W Waffen SS ślubowano wierność wyłącznie Hitlerowi, a nie państwu lub konstytucji Spóźniona o 60 lat spowiedź najpopularniejszego w Polsce pisarza niemieckiego, Güntera Grassa, że jako 16-latek już u schyłku III Rzeszy wstąpił ochotniczo do elitarnej jednostki Waffen SS, odbiła się w Polsce nie mniej głośnym echem medialnym niż w Niemczech. Mass media poprzestawały jednak na określeniu „zbrodnicza formacja”. Dla młodego i średniego pokolenia to trochę za mało, by zorientować się, dlaczego trafił on do Waffen SS i dlaczego dzisiaj zaszokowało to wielu. Waffen SS była siłą zbrojną olbrzymiego imperium władzy i wpływów, przenikającego wszystkie dziedziny życia politycznego, społecznego, gospodarczego i oczywiście także wojskowego. Całość tego imperium firmował znak SS. Przywódca Heinrich Himmler, szef całego aparatu bezpieczeństwa, w tym kilku rodzajów policji i gestapo, schwytany po wojnie przez Anglików połknął truciznę, unikając odpowiedzialności przed trybunałem norymberskim. Pierwsza jednostka SS (Schutzstaffel – sztafeta, drużyna ochronna) zrodziła się z potrzeby chronienia Hitlera podczas jego występów publicznych. Waffen SS pęczniała na gruncie nieufności Hitlera do Wehrmachtu, ściślej do jego generalicji. Do führera przenikały bowiem sygnały o krytycznym stosunku generałów do niektórych jego decyzji wojskowych. Waffen SS zaś oddana mu była bezgranicznie, wręcz fanatycznie. Aplikowano jej nieporównanie więcej indoktrynacji aniżeli jednostkom Wehrmachtu. Jej członkowie ślubowali wierność wyłącznie Hitlerowi, nie np. państwu lub konstytucji, które były wówczas pojęciami dość abstrakcyjnymi. Przysięgę wierności jednostki Waffen SS składały 20 kwietnia, w dniu urodzin Hitlera. Gotowość oddania życia za przywódcę traktowano jako coś oczywistego, niepodlegającego najmniejszym zwątpieniom. Kwintesencją przysięgi na Hitlera było: „Mój honor to wierność”. Od Wehrmachtu Waffen SS odróżniała się także bezprzykładnym, nieraz wręcz samobójczym bohaterstwem. Członkowie Waffen SS sami zresztą chętnie nazywali siebie „bojownikami, a nie żołnierzami”, by i w ten sposób podkreślić, że są dzielniejsi, odważniejsi niż Wehrmacht. Waffen SS patrzyła na Wehrmacht krzywo także dlatego, że uważano, iż naczelne dowództwo Wehrmachtu, któremu Waffen SS operacyjnie podlegała, kierowało jednostki SS na najbardziej zagrożone, niebezpieczne odcinki walki. Konflikty między Waffen SS a Wehrmachtem dochodziły chwilami do takiego zaostrzenia, że dowództwo Wehrmachtu (gdy wpływy Himmlera nie sięgały jeszcze tak wysoko) wręcz odmawiało uznawania służby w SS jako służby wojskowej, żołnierskiej. Pod koniec 1944 r. Waffen SS liczyła ponad 900 tys. żołnierzy. Jednostki te walczyły na wszystkich frontach, szczególnie na Wschodzie. W rywalizacji z Wehrmachtem Waffen SS nigdy i nigdzie nie była w stanie przejąć steru wojny, bo stanowiła jedynie dziesiątą część Wehrmachtu. Górowała jednak fanatyzmem walki. Początkowo uzbrojona i wyposażona w sprzęt wojskowy raczej skromnie, z czasem jako szczególnie sprawna i ofiarna jednostka zbrojna korzystała z najnowocześniejszych zdobyczy techniki wojskowej. Dywizje pancerne SS były uprzywilejowane w dostawach najnowszych czołgów. Niemców spełniających ustalone kryteria i chętnych do służby w Waffen SS nie musiało być jednak zbyt wielu, skoro na 38 dywizji SS aż połowę stanowiły jednostki złożone z… obcokrajowców, ochotników z terenów zajętych przez Rzeszę. Powstały więc dywizje ukraińska, estońska (dwie), łotewska (dwie), chorwacka (dwie), holenderska (dwie), węgierska (dwie), rosyjska, białoruska, flamandzka i francuska. Najwięcej ochotników zgłosiło się w Holandii. Amsterdamski Instytut Dokumentacji Wojennych wymienia liczbę 30 tys. Byli holenderscy członkowie Waffen SS mówią o 35-40 tys. Jak na małą Holandię była to liczba zdumiewająca. Po wojnie dociekano tam przyczyn takiego zafascynowania III Rzeszą. Faktem jest, że na polu chwały III Rzeszy zginęło więcej żołnierzy holenderskich (7 tys.) niż Holendrów walczących po stronie aliantów. Ochotników obcokrajowców werbowano najpierw w krajach nordyckich, rozumując, że ludność ta jest najbliższa rasie germańskiej. Kiedy jednak ubywało sukcesów, a przybywało klęsk, kryteria rasowe szły w zapomnienie. Ignorowano także inne. Aczkolwiek Waffen SS, jak zresztą cała SS, była bezkompromisowo zaprogramowana ateistycznie, żołnierzom jednostek z krajów o silnych korzeniach wiary pozwalano na praktyki religijne. Sprzymierzeńców poza granicami Rzeszy szukało niezmordowanie dowództwo SS. Kiedy w 1943 r. rząd włoski skapitulował przed aliantami,
Tagi:
Eugeniusz Guz







