Afryka wita bezrobotnych

Afryka wita bezrobotnych

Młodzi Europejczycy coraz częściej szukają pracy w dawnych koloniach

Jednym z najpopularniejszych i najczęściej udostępnianych w internecie programów hiszpańskiej telewizji publicznej jest serial dokumentalny „Hiszpanie na świecie” („Españoles en el Mundo”), który pokazuje losy emigrantów. Miał to być naładowany optymizmem cykl wizyt reporterskich u Hiszpanów, którzy osiągnęli sukces zawodowy. I rzeczywiście na początku tak było. Chociażby odcinek z lipca 2010 r. przedstawia Sergia, inżyniera mieszkającego w Seattle i pracującego jako konstruktor silników samolotowych. Z czasem zaczęło brakować pozytywnych historii i ton programu stopniowo się zmieniał. Z dość ckliwego serialu o geniuszach, którzy niczym przed wiekami Kolumb wyjeżdżali z Hiszpanii na podbój świata, przeobraził się w kronikę ucieczki młodych z kraju niedającego im już szans na sukces. Bohaterowie kolejnych odcinków byli coraz młodsi, a zajęcia, którymi się parali, coraz mniej atrakcyjne (warsztaty samochodowe czy sklepy spożywcze). Ale tendencja jest wyraźna – młodzi Hiszpanie wyjeżdżają do dawnych kolonii, bo tam, gdzie nadal się mówi w ich języku, mogą liczyć na najwięcej szczęścia.

Rynek nie przyjmuje

Cykl wiernie oddaje jeden z najbardziej alarmujących trendów panujących w Europie w ostatnich kilkunastu latach. W wielu krajach Starego Kontynentu, głównie w nękanych kryzysem finansowym państwach Południa, takich jak Hiszpania, Włochy, Grecja i Portugalia, młodzi ludzie, często z wyższym wykształceniem, zaczęli masowo zasilać grono bezrobotnych. Choć od apogeum kryzysu z lat 2009-2011 minęło już trochę czasu i gospodarki Południa mogą się pochwalić nieco lepszymi wynikami (patrz: „Dobra passa Portugalczyków”, PRZEGLĄD nr 36), bezrobocie przedstawicieli najmłodszej generacji jest wciąż ogromnym problemem.

Według serwisu danych statystycznych Statista w pierwszej połowie 2017 r. w całej Unii Europejskiej prawie 17% zdolnych do pracy w wieku 15-24 lata i ponad 25% w wieku 25-34 lata pozostawało bez pracy. Statystyki te są jednak dużo bardziej niekorzystne w krajach, które okupują mało chwalebne pierwsze miejsca w rankingach bezrobocia. W przypadku Hiszpanii i Grecji w obu tych grupach wiekowych odsetek bezrobotnych przewyższa lub niebezpiecznie zbliża się do 40%. Niewiele lepiej wygląda sytuacja we Włoszech, w Portugalii i we Francji. Co więcej, eksperci są zgodni, że szanse na odwrócenie niekorzystnego trendu w najbliższych latach są niewielkie. Rynki w tych krajach są przesycone młodymi absolwentami uczelni, którzy nie mają możliwości zdobycia doświadczenia, a ich kwalifikacje często rozmijają się z zapotrzebowaniem.

Jeszcze niedawno pierwszym kołem ratunkowym był wyjazd do Wielkiej Brytanii. W 2015 r. w samym tylko Londynie, według statystyk biura burmistrza, mieszkało ok. 124 tys. Francuzów – 64% spośród nich nie ukończyło 37. roku życia. Równie szybko na Wyspach rosła liczba Hiszpanów czy Włochów. W wielu miejscach kraju zepchnęli oni wręcz na dalsze miejsca młodzież z Europy Wschodniej, która do tej pory była symbolem rosnącej imigracji na Wyspy.

Czar kolonii

Opcja brytyjska też z czasem przestała być wentylem bezpieczeństwa, a Brexit znacząco wpłynął na stan tamtejszej gospodarki, zwłaszcza w sektorach dla najmniej wykwalifikowanych pracowników, głównie w usługach. Pracodawcy niechętnie zatrudniają już nowy personel z zagranicy, nie wiedząc, jakie będą z tym się wiązać obowiązki, gdy Wielka Brytania opuści Unię. Zresztą według ostatnich danych UK Border Agency, instytucji zajmującej się sprawami ruchu granicznego na Wyspach, ponad jedna trzecia obcokrajowców zatrudnionych w Wielkiej Brytanii zamierza w najbliższych pięciu latach wyjechać z kraju na stałe, właśnie z powodu Brexitu. Dodajmy do tego brak jasnych uregulowań co do przyszłego ruchu granicznego między Wyspami a kontynentem. I możliwy kryzys po ostatecznym wycofaniu się Londynu z wielostronnych porozumień handlowych zawartych w ramach członkostwa. Wyjazd do pracy za kanał La Manche nie jest więc już tak atrakcyjny. Młodzi bezrobotni Hiszpanie i ich sąsiedzi zaczęli szukać szczęścia tam, skąd jeszcze niedawno ich dziadkowie uciekali w popłochu – w dawnych koloniach.

To często wybór dość naturalny – w wielu tych krajach, głównie w Afryce i Ameryce Łacińskiej, ale i w niektórych częściach Azji, wciąż się mówi w języku dawnych imperialnych władców, przynajmniej oficjalnie. Dlatego znika bariera językowa i młodzi Hiszpanie czy Francuzi, świeżo po trudnych, ale mało dochodowych studiach, mogą właśnie w dawnych koloniach znaleźć pracę w zawodzie.

Jak Inés, jedna z bohaterek dokumentu, z wykształcenia geodetka, urodzona w Alicante. W ojczyźnie nie miała szans na znalezienie pracy, więc wyjechała za chlebem do Gwinei Równikowej, jedynego miejsca na całym kontynencie afrykańskim, oprócz hiszpańskich enklaw na południu Maroka, w którym językiem oficjalnym jest jej ojczysty hiszpański. Po wyjeździe do Afryki jej życie zmieniło się diametralnie. W dawnej kolonii założyła własną firmę, rozwinęła działalność zgodną z wykształceniem i zainteresowaniami, ale przede wszystkim założyła rodzinę i żyje bez obaw o stabilność finansową, co w Hiszpanii wydawało się niemożliwe.

Sukces w dawnych koloniach to scenariusz nie tylko dla superwykształconych, ale i dla tych z mniejszymi kwalifikacjami. Na wyjazd do kraju, w którym mówi się w tym samym języku, zdecydowali się 27-letnia Angélika, instruktorka tańca z Toledo, która założyła szkołę w kolumbijskim Cali, czy 32-letni Hernan z Vigo, obecnie przewodnik turystyczny na Filipinach, gdzie również, choć w mniejszym stopniu, używa się języka hiszpańskiego.

Kiedyś uciekali, dziś wracają

Nie wszyscy jednak chcą się przeprowadzać w poszukiwaniu pracy na drugi koniec świata. 24-letni João Lourenço z Portugalii mówi w amerykańskim serwisie CNN Money, że mimo marnych perspektyw i konieczności dalszego mieszkania z rodzicami nie rozważa wyjazdu do Brazylii czy Angoli, dawnych portugalskich kolonii. Jego zdaniem to ostatnia deska ratunku, bo decydując się na wyjazd na inny kontynent, najpewniej skazywałby się na dożywotnią emigrację. Socjolodzy potwierdzają jego intuicję – od lat wiadomo, że im większa odległość pokonywana w ramach emigracji zarobkowej, tym mniejsze szanse na powrót.

Z drugiej strony, jak podkreśla sam Lourenço, perspektywy w kraju wydają się mało atrakcyjne. Owszem, rządy w Portugalii, Hiszpanii i we Francji wprowadziły wiele programów publicznych mających na celu poprawę sytuacji młodych na rynku pracy. Ale – jak to często bywa w przypadku takich interwencji – efekty były odwrotne do zamierzonych. Pracodawcy wspomagani strumyczkiem rządowych dotacji stopniowo obniżali im wynagrodzenia, aż do poziomu niewiele się różniącego od zasiłku dla bezrobotnych. Co ciekawe, w tym samym czasie oferta ekonomiczna dawnych kolonii zaczęła wyraźnie się rozwijać.

Doskonałym przykładem tej tendencji jest Angola, z której Portugalczycy uciekali w popłochu po zwycięstwie ruchu niepodległościowego w 1974 r. i dekolonizacji zapoczątkowanej wraz z rewolucją goździków. Dziś chcą wracać. Według danych Banku Światowego w ostatnich 15 latach liczba Portugalczyków mieszkających na stałe w Angoli wzrosła niemal pięciokrotnie i przekracza obecnie 120 tys. A to przekłada się na tamtejszą gospodarkę – ponad 40% zagranicznych firm działających na angolańskim rynku prowadzą Portugalczycy.

Mniej reprezentatywne są dane dotyczące byłych kolonii francuskich, ponieważ postkolonialny model polityki Paryża nigdy tak naprawdę nie zakładał pełnego wycofania się z dawnych terenów w Afryce. Ale i tam widać wzrost migracji zarobkowej, zwłaszcza w sektorze usługowym oraz przeżywającej rozkwit w Afryce branży informatycznej i telekomunikacyjnej.

Czyżby kolonie stały się jedynym ratunkiem dla pozbawionej perspektyw europejskiej młodzieży?

Wydanie: 39/2017

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy