Aktualne

Powrót na stronę główną
Aktualne Promocja

Dieta pudełkowa w Kielcach: Świętokrzyska rewolucja żywieniowa

Kielce, serce województwa świętokrzyskiego, stają się świadkiem prawdziwej rewolucji żywieniowej. Dieta pudełkowa, innowacyjne podejście do codziennego odżywiania, zyskuje coraz większą popularność wśród mieszkańców tego malowniczego miasta. To zjawisko nie tylko zmienia nawyki żywieniowe kielczan,

Aktualne Promocja

System MES – jak pomaga we współczesnym przemyśle?

Współczesny przemysł musi mierzyć się z wieloma wyzwaniami, co wymaga wręcz perfekcyjnej organizacji, w czym pomaga zaawansowana technologia. Jednym z lepszych przykładów jest system MES (Manufacturing Execution System). To specjalne oprogramowanie zaprojektowane dla przemysłu. Każda

Aktualne

Mnich i karabin

przedstawia nowy film twórcy zjawiskowej „Lunany. Szkoły na końcu świata” MNICH I KARABIN Reżyseria Pawo Choyning Dorji Bhutan/Francja/USA/Tajwan 2023, 107 min Buddyjska przypowieść o tym, że kluczem do zmian jest zrozumienie przeszłości. W KINACH OD 2 SIERPNIA

Aktualne Przebłyski

Po Balcie nie ma czego zbierać

Marek Balt długo liczył, że Czarzasty pozwoli mu na kolejną kadencję w Parlamencie Europejskim. Chodził więc po mediach i plótł partyjne komunały. Setki występów i nic. Prawie zerowa popularność. Są ludzie, których nie da się zapamiętać, bo nie potrafią wyjść poza oklepane frazesy. Balt jest w tym nie do podrobienia. Gdy zaś chodzi o własne interesy, to Balt nie jest gapą. Potrafił o nie zadbać. W 2012 r. został liderem śląskiego SLD. Jaki jest efekt jego rządów? Klęska kadrowa i programowa.

W rozmowie z Elizą Olczyk („Rzeczpospolita”) Balt ogłosił, że lewica jest dzisiaj na etapie śmierci klinicznej. Z winy Czarzastego, Biedronia i Zandberga. Swojej odpowiedzialności, a był przecież wiceprzewodniczącym SLD, jakoś nie widzi.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Przebłyski

Niewypał Trotyla

Od dnia, gdy Cezary Gmyz znalazł trotyl na wraku samolotu, który rozwalił się pod Smoleńskiem, minęło sporo czasu. Ale przez osiem lat dojna zmiana nie zdołała potwierdzić śmiałej koncepcji Gmyza. Z wielkiego bum została mu tylko ksywka Trotyl. I skłonność do fake newsów. Za rządów PiS Gmyz i Gociek korzystali z wycieków od zaplecza władzy. Znacie te śledztwa dziennikarskie, czyli kumpel tu i kumpel tam. Panom G. granie dobrze poinformowanych skończyło się po wyborach. Zaczęły się schody. W „Do Rzeczy” (nr 25) dwaj panowie G. piszą, że „Tomasz Piątek przytulił fuchę w resorcie dyplomacji”, a trzy tygodnie później redakcja „przeprasza Tomasza Piątka za naruszenie jego dóbr osobistych poprzez opublikowanie nieprawdziwych informacji”.

Ten, kto zrobił z Gmyza korespondenta TVP w Niemczech, też powinien przeprosić.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Od czytelników

Listy od czytelników nr 30/2024

Przegrany Wołyń

Polska niczego nie przegrała. Nawet włodarze niczego nie przegrali, ponieważ o nic w tej materii nie walczyli. Ofiary ludobójstwa czy zbrodni wojennych są od lat politykom potrzebne wyłącznie do bicia piany w aktach bezgranicznej nienawiści do Rosji, utrwalania mitu założycielskiego III RP, podkreślania własnego kombatanctwa i antykomunizmu. Do tego nadaje się Smoleńsk, powojenne podziemie oraz powstanie warszawskie, politycznie wymierzone w ZSRR. Ale rzeź na Wołyniu do niczego politycznie im nie pasuje, podobnie jak przedwojenna „operacja polska” NKWD, której ofiarami byli w dużej mierze polscy robotnicy, komuniści i socjaliści mieszkający w Rosji radzieckiej.

Polscy politycy wykorzystują ofiary cynicznie, wybiórczo, wyłącznie do celów politycznych i zaspokajania swoich najniższych instynktów. Widzą różnice w ważności tych ofiar tam, gdzie naród ich nie widzi.
Michał Błaszczak

Pozwalamy banderowcom pluć nam w twarz nawet teraz, nawet w Polsce. W 2016 r. na uroczystości składania wieńca przez Poroszenkę pod pomnikiem ofiar zbrodni wołyńskiej towarzysząca mu pilotka i deputowana Sawczenko, skazana w Rosji za udział w zamordowaniu dziennikarzy, „całkiem przypadkiem” pojawiła się w czerwonej koszuli i czarnych spodniach, pasujących kolorami do banderowskiej flagi. Że też nie miał kto na to zdecydowanie zareagować!
Krzysztof Grabczak

Wołyń nie jest przegrany. Przegrani są nasi pseudopolitycy, którzy nie umieją walczyć o prawdę. Umieją tylko załatwiać sprawy w obcym interesie.
Amon Amon Mony

Zatrzymać gigantów

Może się mylę, ale uważam, że mandatariusz powinien być zależny od wyborców w okręgu, w którym otrzymał mandat. W przeciwnym razie będzie uzależniony od silnych lobbystów. Episkopat czy ambasador Stanów Zjednoczonych faktycznie mają większy wpływ na sejmitów niż naród polski.
Józef Brzozowski

Dziwne przypadki Glapińskiego

Główne zarzuty pod adresem Glapińskiego to oczywiście prowadzenie polityki monetarnej banku centralnego, która wywołała w kraju inflację. NBP prowadził bezpośredni skup obligacji rządowych, ale taką politykę prowadziły wszystkie banki centralne, by ich kraje nie wpadły w głęboką recesję. Ta polityka wzięta jest z podręcznika Keynesa. Obłudą jest zatem stawianie prezesa banku przed Trybunał Stanu, jeśli obecna koalicja prowadzi identyczną politykę (na razie wyrażaną wysokim deficytem budżetowym). Myślałem, że jako tygodnik opinii jesteście bardziej rzetelni w wyjaśnianiu świata niż tabloidalne informacje o zakupie działki w Zalesiu Dolnym, Górnym czy innym.
Artur Kozłowski

Złe wiadomości

I to się nazywa „praworządna Rzeczpospolita”! Ryba psuje się od głowy. To sądy powinny czuwać nad praworządnością, a one czuwają nad tym, aby nie urazić instytucji państwa i osób wywindowanych wysoko. Etos sędziego nie istnieje. Etyka to abstrakcja. Można wykuć do egzaminu istotę pojęć etyka, moralność, ale nie można nauczyć się moralnego postępowania. Zapomniane Kantowskie „niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie”.
Marek Karczewski

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Notes dyplomatyczny

Luksemburg. Jak to pięknie brzmi!

W sprawie ambasadorów Andrzej Duda wybrał strajk. Polega on na tym, że prezydent nie podpisuje ambasadorskich nominacji. Żadnych.

Do tej pory można było się spodziewać, że nie podpisze nominacji osobom z politycznego nadania, takim jak Bogdan Klich czy Jan Vincent-Rostowski. Zresztą to zapowiadał, to można zrozumieć. Ale on nie podpisuje nikomu! Nawet zawodowym dyplomatom, którym – gdy wyjeżdżali na placówki w czasach PiS – nominacje podpisywał. A teraz nie chce. Wtedy byli dobrzy, teraz są źli?

Prezydent w jednej z wypowiedzi tłumaczył, że będzie tak robił, żeby wymusić na ekipie rządzącej szacunek dla swojej osoby. Cóż, nie w ten sposób szacunek się zdobywa…

Tak czy inaczej, Radosław Sikorski przestał już wierzyć, że uda mu się osiągnąć z Andrzejem Dudą jakieś porozumienie. Jak mówił, zawierali takie porozumienia już dwukrotnie i za każdym razem prezydent z nich się wycofywał. Minister zdecydował więc, że na prezydenta nie ma co się oglądać, że trzeba robić swoje. I jest w tym jakaś logika.

Zwłaszcza że ambasady RP wymagają roszad kadrowych – niektóre od miesięcy czekają na ambasadora, w innych zmiany powinny zostać przeprowadzone dwa-trzy lata temu. Ale PiS nie miało do tego głowy.

Taką placówką, gdzie można było przyjemnie pracować, a która nie rzucała się w oczy, był Luksemburg. Ambasadorem, od roku 2017 (sic!), jest tu Piotr Wojtczak. To trzeci ambasador RP w Luksemburgu – ambasadę w Wielkim Księstwie powołano w roku 2005, a pierwszą jej szefową, do 2010 r., była Barbara Labuda. W 2011 r. zastąpił ją Bartosz Jałowiecki. A potem szczęśliwym ambasadorem został Wojtczak. Szczęśliwym – bo co robić w Luksemburgu? Kraj niewielki, więc i placówka niewielka. Ambasador, konsul i kierowca. Tak było na początku. Ale…

Wojtczak to były dyrektor generalny służby zagranicznej, w swojej karierze był też m.in. zastępcą ambasadora RP w Belgii, jako chargé d’affaires kierował ambasadą przy Unii Europejskiej w Brukseli, był również dyrektorem protokołu dyplomatycznego, więc zna dobrze MSZ i działające tu mechanizmy.

Może dlatego, gdy wyjeżdżał do Luksemburga, ambasada otrzymała jeszcze jeden etat, radcy ds. ekonomiczno-politycznych, który objęła jego żona. No i udało im się spędzić siedem lat w miłym miejscu.

Ale teraz przychodzi czas zmiany. Na miejsce Wojtczaka do Luksemburga pojechać ma Rafał Hykawy. Nikt nie wątpi – taki wyjazd to dla Hykawego zadośćuczynienie. Ma on dwie specjalności – zajmował się sprawami Unii Europejskiej, a za pierwszego rządu Donalda Tuska był dyrektorem Sekretariatu Prezesa Rady Ministrów. Czyli należał do grona najbardziej zaufanych. Ale przyszło PiS i Hykawy został zepchnięty do roli szeregowego urzędnika. Wyrzucić go z kancelarii premiera PiS nie mogło, więc przez osiem lat trzymano go w bocznym pokoiku, gdzie wegetował.

15 października słonko zaświeciło. Tusk wrócił do KPRM, a Hykawy został jednym z trzech zastępców dyrektora Biura Prezesa Rady Ministrów. Na razie stanowisko dyrektora jest nieobsadzone, czeka na Pawła Grasia…

Pewnie zatem Grasiowi Hykawy zawdzięcza, że te osiem lat trwania będzie mu wynagrodzone i pojedzie do

Luksemburga na miejsce, które tak pięknie ugrzali państwo Wojtczakowie.

I nawet prezydent Duda w tym nie przeszkodzi.

 

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Przebłyski

Jak Olszewski rozumie małostkowość

Nie wiemy, co ma w duszy Michał Olszewski z „Gazety Wyborczej”. I nawet nie chcemy wiedzieć. Bo mimo naszej legendarnej tolerancyjności trudno o wyrozumiałość dla autora tekstu „Polska krzywda, ukraińskie ofiary”. Pisze on: „Wypominanie ukraińskiemu prezydentowi, że w momencie, kiedy pod gruzami zniszczonych budynków giną jego współobywatele, nie dostarcza ukojenia wiecznie znękanej duszy polskiej, jest wyjątkową małostkowością. Polska krzywda znowu okazuje się najważniejsza”. Dla Olszewskiego bezskuteczne prośby o ekshumację 120 tys. Polaków zamordowanych w najokropniejszy sposób to małostkowość. Bo wojna! Czy Olszewski jest aż tak naiwny? Ekshumacje – oczywisty obowiązek państwa ukraińskiego – są celowo blokowane przez tych Ukraińców, którzy świadomie fałszują prawdę o ludobójstwie.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Pytanie Tygodnia

Jak Polacy pojmują słowo Europejczyk?

Prof. Marek Belka,
poseł do Parlamentu Europejskiego IX kadencji, były premier RP

To pojmowanie jest zazwyczaj dość płytkie, ogranicza się bowiem do kogoś mieszkającego w Europie. Myślę, że mało kto w Polsce łączy je z odpowiednim zestawem wartości, które dla Europejczyka są albo powinny być charakterystyczne.

 

Dr hab. Michał Wenzel,
socjolog, profesor Uniwersytetu SWPS

Słowo Europejczyk jest niejednoznaczne i można je rozumieć na kilka sposobów. Pierwszy zakłada, że wszyscy jesteśmy Europejczykami, bo Europa składa się z narodów, więc to, kim jesteśmy jako Polacy, oznacza ipso facto, że jesteśmy Europejczykami, ponieważ stanowimy część Europy. Drugie rozumienie to pewien zbiór wspólnych wartości, tożsamość europejska, która łączy mieszkańców Starego Kontynentu. W ujęciu trzecim bycie Europejczykiem to jest to, co promują instytucje europejskie.

Są różne grupy społeczne, w tym różne elektoraty. Lewica np. rozumie Europę jako projekt oświeceniowy, a prawica jako element dziedzictwa chrześcijańskiego.

To wcale się nie wyklucza i pozwala różnym grupom społecznym identyfikować się z Europą na swoich warunkach. Stąd tak wysokie poparcie dla Unii Europejskiej.

 

Ziemowit Szczerek,
pisarz, dziennikarz, tłumacz

Polacy z jednej strony myślą o sobie jako o Europejczykach, z drugiej strony jednak nie do końca. Można to przyrównać do mieszkańców Nowej Huty, którzy niby mieszkają w Krakowie, ale gdy jadą do miasta, mówią, że jadą do Krakowa. My podobnie jako Polacy czujemy się Europejczykami. Płyty winylowe miały stronę A i B. Ta pierwsza to główna Europa, która tak naprawdę stworzyła tę cywilizację i bez której trudno sobie kontynent wyobrazić. To Europa na zachodzie, na południu, na południowym zachodzie. Na stronie B jesteśmy my. Oczywiście też jako część Europy, ale można sobie wyobrazić jej rozwój bez naszego udziału. Jesteśmy takimi późnymi wnukami. Wkręciliśmy się w to, co już było, i dołożyliśmy do tego swoje. Być może dlatego pozostaje w nas pewien kompleks, że jesteśmy trochę zbyt późni.

 

 

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Promocja

Jak wybrać najlepszy ołówek?

Ołówki to nieodzowny element wyposażenia każdego biurka, bez względu na to, czy jest to biurko w szkole, w biurze czy w domu. Warto więc bliżej przyjrzeć się temu prostemu, a zarazem niezastąpionemu narzędziu. Historia ołówków Historia ołówków sięga XVI wieku, kiedy