Kryzys w Wenezueli

Kryzys w Wenezueli

Papież Franciszek rzuca koło ratunkowe prezydentowi i dzieli opozycję

Abp Claudio María Celli, wysłannik Watykanu, był bardzo zadowolony z pierwszej rundy rozpoczętych 30 października rozmów między rządem Wenezueli a opozycją, w których mediatorami są Stolica Apostolska i Unia Narodów Południowoamerykańskich (UNASUR). Duchowny wezwał do ustępstw, by nie doprowadzić do fiaska kolejnej próby rozwiązania konfliktu. „Jesteśmy na początku drogi, dlatego proszę was w imieniu papieża Franciszka o ustępstwa i gesty, które pozwoliłyby uwiarygodnić stanowiska obu stron”, oświadczył Celli, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Środków Społecznego Przekazu.

Mało jest jednak polityków podzielających optymizm arcybiskupa. Rzecznik amerykańskiego Departamentu Stanu John Kirby uzasadniał przyjazd do Caracas zastępcy sekretarza stanu ds. politycznych Thomasa Shannona słowami: „Chcemy zachęcić do kontynuowania dialogu”.
Henrique Capriles Radonski z Primero Justicia, były kandydat w wyborach prezydenckich i czołowy działacz opozycji, jednoznacznie stwierdził: „Nie wierzę Madurowi nawet wtedy, kiedy mówi dzień dobry. Te diabły zdolne są do wszystkiego. Mam natomiast zaufanie do papieża”. Sekretarz wykonawczy zrzeszającej 14 organizacji opozycyjnych Mesa de la Unidad Democrática (MUD), Jesús Torrealba, uważa, że dalszy dialog zależeć będzie od konkretnych gestów rządu. Strona rządowa zwolniła z więzienia sześciu działaczy opozycyjnych, w tym dwóch doradców politycznych MUD zatrzymanych za „ranienie morale sił zbrojnych”. Natomiast opozycja odłożyła zamiar odsunięcia Madura od władzy pod zarzutem porzucenia urzędu i doprowadzenia do katastrofy gospodarczej kraju. A jeszcze kilkanaście dni temu Maduro groził więzieniem deputowanym, którzy głosowaliby za pozbawieniem go prezydentury.

W więzieniach nadal przebywają czołowi działacze opozycji: Leopoldo López z Voluntad Popular, były burmistrz Caracas Antonio Ledezma i były gubernator stanu Táchira Daniel Ceballos. Opozycja twierdzi, że nadal uwięzionych jest ok. 2,5 tys. jej działaczy, a tylko 150 było dotąd sądzonych. Wielu przebywa w więzieniu Boliwariańskiej Służby Wywiadu (SEBIN) razem z handlarzami narkotyków i mordercami.
W czasie ostatniej, październikowej, manifestacji opozycji protestujący nie zaatakowali żadnej siedziby rządowej. Mimo to i mimo konstytucyjnego prawa do manifestacji, w wyniku akcji sił porządkowych 120 osób zostało rannych, a 147 zatrzymano.

W czwartek, 3 listopada, celem manifestantów miała być siedziba rządu, Palacio de Miraflores, chociaż demonstracje w otoczeniu pałacu uznanego za „strefę bezpieczeństwa” zostały zakazane dekretem Chaveza z 2002 r. Ministerstwo Obrony wydało 27 stycznia 2015 r. rozporządzenie, które przewiduje, że w razie „śmiertelnego ryzyka” funkcjonariusz jest upoważniony do użycia przeciwko manifestantom ostrych nabojów. Mimo różnych obostrzeń Observatorio Venezolano de Conflictividad Social (OVCS) odnotowało tylko we wrześniu 2016 r. co najmniej 543 protesty, czyli 18 dziennie w całym kraju. Zgodnie z danymi OVCS główne powody manifestacji to: braki w zaopatrzeniu rynku w artykuły żywnościowe (118), braki w podstawowych usługach, np. medycznych (110), prawa polityczne (106), gwarancje bezpieczeństwa obywatelskiego i prawa do wolności (101). Co prowadzi do wniosku, że gabinet Nicolasa Madura jest najbardziej represyjnym rządem w Wenezueli w jej demokratycznej historii, od 1958 r. Drugim wnioskiem jest to, że bez manifestacji do rozmów rządu z opozycją by nie doszło. Koordynator Voluntad Popular, Freddy Gue­vara stanowczo stwierdził: „Dialog z rządem jest możliwy tylko przy całkowitej mobilizacji narodu”.
W historii Wenezueli było wiele przykładów manifestacji, które doprowadziły do zmian ustrojowych lub systemowych, łącznie z uzyskaniem niepodległości w 1810 r. Strajk generalny w 1928 r. zmusił dyktatora Vicente Gomeza do zwolnienia uwięzionych studentów. Protesty w 1958 r. doprowadziły do upadku dyktatora Pereza Jimeneza.

Tymczasem Maduro nie zamierza ustępować mimo porażki w wyborach parlamentarnych z 2015 r. i utraty poparcia 80% Wenezuelczyków. 31 mln obywateli brakuje podstawowych środków spożywczych, lekarstw i energii elektrycznej. Inflacja sięga 600%. Rząd wykorzystuje demokrację do umacniania władzy dyktatorskiej. Ustrojowa zasada trójpodziału władzy, niezależności sądów i prokuratury przestała istnieć. Human Rights Watch jest zdania, że w Wenezueli doszło już do katastrofy humanitarnej. Nawet umiarkowane sektory społeczne uważają, że torpedowanie przez rząd przygotowań do referendum w sprawie odwołania prezydenta odsłoniło prawdziwe oblicze wenezuelskiej demokracji. W tym najtrudniejszym dla Nicolasa Madura momencie papież rzuca mu koło ratunkowe.

W sierpniu Watykan potwierdził gotowość pośrednictwa w negocjacjach. Papieski sekretarz stanu kard. Pietro Parolín zapewnił w piśmie do sekretarza generalnego UNASUR Ernesta Sampera, że Kościół katolicki chce uczestniczyć w rozwiązaniu kryzysu i zwraca się do stron o formalne zaproszenie do dialogu. Czy podejmując taką decyzję, Franciszek zdawał sobie sprawę, w co się pakuje? Owszem, jego sukcesem był zapoczątkowany proces normalizacji stosunków między Kubą i Stanami Zjednoczonymi, ale operację poprzedziła taktyczna zgoda na normalizację, utrzymywana do końca w tajemnicy. Nawet samo ogłoszenie gotowości Stolicy Apostolskiej do mediacji było na rękę wenezuelskiemu rządowi, bo opozycja nie mogła tej propozycji odrzucić. Opozycja spodziewała się, że Watykan bardziej potępi reżim Madura za naruszanie praw człowieka, ale do tego nie doszło. Papież mógłby powiedzieć, że chodzi mu o zapobieżenie ewentualnemu przelewowi krwi.
Rodzi się pytanie, dlaczego w mediację został zaangażowany nuncjusz papieski w Bue­nos Aires, a nie nuncjusz w Caracas i Episkopat wenezuelski. W czasach Chaveza Kościół katolicki w Wenezueli odgrywał marginalną rolę społeczną. Sam przywódca rewolucji boliwariańskiej wypowiadał się o biskupach jako wysłannikach diabła i kazał im uczyć się marksizmu-leninizmu. Nic nie wskazuje, by Maduro zmienił stosunek do Kościoła, chociaż od sierpnia zaczął nosić łańcuszek z rzucającym się w oczy krzyżem.

Pierwsza runda rozmów przedstawicieli rządu i opozycji, w obecności reprezentanta Watykanu i trzech byłych prezydentów iberoamerykańskich, zakończyła się przyjęciem komunikatu, w którym zapowiada się powołanie czterech stolików i kontynuację rozmów 11 listopada. Obie strony zobowiązały się do złagodzenia agresywnego tonu w debacie politycznej. Wspomniane cztery stoliki to: Pokój, szacunek dla państwa prawa i suwerenności narodowej (pod kierownictwem byłego premiera Hiszpanii José Luisa Zapatera); Prawda, sprawiedliwość, prawa człowieka, wypłata odszkodowań ofiarom (pod przewodnictwem Watykanu); Sprawy gospodarczo-społeczne (pod kierownictwem byłego prezydenta Republiki Dominikany Leonela Fernandeza); Zaufanie i kalendarz wyborczy (pod kierownictwem byłego prezydenta Panamy Martína Torrijosa).

W rozmowach z rządem brakuje Voluntad Popular, formacji Leopolda Lopeza, skazanego na 14 lat więzienia pod zarzutem zorganizowania manifestacji antyrządowej, w której zginęły 42 osoby. Swoją nieobecność Voluntad Popular uzasadnia brakiem warunków do owocnych rozmów z Madurem. Jest ona jedną z czterech partii, które w MUD odgrywają największą rolę, tzw. G4. Pozostałe to: Acción Democrática przewodniczącego Zgromadzenia Narodowego Henry’ego Ramosa Allupa, Un Nuevo Tiempo byłego kandydata w wyborach prezydenckich Manuela Rosalesa i Primero Justicia Henrique Caprilesa Radonskiego.

Wydanie: 45/2016

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy