Tajemnicza epidemia

Tajemnicza epidemia

Wirus powodujący zapalenie mięśnia sercowego sieje postrach w Grecji

Zamknięte przedszkola, szkoły i uniwersytety. Armia postawiona w stan pogotowia. Społeczeństwo bliskie masowej histerii. Życie w Grecji paraliżuje tajemniczy wirus. Nie wiadomo, czy zatrwożeni mieszkańcy i media wyolbrzymiają niebezpieczeństwo, czy też zaczyna się groźna epidemia.
Od 18 kwietnia zachorowało poważnie co najmniej 41 osób, m.in. 16 w Atenach, siedem na Krecie, pięć na Wyspach Egejskich, po trzy na Wyspach Jońskich i Peloponezie, po dwie w Epirze i w pobliżu Salonik.

Trzy kobiety zmarły

– dwie na Krecie i jedna w położonym w północnej Grecji mieście Ioannina. Jak powiedział profesor Dimitrios Sideris z Kliniki Kardiologicznej w Ioanninie, śmierć 34-letniej Marii Lisgary nastąpiła w wyniku spowodowanego przez wirusa zapalenia mięśnia sercowego i osierdzia.
Lekarze badają okoliczności dwóch innych zgonów, być może również wywołanych w ten sam sposób. Objawy choroby są podobne do grypy – bóle mięśni, dróg oddechowych, klatki piersiowej i kaszel, dlatego początkowo prasa pisała o grypie. Potem dochodzi do zapalenia mięśnia sercowego lub osierdzia, a w skrajnych przypadkach do zgonu. Specjaliści z Centrum Monitoringu Chorób Specjalnych w Salonikach próbują zidentyfikować mikroba mordercę.
Zdaniem ekspertów, Helladę zaatakował zapewne jakiś wirus grypopodobny, być może wirus Coxsackie z grupy enterowirusów, powodujący m.in. wrzodowe zapalenie jamy ustnej i gardła u dzieci. Prawdopodobnie zjadliwy szczep tego właśnie wirusa doprowadził w 1997 r. do epidemii zapalenia mięśnia sercowego w Malezji, zabijając w ciągu trzech miesięcy trzydzieścioro dzieci. W Malezji wybuchła wówczas panika, turystom odradzano podróżowanie do tego kraju. Zachorowania w Grecji budzą zaniepokojenie nie tylko wśród potencjalnych turystów, ale też w sąsienich krajach. Minister zdrowia Cypru, Frixos Savvides, postanowił na nadzwyczajnym posiedzeniu w Nikozji, że wielkanocne wycieczki ponad 600 cypryjskich dzieci do Grecji zostaną przełożone na inny termin (prawosławna Wielkanoc przypada 5 maja). Niektórzy podróżni cypryjscy zamierzający polecieć do Grecji samolotami krajowego przewoźnika Cyprus Airways oddają bilety lotnicze. Urzędnicy z Cypru odwołali też swój udział w konferencji turystycznej na Krecie. Władze serbskie zaleciły wstrzymanie wycieczek szkolnych do Grecji. Macedonia radzi swym obywatelom zrezygnować z podróży do Hellady. Rząd Bułgarii postanowił, że obywatele, u których wykryto podobne objawy choroby muszą zostać dokładnie przebadani.
Władze w Atenach początkowo uważały, że nie ma powodów do obaw. Jeszcze we wtorek, 23 kwietnia, rzecznik rządu złożył uspokajające oświadczenie. Ale kilka godzin później minister zdrowia Alekos Papodopoulos ogłosił zamknięcie placówek oświatowych oraz stadionów dla młodzieży i ośrodków opieki dziennej dla dzieci na co najmniej trzy tygodnie (ferie wielkanocne w Grecji trwają od 27 kwietnia do połowy maja).

Odwołano manewry sił zbrojnych,

aby wirus nie rozprzestrzeniał się w koszarach. Okazało się bowiem, że tylko 23 kwietnia zachorowało 13 osób. Opozycja zaczęła krytykować rząd za początkowe zlekceważenie zagrożenia, a potem za sianie paniki. „Tę sprawę od początku błędnie oceniono i błędnie się do niej zabrano”, oświadczył parlamentarzysta Nikitas Kaklamanis. Także niektórzy lekarze są zdania, że rząd wprowadził zbyt radykalne środki. „Reakcja jest politycznie poprawna, ale z medycznego punktu widzenia, przesadzona i błędna”, oświadczył w audycji radiowej pewien ateński wirusolog. Hotelarze, zwłaszcza z Krety, również zarzucili władzom podjęcie zbyt daleko idących kroków. Jak bowiem poinformowano 25 kwietnia, ok. 600 turystów odwołało już swój urlop na wyspie.
Ministerstwo Zdrowia odpowiada na te zarzuty: „Nie możemy w najmniejszym stopniu ryzykować”. Władze zapewniają, że podjęto środki wyłącznie natury prewencyjnej. „Nie ma powodów do paniki. Tylko jeden z tysiąca zarażonych zachoruje na zapalenie mięśnia sercowego. Tak poinformowali mnie lekarze”, oświadczył Dimitris Avramopoulos, burmistrz Aten, metropolii, w której mieszka niemal połowa 11-milionowej ludności Grecji. Tylko że takie zwroty jak „nie ma powodów do lęku” wywołują tak naprawdę trwogę. Grecy hurmem ruszyli do klinik i szpitali, aby sprawdzić, czy nie są chorzy. Tymczasem specjaliści radzą nie odwiedzać szpitala po pierwszych objawach zwykłego przeziębienia. Najpierw należy skonsultować się z lekarzem rodzinnym.
Władze zalecają obywatelom, aby przestrzegali zasad higieny osobistej i nie podawali rąk na powitanie. Całowanie się również nie jest wskazane. Należy unikać barów, dyskotek, sal kinowych, zatłoczonych środków komunikacji miejskiej i w ogóle pełnych ludzi pomieszczeń zamkniętych. Stąd też wielu ateńczyków, zrezygnowawszy z autobusu czy metra,

podążyło do pracy pieszo.

Kościół prawosławny gniewnie określił jako „bluźniercze” sugestie środków masowego przekazu, że wirus może przenosić się też przez komunię świętą (prawosławni przyjmują jako eucharystię wino podawane z kielicha na łyżce, jednej dla wszystkich wiernych). Od 26 kwietnia władze postanowiły zamknąć także ośrodki spotkań seniorów.
Nie wiadomo, jak rozwinie się sytuacja pod Akropolem. Zapewne zagadkowy wirus zniknie równie niespodziewanie, jak się pojawił, nie powodując wielkich nieszczęść. Zdaniem epidemiologów, wydarzenia w Grecji stanowią jednak groźne memento. Mimo wszelkich postępów medycyny choroby zakaźne są wciąż niezwykle niebezpieczne, zarazem błyskawicznie wywołują panikę.


Zapowiedź wielkiej epidemii?
Eksperci ostrzegają, że kolejna przerażająca pandemia grypy nadejdzie prędzej czy później, powodując w globalnej skali dziesiątki tysięcy, a może nawet miliony zgonów. W 1918 r. epidemia grypy hiszpanki pochłonęła, według ostrożnych szacunków, 21 mln istnień ludzkich, zaś przypuszczalnie miliard osób zachorowało. Pandemia grypy zdarza się co 10-60 lat. Ostatnia wystąpiła w 1968 r. Być może, czasu zostało niewiele.

 

 

Wydanie: 17/2002

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy