Aktualne
Listy od czytelników nr 4/2025
Dekomunizacja Kruczkowskiego
Przeklęty jest ten IPN! Prostacki, prymitywny i wredny. Starzy, prawdziwi weterani wojenni z różnych frontów nie byli wobec siebie tak zapiekli jak dzisiejsi „naukowcy ipeenowscy”. Kto choć trochę uważał na lekcjach w dawniejszych szkołach, mógł zrozumieć ukute przez Leona Kruczkowskiego pojęcie sonnenbruchizmu. Czasy są jakby znów podobne do rodzącego się wówczas nacjonalizmu czy faszyzmu. Nie możemy być jak prof. Sonnenbruch i stać niejako poza rzeczywistością. Ona nas porwie, zahaczy swoimi mackami i będziemy musieli dokonać wyboru, zająć stanowisko. Pretensje do mądrych ludzi, że stawali po stronie tzw. komunizmu, niosą pytanie, czy należało dbać o rozwój intelektualny społeczeństwa w rodzącej się po wojnie ojczyźnie, czy pozwolić na rządy prymitywnych prostaków. Leon Kruczkowski stanął po stronie mądrości i prawości. To jest jego wkład w nasz późniejszy rozwój intelektualny. Nie marnujmy tego.
Tadeusz Żyła
Nieznani zabójcy górników
Mateusz Cieślak pisze: „Jednego nikt nie kwestionował. W Wujku doszło do bitwy (…) górnicy się uzbroili. Mieli nie tylko kamienie i ciężkie śruby, lecz także łańcuchy czy wykonane z naostrzonych prętów piki”. Czy odpowiedzialne było iść na wojsko i milicję z takim „pokojowym sprzętem”? Czy trudno było przewidzieć, czym to się skończy? Czy „obiektywni” dziennikarze „Gazety Wyborczej”, TVN, TOK FM nie powinni zapytać o odpowiedzialność kierujących strajkiem?
Witold Pawłowski, Gdańsk
Romanowski, oddaj 100 milionów
Działania rządu ściśle według litery prawa pokazały na przykładzie postępowania „zorganizowanej grupy Romanowskiego”, że tam, gdzie istnieją „dwa systemy interpretacji prawa”, jest to droga niewłaściwa. Daje asumpt przeciwnikom do pokazywania „braku sprawczości rządu”. Działania Orbána uważam za napaść na rząd naszego państwa. Sądzę, że rząd ma dość sił i determinacji, żeby przywołać Orbána do porządku. Całej tej zadymie polityczno-dyplomatycznej towarzyszą polskie media, które przez pozorne pokazywanie całości problemu faktycznie go rozmywają, przytaczając setki najczęściej sprzecznych wypowiedzi polityków. Brak kompetentnych dziennikarzy w mediach (szczególnie w TV) powoduje, że prezentowane informacje to propaganda partyjna lub szum informacyjny, uniemożliwiający odbiorcom odszukanie prawdy. Podstawowa forma przekazywania informacji w postaci pseudowywiadu, a raczej przesłuchania, pokazuje upadek intelektualny czwartej władzy, ale też poddających się tym przesłuchaniom. Brak w mediach rzetelnej autorskiej informacji to powód rozwoju działalności „zorganizowanych grup” dążących tylko do uzyskania korzyści polityczno-materialnych. Troska o stan państwa jest dla nich przykrywką do działań w interesie „grupy”. Stąd wojna o media, a one patrzą, kto da więcej, i są w stanie wykreować najbardziej absurdalne problemy na żądanie zamawiającego. Dowodzi to potrzeby gruntownej naprawy polityki informacyjnej państwa.
Zbigniew Milewski
Za drogi ten krzyk
360 tys. zł to dla każdego ogromna kasa. Żeby ją zarobić, bibliotekarka musi pracować od pięciu do siedmiu lat. Za Julię P. i Mariannę J., które rok temu 8 marca oblały i zniszczyły zabytkowy pomnik Syreny w Warszawie, te 360 tys. zł zapłaciło miasto. Czyli my. Sprawa trafiła do sądu. Wandalkom grozi kara pozbawienia wolności od ośmiu miesięcy do ośmiu lat. I nawiązka w wysokości ceny szkody na ochronę zabytków. Zobaczymy, czy sąd ulegnie grupce happenerów z Ostatniego Pokolenia i im odpuści. Bo co? „Bo był to protest wobec klasy politycznej, która napędza kryzys klimatyczny” (Martyna Leśniak). Albo, jak głosi Julia Keane, „to nie była dewastacja, tylko najgłębszy akt człowieczeństwa, krzyk rozpaczy”. Serio? Chcecie ratować planetę? To może pojedziecie tam, gdzie naprawdę ją niszczą? Są pomniki w Pekinie? I w Waszyngtonie? Wrócicie za parę lat i opowiecie, jak wam tam było.
Kulasek od mleka w proszku
Polityk, który przez pół roku nie zdążył odpisać na list z „Przeglądu”, pożegnał się z posadą. Dariusz Wieczorek pogrążał się codziennie, od rana do wieczora. Taki zgrywus. Ale ważny, bo z małej grupy trzymającej władzę w partii. Kto mógł go zastąpić? Tylko ktoś z tego grona. Czyli Marcin Kulasek. Przez lata woził Czarzastego i dowiózł się na fotel ministra. Ma jeszcze jedną zaletę. Nikt mu nie podskoczy w dziedzinie „możliwości zastąpienia tłuszczu mlekowego tłuszczem roślinnym w technologii pełnego mleka w proszku”. Taki był temat jego pracy doktorskiej w Olsztynie.
Doktor nauk rolniczych Marcin Kulasek jest, jak przystało na polityka lewicy, jeszcze biedniejszy niż topniejący elektorat jego formacji. Poseł-minister nie ma nawet złotówki na czarną godzinę. Puste konto, 15-letnia toyota i pół 82-metrowego mieszkania. Jakoś mu się rozeszły spore dochody.
Co roku było to ponad 200 tys. zł. Za mało, by odłożyć?
Gdzie się podziali ateiści?
DOROTA WÓJCIK,
prezeska zarządu Fundacji Wolność od Religii
W Polsce nierówność osób bezwyznaniowych wpisana jest do wielu aktów prawnych uprzywilejowujących osoby i instytucje religijne. Wpisana jest również w sposób funkcjonowania wielu instytucji publicznych. Nierówność spotyka osoby bezwyznaniowe w publicznych przychodniach, szpitalach, właściwie we wszystkich kluczowych sferach życia, jak adopcja dzieci, domy opieki, placówki szkolno-wychowawcze, opieka nad osobami bezdomnymi, wsparcie osób w chorobie alkoholowej i wielu innych, gdzie potrzebujący, którzy chcą skorzystać z pomocy, narażeni są na indoktrynację religijną. W niektórych sferach państwo właściwie abdykowało na rzecz instytucji religijnych albo instytucje państwowe funkcjonują tak, jakby były prywatnymi instytucjami wyznaniowymi, poza kontrolą.
ANDRZEJ DOMINICZAK,
prezes Towarzystwa Humanistycznego
Ateizm przepadł? Nie przepadł, choć niezaprzeczalnie zniknął z pierwszych stron gazet i publicystyki. Spośród wielu przyczyn podam trzy. Po pierwsze, dlatego że przestał być nowością, ciekawostką i sensacją. Wyszedł z mody. Jakby mógł konkurować o uwagę mediów, gdy katolicka Polska na co dzień zaspokaja, i to w nadmiarze, nasz apetyt na silne doznania. Po drugie, większość polskich ateistów uparcie trwa w archaicznym pojmowaniu tego pojęcia i twierdzi, że ateizm to tylko brak wiary i nic z tego nie wynika. Jak nie wynika, to nie wynika! Ateizm stał się nudny. Ile w końcu można powtarzać, że Bóg nie istnieje, co nie jest żadną nowością nawet dla wielu tzw. katolików. Trzecia przyczyna jest polityczna. Większość rządzącej koalicji jest przeciwna podgrzewaniu sporów światopoglądowych przed majowymi wyborami. Rządzący politycy nie chcą zrazić części potencjalnych wyborców.
NINA SANKARI,
Fundacja im. Kazimierza Łyszczyńskiego
Statystyki (w tym GUS i ISKK) pokazują, że w Polsce szybko przybywa ateistów, ale media ich nie widzą. Na Dniach Ateizmu 2023 w Warszawie zebrali się prelegenci z sześciu kontynentów na czele z ateistą nr 1 na świecie, prof. Richardem Dawkinsem. „Terrific conference – powiedział Dawkins. – A gdzie są media?”. Naszych billboardów (20) przeciwko religijnie motywowanej nienawiści media również nie zauważyły. Nie widzą także pikiety w rocznicę zabójstwa Gabriela Narutowicza (ateisty), którą organizujemy co roku od 10 lat. Maszerujemy niewidzialni w paradach równości, protestach kobiet itp. Polska Temida jest zezowata, nie ślepa, bo nie widzi akurat ateistów, a wyroki może wydawać na podstawie Pisma Świętego. Lista niewidzących jest długa. Może więc pytanie powinno brzmieć: kto i dlaczego nie widzi ateistów?
Ruch obrony przed ochroną
To jeszcze nie jest prima aprilis. Choć pasuje jak ulał. Przemysław Czarnek, Paweł Szefernaker i Adam Andruszkiewicz zostali wytypowani przez dojną zmianę, czytaj: prezesa K., do ruchu ochrony wyborów prezydenckich. Przy takich nazwiskach nie śmieszy nawet lis pilnujący kurnika. Skoro jednak najbardziej wiarygodni pisowcy to ta trójka, najwyższy czas się organizować. Zanim będzie za późno. Zakładajcie oddziały ruchu obrony przed nimi. I pilnujcie wyborów.
Ile kosztuje nas Duda?
Mija mu dziesiąty rok na posadzie i podobno cały czas się uczy, ale efektów nie da się dostrzec. Nawet przez lunetę. Utrzymywanie kancelarii, czyli dworu Andrzeja Dudy, jeszcze prezydenta, kosztowało podatników jakieś 2 mld zł. I co dostaliśmy za te gigantyczne pieniądze? Kabotyńskie minki i psucie wszystkiego, na co miał wpływ. Doprowadzenie do ruiny wymiaru sprawiedliwości to odpowiedzialność Ziobry. Ale rzesza neosędziów to już osobisty wkład Dudy w psucie sądownictwa. Duda żył sobie po pańsku. I nie chce z tego zrezygnować. Wymyślił sobie członkostwo w MKOl. Po Szewińskiej. Nie powiedzieli mu, że wybory będą tam dopiero w 2026 r. I że rekomendacja Piesiewicza to dla działaczy olimpijskich coś gorszego od pocałunku śmierci.
Sachajko – gadułka rekordzista
Numer jeden na liście tych, którzy najbardziej obrzydzili oglądanie obrad Sejmu. Jarosław Sachajko. Poseł gadułka. Potrafi zabierać głos kilkanaście razy dziennie. Sens w tym jest tylko taki, że bije rekordy występów na mównicy. Żwawy 54-latek nie ma oporów przed mówieniem o wszystkim. Poseł od 2015 r. Za każdym razem kandydował z innego komitetu: Kukiz’15, PSL i PiS.
A lubi kandydować. Choć bez efektu. Jak na prezydenta Zamościa (2018) czy do Parlamentu Europejskiego (2019). Nie boi się eksperymentować z modą. Ostatnio nosi czarny garnitur i czarny krawat. Stosownie do czarnej rozpaczy, jaka na jego widok ogarnia posłów na Wiejskiej. I telewidzów.
Konsul wszystko zapisze
Wspominaliśmy niedawno aferę wizową w MSZ, a w zasadzie raport komisji sejmowej, która badała tę aferę. Dorzućmy do tego kolejną cegiełkę – swoje prace w ministerstwie zakończyła Najwyższa Izba Kontroli. Po audycie NIK sporządziła i skierowała do prokuratury cztery zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, łącznie przeciwko 12 funkcjonariuszom publicznym.
W stosunku do 11 z nich NIK zawiadomiła o podejrzeniu popełnienia czynu zabronionego, czyli o „zachowaniu polegającym na przekroczeniu uprawnień lub niedopełnieniu obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych, działających przez to na szkodę interesu publicznego”. Wobec jednej z osób skierowano zawiadomienie dotyczące wyrządzenia skarbowi państwa znacznej szkody majątkowej.
Zawiadomienia dotyczą czterech spraw. Pierwsza to program Poland Business Harbour, czyli wydawanie wiz pracowniczych osobom z Białorusi i Rosji, które miały pracować w Polsce jako informatycy. Program wprowadzony został jednak bez jakichkolwiek wiążących dokumentów. NIK pisze, że „nie ma wiążących dokumentów, które opisywałyby jego podstawę prawną, cele, uczestników, zadania czy zakładane efekty”. Innymi słowy, do Polski, wpuszczono 95 tys. ludzi z prawem prowadzenia działalności gospodarczej. A ci na dodatek gdzieś się rozpłynęli.
Druga sprawa to naciski, które płynęły z centrali do konsulów, by przyjmowali wnioski wskazanych osób poza kolejnością i wydawali im wizy, często w trybie przyśpieszonym i „bez osobistego wstawiennictwa”.
Jako szczególną kategorię potraktowano sprawę konsulatu w Mumbaju, wizytowanego przez dyrektorów departamentu. Tamtejszy konsul był naciskany, by wydawać wizy aplikantom podającym się za członków ekipy filmowej.
Sprawa jest tu oczywista, podana na tacy – konsulowie zapisywali wszystkie rozmowy ze zwierzchnikami, zachowali kopie mejli, całość mieli znakomicie poukładaną (ktoś wątpi, że mogło być inaczej?). Dla inspektorów NIK praca z nimi była czystą przyjemnością. I pewnie to samo powiedzą prokuratorzy. Trafiony, zatopiony.
I jeszcze jedna historia, tym razem dotycząca wyrzucania publicznych pieniędzy w błoto. Zbigniew Rau z pompą otworzył Centrum Decyzji Wizowych w Łodzi – wołał, że takie jest zapotrzebowanie państw w Azji i Afryce. Miało w nim pracować 160 urzędników, którzy mieli produkować wizy. Centrum umieszczono w łódzkim kompleksie Monopolis, wynajmując drogą przestrzeń biurową na lata. „Na skutek tych działań wydatkowano z budżetu państwa środki w wysokości co najmniej 681,9 tys. zł, tytułem najmu i kosztów eksploatacji budynków”, napisała NIK.
Dodajmy, że to dopiero początek opłat. Umowy najmu są tak skonstruowane, że MSZ nie może się z nich wycofać. Wynajęło powierzchnię i ją ma. Podobnie jak łącza internetowe. Płaci za to miesięcznie 6 tys. euro plus prawie 12 tys. zł opłat eksploatacyjnych, opłaty za łącza internetowe i, drobiazg, za sprzątanie – 4 tys. zł. Choć pomieszczenia stoją i będą stały puste.
No, panie Zbigniewie Rau, z tego już tak łatwo się nie wykręcicie…
Listy od czytelników nr 3/2025
Co było największą polityczną wpadką w 2024 r.
Mocnych kandydatur do tego tytułu wbrew pozorom nie ma zbyt wiele. Polska polityka przypomina dziś zapasy w błocie, przepychanki, nieczyste chwyty, brak efektownych rozstrzygnięć. Nic nie może się równać z nokautem w debacie Trump-Biden czy dokonaniami Macrona. Jako akademik wybieram więc kazus ministra Wieczorka. Pełna dobrych chęci osoba obejmuje wysoki urząd i przez rok funduje nam serię głupstw, pokazujących, że nie ma do tej roli innych kompetencji niż patronat kolegi Czarzastego. W kraju, w którym jest kilkadziesiąt uniwersytetów, nie znaleziono na funkcję ministra nauki i szkolnictwa wyższego kogoś z praktyką w tej dziedzinie, nieco większą dozą inteligencji i przyzwoitości.
To, że PO zawsze bardziej ceniła w swoich szeregach sportowców niż profesorów, od dawna wiadomo. Jednak to, że Lewica nie ma w swoim zapleczu człowieka z habilitacją i doświadczeniem rektorskim, trochę zaskakuje. Redukowanie komponentu umysłowego w partyjnych elitach obecnej koalicji ma coraz dłuższą tradycję. Można się obawiać, że przypadek Wieczorka to głębszy problem i zapowiedź kolejnych porażek, nie tylko kadrowych, ale i strategicznych.
Lech Szczegóła
Dekomunizacja Kruczkowskiego
Chcę się przyłączyć do grona osób protestujących w sprawie usuwania z literatury Leona Kruczkowskiego. Dla mnie dramat „Niemcy” to bardzo ważny utwór, który powinni czytać młodzi ludzie. Była to moja lektura w klasie maturalnej w 1969 r. Nasza polonistka poświęciła na dyskusję na temat postaw bohaterów dramatu dwie lekcje. Spieraliśmy się, osądzaliśmy, odpowiadaliśmy sobie na pytanie, czy można stać bezczynnie obok zła, czy etyczne jest korzystanie z krzywdy innych. Pani profesor także uczestniczyła w tej dyskusji, niekiedy powoływała się na swoje doświadczenie – była czynną uczestniczką powstania warszawskiego, więźniem obozu hitlerowskiego. Wszystkim nam ta dyskusja zapadła w pamięć. Na maturze wybrałam m.in. utwór Kruczkowskiego jako kanwę mojej pracy. Ten dramat zmienił moje i koleżanek oglądanie świata i zachowania ludzi w różnych sytuacjach. A mieszkałam właśnie przy ulicy Leona Kruczkowskiego w Łodzi. I chciałam krzyczeć, gdy nagle zmieniono nazwę ulicy na (uwaga!) Konspiracyjnego Wojska Polskiego. Moja 90-letnia matka i jej sąsiadki były oburzone, że muszą zmieniać adres na taki długi i nie do zapamiętania.
Maria
Nasz bareizm powszechny
Posłowie w rządzie to jest finezyjna korupcja. Żadna z partii nie ma zaplecza do sprawowania i zarządzania państwem. Wszystko jest aby na dziś i to im wystarcza. Smutna rzeczywistość. A język debat politycznych to słowny rynsztok.
Wojciech Janiak
Kiedy się okazało, że w rządzie lekarz zamiast leczyć ludzi, będzie kupował broń, która zabija, a polonistka będzie ministrem zdrowia, poczułam się tak, jakbym brała udział w tragi komedii. Na uzbrojenie idzie majątek z naszych pieniędzy – no bo przecież nie z kieszeni premiera czy ministra – ale na służbę zdrowia dają grosze. Mam wrażenie, że nikomu w rządzie nie zależy na naszym, Polaków, zdrowiu. Posłowie, ministrowie mają swoje rządowe lecznice, a i stać ich na prywatne leczenie, więc plebs niech sobie sam radzi. Jak ongiś premier Kopacz wprowadziła skierowania do okulisty i dermatologa, to już nikt tego nie zmienił. Ostatnim dobrym ministrem zdrowia był prof. Religa.
Waleria Lubner
Co ma w szafie Szefernaker
Z zawodu działacz polityczny. Po katolickim liceum w Szczecinie, z żoną, która ma licencjat zrobiony w Toruniu u o. Rydzyka. Paweł Szefernaker żali się w Radiu Plus, że chcą mu odebrać immunitet, bo jest szefem sztabu Nawrockiego. Jeszcze jeden pisowiec z amnezją. Od 2014 r., gdy partia wyznaczyła go na przewodniczącego Forum Młodych PiS, ma z czego się rozliczać. Swoją drogą, wyznaczanie przez partię szefa młodzieżówki to aberracja w stylu bantustanów. Szefernaker zrobił karierę w PiS, bo nikomu nie zagrażał. Modelowy nudziarz. Gorsza kopia Błaszczaka. Będzie pilnował Nawrockiego. Kiedyś taką rolę odgrywał oficer prowadzący. W duecie z Nawrockim wyróżniają się nienachalną błyskotliwością.
Zobaczymy, co prokuratorzy znajdą, badając decyzje operetkowego rządu Morawieckiego (27 listopada – 11 grudnia 2023 r.). Kaczyński, Duda i Morawiecki w popłochu załatwiali zaległe sprawy. A Szefernaker był wtedy przez dwa tygodnie ministrem. Nie bez powodu.







