Po sukcesie wyborczym neonaziści czują się coraz pewniej Partie neonazistowskie odniosły w wyborach do parlamentów krajowych Saksonii i Brandenburgii spektakularne sukcesy. Być może, to dopiero początek brunatnego odrodzenia. Federalny minister spraw wewnętrznych, Otto Schily, ostrzega: także NSDAP Adolfa Hitlera zaczynała skromnie. Zlekceważono ją i to był błąd. 19 września Narodowo-Demokratyczna Partia Niemiec (NPD) zdobyła w Saksonii 9,2% głosów, prawie tyle samo co współrządzący w RFN socjaldemokraci (9,8%). Ksenofobi spod znaku NPD uzyskali poparcie zwłaszcza w regionach wiejskich. Gdyby nie głosy mieszkańców wielkich miast, Lipska i Drezna, triumf brunatnych byłby jeszcze świetniejszy, zaś SPD, nazywająca się dumnie „wielką partią ludową”, przypuszczalnie w ogóle nie weszłaby do landtagu. Gdyby uczniowie szkół średnich mieli prawo wyborcze, szowiniści z NPD zdobyliby znacznie więcej mandatów. Wśród saksońskich nastolatków brunatne ugrupowanie jest trendy. Co piąty mężczyzna w wieku 18-29 lat oddał głos na kandydata partii, która ma w programie „zlikwidowanie liberalno-kapitalistycznego systemu Republiki Federalnej oraz społeczeństwa wielokulturowego”. Wyborcom nie przeszkadzało, że kandydat NPD na premiera Saksonii, pucułowaty Holger Apfel, w przeszłości deklarował wrogość wobec ustawy zasadniczej. Po sukcesie wyborczym zadowolony Apfel, któremu słowo Deutschtum (niemieckość) nie schodzi z ust, palnął do mikrofonu: „Oto wielki dzień dla Niemców, którzy pragną pozostać Niemcami”. Oburzeni politycy innych partii wyszli z sali. Dzięki zwycięstwu w Saksonii po raz pierwszy od 36 lat NPD weszła do parlamentu krajowego. I być może pozostanie tam dłużej niż jedną kadencję. Zapowiada to przykład z Brandenburgii. W 1999 r. skrajnie prawicowa Niemiecka Unia Ludowa (DVU) osiągnęła 5,3% poparcia i wprowadziła do landtagu w Poczdamie pięciu deputowanych. Ci „politycy” potrafili lat tylko siać chaos i zgłaszać absurdalne wnioski. Parlamentarzyści DVU domagali się m.in. wyjęcia spod prawa masek noszonych na Halloween i słów pochodzenia angielskiego. Z zadowoleniem też przyjęli wejście nowych państw do Unii Europejskiej, oznacza to bowiem, ich zdaniem, „zjednoczenie w UE prawie całego historycznego obszaru osadnictwa niemieckiego od Maas aż po Memel” (od Mozy po Kłajpedę). A jednak 19 września DVU zdobyła w Brandenburgii aż 6,1% poparcia, czyli sześć mandatów. Po raz pierwszy w RFN ugrupowanie skrajnie prawicowe zostało wybrane do landtagu na drugą kadencję większą liczbą głosów. Wyniki wyborów wywołały szok zwłaszcza za granicą, gdzie zawsze czujnie obserwuje się wszelkie przejawy odradzania brunatnej ideologii w Niemczech. Korespondenci telewizji rosyjskiej mówili o skandalu. Hiszpański dziennik „El País” napisał: „Rzeka społecznego niezadowolenia wystąpiła z brzegów. Niepokój wywołuje zwłaszcza sukces NPD w Saksonii. Chodzi tu o partię skrajnie prawicową, neonazistowską i rasistowską, która domaga się rewizji niemieckich granic”. Włoska „La Reppublica” stwierdziła, że na międzynarodowym wizerunku demokracji w Niemczech pojawiły się brudne plamy. Pisarz Ralph Giordano, który wraz z rodziną niemalże cudem ocalał z rzezi Holokaustu, powiedział, że po okrucieństwach Auschwitz nie ma żadnego usprawiedliwienia dla młodych czy starszych ludzi głosujących na ugrupowania neonazistowskie. Zdaniem przewodniczącego Rady Żydów w Niemczech, Paula Spiegela, dla ksenofobicznych i antysemickich partii nie może być miejsca w żadnym parlamencie. Politycy w RFN zareagowali natomiast z pewną bezradnością. Po rytualnych potępieniach wielu wyrażało opinię, że neonaziści nie odegrają żadnej roli i wkrótce znikną ze sceny, ponieważ obywatele, którzy poparli DVU i NPD, nie są zwolennikami ich obłąkanych idei, lecz pragnęli zaprotestować przeciwko polityce rządu. Czynnik ten z pewnością odegrał niebagatelną rolę. Aż 18% bezrobotnych w Saksonii oddało głosy na brunatny hufiec Apfela. 84% zwolenników NPD uważa wprowadzane przez rząd federalny reformy społeczne za błędne. Ksenofobiczni dobosze rozniecali te lęki, wzywali społeczeństwo do odwetu. „Masz tego dość? Dzień wyborów jest dniem zapłaty!”, głosiły plakaty NPD, rozlepione w Saksonii na każdym słupie. Ale czy obywatele wschodnich landów rzeczywiście mają powody, aby mścić się na politykach w taki sposób? Czy musieli wybierać neonazistów? Zjednoczenie Niemiec spowodowało na terenie dawnej NRD wiele problemów. Rząd usiłował tworzyć tu zapowiadane przez kanclerza Helmuta Kohla „kwitnące krajobrazy” poprzez gigantyczne transfery finansowe. Nowe kraje federalne otrzymały ogółem niewyobrażalną wprost kwotę 1500 mld euro. W wielu miastach powstały supernowoczesne dworce z marmuru
Tagi:
Krzysztof Kęciek







