Wpisy od Tomasz Jastrun
Zaćma
Rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Ta noc oddaliła się ode mnie jak dawno śniony upiorny sen. Tyle było emocji, a teraz żadnych, chociaż pamiętam zapach tej nocy, gdy krążyłem po mieście, budząc ludzi, zapach mrozu i grozy. I zapach tamtych smutnych świąt. W ramach naprawiania siebie – operacja na zaćmę. Para oczu. Jedyny stres, jaki miałem, to konieczność wczesnego wstania. Sama operacja prawie przyjemna. Tuż przed zabiegiem pytanie, czy jestem na coś uczulony. Mówię,
Serce na dłoni
Jadąc przez zatłoczone miasto, mijam na Woli mur z czerwonej cegły. Jakbym znał to miejsce? Już wiem, za tym murem jest cmentarzyk, gdzie chowaliśmy bliskiego mi kolegę, fotografa Jurka Modraka. Po kilku godzinach, wracając inną trasą, równie niespodziewanie jestem w miejscu, które też nagle rozpoznaję, to szpital św. Zofii, gdzie rodzili się moi Antoś i Franio. A przecież miasto jest wielkie, czy to tylko zbieg okoliczności? Między tymi spotkaniami spotkanie z uczniami w dużym liceum społecznym. Na parterze
Wstaliśmy z kolan i leżymy
Obsesyjnie zajmuję się prezesem, proszę mi wybaczyć, ale to w końcu on nas tak urządził. Niedawno prezes dowiedział się, że Polacy są nieszczęśliwi z powodu służby zdrowia. I gromi lekarzy. Jakby PiS nie reformowało służby zdrowia i jej nie zaszkodziło. Podobnie jak sądom (mam jakąś sprawę sądową, cud, jeśli dożyję jej końca). Prezes atakuje lekarzy, że są chciwi na pieniądze, a bycie lekarzem to przecież misja. Jak zwykle, gdy coś mu się nie podoba, grozi paluszkiem i słowami: „coś z tym trzeba zrobić”.
Koń trojański
Niemcy niespodziewanie zaproponowały Polsce podarek w postaci baterii patriotów, które broniłyby wschodnich granic naszego kraju. Zaskoczony minister obrony Mariusz Błaszczak, zapewne niewyspany, bez konsultacji z prezesem o dziewiątej rano napisał na Twitterze: „Z satysfakcją przyjąłem propozycję niemieckiej minister obrony dot. rozmieszczenia w naszym kraju dodatkowych wyrzutni rakiet Patriot. Podczas dzisiejszej rozmowy telefonicznej ze stroną niemiecką zaproponuję, by system stacjonował przy granicy z Ukrainą”. Musiał jednak szybko prezent zwrócić na polecenie
Mowa ognia
Jadę pociągiem do Szczecina, ponad sześć godzin, na powrót aż siedem. Mówi się, że coś się robi dla zabicia czasu, ale ja nie chcę zabijać tych godzin, są bardzo żywe i z przyjemnością czytam trzeci, więc ostatni potężny tom „Dziennika” poety Jana Lechonia. Już zupełnie przesiąkłem tym Lechoniem, a „Dziennik” coraz bardziej mi się podoba, choć przy pierwszym czytaniu przed laty wydawał się nudny i mdły. Warto być podejrzliwym wobec dawnych swoich sądów. Trochę za mało
Aluzje powracają
Czytam dzienniki Jana Lechonia. Lata 50., w roku 1956 popełni samobójstwo, skacząc z okna hotelu Hudson. Wybitny poeta, smutny emigrant, mieszka w Nowym Jorku. Jest konserwatywny, ale nie endecki, jak najbardziej piłsudczyk. W sierpniu 1951 r. napisał aktualne dzisiaj słowa: „Coraz bardziej drażni mnie katolicyzm bez praktyk, nawet bez modlitwy pewnej sfery Polaków. W nim kulminuje niechlujstwo duchowe tych ludzi, którzy właściwie stanowili większość narodu. Polak, którego wiara ograniczała się do tego, że jak
Zepsuty cud
Wybory w Izraelu wygrał Netanjahu, fanatyk i nawiedzony cynik, więc izraelski Kaczyński, w przymierzu ze skrajną prawicą będzie tworzył rząd. Carolina z Jerozolimy pisze do mnie, komentując sytuację jednym zdaniem: „Gorzej być nie może”. Grzegorz, mój kolega z klasy, teraz żyje w Aszkelonie, ocenia: „Będzie nami rządzić banda fanatyków. Ich nienawiść do Arabów popierają cytatami z Talmudu. My, liberalni ateiści, jesteśmy ich wrogiem. Endecja. Ohyda. Demografia jest przeciwko nam. Będzie coraz gorzej”. Odpisuję:
Kruszenie pomnika
Czytam dzienniki poety Jana Lechonia, już niegdyś czytane, zupełnie niepamiętane. Zostało tylko wrażenie, że są mdłe, a teraz mi się podobają. Wojna zastała poetę w Paryżu, gdzie był dyplomatą, zamieszkał potem w Nowym Jorku. Smutek emigracji. Smutek impotencji twórczej. Obserwuje z dala ze zgrozą, jak stalinizm zagarnia Polskę, a jego przyjaciele, choćby Słonimski, Tuwim, Iwaszkiewicz, popadają w obłęd. Lechoń był gejem, co nie ułatwiało mu życia. Dzisiaj w Nowym Jorku czułby się pod tym względem o wiele
A kamienicy szkoda
Miasto chce zabrać związkom literatów i Polskiemu PEN Clubowi ich piękny dom. Kamienica Johna stoi nieopodal placu Zamkowego, nad schodami ruchomymi i nad Trasą W-Z. Wzniesiona z ruin po wojnie, od razu przeznaczona została na siedzibę pisarzy. Były tam też mieszkania dla pisarzy, w jednym z nich mieszkała Zofia Nałkowska. A także pisarz Krzyś Gruszczyński, z jego synem Olkiem przyjaźniłem się w młodości; teraz jest operatorem filmowym w Hollywood, z nim nadal jestem blisko, chociaż
Kod architektury
Mój tata był poetą wybitnym, mama dobrą poetką, ja też piszę wiersze. Ta rodzinność poezji to jakaś osobliwość, rzecz niemal wstydliwa. Skorzystałem z tej osobliwości i zaproponowałem zaprzyjaźnionemu wydawnictwu Czarna Owca, by wydać wybór wierszy ojca, mamy i moich, trzy bloki w jednej książce; wiersze są wybrane pod kątem rodzinnym, plus fotografie. Książka „Album rodzinny” właśnie się ukazała. Cieszę się, że przypomnę rodziców. Zostali za szybko zapomniani. Ale to prawo entropii dotyczy wszystkiego, świat stałby się







