Eksporterzy wypadków

Eksporterzy wypadków

Polscy kierowcy w 2015 r. za granicą spowodowali prawie 52 tys. wypadków i kolizji 

W lipcu 2015 r. polski bus uderzył w ciężarówkę w Neukirchen-Vluyn pod Düsseldorfem. Dwie osoby zginęły, siedem zostało ciężko rannych. We wrześniu, również w Niemczech, na autostradzie A4 zginął na miejscu polski kierowca, który najechał na tył ciężarówki stojącej w korku. W sierpniu polska ciężarówka wypadła z niebezpiecznego zakrętu w Norwegii, przewróciła się na dach i wpadła na drzewa. Mężczyzna zginął na miejscu, kobieta trafiła do szpitala.

Miara umiejętności

W zeszłym roku polscy kierowcy spowodowali na zagranicznych drogach prawie 52 tys. wypadków i kolizji. Tysiąc co tydzień. O ponad 5 tys. więcej niż rok wcześniej. Najwięcej – prawie 25 tys. – w Niemczech. W Wielkiej Brytanii ponad 4,8 tys. wypadków, we Francji – 4 tys., we Włoszech – 3,5 tys., w Holandii – 3 tys. Od kilku lat tendencja wzrostowa się utrzymuje i nic nie wskazuje na to, że trend się odwróci.

Zdaniem Mariusza Wichtowskiego, prezesa zarządu Polskiego Biura Ubezpieczycieli Komunikacyjnych, które opublikowało dane, to efekt ożywionej wymiany handlowej i ruchu turystycznego, a także rosnącej emigracji zarobkowej.

Jako przyczynę wypadków prezes PBUK wskazuje poczucie bezkarności, brawurę i brak umiejętności. – Liczba wypadków spowodowanych przez polskich kierowców za granicą w pewnym sensie stanowi miarę ich umiejętności. Jak widać, są coraz gorzej przygotowani do prowadzenia pojazdów i stanowią coraz większe zagrożenie na zagranicznych drogach.

Przes PBUK zwraca uwagę na konkretne zachowania, które przeniesione za granicę mogą być niebezpieczne. – Próby „przeskoczenia” świateł w ostatnim momencie, a także gwałtowne hamowanie wielokrotnie już bywały przyczyną groźnych wypadków. Dodatkowo z naszego podwórka doskonale znamy „slalom” w celu wyprzedzenia jak największej liczby pojazdów. Zagraniczni kierowcy nie są do takich manewrów przyzwyczajeni.

Janusz Popiel, prezes Stowarzyszenia Pomocy Poszkodowanym w Wypadkach i Kolizjach Drogowych „Alter Ego” również mówi o niebezpiecznym przenoszeniu polskich zwyczajów prowadzenia samochodu na zagraniczne drogi. – Kiedy Polak jedzie, to myśli, że cała droga należy do niego, i nie zdaje sobie sprawy, że inni kierowcy mogą popełnić jakieś błędy. A przy dużych prędkościach brawura, wymuszanie pierwszeństwa i nadmierna pewność na drodze mogą się skończyć tragicznie. Do tego dochodzi prowadzenie po alkoholu.

Jedną z częstych przyczyn wypadków może być zmęczenie, zwłaszcza kierowców ciężarówek, od których pracodawcy wymagają szybkiego dostarczania towarów. „Teraz jeżdżę tylko nocami. Niby człowiek przygotuje się do trasy, pośpi w dzień, ale nie zawsze to pomaga. Przychodzi kryzys i powieki trzaskają jak klapa od stara. Mikrodrzemka 2-3 sekundy wystarczy, aby przy odrobinie szczęścia obudzić się na przeciwległym pasie”, pisze kierowca o nicku „ziomalsky” na forum e-transport.pl. Inny kierowca dodaje: „Jestem w stanie zrobić ok. 1,2 tys. km, ale to już jazda zombie, kawa i zmiana temperatury nie pomagają. Jutro czeka mnie 900 km, a wtedy włącza się kryzys”.

W kraju i za granicą

Czy więc Polacy rzeczywiście są słabo przygotowani do prowadzenia auta, czy tylko nie radzą sobie za granicą? Statystyki Komendy Głównej Policji pokazują, że w 2015 r. doszło w Polsce do prawie 33 tys. wypadków. Gdyby tę liczbę porównać do statystyk prowadzonych przez PBUK, możemy błędnie dojść do wniosku, że polscy kierowcy na zagranicznych drogach powodują więcej wypadków niż w kraju. Jak wyjaśnia rzecznik PBUK, Mikołaj Skorupski, obie wartości są nieporównywalne, gdyż dotyczą innej kategorii zdarzeń. – Według statystyk policyjnych, w Polsce mamy 33 tys. wypadków i 362 tys. kolizji, czyli ok. 400 tys. zdarzeń. Liczba podawana przez PBUK dotyczy nie tylko wypadków, ale wypadków i kolizji łącznie. Jeśli chcemy porównywać te statystyki, powinniśmy 52 tys. zdarzeń za granicą zestawić z 400 tys. zdarzeń w Polsce – tłumaczy Skorupski.

Nie wszystkie zdarzenia, które powodują polscy kierowcy, są poważne. – Często do kolizji dochodzi w czasie manewrowania zestawami ciężarowymi na placu załadunku i rozładunku – tłumaczy rzecznik PZU Agnieszka Rosa. – Skutki to np. uszkodzenia ramp rozładunkowych czy bram wjazdowych, spowodowane brakiem znajomości zasad organizacji ruchu w danym miejscu, w tym świateł i znaków.

Bez OC

Pocieszające jest to, że w 2015 r. o prawie 22% w stosunku do roku poprzedniego zmniejszyła się liczba wypadków i kolizji spowodowanych przez kierowców nieposiadających ważnego OC, czyli takich, którzy sami będą musieli zapłacić za skutki zdarzenia. Ofiara takiego wypadku otrzymuje odszkodowanie od PBUK, a biuro następnie występuje do sprawcy o zwrot wypłaconej sumy.

Podróżując do państw członkowskich Unii Europejskiej, a także m.in. Norwegii i Szwajcarii, polscy kierowcy nie muszą posiadać dodatkowych dokumentów potwierdzających zawartą w kraju polisę OC. W krajach nienależących do Porozumienia Wielostronnego, jak np. Ukraina, Rosja, Macedonia, Bośnia i Hercegowina, wymagana jest tzw. Zielona Karta. Kierowcy zazwyczaj pamiętają o jej posiadaniu, co potwierdza rzecznik największego polskiego ubezpieczyciela, PZU. – W przeciwnym razie zazwyczaj tuż przed przekroczeniem granicy istnieje możliwość zawarcia w ostatniej chwili ubezpieczenia Zielonej Karty. Służby graniczne kontrolują, czy kierowcy dysponują ważnym dokumentem. Jeśli Zielonej Karty nie mają, nie będą mogli przekroczyć granicy – wyjaśnia.

Paweł Ptaszyński, dyrektor Centrum Likwidacji Szkód Zagranicznych Towarzystwa Ubezpieczeń i Reasekuracji „Warta” dodaje: – Jeśli jednak kierowcy bez Zielonej Karty uda się wjechać, a będzie sprawcą wypadku – musi się liczyć z tym, że będzie musiał pokryć wszystkie koszty, jakie poniesie poszkodowany w związku z wypadkiem lub kolizją. Mogą one wynieść nawet kilkaset tysięcy złotych.

Wydanie: 34/2016

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy