Tag "Afryka"
Miliard euro w kokainie
Nowy szlak narkotykowy do Europy prowadzi przez Afrykę Zachodnią
1 maja 2026 r. fale na Atlantyku były wyjątkowo wysokie, wiatr utrudniał manewry. Ośmiu funkcjonariuszy hiszpańskiej Gwardii Cywilnej, w czarnych mundurach i kamizelkach kuloodpornych, przesiadło się z oceanicznego patrolowca Duque de Ahumada do niewielkiej motorówki. Przez godzinę przebijali się przez wzburzony ocean, by w końcu zrównać się z ogromnym statkiem towarowym Arconian, dryfującym w pobliżu Ad-Dachli, u wybrzeży Sahary Zachodniej, kilkaset kilometrów na południe od Wysp Kanaryjskich.
Według informacji wywiadowczych jednostka przewoziła gigantyczny ładunek kokainy. Gdy funkcjonariusze weszli na pokład, zatrzymali 23 członków załogi. Kapitan statku, 69-letni Rodolfo S.G., miał od początku współpracować ze śledczymi. „Wiedział, co przewozi”, jak relacjonowały hiszpańskie media. Na pokładzie znajdowali się także uzbrojeni Holendrzy powiązani prawdopodobnie z Mocro Mafią, brutalną siatką gangów działających w Holandii i Belgii. Mieli zabezpieczać transport. Przy zatrzymanych znaleziono karabiny szturmowe i pistolety. Hiszpańskie służby pisały później o jednej z największych konfiskat narkotyków w historii kraju: przechwycono ok. 30 ton kokainy i 42 tys. litrów paliwa przeznaczonego dla szybkich łodzi odbierających towar na Morzu Śródziemnym.
Ta operacja była jednak czymś więcej niż kolejnym sukcesem policji. Pokazała, jak bardzo zmieniła się geografia światowego handlu narkotykami.
Hiszpania – pierwsza linia narkobiznesu
Europa nigdy wcześniej nie konsumowała tyle kokainy. A Hiszpania od lat pozostaje jedną z głównych bram, którymi narkotyki trafiają na kontynent. Sprzyjają temu tysiące kilometrów trudnego do kontrolowania wybrzeża, rozbudowane porty oraz historyczne związki z Ameryką Łacińską. Jeszcze kilkanaście lat temu przemyt szedł głównie przez Galicię, region rozsławiony później przez książkę „Fariña”, którą napisał dziennikarz Nacho Carretero, i serial pod tym samym tytułem. Dziś jednak szlaki coraz wyraźniej przesuwają się na południe: ku Andaluzji, Cieśninie Gibraltarskiej i Wyspom Kanaryjskim.
W ostatnich miesiącach Hiszpania stała się areną kolejnych spektakularnych operacji. W Ceucie policja rozbiła siatkę przemytników i przejęła ok. 17 ton haszyszu. Narkotyki przemycano przez tunel. W akcji uczestniczyło ponad 250 funkcjonariuszy. Z kolei u wybrzeży Andaluzji dwóch hiszpańskich policjantów zginęło podczas pościgu za przemytnikami narkotyków używającymi szybkich łodzi motorowych.
Hiszpański Departament Bezpieczeństwa Narodowego alarmuje, że skala przemytu w rejonie Cieśniny Gibraltarskiej stale rośnie. Według rządowych raportów z 2026 r. na wodach między Andaluzją a Afryką Północną może pływać nawet 600 szybkich łodzi wykorzystywanych przez siatki przemytnicze do transportu narkotyków i paliwa. Dla Hiszpanów staje się jasne, że kraj znajduje się dziś na pierwszej linii europejskiej wojny z narkobiznesem.
Afrykański przystanek
Coraz więcej transportów kokainy płynie jednak nie bezpośrednio z Ameryki Południowej, lecz przez Afrykę Zachodnią, idealny punkt tranzytowy między producentami z Kolumbii, Peru czy Boliwii a odbiorcami europejskimi. Według organizacji GI-TOC (Global Initiative Against Transnational Organised Crime) już co najmniej 30% kokainy przechodzi przez Afrykę Zachodnią.
Mechanizm jest stosunkowo prosty. Z Ameryki Południowej kokaina trafia do portów i archipelagów Afryki Zachodniej, gdzie bywa magazynowana, przepakowywana i dzielona na mniejsze partie, co pozwala kartelom ograniczać ryzyko utraty całego transportu podczas jednej konfiskaty. Następnie narkotyki wracają na Atlantyk, ukrywane w kontenerach, przewożone statkami rybackimi albo przeładowywane na szybkie łodzie kierujące się do Hiszpanii, Portugalii czy Belgii. GI-TOC podkreśla też, że region przestaje być jedynie korytarzem tranzytowym – coraz więcej narkotyków zostaje na lokalnych rynkach, m.in. w postaci cracku.
Dane zebrane przez GI-TOC pokazują, że od 2019 r. liczba konfiskat systematycznie rośnie. Autorzy raportu zwracają uwagę, że sukces działania przemytników opiera się nie tylko na geografii, ale również na korupcji i słabości instytucji państwowych. „W niektórych krajach są to
Afryka 30 kilometrów od Warszawy
Są festiwale, na które jedzie się dla line-upu. Są też takie, na które wraca się dla ludzi, atmosfery i poczucia, że przez kilka dni świat może działać trochę inaczej. African Beats Festival należy właśnie do tej drugiej kategorii. W dniach 7-9 sierpnia 2026 r. w Kawęczynie pod Warszawą odbędzie się szósta edycja największego w Polsce festiwalu promującego kulturę Afryki.
To niezależne wydarzenie, organizowane przez Fundację Perspektywy z Sopotu, od początku miało ambicję większą niż tylko prezentowanie muzyki. Jego twórca, Jakub Malinowski, mówi o African Beats jak o projekcie społecznym, który ma budować otwartość, wrażliwość kulturową i dialog między ludźmi. W czasach, gdy do Europy coraz częściej wracają lęki, podziały i nacjonalistyczne hasła, festiwal w Kawęczynie proponuje coś prostego, ale bardzo potrzebnego: wspólne słuchanie, taniec, rozmowę i spotkanie.
Miejsce też ma znaczenie. African Beats odbywa się na terenie Dworku pod Wiechą w podwarszawskiej wsi Kawęczyn, ok. 30 km od stolicy. To zielona, rozległa przestrzeń pośród pól i lasów, z dala od miejskiego hałasu. Festiwal nie przypomina wielkich, anonimowych imprez masowych. Jest rodzinny, bezpieczny i kameralny, choć z roku na rok przyciąga coraz większą publiczność. Właśnie ta bliskość jest jego największą siłą. Artyści, uczestnicy, podróżnicy, prowadzący warsztaty i organizatorzy funkcjonują tu w jednej wspólnej przestrzeni.
Program muzyczny edycji 2026 pokazuje Afrykę w wielu odcieniach. Gwiazdą pierwszego, piątkowego wieczoru festiwalu będzie Fatoumata Diawara z Mali, jedna z najważniejszych współczesnych artystek afrykańskich, łącząca tradycję Afryki Zachodniej z bluesem, rockiem,
African Beats Festival 2026
Dworek pod Wiechą, Kawęczyn k. Warszawy
7-9 sierpnia
Bilety: www.africanbeats.pl
AFRICAN BEATS FESTIVAL 2026
7-9.08.2026, Dworek Pod Wiechą, Kawęczyn k. Warszawy
𝐀𝐟𝐫𝐢𝐜𝐚𝐧 𝐁𝐞𝐚𝐭𝐬 𝐅𝐞𝐬𝐭𝐢𝐯𝐚𝐥 to polski niezależny festiwal muzyczno – podróżniczy osadzony w afrykańskim rytmie. Koncerty gwiazd muzyki etnicznej, spotkania podróżnicze, kino Afrykamery, strefa electro afrobeats, warsztaty bębniarskie, wspaniali ludzie i masa dodatkowych atrakcji. African Beats to festiwal muzycznych korzeni, święto otwartości i tolerancji. Zaledwie 30 km od Warszawy, na pełnym zwierząt i przyrody malowniczym ranczu w Kawęczynie. Przed nami jeden z najklimatyczniejszych polskich festiwali, gdzie przestrzeń wypełnia się brzmieniami djembe i saharyjskiego bluesa. Let’s Groove Together!
Na terenie malowniczo położonego Dworku Pod Wiechą w Kawęczynie, 30 km od Warszawy, usłyszymy największe muzyczne gwiazdy afrykańskiego world music oraz afrobeatu. Oprócz koncertów na African Beats weźmiemy udział w licznych warsztatach muzycznych i ruchowych, zanurzymy się w świat afrykańskich filmów w plenerowym kinie festiwalowym, a także usłyszymy zapierające dech w piersiach historie na spotkaniach podróżników. Znajdziemy tu wystawców z modą i rękodziełem afrykańskim, zasmakujemy smaków wyjątkowych potraw, a po koncertach usiądziemy przy ogniskach, by zatańczyć w rytm bębnów i posłuchać pustynnych pieśni. African Beats Festival to prawdziwa perełka kulturalna w tej części Europy, której warto doświadczyć. To rodzinny festiwal dla dużych i małych, który łączy ludzi pozytywną energią i etniczną muzyką na najwyższym, światowym poziomie.
𝐌𝐈𝐄𝐉𝐒𝐂𝐄 🏡
Tereny Dworku pod Wiechą w Kawęczynie.
To niezwykle urokliwe miejsca, nierozerwalnie związane z polską kulturą ludową. Dworek jest położony we wsi Kawęczyn, oddalonej o 30 km od Warszawy w kierunku południowym, zajmuje obszar o powierzchni 10 ha. W bezpośrednim sąsiedztwie Chojnowskiego Parku Krajobrazowego wśród malowniczych sadów mazowieckiej ziemi budynek Dworek Pod Wiechą został idealnie wkomponowany w bajeczny krajobraz. Oprócz tego ogromna przestrzeń, zielona przestrzeń, idealna pod Festival Muzyczny!
Sprawdź na mapie 👉 https://goo.gl/maps/fNS2R6bawa6bREhdA
KONCERTY AFRICAN BEATS 2026
- Fatoumata Diawara (Mali) – jedna z najważniejszych postaci współczesnej muzyki afrykańskiej, znana z charyzmatycznej obecności scenicznej i ogromnej energii. Śpiewając w języku bambara, opowiada o Afryce — jej trudnościach i odzyskanej radości — poruszając i porywając publiczność.
- Elida Almeida (Cabo Verde) – głos Wysp Zielonego Przylądka — ciepły, szczery i pełen emocji. Łączy tradycyjne rytmy, takie jak batuque, funaná i coladeira, z nowoczesnym brzmieniem, tworząc energetyczne i pełne życia koncerty.
- Tamikrest (Mali) – głos Sahary — surowy i hipnotyczny. Zespół łączy tradycję Tuaregów z gitarowym rockiem, tworząc muzykę o wolności, tożsamości i życiu na pustyni.
- Kasiva Mutua (Kenya) – wokalistka i perkusistka, która przekłada afrykańskie rytmy na intensywne, współczesne brzmienie. Łączy tradycję z jazzem, funkiem, reggae i hip-hopem, tworząc pełne energii, rytmiczne opowieści.
- Kanazoé Orkestra (Burkina Faso) – zespół pełen energii, napędzany brzmieniem balafonu. Łączy tradycję griotów Mandinka z nowoczesnymi wpływami miejskimi i elektroniką, tworząc taneczną, transową muzykę.
- YEKO (Mali / France) – projekt łączący tradycje Afryki Zachodniej z funkiem i nowoczesnym groove’em. Surowe brzmienia gitar i ekspresyjny wokal tworzą współczesny dialog między tradycją a nowoczesnością.
- Rasm Almashan (Yemen / Poland) – artystka łącząca kultury i brzmienia w hipnotyzującą, emocjonalną całość. Jej muzyka splata wpływy Arabii, Afryki i Europy w intymną i autentyczną opowieść.
- Moribaya (Poland) – międzynarodowy kolektyw tworzący koncerty pełne rytmu i energii, które szybko zamieniają się we wspólne, taneczne święto z publicznością.
-
- Nandakike (Polska) – zespół etniczny tworzący żywą, pulsującą muzykę angażującą ciało i emocje. Ich koncerty to przestrzeń wspólnego tańca, ruchu i bycia tu i teraz.
- P-Pentatonique feat. Queen Rima (Gwinea) – spotkanie tradycji Afryki Zachodniej z nowoczesnymi brzmieniami, połączenie rytmów Wassoulou, desert bluesa i rocka. Z zespołem wystąpi Queen Rima, laureatka nagrody RFI Discovery Award i pionierka dancehall’u w Gwinei.
PIĄTEK • 07.08.2026
17:00 – Nandakike
18:00 – Yeko
19:00 – P-Pentatonique feat. Queen Rima
20:30 – Kasiva Mutua
22:00 – Fatoumata Diawara
SOBOTA • 08.08.2026
17:00 – Moribaya
18:00 – Rasm Almashan
19:45 – Kanazoé Orkestra
20:30 – Tamikrest
22:00 – Elida Almeida
STREFY DODATKOWE
𝐒𝐓𝐑𝐄𝐅𝐀 𝐀𝐅𝐑𝐎𝐁𝐄𝐀𝐓𝐒
Najlepsi DJ-e zaserwują wam najnowsze brzmienia afrobeats. Przed nami całonocne afterparty z DJ’ami serwującymi wszystko co najlepsze we współczesnej afrykańskiej muzyce tanecznej!
Wystąpią: Alain NCA, DJ Chris, DJ Dahouda, DJ Ralphizzo
𝐒𝐏𝐎𝐓𝐊𝐀𝐍𝐈𝐀 𝐏𝐎𝐃𝐑𝐎𝐙𝐍𝐈𝐂𝐙𝐄
Zapraszamy do strefy Podróżniczej podczas African Beats Festival. Wystąpią podróżnicy, które opowiedzą o swoich podróżach po Czarnym Lądzie. Pokażą zdjęcia, filmy, fragmenty nagrań dźwiękowych. Przygotuj się na niesamowite historie, pełne zwrotów akcji oraz pięknych zdjęć.
𝐊𝐈𝐍𝐎 𝐅𝐄𝐒𝐓𝐈𝐖𝐀𝐋𝐎𝐖𝐄 𝐀𝐅𝐑𝐘𝐊𝐀𝐌𝐄𝐑𝐘
Zapraszamy na afrykańskie kino festiwalowe, gdzie na wielkim ekranie będziecie mogli podziwiać najwybitniejsze produkcje filmowe z tego kontynentu. Odkryjcie bogactwo afrykańskiej kinematografii i doświadczcie niezapomnianych historii, które przeniosą was w egzotyczne światy pełne emocji i inspiracji. Nie przegapcie okazji, by zanurzyć się w kulturze i sztuce filmowej Afryki podczas tego wyjątkowego festiwalu.
𝐖𝐀𝐑𝐒𝐙𝐓𝐀𝐓𝐘 𝐁𝐄𝐁𝐍𝐈𝐀𝐑𝐒𝐊𝐈𝐄
Zapraszamy na warsztaty gry na bębnach djembe na dwóch poziomach, początkującym i średniozaawansowanym. W trakcie zajęć przyswoisz techniki gry na afrykańskich bębnach djembe. Skupimy się na wypracowaniu techniki gry, nauce tradycyjnych rytmów afrykańskich oraz budowaniu aranżacji. Zadbamy też o elementy solowych improwizacji, a całość urozmaicimy dobrą zabawą.
PROWADZĄCY:
Amara Toure (Gwinea) – syn mistrza djembe Seny’ego Touré, gwinejski djembefola uznany w środowisku muzyków tradycyjnych Afryki i Europie.
Sekou Camara (Gwinea) – mistrz djembe, ceniony za wyjątkowe opanowanie tradycyjnych rytmów Mandingów. Podczas festiwalu poprowadzi warsztaty gry na djembe, skupione na rytmach gwinejskich, polirytmii i nowoczesnych inspiracjach afrobeatem.
𝐖𝐀𝐑𝐒𝐙𝐓𝐀𝐓𝐘 𝐙 𝐓𝐀𝐍𝐂𝐀 𝐀𝐅𝐑𝐘𝐊𝐀𝐍𝐒𝐊𝐈𝐄𝐆𝐎
Serdecznie zapraszamy na warsztat tradycyjnego tańca zachodnio-afrykańskiego z akompaniamentem bębnów na żywo! Doświadczysz energetycznego tańca pełnego ekspresji i radości. Warsztat jest otwarty dla wszystkich, bez względu na poziom zaawansowania. Taniec afrykański to wspólna celebracja życia i wymiana energii, która łączy społeczność. Wiele kroków inspirowanych jest codziennymi czynnościami i podkreśla cechy tańczących, takie jak siła, zwinność, szybkość czy elegancja. Taniec ten staje się coraz bardziej popularny na całym świecie, ucząc folkloru i rytmów afrykańskich. Zabierz wygodne ubrania i wodę. Tańczymy na boso.
PROWADZĄCY:
Mohamed Dabo (Gwinea) – tancerz, choreograf i pedagog pochodzący z Gwinei, od 2007 roku mieszkający i pracujący we Francji. Podczas African Beats poprowadzi warsztaty tańca tradycyjnego z Afryki Zachodniej.
Sylla Loulou (Gwinea) – tancerka i instruktorka, specjalizująca się w tradycyjnych tańcach afrykańskich oraz stylach Afro, Amapiano, Dancehall i Coupé-Décalé. Poprowadzi warsztaty z Afro & Modern African Dance, Doumdouba i Faré Gnagui.
𝐀𝐅𝐑𝐈𝐂𝐀𝐍 𝐄𝐂𝐒𝐓𝐀𝐓𝐈𝐂 𝐃𝐀𝐍𝐂𝐄
Ecstatic Dance jest praktyką ruchowo – taneczną, w której oddajemy się radosnemu, autentycznemu, spontanicznemu ruchowi. Zapraszasz swoje ciało do poruszania się, odprężenia, rozciągania, zabawy, improwizacji czy swobodnej ekspresji. Budując przez to szczególna relację ze swoim ciałem. Uwalniając swoją dzikość. Praktyka ta wspiera swobodne wyrażanie siebie i swoich emocji.
PROWADZĄCY:
Sławomir Gęściak – tancerz, przewodnik, nauczyciel pracy z ciałem, coach, trener NLP.
🎤 𝐖𝐀𝐑𝐒𝐙𝐓𝐀𝐓𝐘 𝐏𝐈𝐄Ś𝐍𝐈 𝐀𝐅𝐑𝐘𝐊𝐀Ń𝐒𝐊𝐈𝐂𝐇 🎤
Warsztaty pieśni afrykańskich to okazja do poznania tradycji wokalnych Afryki Zachodniej poprzez naukę pieśni w językach Mandinka i Bambara. Uczestnicy będą pracować nad głosem, rytmem i frazowaniem, poznając jednocześnie znaczenie wykonywanych utworów oraz kulturowy kontekst ich powstania, przy akompaniamencie tradycyjnych instrumentów, takich jak kora.
PROWADZĄCY:
Madou Konté (Senegal) – muzyk i griot z Ziguinchoru, wokalista oraz wirtuoz gry na korze. Wykonuje tradycyjny repertuar Mandinka, tworzy własne kompozycje, prowadzi lekcje gry na korze i współtworzy zespół Symfonia Kory, wykonujący muzykę na dziesięciu korach jednocześnie.
Sadjo Sidibé (Gwinea) – wokalistka wywodząca się z tradycji Wassoulou Peul, łącząca afrykańskie korzenie z nowoczesnymi brzmieniami. Była tancerką i perkusistką, współpracowała z Ramatą Diakité, a dziś wyróżnia się energetycznymi występami i silnym, ekspresyjnym głosem.
𝐑𝐘𝐍𝐄𝐊 𝐀𝐅𝐑𝐘𝐊𝐀𝐍𝐒𝐊𝐈
Wystawcy z rękodziełem afrykańskim. Afrykańska strefa gastronomiczna, napoje, dobra wszelakie. Kosmetyki, ubrania, biżuteria. Wyjątkowy i niepowtarzalny asortyment zapewni 25 starannie wyselekcjonownaych wystawców, których pełną listę ogłosimy niebawem. Afrykański Market będzie wielką atrakcją naszego Festivalu.
Zgłoszenia wystawców przyjmujemy na market@africanbeats.pl
𝐌𝐄𝐃𝐘𝐓𝐀𝐂𝐉𝐀 & 𝐉𝐎𝐆𝐀
Zajęcia z Jogi i Medytacji w sobotni i niedzielny poranek to przestrzeń na spotkanie się w ruchu, który prowadzi oddech. Joga to masaż miłości, który dajesz sam sobie, w efekcie której Twoje ciało jest rozluźnione i błogie, a Twój umysł rześki i spokojny. W praktyce jogi znajdziecie przestrzeń zarówno na podążanie za intuicją, lekkość i delikatność, a także siłę, uziemienie i zdecydowanie. Praktyka jogi będzie zakończona sesją medytacji.
Jolanta Suszko-Adamczewska – certyfikowana instruktorka hatha jogi od 2021 roku, fotografka i podróżniczka. Jogę praktykuje od 1998 roku. Praktykę jogi pogłębiała u nauczycieli z Polski i z zagranicy. Od 2006 roku praktykuje regularnie medytację Vipassana.
Simoh (Maroko) – instruktor jogi z doświadczeniem, specjalizujący się w praktykach Vinyasy i Hathy. Swoją wiedzę rozwijał podczas kursów w Hiszpanii i Indiach, a dziś pomaga swoim uczniom redukować stres, poprawiać kondycję ciała oraz budować głębszą świadomość siebie poprzez jogę.
𝐒𝐓𝐑𝐄𝐅𝐀 𝐎𝐆𝐍𝐈𝐀
To strefa, która przez cały czas trwania festiwalu otulać nas będzie relaksująco-terapeutyczną aurą, przy której można nie tylko solidnie odpocząć, ale też wejść głęboko w siebie.
𝐒𝐓𝐑𝐄𝐅𝐀 𝐃𝐋𝐀 𝐃𝐙𝐈𝐄𝐂𝐈
Na African Beats Festival zapraszamy całymi rodzinami. Przygotujemy specjalną strefę dla dzieci, w której instruktorzy przeprowadzą animacje, gry i zabawy ruchowe. W programie m.in. warsztaty bębniarskie dla najmłodszych oraz warsztaty bajkowo – teatralne.
𝐒𝐓𝐑𝐄𝐅𝐀 𝐒𝐏𝐎𝐑𝐓𝐎𝐖𝐀
Dla naszych festiwalowiczów przygotowaliśmy strefę sportową, na której będziemy mogli grać w piłkę nożną, siatkówkę oraz ping-ponga. Planujemy również zorganizować mini turniej piłkarski, który odbędzie się w sobotni poranek i potrwa, aż do popołudnia.
𝐏𝐎𝐋𝐄 𝐍𝐀𝐌𝐈𝐎𝐓𝐎𝐖𝐄
Specjalna strefa przeznaczona na rozbicie namiotów oraz wjazd kamperów. Zapewniamy piękną, malowniczą okolicę, dostęp do strefy gastronomicznej oraz wszystkich festiwalowych atrakcji, w pełni wyposażoną w strefę sanitarną, prysznice oraz ochronę. Na pole namiotowe można wjeżdżać samochodami i kamperami. Miejsce dla jednego namiotu lub kampera na polu to dodatkowy koszt 60 PLN.
WIĘCEJ INFORMACJI https://www.africanbeats.pl
PARTNERZY AFRICAN BEATS FESTIVAL
- Lokaah
- Agencja Perspektywy
- Radio Nowy Świat
- Radio Dla Ciebie
- Afrykamera
- Torre
- Tygodnik Przegląd
- Stowarzyszenie Nigdy Więcej
𝐁𝐈𝐋𝐄𝐓𝐘
𝐋𝐈𝐍𝐊 𝐃𝐎 𝐁𝐈𝐋𝐄𝐓𝐎𝐖: https://africanbeats.pl/bilety/
https://africanbeats.pl
FB https://www.facebook.com/africanbeatsmusic
IG https://www.instagram.com/africanbeatsfestival
Szalony finał Senegalu
Czy Afrykanie zostaną mistrzami świata?
Komuż z nas, miłośników futbolu, nie zdarzyło się w czasach podwórkowych grać w meczach najwyższej rangi, derbach międzyosiedlowych, na Górnym Śląsku określanych jako pojedynek „nasz platz na wasz platz”? Presja zwycięstwa była wtedy większa niż na co dzień, a z braku arbitrów częstokroć dochodziło do sytuacji spornych, w których koronnym okazywał się argument siły – mocniejsi w muskułach ogłaszali wtedy werdykt, a mocniejsi w gębie mówili: „No to my już nie gramy”. Zaprawdę, pamiętam, że wiele takich gier kończyło się przed czasem z powodu zejścia z boiska drużyny pokrzywdzonej, która musiała się zadowolić moralnym zwycięstwem.
W życiu bym nie podejrzewał, że do takiej sytuacji może dojść w finale mistrzostw kontynentalnych, rozgrywanym przez dwie futbolowe potęgi (Maroko – wciąż czwartą drużynę świata i Senegal – regularnego uczestnika mundiali, który sprał naszą reprezentację przed ośmioma laty).
Tegoroczny finał Pucharu Narodów Afryki przejdzie do historii piłkarskich kuriozów także jako mecz o niewyobrażalnej, szekspirowskiej wręcz dramaturgii. Owóż, to wyrównane spotkanie przebiegało bez ekscesów aż do czasu doliczonego, gdy ku rozpaczy gospodarzy Senegalczycy zdobyli gola. Zdobyli go prawidłowo, ale sędzia dopatrzył się przewinienia i bramki nie uznał. Gdyby taką bramkę zdobyło Maroko, kongijski arbiter bez wątpienia nie odważyłby się jej anulować. Chwilę później dopatrzył się faulu w polu karnym Senegalu i podyktował baaaaardzo „miękki” rzut karny dla gospodarzy. Tego było już za wiele, na trybunach rozpoczęły się zamieszki, a piłkarze Senegalu zeszli z boiska na znak protestu i nie zamierzali dokończyć gry.
Skończyłoby się to wszystko walkowerem i potężnym skandalem, gdyby nie Sadio Mané, dla którego to było pożegnanie z mistrzostwami Afryki – przez prawie kwadrans sam jeden nakłaniał kolegów, żeby zachowali się jak mężczyźni i wrócili na murawę, mimo że sędzia zapowiedział, iż strzał z 11 m będzie ostatnim zagraniem meczu.
W końcu Mané dopiął swego, jego kompani smętnie weszli na murawę, by patrzeć, jak przed bramkarzem Senegalu staje król strzelców całego turnieju Brahim Diaz, który miał tylko przypieczętować triumf swojej drużyny. Tyle że Diaz wykonał jedenastkę najgorzej w historii, po prostu lekko podając piłkę do rąk Édouarda Mendy’ego. Pozostanie tajemnicą, czy Marokańczyk nie uniósł presji (znamy takie przypadki, nawet z finału mundialu, gdy w 1994 r. decydującą jedenastkę fatalnie przestrzelił Roberto Baggio), czy wyczuł szwindel i po prostu nie chciał wygrać nieuczciwie. Sensacyjnie zatem Senegal wrócił do gry i wykorzystał przewagę psychologiczną w dogrywce – zwycięską bramkę kropnął Pape Gueye, na co dzień pomocnik Villarreal. Senegal zwyciężył więc po raz drugi w historii w niesamowitych okolicznościach.
Absolutnymi rekordzistami kontynentu są Egipcjanie, siedmiokrotni triumfatorzy, którzy tym razem odpadli w półfinale właśnie z Senegalem po bramce Sadio Mané – wrócili do domu bez medalu, ograni w meczu o III miejsce w karnych przez Nigerię.
Brązowi medaliści to wielki przegrany eliminacji mundialu,
Kandydat, który się podoba
Wypomniał nam jeden z czytelników, że piszemy o prof. Janie Stanisławie Ciechanowskim, który jest spoza MSZ i jedzie na stanowisko ambasadora, a pomijamy zawodowych dyplomatów.
OK, napiszmy więc o zawodowcach. Na tej samej komisji, na której prezentowana była osoba prof. Ciechanowskiego, przedstawiany był Marcin Kubiak, kandydat na ambasadora w Kenii. To rzeczywiście zawodowy dyplomata, choć wykształcenie ma nietypowe jak na MSZ, jest bowiem lekarzem, skończył Akademię Medyczną w Warszawie i przez rok pracował w szpitalu. To było dawno, jeszcze w pierwszej połowie lat 90. Potem rozpoczął studia w KSAP, no i jako ksaper trafił do dyplomacji. Tu znalazł sobie miejsce – jako specjalista od Afryki. I zapewniło mu to ciekawą karierę.
Zaczynał w ambasadzie w Nairobi. Potem wrócił do centrali, następnie został wysłany jako ambasador do Zimbabwe, później był ambasadorem w RPA. Wrócił do kraju, był podsekretarzem stanu w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego. A w lipcu 2015 r. uzyskał nominację na ambasadora w Malezji.
I to jest rzecz interesująca – ponieważ PiS pamiętało mu ministrowanie w rządzie Ewy Kopacz, Witold Waszczykowski z Kuala Lumpur go odwołał, zdecydowanie przed terminem. Ewidentnie chodziło o to, by mu pokazać, że jest w niełasce, po jego powrocie do Warszawy bowiem placówka w Malezji przez wiele miesięcy pozostawała nieobsadzona. I wreszcie wysłano na nią ściągniętego z emerytury 68-letniego Krzysztofa Dębnickiego, byłego ambasadora w Mongolii i Pakistanie, a przede wszystkim orientalistę i dziennikarza.
Co ciekawe w tej sytuacji,
Zbrodnie kolonializmu europejskiego
Nowożytny kolonializm w XIX i XX w. pochłonął życie milionów ludzi na całym świecie
Wielkie odkrycia geograficzne na przełomie XV i XVI w. otworzyły epokę europejskiego kolonializmu, która trwała aż do drugiej połowy XX w. i była naznaczona brutalną przemocą oraz eksploatacją podbijanych ziem i ludów. Omówienie wszystkich zbrodni europejskiego kolonializmu przekracza ramy artykułu, skupię się zatem na najbardziej drastycznych zbrodniach epoki kolonializmu w XIX w. i pierwszej połowie XX w.
Był to okres intensywnego rozwoju kapitalizmu. W poszukiwaniu nowych rynków zbytu, tanich surowców i darmowej siły roboczej mocarstwa europejskie wyruszyły na podbój Afryki i Azji. Dzięki eksploatacji podbijanych terytoriów największe państwa Europy Zachodniej zbudowały swoją potęgę gospodarczą i polityczną.
Niemieckie ludobójstwo w Afryce
Jednym z tych państw były Niemcy, które dość późno, bo dopiero po zjednoczeniu w 1871 r., rozpoczęły ekspansję kolonialną w Afryce. Dlatego Berlin już na wstępie przegrał rywalizację z Brytyjczykami i Francuzami w „wyścigu o Afrykę”. Miało to później konsekwencje w skierowaniu niemieckiej ekspansji na Europę, co skutkowało I i II wojną światową. W Afryce Niemcy zdobyły tylko cztery kolonie: Niemiecką Afrykę Południowo-Zachodnią (1884, obecnie Namibia), Niemiecką Afrykę Wschodnią (1885, obecnie Tanzania, Burundi i Rwanda), Togoland (1884, obecnie Togo) i Kamerun Niemiecki (1884). Na obszarze Niemieckiej Afryki Południowo-Zachodniej miało miejsce pierwsze ludobójstwo XX w., jak określa się zagładę ludności Herero i Nama w latach 1904-1908.
Na początku 1904 r. plemię Herero pod wodzą Samuela Maharera zbuntowało się przeciwko niemieckiej kolonizacji ich terytorium. Powstańcy zabili ok. 100 niemieckich kolonistów. W odpowiedzi Berlin wysłał w sierpniu 1904 r. 15-tysięczny
korpus ekspedycyjny, na którego czele stanął gen. Lothar von Trotha. Zastosował on strategię spalonej ziemi i przeprowadził typową akcję eksterminacyjną, przypominającą późniejsze zbrodnie hitlerowskie. W bitwie pod Waterbergiem von Trotha pokonał powstańców, ale celowo pozwolił im wymknąć się z okrążenia. Następnie zepchnął rebeliantów wraz z towarzyszącymi im rodzinami na skraj pustyni Omaheke (zachodnia część pustyni Kalahari), gdzie zostali otoczeni i pozbawieni dostępu do źródeł wody pitnej. Przez dwa miesiące schwytani w pułapkę Hererowie umierali z pragnienia i głodu. Każdy, kto próbował się zbliżyć do źródeł wody, był zabijany przez niemieckich żołnierzy.
Pomimo rozkazu cesarza Wilhelma II, nakazującego przerwać akcję pacyfikacyjną, von Trotha kontynuował zagładę Hererów. Tych, którzy przeżyli, kazał umieścić w obozach koncentracyjnych i oznaczyć symbolem GH (Gefangene Herero).
Największy obóz powstał na Wyspie Rekinów (niem. Haifischinsel, ang. Shark Island) w Zatoce Lüderitza. W latach 1904-1908 zginęło w nim co najmniej 3,5 tys. Hererów, których zmuszono do niewolniczej pracy przy budowie linii kolejowej prowadzącej z Zatoki Lüderitza do Keetmanshoop. Wielu w okrutny sposób zamordowali niemieccy koloniści. W 1908 r. zostało już tylko ok. 15 tys. z 80 tys. Hererów żyjących w 1904 r. Zamordowano też 10 tys. osób z plemienia Nama, które wznieciło rebelię w 1905 r.
Niemieccy lekarze eugenicy, np. późniejszy współtwórca teorii wyższości „rasy nordyckiej” oraz współautor hitlerowskiej koncepcji zagłady Żydów i Romów Eugen Fischer czy współodpowiedzialny za przeprowadzenie w III Rzeszy akcji T4 Fritz Lenz, poddawali więźniów z Shark Island rasowym badaniom medycznym. 778 głów odciętych jeńcom
Namibia jest kobietą
Rządy prezydent Netumbo Nandi-Ndaitwah
21 marca 2025 r. Namibia świętowała 35 lat państwowości. Była kolonia niemiecka (Deutsch-Südwestafrika) to pustynna kolebka pierwszych populacji ludzkich w Afryce, czyli ludów Khoi, San, Damara i Nama. Znana również jako Niemiecka Afryka Południowo-Zachodnia oraz South-West Africa. Od stuleci krzyżowały się tam wpływy wielu obcych państw i grup, poczynając od napływowych plemion Bantu z Afryki Środkowej (XIV w.), które utworzyły królestwa na terenach północnej Namibii. Przełom XIX i XX w. to kolonizacja niemiecka. Od 1915 r. – okupacja wojsk Związku Południowej Afryki, będącego w stanie wojny z Niemcami. Od 1920 r. kraj stanowił mandat Ligi Narodów powierzony ZPA, późniejszej RPA. Na terenach oddanych pod „opiekę mandatu dekolonizacyjnego” ustanowiony został system apartheidu, z którym walczyła i na którym wyrosła w 1990 r. niepodległa Namibia. Cztery lata wcześniej niż nowa demokratyczna RPA pod przywództwem Nelsona Mandeli.
72-letnia Netumbo Nandi-Ndaitwah, pierwsza kobieta zaprzysiężona na głowę państwa, objęła urząd prezydencki po ciężkich bojach politycznych, nie tyle z opozycją, która w Namibii jest słaba i rozczłonkowana, ile wewnątrz macierzystej partii SWAPO, rządzącej nieprzerwanie od 1990 r. Meme Netumbo (Pani Netumbo), zwana NNN, cierpliwie czekała na swój moment. Mimo silnych sprzeciwów wewnątrzpartyjnych frakcji skutecznie przeprowadziła swoją kampanię pod hasłem „One Namibia, One Nation” (Jedna Namibia, jeden naród). Nie miała łatwo z powodu animozji plemiennych, osobistych ambicji liderów oraz różnych wizji rządzenia krajem.
Ciekawy jest jej życiorys. Urodzona w 1952 r. w Onamutai w regionie Oshana na północy kraju, jako jedna z trzynaściorga dzieci pastora anglikańskiego, NNN od najmłodszych lat była aktywna politycznie. Jako liderka Ligi Młodzieżowej SWAPO w regionie prowadziła kampanie przeciw publicznemu biczowaniu oponentów politycznych przez władzę apartheidu.
W 1973 r., w wieku 17 lat, została uwięziona na kilka miesięcy. Na emigracji, w latach 1978-1980, była członkinią komitetu centralnego SWAPO i przedstawicielką ruchu oporu w Lusace (Zambia), a następnie w latach 1980-1986 reprezentantką SWAPO na Wschodnią Afrykę, w Dar es Salaam.
Meme Netumbo kształciła się m.in. w Glasgow College of Technology, ma dyplom z administracji publicznej (1987). Na Keele University studiowała stosunki międzynarodowe i dyplomację (1989). W polityce reprezentuje doktrynę SWAPO: jedna partia – jeden kraj. Niestety, rzeczywistość oddala się od tej wizji. W dużej mierze z powodu korupcyjnych praktyk głęboko zakorzenionych w sercu systemu. I właśnie walka z korupcją była jednym z głównych elementów kampanii wyborczej Netumbo Nandi-Ndaitwah. To z nią wiązały się nadzieje wielu wyborców, w tym młodzieży.
W trakcie bogatej kariery politycznej obecna prezydent sprawował
Nie jesteś moim królem!
Kwestia odszkodowań za kolonializm i niewolnictwo zatrzęsła relacjami w brytyjskiej rodzinie narodów
Jak bardzo dziedzictwo kolonializmu rzutuje na stosunki wewnątrz państw tworzących brytyjską Wspólnotę Narodów, przekonał się król Karol III. Podczas październikowej wizyty w Australii monarcha musiał stawić czoła Lidii Thorpe, senatorce reprezentującej tamtejszą rdzenną społeczność. „Odpowiadasz za ludobójstwo dokonane na naszym narodzie. Oddaj nam to, co ukradłeś – nasze kości, czaszki, dzieci, nasz naród. Zniszczyłeś naszą ziemię. Daj nam traktat. Chcemy traktatu. To nie twoja ziemia. Nie jesteś moim królem!”, wykrzyczała podczas spotkania Karola III z australijskimi parlamentarzystami senator Thorpe. Nawiązywała do faktu, że brytyjscy kolonizatorzy nigdy nie podpisali żadnego porozumienia z rdzenną ludnością Australii, w związku z czym ich działalność była nie tylko naganna moralnie, ale i nielegalna.
„Nadszedł czas na rozmowy o sprawiedliwości naprawczej za odrażający handel ludźmi”, podkreślono w oświadczeniu podpisanym przez 56 państw tworzących niegdysiejszą Wspólnotę Narodów. Miejscem tegorocznego szczytu organizacji, który odbył się w dniach 17-26 października, było Samoa. Wśród głównych punktów spotkania nie uwzględniono dyskusji o odszkodowaniach, lecz właśnie ten temat dominował w doniesieniach medialnych z ostatnich dni szczytu. W przytoczonym dokumencie można było bowiem przeczytać, że „szefowie rządów, zauważając wezwania do dyskusji na temat sprawiedliwości naprawczej w odniesieniu do transatlantyckiego handlu niewolnikami (…), zgodzili się, że nadszedł czas na znaczącą, prawdziwą i pełną szacunku rozmowę zmierzającą do kształtowania wspólnej przyszłości opartej na równości”.
Nadzieje na przełom natychmiast rozwiał laburzystowski premier Wielkiej Brytanii, sir Keir Starmer. Komentując szczyt, jednoznacznie wypowiedział się przeciwko jakimkolwiek konkretnym odszkodowaniom ze strony jego rządu. „Nie było żadnej dyskusji o pieniądzach. Nasze stanowisko w tej kwestii jest bardzo jasne – przekonywał. – Nie możemy zmienić naszej historii, ale z pewnością powinniśmy o niej rozmawiać”.
Nic dziwnego, że Starmer wykluczył dyskusję o pieniądzach. Według raportu University of the West Indies, wspartego przez sędziego Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości Patricka Robinsona, wymierna wielkość brytyjskich odszkodowań za wieki niewolnictwa przekraczałaby 18 trylionów funtów! I to tylko w odniesieniu do 14 państw obszaru Karaibów.
Karaiby upominają się o swoje
O tym, że Wielka Brytania powinna zapłacić za straty Afryki i Karaibów będące skutkiem handlu ludźmi, dało się słyszeć na długo przed tegorocznym szczytem Wspólnoty Narodów. Sprawa ta szczególnie mocno wybrzmiała rok temu, kiedy wiele krajów wspólnoty świętowało 200. rocznicę wyzwolenia, czyli buntu kilkunastu tysięcy niewolników w dzisiejszej Gujanie. Rebelia z 1823 r.
Podróż afrykańska prezydenta Dudy
Pan prezydent od dawna miał słabość do Afryki. Nawet kiedyś dał jej publicznie wyraz, opowiadając wątpliwy rasistowski dowcip o plemieniu ludożerców, w którym byli absolwenci krakowskiej AGH. Jak widać, miał świadomość, że wyprawa do Afryki nie jest bezpieczna, ale widząc, że racja stanu tego wymaga, ruszył w kilkudniową oficjalną podróż po Czarnym Lądzie. Jako człowiek od lat niemający kontaktu z polityką nie bardzo mogłem zrozumieć, czego ta racja stanu oczekuje po afrykańskiej podróży polskiego prezydenta. Tym bardziej
Ci, którzy zostaną
A co, jeśli masowa migracja okaże się większym problemem dla Afryki niż dla Europy? Wybory do Parlamentu Europejskiego w ostatnich latach nie przyciągały specjalnie uwagi mediów, bo też temperatura dyskusji wokół szeroko pojętych tematów europejskich nie była wysoka. Kiedy po raz ostatni Europejczycy szli do urn, by wybierać swoich przedstawicieli w tej raczej enigmatycznej dla przeciętnego obywatela instytucji, układ sił wydawał się tu mniej więcej stabilny. Kraje o słabszej architekturze demokratycznej, takie jak










