Człowiek z miasta Arras Sam nazywał się pisarzem totalizmów. Słusznie. Nikt lepiej od niego nie potrafił opisać ludzi zaplątanych w historię, zmagających się ze swoją przeszłością, uczynkami wielkimi i uczynkami haniebnymi, swoją pamięcią. „Mszę za miasto Arras” napisał po roku 1968. To rozrachunek z szaleństwem nienawiści, które ogarnia zwykłych ludzi. „Początek” napisał po stanie wojennym. To zmagania nie tylko z II wojną światową, światem, który nam zabrała, ale i naszą polskością. „Kto jest panu bliższy – uczciwy Niemiec czy Polak – pijak i oszust?” – lubił pytać, i w tym pytaniu zawierał samego siebie. Lubił „Przegląd”, chętnie z nami rozmawiał, gościł w swym warszawskim domu. Dla nas był busolą, wielkim autorytetem, których tak brakuje w naszym społeczeństwie. Patrzył w przód. On, żołnierz powstania warszawskiego, z troską mówił o naszej nieprzetrawionej narodowej historii, ale z jeszcze większym zaangażowaniem o naszej przyszłej obecności w Unii Europejskiej. Miał swój obraz Polski – kraju otwartego, europejskiego, na pewno socjaldemokratycznego. Takiej Polsce poświęcał siły, niczym dobry nauczyciel, tłumacząc swoje racje. Odszedł pięć lat temu, 16 maja 2000 r. Każda rocznica jego śmierci boleśnie przypomina, jak bardzo nam wszystkim brakuje jego rad i opinii. Udostępnij: Share on Facebook (Otwiera się w nowym oknie) Facebook Share on X (Otwiera się w nowym oknie) X Share on X (Otwiera się w nowym oknie) X Share on Telegram (Otwiera się w nowym oknie) Telegram Share on WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp Email a link to a friend (Otwiera się w nowym oknie) E-mail Drukuj (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
Tagi:
Robert Walenciak






