Amatorzy z kamerą

Amatorzy z kamerą

Niezależni filmowcy zakończyli wyścig po Złotą KAN-ewkę 2002

Podczas gdy oficjalna produkcja polskiego kina maleje w oczach, film niezależny zdobywa coraz większe uznanie. Organizatorzy tegorocznego Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni zapowiedzieli stworzenie osobnego konkursu dla obrazów niezależnych. Pokazywano je dotąd głównie w ramach imprez towarzyszących i nie było możliwości ich wyróżnienia, choć wiele z nich na to zasługiwało. Wobec takich zapowiedzi tym ciekawiej rysował się program trzeciej już edycji Przeglądu Kina Amatorskiego i Niezależnego KAN 2002, ponieważ dawał okazję przyjrzenia się,

co ma do zaoferowania kino niezależne.

Festiwal organizowany przez ZSP zgromadził 38 twórców z Polski i Niemiec. Ważne jest również to, że dopisała publiczność – na wszystkich pokazach konkursowych był komplet widzów. Filmy oceniali tacy twórcy jak: Stanisław Lenartowicz, Sylwester Chęciński i Paweł Balcerek. Dobrym posunięciem okazało się zorganizowanie otwartych obrad jury. Podczas nocnego spotkania klubowego twórcy mogli bronić swoich artystycznych racji i wysłuchać uwag profesjonalistów reprezentujących różne nurty kina. Ten demokratyczny zwyczaj nawiązuje do idei filmów offowych. Dyskusja, która przeciągnęła się do późna, była bardzo ożywiona, a oceny jurorów niekiedy miażdżące.
Za najlepszy film uznano „Na stryczku” Arka Tomali z Niemiec. Autor za pomocą inteligentnego czarnego humoru z domieszką nieco grafomańskiej filozofii opowiedział znakomitą technicznie historię samobójcy. Młody człowiek postanawia popełnić samobójstwo, ale w ostatniej chwili rezygnuje. Niestety, pętla wokół jego szyi zaciska się coraz bardziej, a jedynym ratunkiem pozostaje wezwanie przyjaciół przez telefon komórkowy.
Drugie miejsce przyznano Januszowi Gawrylukowi za film „Bojki”. Obraz, choć słaby technicznie, przedstawia najbardziej poruszający w ostatnim czasie wizerunek Polski B – pełnej nudy, beznadziei i poczucia krzywdy. Autor wykazał dużą wrażliwość przy doborze bohaterów, potrafił ich przekonać do otworzenia się przed kamerą. Trzeci nagrodzony film to „Galileo” Michała Jaszowskiego – obraz pełen miłości do kina, fascynacji techniką, z brawurową sceną bójki, dowcipny, z dystansem nawiązujący do „Matriksa” – oczywiście, na miarę możliwości młodej ekipy.
Autorzy prezentujący swoje filmy podczas przeglądu to ludzie młodzi, zwykle z klubów filmowych, centrów kultury lub z grup nieformalnych. Najczęściej spotykanym gatunkiem jest filmowanie bez zastosowania wizualnych skrótów myślowych. Jeśli więc na przykład bohater obrazu podchodzi do drzwi, to w kolejnych ujęciach widz ogląda, jak chwyta za klamkę, a następnie zamyka drzwi z drugiej strony.
Kolejnym

wyraźnym nurtem są eksperymenty.

Filmy tego typu zaskakują natłokiem cięć, kresek rysowanych na taśmie, naprzemiennym filmowaniem kolorowym i czarno-białym, obróbką komputerową, łamaniem zasad filmowania i montażu. Jeśli dzieło trwa kilka minut, widz może mieć wrażenie, że twórca panuje nad eksperymentem. Gdy film trwa około pół godziny, nawet najbardziej wyrobieni zaczynają zastanawiać się, czy autor nie jest dadaistą, a o kształcie jego produkcji nie decydował przypadek.
Pozostają jeszcze etiudy „robione pod mistrza” – podobnie jak dyplomy studentów szkół filmowych. Taki film jest czarno-biały i mocno zamglony, nawiązuje do lat 50. lub 60. Autor zwykle adaptuje prozę Iwaszkiewicza, Hłaski lub Dygata, zatrudnia zawodowych aktorów, robi niezły dźwięk i dodaje poruszającą muzykę, napisom końcowym i podziękowaniom nie ma końca, a widz ma wrażenie, że wszystko to już było.
Filmowcy niezależni opowiadają w swych obrazach o samotności prowadzącej często do samobójstwa lub zbrodni. Częstym motywem jest sztuka, ale ten niezwykle wymagający temat stanowi przyczynę wielu porażek młodych twórców. Miłość i romans pojawiają się rzadko, wynika to pewnie ze słusznej obawy przed banałem.
Jeden z prezentowanych filmów

wywołał szczególnie duże kontrowersje.

„New York City – One Week After” Tomasza „Mniamka” Stępnia to obraz, który powstał tuż po ataku terrorystycznym 11 września. Autor sfilmował nie tylko miejsce tragedii, ale i całe miasto. Zmontował swoje widzenie problemu. Bez komentarzy, epatowania makabrą, w sposób bardzo osobisty. Film podobał się widzom, wzbudził natomiast niechęć jury. Być może za bardzo wybiegł poza ramy formalne i merytoryczne festiwalu. Jurorzy zarzucali „Mniamkowi”, że zmontował kolejny materiał do telewizyjnych wiadomości, że posługiwał się poetyką MTV, że jego dzieło jest za mało osobiste, że Ameryka go oszołomiła i filmował jak operatorzy amerykańscy. Szkoda, bo – podobnie jak inni uczestnicy KAN – ciągle stawia pytania i z kamerą szuka odpowiedzi. Na tym chyba polega niezależność filmowców, choć nie wszyscy dostają nagrody. Zwycięzca wyjedzie na tydzień do Grecji. Pewnie z kamerą…

Wydanie: 16/2002

Kategorie: Kultura
Tagi: Magda Furman

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy