Ból głowy Brytyjczyków

Ból głowy Brytyjczyków

Niepewna przyszłość po niepewnym Brexicie

Niektórzy mówią, że Brexit może zmienić wszystko. Największe obawy dotyczą tego, że zadziała efekt domina i nikt nie wie, dokąd to doprowadzi. Inni wskazują, że wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej będzie przede wszystkim problemem Brytyjczyków oraz imigrantów – przyszłych i obecnych. Nie wiadomo zresztą, czy do Brexitu dojdzie i jaki może być jego efekt. Scenariuszy jest wiele, ale na razie należy je traktować jak political fiction. Jednak, po pierwsze, to bardzo ciekawa political fiction, a po drugie – to ona wyznaczy ścieżki rozwoju kraju. O ile do Brexitu dojdzie.

Australijski model imigracji

Wygląda na to, że największymi przegranymi referendum mogą być Polacy, Rumuni oraz Bułgarzy. Nie ci, którzy już na Wyspach żyją – choć ich sytuacja także się pogorszy – ale ci, którzy planowali emigrację albo krążą między krajem i Wyspami. Mówimy o Polakach, Rumunach i Bułgarach, bo z ich krajów przybywa do Anglii najwięcej ludzi, a pierwsza do zmiany jest polityka wobec europejskich imigrantów.

Na początku czerwca orędownicy Brexitu, Boris Johnson, Michael Gove i minister zatrudnienia Priti Patel, wraz z innymi politykami ogłosili manifest przyszłej polityki imigracyjnej. „Do czasu kolejnych wyborów stworzymy oparty na punktach system imigracyjny w stylu australijskim. Skończy się automatyczne prawo obywateli krajów Unii Europejskiej do życia i pracy w Zjednoczonym Królestwie. Tak jak skończy się kontrola Unii nad żywotnymi aspektami naszego systemu opieki społecznej”, czytamy.

Nie oznacza to oczywiście końca imigracji na Wyspy. Anglia jest od niej zależna na wielu poziomach i bez napływu świeżej krwi nie byłaby w stanie funkcjonować na obecnych obrotach. Konserwatyści to wiedzą, a ich związki z biznesem powodują, że są ostatnimi, którzy chcieliby z tym coś zrobić. Dlatego jednocześnie zapowiadają ograniczenie imigracji i go nie zapowiadają. Jak to możliwe? „Szukający możliwości wjazdu do kraju, by się tu uczyć lub studiować, powinni być dopuszczani na podstawie swoich umiejętności, bez dyskryminacji ze względu na narodowość”, napisali.

Oznacza to tyle, że skończą się preferencje dla obywateli krajów unijnych. W konsekwencji wiele osób, które teraz mogłyby emigrować z Polski i Rumunii – ludzi z niskimi kwalifikacjami i bez znajomości języka (zapowiedziano obowiązkowe testy) – nie będzie mogło wjechać na Wyspy. Brytyjczycy zamiast nich poszukają ludzi poza Europą, przede wszystkim na subkontynencie indyjskim, i stamtąd ściągną pracowników. Zresztą Hindusi od dawna są stałym elementem brytyjskiej mozaiki.

Zmiany dotkną też najprawdopodobniej imigrantów z krajów unijnych, którzy już mieszkają na Wyspach, ale nie dorobili się jeszcze lub nie chcieli mieć brytyjskiego obywatelstwa. Johnson, Gove i Patel mówią, że Brexit skończy z kontrolą UE nad systemem opieki społecznej. Dziś każdy obywatel kraju członkowskiego Unii, który mieszka i pracuje w Wielkiej Brytanii, automatycznie otrzymuje równe miejscowym prawa do korzystania z usług publicznych, opieki zdrowotnej i społecznej. Wynika to z zasady wolnego przepływu ludzi, która jest fundamentem Wspólnoty, a gwarantem tego prawa jest Bruksela. Jeżeli ona straci wpływ na Londyn, może być różnie.

Różnie, czyli sprawy mogą pozostać bez zmian. Przynajmniej dla tych, którzy mieszkają tam od dłuższego czasu. Ale mogą też zostać wprowadzone reformy, które mocno ograniczą dostęp do uprawnień dziś uważanych za oczywiste. Wystarczy wprowadzić barierę narodowości.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 25/2016

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy