Siemianowicami) i w Hucie Jerzego. Jedynie interwencja oddziału ułanów z 11. pułku, zatrzymanie i wywiezienie do bytomskiego więzienia pięciu osób z Huty Laura rozproszyło gromadzących się tam robotników. Berlin mógł odetchnąć z ulgą, lecz nie na długo. Już dwa lata później wybuchł pierwszy na obecnych ziemiach polskich strajk okupacyjny – w kopalni Szarlej w Bytomiu.


Zbuntowany Śląsk

W czwartek, 3 marca, o godz. 18 w budynku nowego Muzeum Śląskiego w Katowicach odbędzie się premiera filmu dokumentalnego „Zbuntowany Śląsk. Gawęda z dziejów walk społecznych na Górnym Śląsku” (reż. Dariusz Zalega). To filmowa opowieść o zupełnie zapomnianej historii regionu i jego mieszkańców: o buntach tarnogórskich kopaczy, walkach chłopskich i robotniczych strajkach. Od XVI w. do… – ta historia nie ma końca.
Szczegóły: www.zbuntowanyslask.eu.


Robotnicze nory i magnackie posiadłości

„W porównaniu z innymi siedliskami przemysłu, zwłaszcza Zachodu, dwie cechy charakteryzują Górny Śląsk: ogromne skoncentrowanie przedsiębiorstw pod względem posiadania i skoncentrowania na maleńkiej przestrzeni. (…) Nigdzie indziej nie powstała tak potężna magnateria przemysłowa i nigdzie nie ma takiego przeciwieństwa miejscowości na wskroś przemysłowych z bezpośrednio sąsiadującymi obszarami czysto rolniczymi. Toż ten Górny Śląsk nie ma ani jednego miasta wielkiego, ani jednego siedliska kultury, jakimi na Zachodzie są np. Dortmund, Kolonia, Liège, Birmingham. Tu, na Śląsku, przemysł opanował kraj rolniczy. (…) Powstały osady fabryczne, w których niepodzielnie panuje business, nory prawdziwe, brudne i zaniedbane, pod względem higienicznym i kulturalnym. I tu, gdzie giną z okna kominy fabryczne, poczynają się rozłogi wielkich magnackich posiadłości”.

Julian Marchlewski w: Stosunki społeczno-ekonomiczne na ziemiach polskich zaboru pruskiego, 1903 r.

Strony: 1 2

Wydanie: 8/2016

Kategorie: Historia

Komentarze

  1. Krzysztof Kezwoń
    Krzysztof Kezwoń 8 marca, 2016, 12:11

    Świetnie, że tygodnik przypomina historię, która ma być obecnie wykreślana. Tak jakby wszyscy Polacy mieli prawicowe przekonania. A to bzdura. Pozdrawiam. Krzysztof. Czytelnik od wielu lat.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy