Ból głowy Brytyjczyków

Ból głowy Brytyjczyków

Europa jest dominem?

Jeżeli jednak domino by ruszyło – pisze wielu komentatorów – mogłoby się nie skończyć na samej Wielkiej Brytanii. Część regionów w Europie czeka na okazję zyskania niepodległości. Najważniejszy to hiszpańska Katalonia, która prze do referendum i mogłaby wykorzystać zmianę klimatu w europejskiej polityce, by wreszcie je przeforsować.

Groźniejsze byłoby jednak domino, które dotyczyłoby obecności krajów w samej Unii. Sondaże pokazują, że własnego referendum chciałoby 58%Włochów oraz 56% Francuzów.

Na razie prognozy są niepewne, ale nie oznacza to braku poważnych zagrożeń. Co ciekawe, za jedno z nich uchodzi Polska oraz blok polityczny, który Kaczyński próbuje tworzyć z Orbánem. „Rządzący Berlinem spekulowali, że jeżeli Wielka Brytania będzie wystarczająco głupia, by wyjść z Unii Europejskiej, to Polska zastąpi ją jako ważny partner”, pisał jakiś czas temu Philip Stephens, szef komentatorów politycznych „Financial Times”, i wyliczał, że ważny członek NATO, będący jednocześnie szóstą największą gospodarką Europy, byłby idealnym kandydatem na jeden z filarów wspólnoty.

Byłby, bo dziś pojawiają się raczej obawy, że jeżeli do Brexitu dojdzie, to brak solidarności Polski i Węgier wobec wyzwań, przed którymi staje kontynent, może dobić Unię w jej obecnym kształcie. „W tym wszystkim jest pewna ironia, której nie dostrzegają liderzy tacy jak Orbán i Kaczyński. Kiedy oni kierują się przeciw przybyszom z zewnątrz, nieco dalej na zachód są tacy, którzy zadają pytania o to, czy poszerzenie Unii Europejskiej było dobrym pomysłem. Nie trzeba długo szukać, by odnaleźć nostalgię za starym rdzeniem Europy, który składa się z kilku myślących podobnie demokracji. A imigrantami, których skrajna prawica demonizuje w Wielkiej Brytanii, są nie Syryjczycy, ale Rumuni, Bułgarzy i, tak, Polacy oraz Węgrzy”, pisał Stephens.

Może więc okazja do reformy wspólnoty skończy się czymś, o czym nie tak dawno mówiono „Europa dwóch prędkości” i czego wówczas udało się nam uniknąć.

Scenariuszy jest oczywiście więcej, a wszystkie – może z wyjątkiem doli imigrantów – są przede wszystkim intelektualną zabawą. W przypadku każdego z nich wystarczy niewielka zmiana okoliczności, a nawet jedna decyzja, by odwrócić wynik. Kiedy think tank Open Europe próbował policzyć możliwy wpływ Brexitu na gospodarkę Wielkiej Brytanii, wyszło mu, że w najgorszym scenariuszu w 2030 r. PKB tego kraju będzie niższy o 2,2%, a w najlepszym o 1,6% wyższy. Różnica wynika z tego, że nie wiadomo, jakie warunki Anglicy wynegocjują w umowach międzynarodowych, które będą musieli zawrzeć.

By którykolwiek scenariusz miał szansę na realizację, Brytyjczycy musieliby 23 czerwca powiedzieć Unii Europejskiej „nie”. Tymczasem i tutaj na dwoje babka wróżyła.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 25/2016

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy