Szkocki apetyt na Unię Europejską

Szkocki apetyt na Unię Europejską

Jeśli brytyjska gospodarka dobrze zniesie brexit, nastroje niepodległościowe być może opadną. Jeżeli źle, będzie to wodą na młyn nacjonalistów

Brytyjskie urzędy i instytucje publiczne uświetniły dzień brexitu ściągnięciem flag Unii Europejskiej z masztów. Jednak nie wszystkie. Szkocki parlament zdecydował, że flaga, która powiewa nad jego siedzibą w Edynburgu, nie zostanie zdjęta. Nie był to pusty gest, ale poważna deklaracja. Oznacza ona, że Szkocja podejmie kolejną próbę uzyskania niepodległości, w której ważną rolę odegrają zapowiedzi powrotu do Wspólnoty Europejskiej. Kolejną, bo referendum niepodległościowe odbyło się tam zaledwie sześć lat temu.

Pierwsze referendum

W 2014 r. zwolennicy pozostania w Zjednoczonym Królestwie wygrali, z wynikiem 55% do 45%. Mówiono wtedy, że głosowanie jest okazją, która może się pojawić najwyżej raz na pokolenie. Dziś słowa te wyglądają na przesadny pesymizm. Najważniejsze stało się bowiem to, co sześć lat temu było główną motywacją głosujących Szkotów i co zdecydowało o tym, że postanowili utrzymać unię z Anglią. Kampania przeciwników niepodległości, którą prowadziły wówczas brytyjski rząd i ogólnokrajowe partie polityczne, skupiała się na tym, że oderwanie się od Londynu będzie oznaczać także rozwód z Brukselą. Przekonywano, że przyniesie to trudne do oszacowania negatywne skutki gospodarcze i zaszkodzi Szkocji. Nacjonalistów, którym hasło Europy regionów zawsze było bliskie, bo odbierało część władzy Anglikom, pokonano ich własną bronią.

Teraz jednak tamta kampania może się zemścić na Londynie. Na razie tak, że zapewnia Szkotom możliwość ponownego upomnienia się o referendum niepodległościowe. Już w 2015 r. szkoccy nacjonaliści – przewidując możliwy rozwój wydarzeń – domagali się, by głosowanie w sprawie brexitu zawierało wymóg podwójnej większości, a więc nie tylko tego, by o jego wyniku decydowały zsumowane głosy z całej Wielkiej Brytanii, ale też, by wyjście z Unii musiało uzyskać poparcie w każdym z krajów Zjednoczonego Królestwa. Na to nie było szans, Londyn zatem się nie zgodził. W efekcie w Szkocji powstało wrażenie, że kraj opuszcza Unię Europejską wbrew woli swoich obywateli. Dokładnie tego potrzebowała Szkocka Partia Narodowa.

Plany szybkiego podniesienia sprawy niepodległości ogłoszono, zanim jeszcze Brytyjczycy poszli do urn decydować o wyjściu z Unii Europejskiej. W 2016 r. nacjonaliści pisali w manifeście: „Wierzymy, że parlament Szkocji powinien mieć prawo zarządzenia nowego referendum, jeżeli pojawi się jasny i trwały dowód na to, że niepodległość stała się dla większości Szkotów preferowaną opcją. Albo jeżeli nastąpi znacząca i rzeczowa zmiana okoliczności, które przeważyły w 2014 r. Taka jak to, że Szkocja zostanie zabrana z Unii Europejskiej wbrew własnej woli”. To oznaczało, że jeżeli Brytyjczycy zagłosują za brexitem, wróci kwestia przyznania niezależności Edynburgowi.

Na ropie do parlamentu

I wróciła. O ile Wielka Brytania traktowana jako całość zdecydowała się na brexit, o tyle w Szkocji za wyjściem z Unii Europejskiej głosowało zaledwie 38% tych, którzy odwiedzili lokale wyborcze (ok. 1 mln osób). Przeciwko było 62%, czyli 1,6 mln głosujących. Ważne jest to, że za pozostaniem w Unii opowiedziały się wszystkie okręgi wyborcze w kraju.

Stworzyło to okazję dla szkockich nacjonalistów i będących ich sojusznikami w walce o niepodległość Zielonych. Musieli jednak odczekać. Z jednej strony bowiem taka kampania wymaga przygotowania. Z drugiej nie chcieli, by oskarżano ich o wbijanie noża w plecy Wielkiej Brytanii. Dlatego poczekali do chwili, gdy brexit został sfinalizowany, i niemal od razu rozpoczęli działania w celu uzyskania niezależności od Londynu. Moment wybrali bardzo dobry, bo brexit zmienił opinię publiczną, a ruch jest silny.

Tutaj trzeba na chwilę się zatrzymać i opowiedzieć, czym jest Szkocka Partia Narodowa (Scottish National Party). A jest to polityczna potęga. Idee niepodległościowe są na północy Wysp żywe od średniowiecza i choć miały okresy raz lepsze, raz gorsze, nigdy nie zostały na dobre pogrzebane. Czekały na swój czas i z dużą siłą odżyły w XX w., kiedy w 1934 r. stworzono dla nich ramy polityczne. Zapewniła je właśnie Szkocka Partia Narodowa, której głównym celem jest niepodległość kraju, ale poza tym głosi ona hasła socjaldemokratyczne. Po raz pierwszy do parlamentu SNP weszła w 1974 r., wykorzystując resentymenty związane z odkryciem na brytyjskim obszarze Morza Północnego złóż ropy naftowej. „To jest szkocka ropa!”, głosiło hasło wyborcze, które zapewniło sukces.

Od tamtego czasu SNP zdobywa coraz większe poparcie i od kilku lat dominuje w wyborach. Na przykład w ostatnim głosowaniu do parlamentu krajowego zdobyła 47 z 59 szkockich mandatów. A w ostatnich latach bywało i tak, że wygrywała w 56 z 59 okręgów. Jest to też jednocześnie trzecia największa partia polityczna Wielkiej Brytanii; ustępuje liczebnością jedynie torysom i laburzystom. Ponad 100 tys. członków w mającym 5,4 mln mieszkańców kraju to wielka siła. A brexit zapewnił jej sprzyjające okoliczności do tego, by powalczyć o swoje.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 7/2020, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Fot. AP/East News

Wydanie: 7/2020

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy