Wpisy od Tomasz Jastrun
Na progu
Czytam przedostatni tom dzienników Sándora Máraiego. Ma 69 lat, a już czuje się stary. Stary nie na żarty. A jak jest ze mną? Też mam 69 lat. Czuję się chyba mniej stary niż Márai. Ale jestem na progu, chyba już po drugiej jego stronie. Mój ojciec miał niewiele ponad 30 lat, gdy pisał z ubolewaniem „w moim wieku”. W XIX w. już 50-latek uchodził za starego człowieka. Rozumiem Máraiego, gdy pisze: „W starości jest jakiś
Uczeń Spinozy
Ukazała się moja książka, najgrubsza z dotychczasowych, zatytułowana „Mimo wszystko” – 800 stron. Mam żal do takich książek, patrzę na nie jak na ładne kobiety, które się zaniedbały i roztyły. Tu patrzę tak jakby na siebie. To zbiór felietonów drukowanych w tygodniku „Newsweek” w latach 2007-2012. Zdałem się na redaktorkę i do nich nie zajrzałem, gdy książka była szykowana do druku. Czułem coś w rodzaju niechęci do tych tekstów, lęk, że przez ten czas się zepsuły. Teraz z obawą zaglądam do środka. I niespodziewanie wciąga
Niepodanie ręki
Jurek Pilch nie żyje. To było jakieś wyjście z pułapki postępującego parkinsona, który go dręczył i upokarzał. Nikt mnie nie wykpił jak on w felietonie przed laty, to było chamskie, tak myślałem. Nie byłem tu oryginalny, ci, z których kpiłem w swoich felietonach, myśleli o mnie: „Co za bydlę!”. Najbardziej mnie chyba wkurzyło, że w finale napisał, że nie potrafię pisać. Przecież to nonsens, prawda? Spotkaliśmy się potem, po raz pierwszy w życiu, w szatni – graliśmy w piłkę nożną z redakcją „Polityki”. „Gniewamy się?”, zapytał z obawą. Wahałem się:
Róże i groby
Coraz bardziej lubię kwiaty i nasz ogród. Kiedyś kwiaty wydawały mi się zbyt piękne, uciekałem od nich, traciłem oddech, dławiła mnie ich uroda, szczególnie róż. Przypomina mi się zabawny wiersz Tuwima „Róża”. Przypatrując się jej kształtom, Barwie, płatkom, pączkom, listkom, Nawet cierniom – myślę: gwałtu! Jakież to prześliczne wszystko! Jakież to bez skazy wszystko! Jaka w niej perfekcja sroga, Różo, różo, formalistko! Różo, różo, bój się Boga! Pandemia
Wojna nadal się tli
Afera w Trójce już do dna wykomentowana. Cieszy mnie skala oburzenia. Ale żadnych zdziwień. Został uruchomiony mechanizm typowy dla każdego totalitaryzmu, tu on częściowy, bo tylko w mediach rządowych, jednak z naturalną tendencją, by zakazić wszystko wokół. Nie dziwi, ale porusza, jak łatwo, jak szybko podlą się ludzie. Za poprzedniego PiS – wtedy nie było bojkotu mediów publicznych – Krzysztof Czabański, ówczesny szef radia, a teraz wielka medialna figura, zaproponował mi stałą audycję w Programie I. Odebrano
Świetna pamięć prezesa
Żona tłucze zabytkową karafkę z wiśniową nalewką, ta nalewka też miała wiele lat, bo u nas alkoholu prawie się nie pije. Pamiętam dłoń mamy – miała piękne dłonie – jak z tej karafki nalewa domowej roboty nalewkę z tarniny do kieliszka Zbyszka Herberta, a Kasia, żona poety, patrzy na to z wielkim niepokojem. Herbert był uzależniony od alkoholu. Te małe kieliszki stoją w szafce całe i zdrowe. Tak odchodzą w przeszłość przedmioty, zostają jeszcze przez chwilę wspomnienia. Nie mam do żony żalu,
Trzy plagi
Jadę na rowerze do Lidla. Pustą ulicą sunie samochód policyjny, przez megafon orwellowskim głosem ostrzega, że czas zarazy, nie wychodzić z domu. Wieje grozą. Zamknięte restauracje i sklepy, drzewa puściły pąki, ale wiosna nie ma takiego zapachu jak zwykle. Wiatr porywa białe i niebieskie plastikowe rękawiczki. Idzie bezdomny w strasznym stanie, ma jednak maseczkę, ona też w strasznym stanie. Już w sklepie uderza mnie dziwność, kupujący poruszają się jak na zwolnionym filmie. I nagle widzę, że wszystkim, dosłownie
Czy leci z nami pilot?
Dzisiaj w naszym ogrodzie obserwowałem, jak synogarlica z pobliskiego drzewa obrywała suche gałązki i fruwała z nimi, by budować gniazdo. Krążyła wytrwale tam i z powrotem. Robiła to w milczeniu, jakże jednak było ono wymowne. I po raz pierwszy od czasów dzieciństwa pomyślałem, że może jednak Bóg istnieje. W dzieciństwie był on cielesny, więc naiwny, teraz poczułem istnienie rozumnej kosmicznej siły. Ale to była tylko chwila. Ptak już się nie pojawił, pewnie skończył budować gniazdo, i mój Bóg też odleciał. Ale nawet gdybym uwierzył,
Krajobraz po bitwie
Już legalnie jadę leśną ścieżką na rowerze. Kolejka przed pocztą. To czas zarezerwowany dla seniorów. Jakaś kobieta pyta mnie podejrzliwie, czy mam 65 lat. Traktuję to jako komplement, by nagle uświadomić sobie, że jestem w maseczce, w ciemnych okularach i w czapce. Całą twarz mam zakrytą, nawet broda mi nie wystaje, więc jestem bez wieku, mogę być nawet nastolatkiem. Maskę mam zresztą specyficzną. Odkryłem, że majtki, koniecznie bokserki, znakomicie się do tego nadają. Naciągam na głowę i wyglądam naprawdę
Bal maskowy
Rowerem do sklepów, ścieżką przez las, co jest nielegalne, co z kolei jest surrealistyczne. W takim lesie głośniej śpiewają ptaki. A potem puste ulice, puste sklepy, wiatr podrywa do lotu jednorazowe rękawiczki wymiecione z kosza na śmieci. Fruną koślawo jak chore ptaki, po czym siadają niezgrabnie na pustej jezdni. Przed pierwszą w nocy jadę do Lidla. Czynny teraz przez całą noc. Mimo późnej godziny kolejka przed sklepem, zgodnie z nakazem bardzo rozciągnięta. Wszyscy w maseczkach i w rękawiczkach. Ludzi dzielą dwa







