Wpisy od Andrzej Sikorski

Powrót na stronę główną
Kraj

Ochronka prawników PiS

Upolitycznieni sędziowie i prokuratorzy działający pod dyktando PiS są bezkarni

Sędzia Jakub Iwaniec powinien siedzieć na ławie oskarżonych za liczne przestępstwa, których się dopuścił, ale – jak ustaliła „Gazeta Wyborcza” – wrócił do orzekania w VIII Wydziale Karnym Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa. W referacie Iwańca do rozpatrzenia jest 250 spraw, w tym kilka dotyczy pijanych kierowców. Tak więc pisowski sędzia, któremu prokuratura chce postawić zarzut prowadzenia samochodu w stanie nietrzeźwości (za co grożą nawet trzy lata więzienia), będzie orzekał w imieniu Rzeczypospolitej o winie innych pijaków za kierownicą. Czegoś takiego nie wymyśliłby nawet mistrz satyry Stanisław Bareja!

Pijaństwo, hejt i matactwa

Przypomnijmy: według ustaleń prokuratury 11 października 2025 r. Jakub Iwaniec (mając jakieś 2 promile w wydychanym powietrzu) stracił panowanie nad samochodem i uderzył w drzewo. Do wypadku doszło w pobliżu jego domu, prawnikowi nic się nie stało, wycofał samochód na drogę i zaparkował na swojej posesji. Świadkami zdarzenia były dwie kobiety, krewne jego sąsiadki, które o mało nie zostały potrącone. Iwaniec feralnego dnia był na pijackiej imprezie z kolegami. Do domu został odwieziony przez znajomych, ale po jakimś czasie zgłodniał, wsiadł do auta i pojechał do pizzerii. Obsługa lokalu i klienci zeznali, że pan sędzia był mocno wstawiony – chwiał się na nogach i bełkotał. Chciał zamówić piwo, ale mu odmówiono.

Prokuratura zebrała solidny materiał dowodowy, m.in. zeznania kilkunastu świadków, protokoły oględzin auta i miejsca zdarzenia, ekspertyzę toksykologiczną i opinie biegłych. 27 października 2025 r. do Izby Odpowiedzialności Zawodowej Sądu Najwyższego skierowano wniosek o uchylenie immunitetu Iwańcowi. Bez tego nie można postawić zarzutów i skierować aktu oskarżenia do sądu. Sprawa miała zostać rozpoznana dopiero 24 marca br., ale decyzją neosędzi Marii Szczepaniec spadła z wokandy. Kolejny termin wyznaczono na maj.

Wcześniej, w czerwcu 2024 r., prokuratura złożyła do IOZ wniosek o uchylenie immunitetu Iwańcowi za znieważenie Waldemara Żurka, wówczas sędziego Sądu Okręgowego w Krakowie. Chodzi o wpisy na twitterowym koncie FigoFago, gdzie opisywano Żurka jako „złodzieja”, „gościa bez honoru”, „osła Temidy” i „oszusta podatkowego”. Sprawa jest odpryskiem afery hejterskiej, ale neosędzia Marek Motuk uznał, że prokuratorzy nie udowodnili, że to Iwaniec szkalował Żurka. Mało tego! Motuk stwierdził, że mogło nie dojść do pomówienia Żurka, a prokuratura powinna sprawdzić, czy nienawistne wpisy zawierają prawdę (sic!).

Niemal dwa lata na rozpatrzenie w IOZ czeka wniosek o uchylenie immunitetu Iwańcowi w sprawie afery hejterskiej. Współpracownik Zbigniewa Ziobry miał działać wspólnie z innymi propisowskimi prawnikami w zorganizowanej grupie przestępczej, której celem było szkalowanie (głównie za pośrednictwem mediów społecznościowych i portali internetowych) sędziów sprzeciwiających się upolitycznieniu wymiaru sprawiedliwości. W ten sposób chciano nie tylko skompromitować niewygodnych sędziów,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Mniej niż zero

Jaki prezydent Polski, taki doradca od ekonomii

„Nie ma uszczuplenia rezerw, czyli nie spadnie ilość złota i wartość rezerw walutowych nie zostanie obniżona, czyli jest to bezpieczne rozwiązanie. Bez zadłużenia się budżetu państwa, bez konieczności wzięcia pożyczki. Nie ma także odsetek, ponieważ jest to wypłata zysku NBP” – tak zachwalał prezydencki projekt ustawy SAFE 0% Leszek Skiba, doradca społeczny Karola Nawrockiego. Przypomnijmy, że według narracji obozu prezydenckiego i PiS, zamiast zapożyczać się w Unii Europejskiej, lepiej sprzedać część złota, które jest w zasobach NBP, a uzyskane w ten sposób pieniądze przeznaczyć na zbrojenia.

Sprzedawca iluzji

Zdaniem niezależnych specjalistów to jednak pobożne życzenia. „Ten program nie kosztuje zero. To nieprawda. Możemy dyskutować o różnicach w marżach, ale przedstawianie go jako darmowego źródła finansowania to czysty zabieg PR-owy. Każdy mechanizm oparty na rezerwach czy emisji długu generuje realne koszty obsługi, które musimy brać pod uwagę”, tłumaczył ekonomista Marek Zuber w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”. Jakby tego było mało, nie wiadomo nawet, czy uda się przeprowadzić zakładaną operację sprzedaży złota i ile NBP na tym zarobi.

Ale Leszek Skiba zna się na PR. W latach 2015-2020 był wiceministrem finansów (zajmował się m.in. polityką makroekonomiczną i legislacją podatkową) i opowiadał Polakom bajki, jak PiS troszczy się o budżet państwa. To oszustwo polegało na tym, że rząd „na papierze” chwalił się niskim deficytem, a gigantyczne długi na spełnienie obietnic wyborczych, programy społeczne i tarcze osłonowe zaciągane były w funduszach celowych, nad którymi parlament nie miał kontroli. Sytuacja stała się na tyle poważna, że na naganne praktyki zwróciła uwagę Najwyższa Izba Kontroli.

Gdy w Sejmie debatowano nad podwyżkami akcyzy na alkohol i papierosy, wiceminister Skiba twierdził, że chodzi wcale nie o dodatkowe wpływy do budżetu (1,7 mld zł), ale o zdrowie Polaków, bo przez używki co roku umiera 82 tys. osób. „Jeśli mówicie, że chcecie walczyć z kosztami picia alkoholu i palenia papierosów, to chcielibyśmy poznać, jakie macie programy na tę walkę. Jak chcecie te dodatkowe 1,7 mld zł wykorzystać? Czy może jednak chcecie mieć tylko dodatkową wrzutkę do budżetu?”, pytał Skibę poseł Tomasz Trela z Lewicy,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Wpływowy minister, uczynny kolega

Jak Michał Woś załatwiał kolegom pracę w Służbie Więziennej

Michał Woś za rządów PiS zajmował wiele ważnych stanowisk. Absolwent studiów MBA aferalnej uczelni Collegium Humanum był wiceministrem sprawiedliwości (dwukrotnie), ministrem w Kancelarii Premiera i ministrem środowiska. Gdy w 2017 r. współpracownik Zbigniewa Ziobry został podsekretarzem stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości, miał ledwie 26 lat. Posada przypadła mu nie ze względu na jego wybitne kwalifikacje, ale w ramach podziału łupów politycznych, jako członkowi Solidarnej Polski. Jesienią 2020 r. Woś po raz drugi został wiceministrem sprawiedliwości, tym razem w randze sekretarza stanu.

W resorcie młody ziobrysta nadzorował Służbę Więzienną, która stała się przybudówką Solidarnej/Suwerennej Polski, wykorzystywaną do celów prywatnych i politycznych (pisaliśmy o tym m.in. w artykułach „Jak kończą generałowie” w nr. 46/2023 i „Zamęczone więzienia” w nr. 8/2024). Po zmianie władzy nowy szef SW płk Andrzej Pecka zarządził audyt, w wyniku którego do prokuratury skierowano zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Wosia i jego współpracowników. Jednak nie wszystkie sprawy zostały ujawnione.

Przychodzi strażnik do komendanta

Jesienią 2021 r. do pani komendant Centralnego Ośrodka Szkolenia Służby Więziennej w Kulach zadzwoniła sekretarka szefa Służby Więziennej Jacka Kitlińskiego. Twierdziła, że dzwoni na polecenie swojego przełożonego w sprawie załatwienia pracy w COSSW w Kulach koledze wiceministra Michała Wosia. Więcej szczegółów nie zdradziła, gdyż, jak zakomunikowała, kolega wiceministra, czyli Marcin K., sam się z panią komendant skontaktuje. I wkrótce Marcin K. rzeczywiście zadzwonił, ale nie chciał rozmawiać przez telefon, zażądał osobistego spotkania.

W tym miejscu warto odnotować, że Marcin K., szeregowy funkcjonariusz SW z zaledwie kilkumiesięcznym stażem, był zatrudniony na stanowisku strażnika działu ochrony w Areszcie Śledczym w Mysłowicach. Komendantką COSSW w Kulach była natomiast pani pułkownik z przeszło 22-letnim doświadczeniem w strukturach SW. Już takie lokajskie potraktowanie wysokiej rangi oficera przez szeregowca można uznać za wyraz lekceważenia i pogardy.

Pani komendant pewnie nigdy nie pozwoliłaby na takie traktowanie, ale przecież wiedziała, z kim ma do czynienia. Spotkała się z Marcinem K., który już na wstępie zakomunikował, że jest kolegą wiceministra sprawiedliwości Michała Wosia i, powołując się na znajomość z dygnitarzem, oznajmił, że chciałby pracować w COSSW w Kulach na stanowisku dydaktycznym (wykładowcy), związanym z ratownictwem medycznym. Na pytanie, jakie ma doświadczenie, Marcin K. odpowiedział, że żadnego. Twierdził, że ukończył technikum hotelarskie, pracował w Straży Miejskiej w Będzinie i w prywatnych firmach jako kierownik, prezes i dyrektor generalny (sic!). Nigdy nie pracował w zawodzie ratownika, miał jedynie ukończone kursy ratownika wodnego,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Kapłan złomny

Ksiądz prałat gen. bryg. Sławomir Żarski ma pecha – padł ofiarą pomówień, a może wcale nie jest nieskazitelny

5 lutego 2025 r. agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego na polecenie prokuratury zatrzymali ks. Sławomira Żarskiego. Razem z duchownym zatrzymany został Ryszard Walczak, zaufany człowiek Antoniego Macierewicza, ulokowany za rządów PiS na stanowisku kierowniczym w nadzorowanym przez Ministerstwo Obrony Narodowej Wojskowym Instytucie Technicznym Uzbrojenia. Walczak nigdy nie powinien trafić do WITU, który prowadzi badania naukowe i prace rozwojowe dotyczące sprzętu wojskowego, bo nie ma stosownego wykształcenia (jedynie maturę) ani w ogóle pojęcia o broni. Ale wystarczyło, że był kolegą Macierewicza, działaczem PiS oraz inicjatorem budowy różnych pomników patriotycznych, m.in. Romana Dmowskiego w Warszawie przy Placu Na Rozdrożu, ks. Ignacego Skorupki w Ossowie oraz kard. Stefana Wyszyńskiego i ks. Jerzego Popiełuszki w podwarszawskich Ząbkach.

Ciężarówki za łapówkę

Prokuratura nie była zbyt wylewna w informowaniu opinii publicznej o kulisach sprawy. Z lakonicznego komunikatu wynikało, że Żarski z Walczakiem, „powołując się na wpływy”, mieli przyjąć łapówkę w zamian za pośrednictwo w dostarczeniu samochodów dla jednostek Wojska Polskiego. Pieniądze zostały zalegalizowane jako darowizna na cele kultu religijnego dla jednej z parafii. Natomiast w komunikacie CBA podano, że „zatrzymani mieli się powoływać w latach 2021-2022 na wpływy w instytucjach państwowych i podejmować się pośrednictwa, w zamian za korzyść majątkową albo jej obietnicę, w załatwieniu spraw związanych ze sprzedażą pojazdów ciężarowych dla WOT”. Agenci CBA „przeszukali 10 lokalizacji na terenie trzech województw, w tym siedziby kilku instytucji publicznych oraz miejsca zamieszkania zatrzymanych”, zabezpieczając dokumentację i nośniki pamięci.

Mężczyźni usłyszeli zarzuty w związku z art. 230 par. 1 Kodeksu karnego (płatna protekcja bierna). Za to przestępstwo grozi kara więzienia od sześciu miesięcy do ośmiu lat. Mimo podejrzenia popełnienia poważnego czynu zagrożonego wysoką karą Żarski i Walczak nie trafili do aresztu. Wobec duchownego zastosowano środek zapobiegawczy w postaci dozoru policji, a wobec działacza PiS dozór policji i zakaz opuszczania kraju. Ba, ks. Żarski nie został odwołany z funkcji proboszcza Parafii św. Apostołów Piotra i Pawła w Dębem Wielkim, gdzie od 2017 r. pełni posługę. Dlaczego bp Romuald Kamiński okazał taką łaskawość wobec podpadniętego kapłana, tego nie zdradził mi ks. Dawid Sychowski, rzecznik Diecezji Warszawsko-Praskiej, informując, że „do czasu wyjaśnienia sprawy przez kompetentne organy wymiaru sprawiedliwości powstrzymujemy się od udzielania informacji”.

Choć od zatrzymania i postawienia zarzutów minął rok, śledztwa nie zakończono. „Na chwilę obecną nie sposób wskazać przypuszczalnej daty zakończenia postępowania. Nie udzielamy również informacji o szczegółach poczynionych dotychczas ustaleń”,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Sprowokowane zęby Jana Rulewskiego

Co się wydarzyło 19 marca 1981 r. w siedzibie Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy

Przed Urzędem Wojewódzkim w Bydgoszczy stoi pomnik – wielki głaz na metalowym cokole, nazywany „zębem Rulewskiego”. Co roku 19 marca, w rocznicę wydarzeń bydgoskich, przed „zębem Rulewskiego” spotykają się przedstawiciele władz państwowych i samorządowych, działacze Solidarności, mieszkańcy miasta i młodzież szkolna, by oddać hołd ludziom antypeerelowskiej opozycji dotkliwie pobitym przez milicję.

Lechu, nie wyjdziemy stąd

Według oficjalnej narracji było to jedno z najbardziej dramatycznych wydarzeń, do jakich doszło w czasie tzw. karnawału solidarności, czyli między podpisaniem porozumień sierpniowych 31 sierpnia 1980 r. a wprowadzeniem stanu wojennego 13 grudnia 1981 r. Na początku 1981 r. osią sporu między Solidarnością a władzami była kwestia powołania niezależnego związku zawodowego zrzeszającego rolników indywidualnych. W grudniu 1980 r. rozpoczęła się fala strajków i protestów rolniczych; m.in. zajęto budynek Urzędu Miasta i Gminy w Ustrzykach Dolnych oraz Dom Kolejarza, byłą siedzibę Wojewódzkiej Rady Związków Zawodowych w Rzeszowie. W lutym 1981 r. strajkujący i komisja rządowa podpisali słynne porozumienia rzeszowsko-ustrzyckie, które oznaczały zapowiedź uznania NSZZ Rolników Indywidualnych Solidarność (związek został oficjalnie zarejestrowany 12 maja 1981 r., powstał z połączenia trzech rolniczych związków zawodowych: NSZZ Rolników Indywidualnych Solidarność Wiejska, NSZZ Solidarność Chłopska i Chłopskich Związków Zawodowych). Jednak chłopi nie chcieli czekać i domagali się od rządu natychmiastowych działań. A ponieważ półki sklepowe świeciły pustkami, liderzy protestów twierdzili, że jeśli tylko związek zostanie zarejestrowany, żywności nie zabraknie, a sklepy będą zawalone mięsem, masłem, serami, jajami i rozmaitymi przetworami. Nieprzypadkowo jednym z haseł kampanii było: „Jak nas zarejestrujecie, bułkę z szynką jeść będziecie!”.

19 marca 1981 r. delegacja Solidarności oraz przedstawicieli rolników pod wodzą Jana Rulewskiego (wówczas szefa bydgoskiego regionu Solidarności) pojawiła się na sesji Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy, by przedstawić postulat utworzenia rolniczego związku zawodowego. Jednak wbrew wcześniejszym ustaleniom przewodniczący WRN Edward Berger zamknął obrady, nie dopuszczając działaczy do głosu. Wzburzony Rulewski krzyczał, że władza oszukuje, a delegacja Solidarności nie opuści sali, dopóki nie zostanie wysłuchana. Doszło do zamieszania. Ludzie zaczęli się przekrzykiwać. Jedni apelowali do związkowców, by wyszli, drudzy – by zostali.

Po jakimś czasie Rulewski został wezwany do gabinetu wojewody. Okazało się, że dzwonił Lech Wałęsa. „Jasiu, odpuść. Idźcie do domu, ja mam swoje scenariusze. Będę je sobie powoli rozgrywał. Co wy tam chcecie osiągnąć? Nic nie osiągniecie. Po ryjach dostaniecie i tyle”, mówił Wałęsa. Jednak Rulewski był nieugięty. „Lechu, nie wyjdziemy stąd”, odpowiedział.

Około godz. 19 na salę obrad wojewódzkiej rady narodowej wkroczyli milicjanci i funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa. Siłą zaczęli wyprowadzać związkowców, z których kilku rzekomo zostało ciężko pobitych. Wkrótce światowe media obiegło drastyczne zdjęcie nieprzytomnego Rulewskiego z zakrwawioną twarzą i brakiem w uzębieniu. Fotografia przerobiona na plakat i powielona w tysiącach egzemplarzy została rozwieszona we wszystkich większych miastach w Polsce, a na murach i elewacjach budynków pojawiły się hasła ze znakiem Polski Walczącej:

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Ostatnie podrygi pani Manowskiej

Przyjaciółka Andrzeja Dudy kończy z przytupem sześcioletnią kadencję pierwszej prezes Sądu Najwyższego

Wprawdzie Małgorzata Manowska nie osiągnęła jeszcze przewidzianego dla sędziów wieku emerytalnego (65 lat), ale wedle doniesień „Faktu” możliwe jest, że przejdzie w stan spoczynku wcześniej. Tabloid nie tylko chce odesłać zasłużoną dla PiS prawniczkę na emeryturę, ale też kwestionuje jej prawo do pobierania świadczenia, które będzie wynosić kilkadziesiąt tysięcy złotych. Jak wiadomo, Manowska została wybrana do Sądu Najwyższego przez nielegalną Krajową Radę Sądownictwa, a jako politycznie zaangażowany neosędzia nie zapewnia, zgodnie z orzeczeniem m.in. europejskich trybunałów, rzetelnego procesu, wydawane przez nią wyroki prowadzą do łamania praw człowieka i mogą być podważane.

Jak twierdzi konstytucjonalista prof. Marek Chmaj, na przejściu do SN propisowska prawniczka skorzystała materialnie. „Wyższe wynagrodzenie, dodatki związane z funkcją pierwszego prezesa, a także członkostwo w neo-KRS – wszystko to wiązało się z istotnymi korzyściami finansowymi. Awans opłacał się jej pod względem materialnym, niestety jednocześnie przyczyniła się do osłabienia wymiaru sprawiedliwości. (…) Jestem przekonany, że w przyszłości neosędziowie – w tym także pani Manowska – będą musieli ponieść konsekwencje swoich decyzji, również w wymiarze finansowym. Nie zdziwię się, jeśli ich uposażenia w stanie spoczynku zostaną poddane weryfikacji, a być może nawet ograniczone w związku z ich postawą”, stwierdził profesor.

Gdyby zaproponowana przez ministra Waldemara Żurka ustawa praworządnościowa weszła w życie, Małgorzata Manowska powróciłaby do poprzedniego miejsca pracy, czyli na urząd sędziego Sądu Apelacyjnego w Warszawie, a prawie osiem lat orzekania w Sądzie Najwyższym zostałoby wymazane z jej CV.

Jednak wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że taki scenariusz jest mało prawdopodobny, SN został już w większości obsadzony przez neosędziów i podporządkowany PiS, a urzędująca jeszcze (do maja) pierwsza prezes ma na głowie inne zmartwienia.

Tajne zgromadzenie neosędziów

27 lutego br. zakończyło się posiedzenie Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego, podczas którego wskazano pięciu kandydatów na następcę Manowskiej – to spośród nich prezydent wybierze nowego pierwszego prezesa. Wiadomo, że będzie nim neosędzia, gdyż posiedzenie zostało zbojkotowane przez „starych” sędziów, podważających jego legalność. Prawnicy ci w wydanym oświadczeniu stwierdzili, że zgromadzenie zwołała osoba powołana na urząd pierwszego prezesa SN z naruszeniem konstytucji i ustawy o SN, a udział sędziów powołanych po wadliwych procedurach przez upolitycznioną KRS uniemożliwia uznanie obrad za zgodne z prawem.

W odwecie Manowska odwołała ze stanowiska przewodniczącego I wydziału w Izbie Karnej legalnego sędziego Dariusza Świeckiego, który podpisał oświadczenie. Utajniła też obrady, choć dziennikarze zgłaszali chęć udziału w zgromadzeniu. Było to skandaliczne posunięcie. Nie wiemy zatem, jak przebiegało Zgromadzenie, czy wszystko odbywało się zgodnie z procedurą, jak kandydaci odpowiadali na pytania i jak przedstawiali swoją wizję praworządności. Gdy w 2020 r. na pierwszą prezes SN wybierano Manowską, obrady zgromadzenia były jawne, choć trwała pandemia. Ale ówczesna legalna pierwsza prezes SN Małgorzata Gersdorf nie miała nic do ukrycia przed Polakami.

Na ostatniej prostej swojego urzędowania Małgorzata Manowska postanowiła zrobić szach-mat i zalegalizować neosędziów, czyli też samą siebie. W tym celu złożyła wniosek, aby pełny skład SN rozstrzygnął, czy wyroki wydawane z udziałem neosędziów są ważne, i wydał uchwałę, która stanowiłaby powszechnie obowiązującą zasadę prawną. Problem w tym, że w takim składzie musieliby zasiadać neosędziowie, co byłoby absurdem do kwadratu, gdyż nawet dziecko wie, że nie można wydawać wyroków we własnej sprawie. Waldemar Żurek

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Grzechy i wypaczenia

Jak biskupi diecezji sosnowieckiej chronili księży pedofilów i przestępców seksualnych

Częściowy raport kościelnej Komisji „Wyjaśnienie i naprawa” dotyczący przestępstw seksualnych księży w diecezji sosnowieckiej jest wstrząsający. Ale nie tylko dlatego, że – jak ustalono – 25 kapłanów dopuściło się zbrodniczych czynów wobec co najmniej 46 dzieci. Przerażające jest to, że biskupi Adam Śmigielski (zmarł w 2008 r.) i Grzegorz Kaszak (od 2023 r. na emeryturze), wiedząc o przestępstwach popełnionych przez podwładnych, nie reagowali w sposób właściwy, a w niektórych przypadkach wręcz ich kryli.

Raport nigdy by nie powstał, gdyby nie wydarzenia z jesieni 2024 r. Najpierw policjanci z Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach na polecenie Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu zatrzymali trzech księży, z czego dwóch pod zarzutem popełnienia przestępstw seksualnych na szkodę osób małoletnich. Kilka dni później śledczy wkroczyli do Kurii Diecezjalnej w Sosnowcu oraz biura Delegata ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży, a także biur w Diecezjalnym Centrum Służby Rodzinie i Życiu. Przeszukania zaczęły się 4 października o godz. 13.00 i trwały nieprzerwanie do godz. 7.40 dnia następnego.

Jak poinformowała prokuratura, „badaniem objęte są przestępstwa seksualne, popełniane w ciągu wielu lat, m.in. na szkodę osób małoletnich”, a „ponadto zakres śledztwa uzupełniono o czynności mające na celu weryfikację przestępstw gospodarczych w postaci oszustw”. Zabezpieczono liczne dokumenty, w tym elektroniczne nośniki danych. Sytuacja była bezprecedensowa, bo jeszcze nigdy się nie zdarzyło, aby działania organów ścigania były tak stanowcze. Wcześniej, gdy policja, prokuratura lub sądy chciały uzyskać jakieś dokumenty z kurii, zawsze grzecznie o nie prosiły i prawie zawsze otrzymywały odmowną odpowiedź z argumentacją, że to bezprawne, bo instytucje Kościoła są autonomiczne w stosunku do władz państwowych, albo że dokumenty kościelne są tajne lub zostały przekazane do Watykanu i mogą ewentualnie zostać udostępnione, ale drogą dyplomatyczną w trybie międzynarodowej pomocy prawnej. Czyli de facto nigdy.

Jednak nowo mianowany biskup diecezji sosnowieckiej Artur Ważny przyjął inną postawę. Jak stwierdził, „działaniami prokuratury nie był zaskoczony, nie tylko spodziewał się takiego ruchu, ale nawet na niego czekał”. Obejmując w maju 2024 r. diecezję, hierarcha wiedział – jak to ujął – że „wchodzi na pewne miny i one właśnie wybuchają”. Te miny to m.in. seria skandali z udziałem duchownych. W marcu 2023 r. 45-letni ks. Robert S. zasztyletował 25-letniego diakona Mateusza B., a potem rzucił się pod pociąg. Kilka miesięcy później dwaj księża z Dąbrowy Górniczej urządzili orgię z męską prostytutką na terenie plebanii bazyliki Najświętszej Maryi Panny Anielskiej. Gdy gość duchownych stracił przytomność, prawdopodobnie po przedawkowaniu narkotyków i tabletek na potencję, jeden z księży wystraszył się i zadzwonił po pogotowie, ale drugi zabarykadował drzwi i nie chciał wpuścić ratowników medycznych. Był to nie byle kto, bo wikary Tomasz Z., redaktor poczytnego tygodnika katolickiego „Niedziela” i dyrektor Archiwum Diecezji Sosnowieckiej. Za przestępstwa przeciwko wolności seksualnej i obyczajności, nieudzielenie pomocy osobie będącej w stanie zagrożenia zdrowia i życia oraz za częstowanie narkotykami Tomasz Z. został skazany na półtrora roku więzienia.

Kolejny skandal

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Elita cwaniaków

W aferze Collegium Humanum zarzuty prokuratorskie usłyszało już ponad 80 osób. I będzie ich jeszcze więcej

Ludzie nauki, politycy, prezesi spółek skarbu państwa, dyplomaci, biznesmeni, urzędnicy państwowi i samorządowi, sportowcy, wysocy rangą strażacy, wojskowi i policjanci połakomili się na tanie, szybkie i bezstresowe studia MBA w podejrzanej szkółce prowadzonej przez Pawła C., cwaniaka, który kreował się na wybitnego naukowca, człowieka wpływowego i niezwykle religijnego. Za 10 tys. zł można było zdobyć prestiżowy dokument upoważniający do zasiadania (i zarabiania gigantycznych pieniędzy) w radach nadzorczych spółek skarbu państwa i spółek należących do samorządów.

Śmietanka

Jednak dla sporej grupy, szczególnie ludzi ze świecznika, nawet taka parodia studiów to było zbyt wiele i upragnione dyplomy – nie tylko MBA, ale też licencjackie i magisterskie – po prostu kupili, wręczając rektorowi Pawłowi C. łapówki. Zarzuty dotyczą nie tylko wystawiania fikcyjnych dokumentów i posługiwania się nimi, wręczania i przyjmowania łapówek, lecz także oszustwa, pośrednictwa we wręczaniu łapówek, powoływania się na wpływy i prania brudnych pieniędzy. Rektor i założyciel Collegium Humanum,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Zaślubiony Ziobrze

Dariusz Barski cierpi katusze, bo nie jest już prokuratorem krajowym

12 stycznia minęły dwa lata od usunięcia przez Adama Bodnara Dariusza Barskiego z funkcji prokuratora krajowego. Według ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Barski, niedoszły poseł PiS, świadek na ślubie Zbigniewa Ziobry i ojciec chrzestny jego syna, został przywrócony przez swojego przyjaciela ze stanu spoczynku do służby czynnej na podstawie nieobowiązujących przepisów, a tym samym nie mógł być legalnym prokuratorem krajowym.

Z okazji rocznicy „obalenia” Barski pojawił się w Pałacu Prezydenckim na audiencji u Karola Nawrockiego. Zdaniem głowy państwa kumpel ściganego przez wymiar sprawiedliwości byłego ministra „jest jedynym legalnym prokuratorem krajowym”, który „został przez rząd bezprawnie i siłowo pozbawiony możliwości wykonywania funkcji”, co jest „atakiem na konstytucyjne fundamenty ustroju państwa”.

Klawe życie emeryta

Mało kto już dziś o tym pamięta, ale Barski w 2010 r., mając zaledwie 42 lata, przeszedł w stan spoczynku, czyli na prokuratorską emeryturę z wynagrodzeniem w wysokości ostatniej pensji (ok. 14 tys. zł). Jak to możliwe, skoro wiek emerytalny prokuratorów (mężczyzn) to 65 lat, a związane z tym uposażenie wynosi 75% wynagrodzenia?

Gdy w 2010 r. oddzielono Prokuraturę Generalną od Ministerstwa Sprawiedliwości, Andrzej Seremet dostał w spadku po poprzednikach ponad 70 prokuratorów Prokuratury Krajowej. Zgodnie z przepisami prokurator generalny mógł zdecydować, którego z nich powołać do nowej Prokuratury Generalnej, a komu zaproponować pracę w jednostce niższego szczebla. Jednak 26 prokuratorów, którzy nie otrzymali nominacji do Prokuratury Generalnej, nie wyraziło chęci ścigania przestępców w prokuraturach apelacyjnych i okręgowych. Wykorzystali przepis pozwalający (bez względu na wiek) przejść w stan spoczynku z zachowaniem 100% dotychczasowego wynagrodzenia.

Nie wiadomo, kto wybranym prokuratorom załatwił tak lukratywne świadczenia za nicnierobienie. W pierwotnym projekcie ustawy reformującej prokuraturę nie było wspomnianego przepisu i dopiero na etapie prac w Sejmie (prawdopodobnie w podkomisji) któryś poseł zrobił tzw. wrzutkę – na tyle sprytnie,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

„Aferzyści prezydenta RP” – odpowiedź autora

Panie Prezesie!

Chybiony jest zarzut, że nieściśle wskazałem, że „w 2018 roku giełda BitBay została wpisana na listę ostrzeżeń publicznych KNF, w sytuacji gdy postępowanie w tej sprawie zostało prawomocnie umorzone, a w związku z tym przy wspomnianym wpisie na liście ostrzeń publicznie znajduje się wzmianka oznaczająca nieaktualność dokonanego wpisu”.

Prawdą jest, że BitBay została wpisana w 2018 r. na listę ostrzeżeń publicznych KNF. To, że 12 maja 2023 r. uprawomocniło się wydane 15 czerwca 2022 r. przez prokuratora Prokuratury Regionalnej w Katowicach postanowienie o umorzeniu śledztwa, nie ma żadnego znaczenia. W tekście nie poruszałem wątku śledztwa prowadzonego przez prokuraturę. Przy tym należy mieć na uwadze, że wspomniane śledztwo zostało umorzone nie dlatego, że nie doszło do popełnienia przestępstwa (BitBay świadczyła usługi bez wymaganej zgody KNF), ale dlatego, że Sylwester Suszek – jak stwierdziła prokuratura – nie działał umyślnie.

Informację, że opłacenie Polish-American Strategic Industries Summit było częścią kampanii lobbingowej wycelowanej w członków administracji Donalda Trumpa, podałem, powołując się na „Gazetę Wyborczą”. Autor artykułu Wojciech Czuchnowski jest wybitnym dziennikarzem śledczym, a jego informacje są zawsze sprawdzone i udokumentowane. Dopóki „GW” nie sprostuje tej informacji jako nieprawdziwej, „Przegląd” nie ma obowiązku tego robić. Przy tym niedorzeczne jest twierdzenie, że firma Zondacrypto nie prowadziła działalności lobbingowej, a sponsorowanie szczytu było podyktowane chęcią reklamowania marki. Po co wydawać pieniądze na reklamę (sponsorowanie imprezy) i jednocześnie zapraszać na nią wysokich urzędników Białego Domu, skoro Zondacrypto nie miała jeszcze licencji na świadczenie usług w USA? Działania reklamowe mogły być prowadzone, ale dopiero po uzyskaniu licencji. A skoro w czasie trwania Polish-American Summit Zondacrypto nie miała licencji, to nie mógł Pan reklamować swojej firmy, a jedynie prowadzić działania lobbingowe.

Twierdzi Pan, że nieprawdziwe jest stwierdzenie, jakoby objęcie Centrum Olimpijskiego sponsoringiem tytularnym przez Zondacrypto stanowiło działanie wymierzone w autorytet św. Jana Pawła II. Każdy, kto wychował się w Polsce, w kręgu kultury chrześcijańskiej (nawet osoba niewierząca), wie doskonale, że Jan Paweł II jest otoczony szczególną czcią, a w 2014 r. został kanonizowany, czyli ogłoszony świętym Kościoła katolickiego. Od tego czasu Jan Paweł II podlega ochronie prawnej jako przedmiot czci religijnej. Zgodnie z art. 196 Kodeksu karnego, „kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch”. Zestawienie świętego Kościoła katolickiego z Zondacrypto (wcześniej BitBay), założoną przez przestępców i która jest wykorzystywana przez przestępców (o czym mówił w Sejmie premier Tusk), wypełnia znamiona przestępstwa obrazy uczuć religijnych. Chyba doszedł Pan do takiego samego wniosku, bo jak podał Onet (18 stycznia 2026 r.), na siedzibie PKOl nie zawiśnie neon, na którym oprócz Jana Pawła II miała się pojawić nazwa Zondacrypto. Zacytuję prezesa Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusza Tajnera, który w rozmowie z Onetem powiedział: „Prezes Piesiewicz, w celu pozyskania sponsora, wszedł w układ z firmą, która nie kojarzy się zbyt etycznie, mając w tle PKOl i Centrum Olimpijskie, budynek, którego prawo do nazwy na trzy lata zostało sprzedane giełdzie kryptowalut, a od dawna patronem Centrum jest przecież Jan Paweł II. Dlatego dodatkowy człon w nazwie Centrum nie wygląda dobrze”.

Nigdy nie twierdziłem, że wyjechał Pan z Polski, gdy „zaczęło się robić gorąco” w związku z zaginięciem Sylwestra Suszka. Natomiast wyjechał Pan z Polski, gdy zaczęło się robić gorąco, gdy BitBay zainteresowali się dziennikarze „Superwizjera” TVN.

Nigdy nie twierdziłem, że przejął Pan majątek Sylwestra Suszka. Tak twierdzi Nicole Suszek, siostra Sylwestra Suszka, co wyraźnie w tekście zaznaczyłem. Nigdy nie twierdziłem, że jest Pan przestępcą. Przestępcą był prezes BitBay Sylwester Suszek, przestępcami byli lub mieli związki ze środowiskiem przestępczym udziałowcy BitBay. Prawdą jest, że Polska jest jedynym krajem w Unii Europejskiej, w którym kryptowaluty są poza kontrolą państwa, a przestępcy i aferzyści mogą liczyć na wsparcie wpływowych polityków (i nie chodzi tylko o Zondacrypto, ale też o inne giełdy kryptowalut). Gdyby tak nie było, prezydent Karol Nawrocki (przy wsparciu PiS) nie zawetowałby ustawy o kryptowalutach. Przy tym prezydent nie potrafił w sposób racjonalny i rzeczowy wyjaśnić, czym się kierował, wetując ustawę. Jest to tym bardziej szokujące, że premier Tusk na zamkniętym posiedzeniu Sejmu ostrzegał posłów, jakie zagrożenia niesie dla bezpieczeństwa państwa niekontrolowany rynek kryptowalut. Według doniesień medialnych premier polskiego rządu wymienił Zondacrypto w kontekście powiazań z rosyjską mafią i mówił, że służby rosyjskie używają kryptowalut do opłacania swojej agentury wpływów oraz aktów dywersji. Nieprzypadkowo na polecenie Prokuratora Krajowego powstał specjalny zespół, którego zadaniem jest koordynacja i monitorowanie spraw przestępczości związanej z funkcjonowaniem rynku kryptowalut, w tym „wykorzystania kryptowalut w procederze prania pieniędzy oraz finansowania terroryzmu, szpiegostwa i przestępczości narkotykowej”.

Niedorzeczne jest twierdzenie, że działalność Zondacrypto jest apolityczna. Wspomniany Polish-American Strategic Industries Summit był wydarzeniem stricte politycznym, pod patronatem upolitycznionej Telewizji Republika, zaangażowanej w brutalną walkę polityczną po stronie PiS i Karola Nawrockiego. Politycznym wydarzeniem była konferencja ogólnoświatowej skrajnej prawicy CPAC (Conservative Political Action Conference) w podrzeszowskiej Jasionce, gdzie sponsorem była Zondacrypto. To właśnie w Jasionce Karol Nawrocki złożył deklarację, że jeśli zostanie prezydentem, nie podpisze rządowej ustawy kontrolującej rynek kryptowalut. Wśród uczestników CPAC było wielu polityków PiS, m.in. urzędujący prezydent Andrzej Duda, były premier Mateusz Morawiecki, były szef MON Mariusz Błaszczak, były minister edukacji Przemysław Czarnek czy Maciej Świrski, przewodniczący KRRiT. Współorganizatorem imprezy była Telewizja Republika.

Na koniec uwaga. Twierdzi Pan, że jest rezydentem Księstwa Monako od ponad pięciu lat, siedziba Zondacrypto znajduje się w Estonii, a jako adres korespondencyjny podał Pan adres (powszechnie dostępny w internecie) swojej kancelarii w Katowicach, zastrzegając ten adres do wiadomości redakcji (podobnie jak adres siedziby spółki w Estonii). Sprostowanie napisał Pan 2 stycznia 2025 r. w Katowicach, czyli na rok przed moim artykułem. Nawet jeśli pomylił się Pan w dacie, nie wiem, jak Pan sporządził sprostowanie, skoro nie było Pana wtedy w Katowicach.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.