Bunt w koncernie Coca-Cola

Bunt w koncernie Coca-Cola

Czy wielka firma sprzedawała Afroamerykanom przeterminowane napoje?

W północnym Teksasie wybuchła prawdziwa rebelia personelu Coca-Coli. Kierowcy, pracownicy fabryczni, sprzedawcy, a nawet drobni menedżerowie wyszli na ulice Dallas, trąbiąc i hałasując. Inni wyrażają swój gniew na falach radiowych. „Buntownicy” nie chcą już dłużej uczestniczyć w procederze uprawianym przez swych szefów. Twierdzą, że Coca-Cola przez co najmniej dziewięć lat sprzedawała Afroamerykanom i Latynosom przeterminowane produkty

opatrzone fałszywą datą.

William Wright, od 14 lat kierowca samochodu dostawczego Coca-Coli w Dallas, postanowił przerwać milczenie: „To działo się na zapleczu. Krótko przed upłynięciem daty ważności wyjmowano puszki napojów z kartonowych opakowań i wkładano je do nowych, ze zmienioną datą. Nazywało się to ogniowa sprzedaż. Tak samo postępowano z pogiętymi puszkami, jeśli tylko nie przeciekały”. Odnowione w ten sposób opakowania czy butelki ze sfałszowaną datą ważności były przewożone do supermarketów w dzielnicach zamieszkanych głównie przez ciemnoskórych obywateli. Kierownicy Coca-Coli liczyli najwidoczniej, że Afroamerykanie czy Latynosi nie będą szczegółowo badać daty ważności, jeśli zadowoli się ich znacznie niższymi cenami – za dwulitrową butlę cudownie „odmłodzonej” coca-coli trzeba było zapłacić tylko 69 centów zamiast 1,19 dolara. „Wiedziałem, że nie postępujemy słusznie. Ilekroć jednak zgłaszałem sprzeciw, padały słowa: „Ja tu jestem szefem. Rób, co ci każę””, żali się William Wright na łamach dziennika „New York Times”.
49-letni dostawca Llewelyn Hamilton twierdzi, że usiłował ostrzegać Afroamerykanów przed nabywaniem „odmłodzonych” napojów: „Mówiłem im: „Hej, to nie bez przyczyny jest takie tanie””.
Kolorowym klientom sprzedawano coca-colę przeterminowaną o miesiąc, niekiedy nawet o 90 dni. Pracownicy koncernu są pewni, że spożywanie takich drinków nie ma negatywnych konsekwencji dla zdrowia. Stara cola traci jednak gaz, a wraz z nim także walory smakowe. Llewelyn Hamilton uważa więc, że władze koncernu w północnym Teksasie

stosują praktyki rasistowskie.

Tylko pozornie jest w porządku, że klienci otrzymują za niższą cenę produkt gorszej jakości. Kupujący nie wiedzą bowiem, że towar jest przeterminowany. Dlaczego zresztą „stara” cola trafia wyłącznie do ciemnoskórych odbiorców? Hamilton, który obecnie dostarcza napoje firmy do sklepów w Garland i Mesquite, w „białych” dzielnicach Dallas, twierdzi, że tam prowadzona jest inna polityka – napoje wycofywane są z półek mniej więcej na miesiąc przed upłynięciem terminu przydatności do spożycia. David Swords, rzecznik Coca-Cola Bottling Company of North Texas, która odpowiada za produkcję w Dallas i Fort Worth, odrzuca oskarżenia personelu, nazywając je „nieodpowiedzialnymi i agresywnymi”. Zapewnia, że jeśli doszło do nadużyć, są one dziełem kilku osób działających na własną rękę. Zbuntowani pracownicy, a jest ich kilkudziesięciu, twierdzą jednak, że napoje „odmładzano” regularnie i w ramach systemu, o którym wiedzieli ich przełożeni. System ten nazywano niekiedy żartobliwie recyklingiem. W rebelii uczestniczą ponadto nie tylko szeregowi pracobiorcy, ale również kilku menedżerów. Jeden z nich, Kenneth Newsome, kierownik sprzedaży zatrudniony od 16 lat w markecie „Sack-N-Save” w Oakcliff – zamieszkanym głównie przez Afroamerykanów przedmieściu Dallas, opowiada: „Ilekroć skarżyłem się, zamiast zdjąć towary z półek, zabierali je na zaplecze i przepakowywali, oklejając nową taśmą. Daty z butelek usuwano za pomocą środka do mycia okien windex. Przeterminowane puszki trafiały do automatów z coca-colą”.
Skandal wybuchł w wyjątkowo niekorzystnym dla firmy momencie. Koncern Coca-Cola Enterprise, którego słynny napój jest symbolem amerykańskiej kultury, wolności i stylu życia, przeżywa wyraźny kryzys, przegrywając rywalizację z firmą PepsiCo, z powodzeniem wprowadzającą na rynek nowe produkty. Dyrektorzy Coca-Coli nie wiedzą, czy eksperymentować z nowymi napojami, co może zagrozić pozycji tradycyjnej „klasycznej” coca-coli, czy też zaniechać innowacji, co z pewnością skończy się stagnacją. W 2001 r. udział coke classic w rynku po raz pierwszy od 15 lat spadł poniżej 20%. Obecnie koncern mający centralę w Atlancie usiłuje wprowadzić do sprzedaży w USA i w Kanadzie waniliową colę – najważniejszy nowy produkt od 1985 r. Wątpliwe, aby afera z Teksasu pomogła w promocji. Na domiar złego mnożą się zarzuty o rasizm. W 2000 r. koncern doprowadził do pozasądowej ugody z pracownikami, którzy

wnieśli oskarżenie o dyskryminację na tle rasowym.

Skarżący twierdzili, że przeciętny czarnoskóry pracobiorca znajduje się na samym dole płacowej hierarchii i przeciętnie zarabia rocznie 26 tys. dolarów mniej niż pracownik biały. Coca-Cola zapłaciła wtedy 192 mln odszkodowania. Zachęceni tym czarnoskórzy pracownicy z regionu Waszyngton-Baltimore, Cincinnati i Chicago, zaczęli składać własne zbiorowe pozwy. Adwokat Brett Myers, reprezentujący dziesięciu pracowników Coca-Cola Enterprise z Teksasu, przytacza przykłady czarnoskórych z 20-letnim stażem, których systematycznie pomijano przy awansach, tak że musieli słuchać poleceń białych przełożonych z bardzo małym doświadczeniem. Zdaniem Myersa, ten rodzaj dyskryminacji nie ma związku z manipulacją datami na produktach, świadczy jednak o atmosferze panującej w firmie. Kierownicy Coca-Coli byli pewni, że mogą traktować ciemnoskórych klientów w sposób, którego nawet nie próbowali z białymi. Nie wiadomo, jak skończy się skandal w Teksasie. W każdym razie na wizerunku koncernu produkującego płynne amerykańskie marzenie pojawiła się kolejna rysa.

 

Wydanie: 22/2002

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy