Apteka to sklep

Apteka to sklep

Grozi nam utrudniony dostęp do zakupu leków

Właścicielem apteki będzie mógł być tylko wykwalifikowany farmaceuta – to regulacja, którą od 1 stycznia 2002 r. wprowadza nowe prawo farmaceutyczne. Ma ona chronić polskie apteki przed ekspansją zagranicznych sieci. Przeciwnicy – wśród nich mocno brzmią obawy Andrzeja Radzio, dyrektora zarządzającego Centrali Farmaceutycznej Cefarm – twierdzą, że zmiana oznacza ograniczenie swobody działalności gospodarczej. – Apteka to sklep, no może specyficzny, bo kupującymi są chorzy – tłumaczy Andrzej Radzio. – Przecież żaden chory nie udaje się po to, żeby się leczyć, a jedynie, by kupić zapisane leki, które wydaje mu uprawniony farmaceuta. Żeby to zrobić, niekoniecznie musi być właścicielem apteki. Wystarczy obowiązujące prawo, mówiące, że kierownikiem musi być farmaceuta. Powtarzam – kierownikiem, nie właścicielem. To tak, jakby ustalić, że właścicielem restauracji może być tylko kucharz, a księgarni – absolwent liceum księgarskiego. W tym miejscu można także zapewnić, że prowadzenie apteki tylko przez farmaceutę nie ma nic wspólnego z interesem publicznym, a tak twierdzi lobby Naczelnej Rady Aptekarskiej. Bezpieczeństwo klienta zapewnia to, kto lek wydaje, a nie kto jest właścicielem firmy.
Nowe prawo uniemożliwia także koncernom tworzenie sieci. Bezzasadne wydają się obawy, że wchodzące na polski rynek sieci kanadyjskie i amerykańskie zagrażają klientom. Ten zarzut można tylko wykpić, bo nikt nie słyszał, żeby Amerykanie czy Kanadyjczycy odnieśli jakieś szkody z powodu korzystania ze swoich aptek. Ale poważnie – sieć aptek nie oznacza luksusu bez wyboru. Obowiązkiem farmaceuty jest poinformowanie klienta o istnieniu tańszego, polskiego odpowiednika danego specyfiku. Chory zawsze ma możliwość zdecydowania, na co go stać.
Dowodem nieznajomości praw biznesu jest także przekonanie, że hasło (zapisane w ustawie) „Tylko jedna apteka dla jednego właściciela farmaceuty” spowoduje obniżenie cen leków. – Nieprawda – po raz kolejny używa tego słowa dyrektor Cefarmu. – Tylko silne sieci mogą negocjować z hurtownikami lepsze terminy płatności, niższe ceny. Zaletą dużych sieci aptek jest również fakt, że pojawią się także w małych miejscowościach. Na razie szukają pomieszczeń w supermarketach, bo tam jest najtaniej, ale przecież te kolosy zaczynają docierać do małych miejscowości, a za nimi podążą apteki.
Wprowadzanie hasła „Apteka tylko dla farmaceuty”, zdaniem Cefarmu, oznacza chęć zmonopolizowania rynku i zwykłe utrudnienie życia, bo zgodnie z nowymi przepisami każdy farmaceuta będzie mógł mieć tylko jedną aptekę na zasadzie jedna apteka na cztery tysiące mieszkańców. – Najlepszym regulatorem liczby aptek na liczbę mieszkańców jest wolny rynek gospodarczy – tłumaczy dyrektor Radzio. – Konkurencja wymusza lepszą obsługę, to apteka wychodzi do klienta, a nie klient poszukuje apteki.
Tym, którzy dziwią się, po co te ustawowe zmiany, Andrzej Radzio odpowiada, że oczywiście chodzi o pieniądze. – Dobrze zarządzana apteka w dużym mieście przynosi nawet 1 mln zł zysku rocznie, w małym mieście ok. 400 tys. Jest o co walczyć. Tylko dlaczego kosztem pacjenta? Przecież młodych farmaceutów nie będzie stać na otwieranie własnej apteki. Spółka z zamożnym partnerem zostanie zabroniona. Aptek będzie mniej.

Wydanie: 40/2001

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy