Aktualne
Bujara marzy o niedzielnych kontrolach
W czołówce specjalistów od opowiadania Polakom, czego chcą, jest Alfred Bujara. Aparatczyk Solidarności, który żyje ze zwalczania handlu w niedziele. Oczywiście w trosce o życie rodzinne pracowników. Bujarze udało się zamknąć duże sieci handlowe. A że życie handlowe nie uznaje próżni, pojawiły się pomysły, jak omijać absurdalne przepisy i handlować pod szyldem biblioteki czy poczty. Bujara wie, jak z tym walczyć. Zabiega o rozbudowanie kontroli. W niedzielę nie będą pracować handlowcy, bo Bujara wyśle w kraj tysiące kontrolerów. O życiu rodzinnym kontrolerów Alfred B. nie myśli. Podobnie jak o losie klientów wystających w soboty w długich kolejkach.
Plastikowa szabelka Potockiego
Samozwańczy ekspert wojenny Andrzej Rafał Potocki zarobił w tygodniku „Sieci” kupę kasy na tasiemcowym serialu o wielkich sukcesach Ukraińców i klęskach Rosjan. By aż tak się nie kompromitować, Karnowski przesunął pracowitego konfabulanta na sam koniec tygodnika. Potocki nie protestował. Kasa ta sama, a myśleć można jeszcze mniej. 3 lutego Potocki wysłał w świat taką myśl: „Prezydent Zełeński już porzucił swoich dotychczasowych niemieckich przyjaciół i kadzi Trumpowi, że w negocjacjach z Rosją Europa jest niepotrzebna, wystarczą Stany i Ukraina. Ten facet ma dwie wybitne zdolności. Pierwsza to szybkie zjednywanie sobie przyjaciół, a druga to jeszcze szybsze zrażanie ich do siebie. Jednak tak otwarte olanie ludzi, którym przed chwilą wciskało się bez wazeliny, jest grubo niesmaczne”.
Czytanie felietonów Potockiego jest jednak pożyteczne. Śmiech to zdrowie.
Z dachu do aresztu
Na drugie powinien mieć Afera. Poseł PiS Dariusz Matecki może oglądać obrady Sejmu w świetlicy więziennej. Ma tyle zarzutów, że grozi mu 10 lat odsiadki. Uważa się za wielkiego spryciarza, ale jest tylko bezczelnym aferzystą. Jako człowiek Ziobry był bezkarny – już nie jest i bardzo to przeżywa. Wyłazi w nocy na dach Sejmu, konkuruje z hejterami na najgłupsze wypowiedzi.
Czuł, że pętla się zaciska. W komunikatorze Signal był członkiem tajnej „Grupy Wejście”. Z aferzystami z Funduszu Sprawiedliwości ustalał, co w tej sprawie robią organy ścigania. Ale kasę z łapówek brał jawnie. W kopertach.
Co dziś oznacza być Europejczykiem?
Witold Bereś,
redaktor naczelny magazynu „Kraków i Świat”
Jeszcze do jesieni 2023 r., gdy bandyci napadli na Izrael (który zareagował niewspółmiernie), a nawet 2024 r., gdy Amerykanie wybrali Forresta Trumpa, było OK. Jesteśmy Europejczykami, bo chcemy Unii Europejskiej, która powstała po to, aby uniemożliwić wojnę na kontynencie. Mało tego, współgrała z USA (dzięki wojskom amerykańskim spacyfikowano Niemcy), zacieśniała współpracę z Izraelem, który był forpocztą Zachodu na Bliskim Wschodzie, wciągnęła młodą Europę, a i wypuściła dżina kultury i sukcesu gospodarczego. Mało: próbowała zaszczepić europejskość w swoim największym przeciwniku, Rosji. Dziś wszyscy się przelicytowują, kto był bardziej antyrosyjski, ale ja tam wiem, że gdyby 20 lat temu udało się Moskwę wciągnąć w krąg Zachodu, dziś byłoby inaczej. Lecz mój świat poszedł w diabły jak głosy oddawane na Unię Wolności – nie ma już ani jednego elementu, który przesądzał o mojej Europie. Dziś prawdziwy Europejczyk musi się szykować do wojny, wszyscy o tym trąbią na lewo i prawo, jakby to była bułka z masłem. A to mnie nie interesuje. Więc już nie wiem, co to znaczy być dzisiaj prawdziwym Europejczykiem.
Dr Agnieszka Kwiatkowska,
socjolożka, politolożka, USWPS
Trzy czwarte Polek i Polaków czuje się Europejczykami, podobny odsetek widzi Unię Europejską jako ostoję stabilności w świecie pełnym niepokojów. Europejskość dziś opiera się głównie na wspólnych wartościach: demokracji i praworządności, ochronie socjalnej obywateli, odpowiedzialności za środowisko i klimat, tolerancji i solidarności. Mimo problemów wewnętrznych Europa pozostaje przestrzenią współistnienia wielu kultur, a bycie Europejczykiem zakłada gotowość do dialogu i myślenia wspólnotowego, bez utraty własnej odrębności. W świetle obecnego kryzysu konstytucyjnego w Stanach Zjednoczonych europejskość to również współdzielona suwerenność i silne mechanizmy ochrony praworządności, które ograniczają możliwości szybkiego rozmontowywania demokracji na poziomie Unii.
Krzysztof Daukszewicz,
satyryk, komentator życia publicznego
Dziś bycie Europejczykiem oznacza, szczególnie w sposobie myślenia, stanie jak najdalej zarówno od Rosji, jak i od Ameryki. Obecna sytuacja na świecie jest szansą, aby Europa wreszcie zadbała o swoją integralność i zrobiła to solidnie i na serio. Warto zdać sobie sprawę, że teraz Ameryce nie będzie zależało na tym, aby Europa funkcjonowała na swoich zasadach. Dla Ameryki liczy się przede wszystkim jej własny interes. To jednak idealny punkt wyjścia do tego, aby Europa zaczęła myśleć o realizowaniu głównie swoich interesów.
Lionel Richie – Atlas Arena
ŚWIATOWA IKONA LIONEL RICHIE POTWIERDZA POWRÓT DO EUROPY Z TRASĄ KONCERTOWĄ „SAY HELLO TO THE HITS” W 2025 ROKU 5.07.2025 – ATLAS ARENA, Łódź Przedsprzedaż Ticketmaster rozpocznie się w czwartek, 24 października 2024 o godz. 10:00 Sprzedaż
List od czytelnika
Chyba gorszego szyderstwa na narodzie Polskim nie można było wymyśleć, aby prześladowcę historii PRL-u i burzyciela pomników uczynić kandydatem na Prezydenta Polski niejakiego prezesa IPN-u pana dr Karola Nawrockiego.
Niby bezpartyjny (sic!) Prezydent PIS-BIS Polsce jest niepotrzebny. Ten koszmar polityczno-ekonomiczny Polska ma już za sobą, teraz nam jest potrzebny Prezydent wszystkich Polaków, a nie z małej warstwy społeczno-religijnej tzw. oszołomów.
Apeluję do polskiego społeczeństwa jako zwykły szeregowy obywatel o opamiętanie się! O analizę logicznych poglądów politycznych w przekroju historycznym wszystkich dotychczasowych Prezydentów i wybrać Prezydenta, który przybliża nam Wolną Demokratyczną Polskę, a takie posłannictwo głosi nam kandydat na Prezydenta Polski pan Rafał Trzaskowski.
Jarosław Rządkowski
List od czytelnika
Posyłam pro publico bono ,moim zdaniem. ciekawy tekst dotyczący kultury w czasach PRL-u. Żadna lokalna gazeta go nie wydrukuje,bo napisał go nomenklaturowy dyrektor Wydziału Kultury i Sztuki w byłym woj siedleckim. Od lat prowadzę samotną walkę o prawdę o czasach, jak jeszcze mówią słusznie minionych. P o m o ż e c i e ? W czasie ciekawej imprezy zorganizowanej przez Sokołowski Ośrodek Kultury z cyklu „Tu pozostać muszę” zadano mi pytanie o finansowanie kultury w czasach mojej aktywności zawodowej. W pytaniu wyczuwało się tęsknotę za przywróceniem mecenatu Państwa nad twórczością i upowszechnianiem kultury. Chociaż jestem na zasłużonej emeryturze/42 lata pracy od kierownika Młodzieżowego Klubu ZMW „Amigo”,przez twórcę i dyrektora unikalnej w Polsce zintegrowanej instytucji kultury szczebla wojewódzkiego – Centrum Kultury i Sztuki woj. siedleckiego w Sokołowie,po dyrektora Wydziału Kultury i Sztuki Urzędu Wojewódzkiego. Byłem więc nomenklaturowym dyrektorem,zdobywającym ,wiedzę i doświadczenie na kierunkowych uniwersyteckich studiach oraz w placówkach , instytucjach kultury i w administracji. O tak prowadzonych kadrach i ich awansach można teraz sobie pomarzyć.
PRL –owskie hasło „bierny, mierny ale wierny” nabrało teraz w polityce kadrowej nowego blasku.
Boleję,jak moi następcy,nad mizerią budżetową ośrodków kultury, współczuje artystom plastykom i twórcom ludowym,którym nie organizuje się wystaw,nie zleca projektów, nie kupuje ich dzieł .Do historii przeszły Ogólnopolski Festiwal Piosenki Harcerskiej ,którego finał odbywał się w siedleckim amfiteatrze i Sejmik Wiejskich Zespołów Teatralnych w Stoczku Łukowskim, Międzynarodowe warsztaty muzyczne „Jeunesse Miusicale” czy konkursy orkiestr dętych Ochotniczych Straży Pożarnych. Przestał działać Siedlecki Teatr Kameralnym, który potrafił zarabiać na swoje utrzymanie grając sztuki dla dzieci w szkołach i ośrodkach kultury rozległego woj. siedleckiego .Pozostała po nim praca magisterska Justyny Chełchowskiej napisana w Katedrze Historii Najnowszej po kierunkiem prof.dr hab. Piotra Matusaka. Warto wspomnieć ,że STK 20 lat wcześniej od spektaklu TVP wystawił za pozwoleniem cenzora sztukę „Rozmowy z Katem „ Kazimierza Moczarskiego – wysokiej rangi oficera BIP –u Komendy Głównej AK.
Panią Marię Koc- dyrektorkę Sokołowskiego Ośrodka Kultury interesowało skąd mieliśmy tak dużo pieniędzy , że starczało i na remonty zabytkowych dworów i pałaców,i na budowę gminnych ośrodków kultury ,kin ,szkól muzycznych ,oraz różne masowe imprezy,konkursy,wystawy i festiwale, Zasada była prosta. Finansowanie kultury Państwo powierzyło Narodowemu Funduszowi Rozwoju Kultury gromadzącym pieniądze z 1,9%odpisu od funduszu płac gospodarki uspołecznionej. A ponieważ prawie wszystko było uspołecznione – pieniędzy na kulturę nie brakowało.
Co roku w październiku w Ministerstwie Kultury i Sztuki odbywały się konsultacje budżetowe na których 49 ówczesnych dyrektorów Wydziałów Kultury walczyło o jak największe dotacje dla swoich województw,Mnie udało się namówić na wyjazd do Warszawy Wojewodę Siedleckiego płk. dypl. pilota dr. Janusza Kowalskiego. Uprosiłem go nawet ,żeby na tę okoliczność założył mundur lotnika ze wszystkimi odznaczeniami, w którym wyglądał okazale. Jeśli w składzie naszej siedleckiej delegacji byli pani poseł Bożenna Kuc z sejmowej komisji kultury i Jurek Mandał przewodniczący komisji kultury Wojewódzkiej Rady Narodowej to efekt mógł być tylko jeden. Wszystkie uzasadnione postulaty woj. siedleckiego zostały przyjęte. Podsumowując konsultacje Wiceminister Wacław Janas zorientował się,że dostaliśmy więcej jak bogate w zabytki i instytucje kultury woj. krakowskie. Skreślił kilka milionów,ale i tak byliśmy zadowoleni. Uzyskana dotacja zapewniała bowiem finansowanie wszystkich zadań uchwalonych w Wojewódzkim Programie Rozwoju Kultury na sesji WRN w Sokołowie Podlaskim. Teraz przyszło się zmierzyć z problemami natury wykonawczej i materiałowej,gdyż 60 %budżetu przeznaczyliśmy na remonty i budowę bazy dla kultury a nie na modne kiedyś i zapewne teraz różne akademie i fajerwerki polityczne bardziej potrzebne władzom jak społeczeństwu. Kto pamięta te czasy ,wie ile problemów nastręczało zdobycie – tak właśnie – zdobycie a nie zwykły dziś zakup ,czerwonej cegły,miedzianej blachy czy dębowej tarcicy. Zdobywało się te materiały konieczne do remontów zabytkowych dworów i pałaców w ciągłej sprzeczności z obowiązującymi przepisami. Z wykonawstwem też były problemy. Firmy budowlane nie były zainteresowane drobnymi naprawami np. cieknącego dachu. Chętnie takie usługi wykonaliby rzemieślnicy. Tylko by je zlecić trzeba było uzyskać limit dla sektor prywatnego Bili się o takie limity w Wydziale Finansowym wszyscy dyrektorzy wydziałów UW,Uprzywilejowane było rolnictwo i oświata Jak coś zostawało dyr. Zbigniewowi Wiedęńskiemu dał kulturze byśmy mogli dokończyć remonty obiektów kultury..A do tego roboty na zabytkach, mogły wykonywać tylko specjalistyczne przedsiębiorstwa budowlane – Pracownie Konserwacji Zabytków, obciążone remontami Zamku Królewskiego w Warszawie, pałacu w Starej Wsi i innymi ważniejszymi obiektami dla kultury narodowej jak nasze ziemiańskie dworki w Chlewiskach czy Suchożebrach. hala targowa w Siedlcach i zajazd w Maciejowicach. Postanowiliśmy zorganizować własne wykonawstwo – Zespół Remontowo –budowlany Obiektów Kultury. Wykorzystaliśmy reformatorskie decyzje premiera Rakowskiego ujęte w haśle co nie jest zabronione –jest dozwolone .Prezydent Siedlec Paweł Turkowski przekazał nam działkę na ulicy Chejły gdzie zbudowaliśmy bazę magazynowo-warsztatową a na stropie trzy domki tzw. nauczycielskie z Mikołajek na mieszkania dla pracowników. Chociaż ich standard odpowiadał umiejętnościom muratorów byliśmy zadowoleni,bo mogliśmy dać mieszkania swoim pracownikom. Wojewoda p. ZofiaGrzebisz – Nowicka wystarała się o przydziały materiałów , środki transportu i maszyny budowlane. Zaczęliśmy od ratowania neogotyckiego pałacu w Patrykozach przeznaczonego w naszym programie na siedzibę Uniwersytetu Ludowego, kształcącego kadry dla Wiejskich Klubów Kultury Na pokrycie dachu pałacu potrzebna była blacha miedziana. Zakup jej przez Wydział Kultury graniczył z cudem. I o taki cud postarał się ks. Proboszcz z Garwolina. Przyjechał do konserwatora zabytków po pieczątkę potwierdzającą,,że kościół w Garwolinie jest zabytkiem i jego dach musi być pokryty blachą miedzianą. Tej blachy potrzeba jakieś 4 – 6 ton i właśnie po asygnatę umożliwiającą jej zakup z dokumentami i parafialną kasą ,ksiądz udaje się do Centrali Materiałów Nieżelaznych w Gliwicach Uprosiliśmy księdza żeby zwiększył swój wniosek o 10 ton potrzebnych nam na pokrycie zabytkowych dworów w Chlewiskach i Suchożebrach oraz pałacu w Patrykozach Ksiądz uznał ,że ratowanie zabytków to zbożny cel i sprawę załatwił Do naprawy okazałej klatki schodowej w pałacu Dernałowiczów w Mińsku z kolei potrzebna była sucha dębina. Tarcica dębowa uznana była za materiał luksusowy i możliwa do zakupu- jak i modny parkiet dębowy-tylko przez ludność bądź rzemieślników Ale żeby zakładowi prywatnemu zlecić pracę potrzebny był limit dla gospodarki nieuspołecznionej . a jeszcze należało odprowadzić haracz do Wydział Finansowego równowartości usługi czyli tzw. podatek od luksusu. Tu pomógł Wicewojewoda siedlecki dr Marek Zelent. Załatwił w Ministerstwie Rolnictwa i Leśnictwa ,gdzie pracował zanim przyszedł do Siedlec, dodatkowy przydział na pozyskanie tarcicy dębowej. Leśnicy wycieli kilka dębów a ja wymieniłem je z producentem trumien w Sokołowie na suche bale dębowe Wystarczyło na klatkę schodową pałacu i jeszcze na ławki w siedleckim amfiteatrze .Przykłady ,które tu przytaczam dowodzą,że w każdej sytuacji można sobie poradzić,kiedy jest wola,chęć działania i trochę odwagi. Nie bez znaczenia był klimat społeczny w nowym województwie,którego władze starały się wyjść jak najszybciej z wielowiekowego zapóźnienia ..Z remontem ratusza w Siedlcach wiąże się anegdotyczna historyjka, którą mam do dziś w pamięci. Na komisji budżetowej Wojewódzkiej Rady Narodowej, jej przewodniczący Jan Kopyrski zarzucił mi niegospodarność polegającą na ułożeniu osadzki z marmuru w holu i sali wystawowej postulował powołanie spec-komisji do zbadania sprawy i wyciągnięcia wniosków, Groziło to przerwaniem robót przez lubelskie PKZ –ty a dla mnie dymisją ze stanowiska. Broniąc się wyjaśniałem komisji że ratusz ma być siedzibą Muzeum,a posadzka trwała i estetyczna będzie służyła tej instytucji wiele lat i że na taki luksus nas stać bo finansujemy remont z Funduszu Rozwoju Kultury a nie z budżetu .Gorąco się zrobiło ,bo czułem że moje argumenty nie trafiają do przekonania członkom komisji.
Z opresji uratował mnie Przewodniczący WRN Stanisław Lewocik zadając pytanie: ile kosztuje m2 takiej posadzki. Odpowiedziałem,wyposażony w kosztorysy przez Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków- Zygfryda Czapskiego ,że 240 000 zł łącznie materiał i wykonanie. „To nie ma sprawy .bo m3 obory dla krów kosztuje 400 000 zł”-poinformował zebranych przewodniczący Lewocik i komisja zajęła się szukaniem niegospodarności w innych resortach.
Takich historyjek było co niemiara. Wynikały one ze zderzenia ludzkich inicjatyw z trudną do pokonania barierą wszechogarniającej biurokracji , braków i ograniczeń jakiś limitów asygnat podatków od luksusu ,przydziałów itp. A do tego różne komisje powoływane przez komitety partyjne i administrację podejmowały ,by uzasadnić swoje istnienie, różne działania kontrolne. Nikt nikomu nie ufał.. Ale mimo zalewu różnych uchwał,sprawozdań ,programów i harmonogramów znajdowaliśmy czas na normalną pracę,na profesjonalne opracowanie wniosków o dotację,o wykonawstwo ,o przydziały materiałów budowlanych i dewiz na zakup instrumentów muzycznych bądź maszyn poligraficznych ale także o jak najwięcej miejsc na bezpłatne studia zaoczne ,odznaczenia i nagrody dla najlepszych twórców i animatorów kultury.
Skromna ,powielaczowa broszura zawierająca rysunki i opisy zabytków woj.,siedleckiego przeznaczonych do społecznego zagospodarowania zrobiła na prof. Wiktorze Zinie – Generalnym Konserwatorze Zabyktów duże wrażenie.
Okazało się,że nasze propozycje by przez remonty obiektów zabytkowych poprawić bazę lokalową placówek kultury było zgodne ze strategią ratowania kultury materialnej ziemiaństwa polskiego po latach jej niszczenia. Niebawem ukazały się przepisy dające możliwość instytucjom i osobom prywatnym na. przejęcie zabytku ,jego remont i użytkowanie/Słynna uchwała nr 179 Rady Ministrów/Dziś wiele obiektów z tej broszury jest uratowanych i z powodzeniem pełnią funkcje do jakich je przystosowano. Okazały pałac Doria – Dernałowiczów przekazał mieszkańcom Mińska Mazowieckiego Minister Kultury i Sztuki prof. Aleksander Krawczuk, Klucze do Zajazdu w Maciejowicach i utworzonego tam Muzeum Tadeusza Kościuszki przekazał Bogdanowi Witczukowi prof. Bogdan Suchodolski –Przewodniczący Narodowej Rady Kultury, Bibliotekę w tzw. Domu Gdańskim w Węgrowie przekazała Izie Perczyńskiej pani poseł Maria Cichocka.
Wacław Kruszewski
https://waclawkruszewski.blogspot.com/
mail: waclawkruszewski@gmail.com
tel: 516 134 365
Czy rządy ignorantów są znakiem naszych czasów?
Dr hab. Wojciech Peszyński,
politolog, UMK
To się okaże dopiero po pewnym czasie. Widać jednak pewną tendencję. Wiele się zmieniło po objęciu władzy przez Donalda Trumpa. Będzie on zapewne dążył do zainstalowania w różnych częściach świata ludzi mu podobnych. Znamy ten zabieg z czasu jego pierwszej prezydentury: Jair Bolsonaro w Brazylii, Rodrigo Duterte na Filipinach, Viktor Orbán na Węgrzech, Jarosław Kaczyński w Polsce. Dziś stoimy w obliczu kolejnej próby ułożenia takiej mozaiki przez prezydenta USA. Zobaczymy jednak, jaką układankę uda się Trumpowi stworzyć tym razem.
Dr Katarzyna Bąkowicz,
komunikolożka i medioznawczyni, USWPS
Trudno nie zgodzić się ze stwierdzeniem, że rządy ignorantów są znakiem czasów, jednak ich przyczyna jest znacznie głębsza. Chcąc ocenić współcześnie rządzących, musimy przyjąć szeroką perspektywę i spojrzeć na Europę i świat w ostatnich kilku dekadach. Po II wojnie próbowano zbudować świat oparty na demokracji i pokoju. Udało się to w dużym stopniu, ale to nie oznacza, że wszystkim zaczęło się żyć lepiej. Bieda i nierówności nadal istnieją, co na pewno musiało się przełożyć na kryzys wartości. Na takim gruncie łatwo o ekstremizmy, co widzimy we wzroście poparcia dla partii radykalnych w Europie, a także o populizm. Politycy dochodzący na świecie do władzy mają do zaoferowania niewiele ponad ładną opowieść, która w dodatku nie przekłada się na rzeczywistość. Ta się nie zmienia – bieda i nierówności wciąż są.
Prof. Robert Alberski,
dziekan Wydziału Nauk Społecznych, politolog, UWr
Wiele wskazuje na to, że odpowiedź powinna być twierdząca. Warto pamiętać, że ignoranci dochodzą do władzy z woli obywateli. Jednym taki stan rzeczy się podoba, a drugim po prostu nie przeszkadza. Pytanie, z czego to wynika. Świat robi się coraz bardziej skomplikowany, ale pojawia się grupa polityków, która żeruje na przekonaniu swoich wyborców, że może dać proste recepty na trudne zagadnienia. Do tego dochodzi mieszanka mediów społecznościowych i kulejących systemów edukacyjnych, które często upraszczają złożone kwestie. W takim świecie coraz trudniej się przebić osobom merytorycznym, bo rozsądne argumenty wymagają od odbiorcy więcej niż proste hasła z obietnicą szybkich rozwiązań. Podsumowując, można powiedzieć, że mamy dziś zapotrzebowanie społeczne na polityków ignorantów.
Listy od czytelników nr 10/2025
Mit „wyklętych”
Po lekturze komentarza red. Pawła Dybicza pragnę przypomnieć pewne wydarzenie i pewnego chłopaka. Już przed wojną wykazywał talent mechaniczny i głód nauki. Był obiektem żartów, ale i szacunku. Podczas wojny pomagał „leśnym” i pożerał książki, które zostawiła mu hrabianka Lubomirska, zanim wyjechała z rodziną gdzieś daleko. Po wojnie spotkał na polu dziwnych ludzi z dziwnymi przyrządami. Dowiedział się, że są geodetami i dzielą olbrzymie połacie dworskiej ziemi, którą otrzymają chłopi. To go właściwie nie interesowało, ale takie nazwy jak tachimetr, teodolit, dalmierz czy niwelator brzmiały jak muzyka. Postanowił, że zostanie geodetą, a oni chętnie korzystali z pomocy miejscowego chłopaka. Chodził z łatą i uczył się obsługi niwelatora. Widział w tym szansę na odmianę losu. I wtedy, w bezdeszczowy jesienny dzień, wyszli z lasu uzbrojeni ludzie. Nosili zniszczone polskie mundury i mieli orzełki na czapkach. Bez słowa zabili geodetów i chłopaka z łatą. Miał zaledwie 16 lat.
Tę historię usłyszałem jako dziecko w okolicach Grójca. Nigdy nie poznałem imienia tego chłopaka, ale zawsze pamiętam o nim, gdy słyszę o bohaterstwie „żołnierzy wyklętych”.
Andrzej Opala
Co nam szykuje Trump?
Dlaczego sprowadzamy sprzęt wojskowy z USA, a nawet z Korei? Może dlatego, że polski przemysł zbrojeniowy został zaorany podczas przemian ustrojowych? Jak to jest, że Czechy mają swoją Česką Zbrojovkę, która niedawno wykupiła amerykańskiego Colta, a polska Fabryka Broni „Łucznik” Radom nie potrafi nawet wyprodukować sprawnego karabinka szturmowego? O polskiej ciężkiej zbrojeniówce nie ma co wspominać, bo licencyjnie zatrzymaliśmy się na latach 80. Nawet w produkcji amunicji Czesi przodują ze swoją fabryką Sellier & Bellot, podczas gdy nasza FAM Pionki ledwo pokrywa zapotrzebowanie na amunicję myśliwską. To forsa popłynie strumieniem do krajów, które będą mogły sprostać zamówieniom czy kontraktom wojsk europejskich.
Michał Czarnowski
Bblioteka musi nadążyć za czasami
Przesyłam trzy kamienie z prośbą o przekazanie ich celnym rzutem Mirosławowi Pawłowskiemu, dyrektorowi Ursynoteki, który stwierdził, że „kto nie przeklina, niech pierwszy rzuci kamieniem”. Otóż ja nie przeklinam. Nigdy! (…)Do wyrażenia emocji znakomicie nadają się nazwy przyrodnicze, odpowiednio wyraziste fonetycznie, a przy tym zdecydowanie cywilizowane, jak kurka wodna i perkoz dwuczuby oraz bluszczyk kurdybanek, miła roślinka, która niech gustownie porasta grób każdego nikczemnika, niegodziwie używającego wulgaryzmów. Rzućcie owe kamienie w stronę dyr. Pawłowskiego, by zdążył je złapać i powiększał sobie świadomość językową, podnosił swe kompetencje komunikacyjne i był rad z tego listu od takiej jednej wyjątkowej baby, która naprawdę nie przeklina, żeby nie wiem co.
Hania Krakowiak






