Aktualne

Powrót na stronę główną
Aktualne

LSE SU POLISH ECONOMIC FORUM 2025

NAJWIĘKSZA KONFERENCJA O POLSCE POZA JEJ GRANICAMI ROZPOCZNIE SIĘ 14 MARCA W piątek, 14 marca, w Londynie rozpocznie się czternasta edycja LSE SU Polish Economic Forum – największej i najważniejszej konferencji poświęconej Polsce organizowanej poza

Aktualne Od czytelników

Z obowiązku dla Polski

Do wcześniejszego artykułu Bohdana Piętki, a ostatnio Pawła Siergiejczyka o przykładach angażowania się w legalna pracę na rzecz powojennej Polski, ludzi odmiennych poglądów politycznych, chciałbym dodać znany mi przykład  Włodzimierza Boernera (1908-1974). Syn Ignacego Boernera bliskiego i zaufanego współpracownika Józefa Piłsudskiego  oraz ministra kilku rządów II RP – Włodzimierz był absolwentem prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Przed wojną pracował w Banku Gospodarstwa Krajowego oraz w Zarządzie Miejskim w Warszawie. Jako oficer artylerii dostał się do niewoli i osadzony został w obozie jenieckim w Murnau.

Po zakończeniu wojny Włodzimierz Boerner wraca do kraju i wraz z rodziną w 1946 r osiedla się we Wrocławiu przy ul. Pretficza. Wykorzystując swoje doświadczenie włącza się aktywnie w organizację administracji instytucji państwowych na Dolnym Śląsku. Włodzimierz Boerner pełni funkcję dyrektora  Biura Krajowego Centralnego Urzędu Planowania we Wrocławiu. W 1958 r  wraz z prof. Stysiem jest jednym z organizatorów szkolnictwa ekonomicznego we Wrocławiu. Powstaje wówczas Wyższa Szkoła Handlowa (obecnie Uniwersytet Ekonomiczny), a Włodzimierz Boerner kieruje Katedrą Planowania Gospodarki Narodowej. Przez następne lata jest szanowanym wykładowcą tej uczelni, a w latach 1954- 1958 Prezesem Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego we Wrocławiu.
Piotr Kijewski

Mokronos Dolny 25.02.2025

Aktualne Od czytelników

List od czytelnika

Może pracować przy otwartym oknie – nie orzeł nie wyfrunie

Jak bardzo jesteśmy nadzy pokazuje artykuł p. B. Markowskiego w nr.6 Przeglądu. „Krok defiladowy na gruntach podmokłych” to temat wart niejednego doktoratu. „Bylejakość i jakoś to będzie” dominuje nie tylko w nauce, ale i we wszystkich dziedzinach naszego życia od polityki zagranicznej do rolnictwa. Oto kilka przykładów zaczerpniętych z sieci prezentujących nowe instytucje nauki.  Sieć Badawcza Łukasiewicz – Instytut Lotnictwa (istniejący od 1926r.) skupia się na świadczeniu usług projektowych, inżynierskich i badawczych w zakresie lotnictwa i kosmonautyki.  Akademia Kopernikańska działa na rzecz polskiej nauki i jej promocja w Polsce oraz poza jej granicami. Rada Doskonałości Naukowej działa na rzecz zapewnienia rozwoju kadry naukowej zgodnie z najwyższymi standardami jakości działalności naukowej.   Dyplom MBA potwierdza zatem uzyskanie umiejętności menedżerskich i przywódczych.   Instytucje te „przepalają” duże sumy pieniędzy a efekty giną w „chmurze”. Fabryki dyplomów istnieją od poziomu szkoły średniej do habilitacji – dla statystyki niezależnie jakie kompetencje się za tym kryją. Dlatego tak wielu hochsztaplerów funkcjonuje w naszym życiu publicznym. Kompetencje ujawniają się po objęciu stanowisk w tym rządowych. Tu sprawa jest prosta, bo minister nie fachowcem lecz politykiem czyli uniwersalnym menadżerem w każdym obszarze. Przykładów imiennych karuzeli stanowisk można wymienić wiele podobnie jak zmian barw partyjnych dla synekur. Stąd wiele końcowych rozwiązań jest typu „wyszło jak wyszło”. Stan faktyczny przykrywa się  medialną walką ”polityków”  (7×24) nie przebierających w środkach – bo to trzyma społeczeństwo w napięciu a emocje buzują wyłączając mózgi (efekt stadny).
Z poważaniem      Zb. Milewski

Aktualne Przebłyski

W SDP trudno nie kłamać

Kilkaset tysięcy złotych wydała Fundacja Solidarności Dziennikarskiej na konferencję, w której wzięli udział czołowi zwolennicy PiS. Każdy działacz SDP na występie sporo zarobił. Czego się dowiedzieliśmy? Że w zawodzie dziennikarza najważniejsze jest „nie kłamać”. W tym gronie nic zabawniejszego nie mogło się zdarzyć. Jolanta Hajdasz, prezes SDP, pochwaliła się na łamach „Naszego Dziennika”, że zarząd główny jednogłośnie przyznał Hienę Roku. Trudno się dziwić tej zgodności. Bo skoro za działalność społeczną bierze się kasę, dyscyplina musi być. W ostatnich latach SDP i fundacja dostały od dojnej zmiany 3,970 mln zł. Co z tym zrobili, wiedzą tylko oni. Członkowie SDP do tak błahych informacji jak los paru milionów nie są dopuszczani. Dajemy więc pani Hajdasz i jej ekipie HIENĘ ZBIOROWĄ.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Pytanie Tygodnia

Co zrobić z uporczywie niepłacącymi alimentów?

Aleksandra Kutyma,
adwokat współpracująca z Centrum Praw Kobiet

Wiele osób zadaje sobie to pytanie. Najprostszą odpowiedzią jest zgłoszenie się do komornika, aby zaczął niepłacone alimenty egzekwować. To jednak działa tylko w sytuacji, gdy dłużnik alimentacyjny ma jakiś majątek albo legalną pracę. W innym wypadku komornik jest bezradny, bo nie ma z czego prowadzić egzekucji – ściągać zaległych rat alimentacyjnych. Wówczas pozostaje zgłosić zawiadomienie o niealimentacji do prokuratury. Finalnie po przeprowadzeniu postępowania karnego sąd wyda wyrok skazujący, zasądzając jako karę ograniczenie wolności w postaci prac społecznych. Dzieci tymczasem pozostają bez zasądzonych alimentów. Najgorsze jest to, że mamy na takie zachowania przyzwolenie społeczne. Na przykład osoba zobowiązana do płacenia alimentów przepisuje majątek na matkę albo nową partnerkę/partnera, aby uniknąć egzekucji komorniczej, i ta osoba na to się godzi. Podobnie jak pracodawca, który część wynagrodzenia wypłaca w gotówce.

 

Amelia,
samotna matka dwójki dzieci

Prawo nie daje żadnej nadziei. Nic nie dają mediacje z prawnikami, a komornik rozkłada ręce. Nie potrafi nawet znaleźć delikwenta. Nic nie dał nawet pobyt w więzieniu za część długów z alimentów. A gdzie w tym leki dla dziecka albo nowe spodnie? Takie sytuacje to najgorszy element bycia matką. Nawet jeśli są pieniądze, to rodzina roztacza nad alimenciarzem parasol ochronny. Dziadkowie ukryją go u siebie w domu i doradzą, aby przepisał na nich swój dobytek. I facet znów może nienerwowo ćpać u rodziców na kanapie. Sami dzwonią tymczasem z pretensjami, że chcieliby się zobaczyć z wnukami, i próbują stawiać warunki. Czasem szantażują, że dadzą kilka groszy za spotkanie. To niegodne. To, jak zachowują się ludzie, jak państwo zostawia kobiety na pastwę losu, to jak strzał w twarz.

 

Komentarz Ministerstwa Sprawiedliwości

Każda zmiana przepisów będzie nieskuteczna, jeśli nie będzie jej towarzyszyć zmiana społeczna. Nie możemy dłużej być pobłażliwi dla dłużników alimentacyjnych dowolnej płci, którzy stosują przemoc ekonomiczną wobec swoich dzieci. To podatnicy płacą w zastępstwie niepłacących rodziców na utrzymanie ich dzieci. Konieczna jest zmiana myślenia, przeciwstawienie się pobłażliwości dla przepisywania majątku na bliskich, jeżdżeniu samochodem rodziców, ukrywaniu się przed komornikiem czy sądem. Problemem nie są bowiem te osoby, które faktycznie nie mają możliwości opłacenia zasądzonych alimentów. Problemem są ci, którzy taką możliwość mają, ale wybierają niekorzystanie z niej lub ukrywanie dochodów, kosztem swoich małoletnich dzieci. Koszt ten ostatecznie ponosi całe społeczeństwo.

Wierzyciele alimentacyjni, którzy ściągają swoje należności przez egzekucję sądową, mogą skorzystać z ułatwień w przepisach Kodeksu postępowania cywilnego. Zostały wprowadzone rozwiązania, które zmniejszają obciążenia dla wierzycieli i upraszczają procedury egzekucyjne, przenosząc część obowiązków na sądy i komorników. Przede wszystkim, jeśli chodzi o alimenty, wierzyciel może zgłosić wniosek o egzekucję do komornika sądu właściwego ze względu na swoje miejsce zamieszkania, a nie tylko dłużnika, co ułatwia rozpoczęcie postępowania.

Zmiany wprowadzone ustawą z 9 marca 2023 r. dotyczą m.in. art. 1025 Kodeksu postępowania cywilnego, który reguluje kolejność zaspokajania należności z uzyskanych środków. Został dodany przepis mówiący o konieczności zabezpieczenia tzw. funduszu żelaznego, czyli kwoty odpowiadającej minimalnemu wynagrodzeniu za pracę przez rok, która ma służyć pokryciu przyszłych alimentów.

Ponadto wprowadzono zasadę, że alimenty, które nie są jeszcze wymagalne, zostaną przekazane na specjalne konto depozytowe w Ministerstwie Finansów. Na koniec należy dodać, że należności alimentacyjne, które są już wymagalne, są zaspokajane w pierwszej kolejności przed wszystkimi innymi długami (z wyjątkiem kosztów egzekucji).

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Przebłyski

Bardzo zamożny obrońca

Jeśli usłyszycie, że jakiś polityk zapowiada obronę interesów Polski, to sprawdzajcie, czy jeszcze macie portfel w kieszeni.

A co zrobić, gdy z hasłem „będę bronił interesów Polski” wystąpi ks. dr Tomasz Duszkiewicz? Poproście, by dał parę złotych. On akurat ma z czego. Przez trzy lata rządów PiS przytulił 850 tys. zł. Dostał od dojnej zmiany specjalnie wymyślone stanowisko w Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku. Kasa była piękna, nazwa posady też niczego sobie. Ks. Duszkiewicz miał „stanowisko ds. współpracy z otoczeniem regionalnym”. Chodził do szkół i opowiadał uczniom brednie o bohaterskich bandytach, którzy okradali chłopów. Gdy PiS straciło władzę, to ks. Duszkiewicza pogonili. Do kasy po… odprawę. Zarobionego kapitału nie musi ruszać, bo został dyrektorem administracyjnym Wyższego Seminarium Duchownego i Domu Biskupiego w Drohiczynie. Jak zapowiada, będzie bronił krzyża Chrystusowego, przyrody, Lasów Państwowych i interesu Polski.

Po tym, co robił wcześniej, brzmi to jak groźba karalna.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Notes dyplomatyczny

Czaputowicz. I wszystko jasne

Próbkę swojego zaangażowania i temperamentu (bo przecież nie roztropności) dał w „Rzeczpospolitej” Jacek Czaputowicz, były szef MSZ.

Wiadomo, chciał pochwalić Trumpa i jego ekipę, a Tuskowi dokopać. Wypowiedział się więc na temat tego, dlaczego amerykańscy żołnierze są w Polsce i dlaczego Polska przegrywa dyplomatycznie.

À propos amerykańskich żołnierzy napisał tak: „Nie obawialiśmy się wskazywać na zagrożenia, jakie stwarzał Nord Stream 2, format normandzki czy spór Unii z USA na tle porozumienia nuklearnego z Iranem. Zorganizowaliśmy wspólnie konferencję bliskowschodnią, uruchomiliśmy proces warszawski, współtworzyliśmy sojusz na rzecz wolności religii, byliśmy razem w Iraku i Afganistanie. Angażowaliśmy się więc w sprawy daleko wybiegające poza nasze własne podwórko.

Czy tak trudno zrozumieć, dlaczego żołnierze amerykańscy są w Polsce?”.

Trudno zrozumieć, dlaczego Jackowi Czaputowiczowi nie przyszło do głowy, że amerykańscy żołnierze są w Polsce, bo w Waszyngtonie uznano, że służy to amerykańskim interesom. Ale były szef MSZ uważa, że Polska rozczuliła Amerykanów swoją przymilnością, więc wzruszeni tym dali nam cukierka. I oto na naszych oczach rodzi się doktryna Czaputowicza w stosunkach międzynarodowych: bądź przymilny, to coś ci skapnie.

Były minister wzruszył się też przemówieniem sekretarza obrony USA w Warszawie. „Czy rozumiemy przesłania – pytał dramatycznie – które wygłosił sekretarz obrony USA Pete Hegseth w Warszawie: Polacy mają podobny do Amerykanów etos wojownika, Stany Zjednoczone mogły zawsze na Polskę liczyć, byliśmy z nimi w Iraku i Afganistanie, zbrojąc się, Polska będzie bronić całego kontynentu?”. Owszem, panie Czaputowicz, rozumiemy – Pete Hegseth, prezenter telewizji Fox News i ogólnie osoba mało kompetentna w zakresie spraw zagranicznych i obronnych, wygłosił dziennikarskie dyrdymały. Żeby było wzniośle i miło. Że polscy wojownicy będą bronić całego europejskiego kontynentu. Sprzętem kupionym od Amerykanów. I w zasadzie cały konkret to te zakupy…

No i jeszcze jedna mądrość pana C. Komentując paryskie spotkanie, napisał: „Polska ma najsilniejszą armię w Europie, liczono więc, że przyłączy się do koalicji pilnującej pokoju w Ukrainie i pociągnie za sobą inne państwa. Tymczasem Polska, która sprawuje prezydencję w Unii Europejskiej, zrobiła w portki”.

Cóż, fakty są takie, że Polska jest w koalicji wspomagającej Ukrainę i jest jednym z jej najważniejszych uczestników. Tym ważniejszym, że z tej koalicji – czego Czaputowicz nie zauważył – właśnie wychodzą Stany Zjednoczone. Cóż więc Polska powinna robić zdaniem byłego ministra: chwalić Trumpa czy już nie?

Jeśli zaś chodzi o polskich żołnierzy w Ukrainie – decyzja Tuska jest roztropna i zrozumiała. Po pierwsze, 80% Polaków tego nie chce. Po drugie, są względy historyczne, które nakazują ostrożność. Dlatego polskich żołnierzy w Ukrainie być nie powinno.

Pomińmy zwrot o robieniu w portki – bo to śmieszne. Zwłaszcza w MSZ, w którym Czaputowicz ma opinię najbardziej strachliwego ministra XXI w. – którym dyrektor generalny kręcił, jak chciał. Może przyszedł czas odreagowania?

 

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Przebłyski

Jak żyć bez sponsora?

Skoro nie ma dolarów, to weźmiemy złotówki. Tak zareagowała część polskich mediów, która od lat była finansowana przez Agencję Stanów Zjednoczonych ds. Rozwoju Międzynarodowego, a której kurek z kasą zakręciła ekipa Trumpa.

W świat poszła ocena Elona Muska, że USAID to „organizacja przestępcza prowadzona przez radykalnych szaleńców”. 10 tys. pracowników agencji szuka teraz nowej roboty. A ci, którzy w Polsce brali amerykańską kasę, apelują, by polski rząd przejął finansowanie „Krytyki Politycznej” i kilkunastu innych podmiotów. Przy operatywności i obrotności Sławomira Sierakowskiego może to się udać.

My nigdy nic nie dostaliśmy z USAID. Bo wiemy, że nie ma darmowych obiadów. I dający zawsze czegoś chce. Rację ma więc minister Sikorski, który mówi twardo NIE przejęciu przez polski rząd tego finansowania.

Fajnie i dostatnio żyło się za kasę USAID. Czas, by zamiast szukać nowego sponsora, jakoś na siebie zarobić.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne

Jutro o świcie – Aurora Films

przedstawia film reżysera nominowanego do Oscara   JUTRO O ŚWICIE Reżyseria Rúnar Rúnarsson Islandia/Holandia/Chorwacja/Francja 2024, 80 min Przejmujące studium stłumionego żalu i więzi jakie tworzą się po utracie kogoś bliskiego.   W KINACH OD 28 LUTEGO

Aktualne Przebłyski

Siemoniak dał lekcję Olejnik

Nareszcie. Paskudna maniera traktowania gości TVN 24 z buta i przerywania rozmów z nimi została oprotestowana przez szefa MSWiA.

Gdy Tomasz Siemoniak w „Kropce nad i” mówił o walce z mafiami i przestępczością zorganizowaną, Monika Olejnik nagle mu przerwała, bo reporter na londyńskiej ulicy złapał wypuszczonego z aresztu byłego szefa RARS Michała Kuczmierowskiego. Bezczelny do bólu wysłannik TVN 24 usiłował coś z niego wycisnąć. A minister Siemoniak czekał. Gdy w końcu przestępca zbył natręta, Olejnik jak gdyby nigdy nic wróciła do ministra. Siemoniak zachował się z klasą i powiedział, że bardzo mu się nie podoba, „że przerywacie wywiad, bo podejrzewany o poważne przestępstwa w Londynie ma coś na ulicy powiedzieć”. Został w studiu, bo szanuje telewidzów, „których państwo nie uszanowali”. Jakie maniery, takie wolne media.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.